you again
: pn mar 02, 2026 8:01 pm
Tym razem to ona lekko się uśmiechnęła, widząc reakcję bruneta. Ich dynamika zdecydowanie polegała w większości na kolejnym wbijaniu sobie lekkich szpilek i obserwowaniu co z tego wyniknie. Niemniej skłamałaby, gdyby powiedziała, że tego nie lubiła. Może nie była to klasyczna relacja damsko-męska, ale z drugiej strony — nigdy nie miała pod ręką porządnego wzorca, działała więc w tym aspekcie raczej po omacku.
— Każdy potrzebuje czasem reklamy — skomentowała tylko, aksamitnym i niepozornym tonem. Prawda była jednak taka, że niezależnie od tego jak dobrym asetem był dla posterunku, raczej nie zdobędzie ich pełnego i bezgranicznego zaufania przez powiązania z przestępczym światem. Tym samym jego największa zaleta, była jednocześnie największą wadą. Paradoksalne, ale prawdziwe.
— Co? — zapytała odruchowo, zanim dotarł do niej sens słów Alistaira oraz ich przekaz. Momentalnie lekko się zmieszała i odchrząknęła, starając się pokazać, że wcale nie wpłynął na nią swoimi słowami — A, no tak, być może — rzuciła więc od niechcenia, zerkając z ukosa na bruneta, odrobinę poirytowana jego postawą. Szybko jednak przeszła nad tym do porządku dziennego, przypominając sobie, że taki po prostu był, a jej jakiś czas temu nawet się to podobało. Nawet jeśli ani razu nie uwierzyła w pełni w jego komplementy, przez wzgląd na swoje zwątpienie do własnej kobiecości i urody. Była dobrym i cenionym detektywem i to jej w zupełności wystarczało jako komplement — Grunt, żeby oczy Bensona były na mnie skierowane — dodała, nieświadoma tego jak jej pozornie nic nie znaczące słowa wpływały na Bedivere’a. Ona mówiła stricte o ich zadaniu, nie zastanawiając się nad dodatkowymi niuansami tego udawanego bratania się z wrogiem.
Skinęła głową, potwierdzając przyjęcie jego aprobaty dla postaci, którą będzie odgrywała przez kolejne miesiące. Dało się dostrzec lekkie zadowolenie na jej twarzy. Wewnętrzny perfekcjonista został przyjemnie pogłaskany po głowie.
— Dopóki będziemy razem. Ale pamiętaj, że w pewnym momencie się rozłączymy. Wtedy też muszę poradzić sobie bez szwanku, a markowe ciuchy z pewnością mi w tym pomogą, ale nie rozwiążą sprawy — przypomniała pośpiesznie, jednocześnie podekscytowana i przestraszona tym faktem. Akcje pod przykrywką zawsze wypływały masę sprzecznych emocji swoją złożonością i niepewnością. Mogli teraz zaplanować wszystko, co do najmniejszego detalu, a potem i tak sprawy potrafiły nabrać takiego obrotu, że bedą zmuszeni improwizować. Ich rolą było teraz pokrycie jak największej ilości potencjalnych scenariuszy.
Przyglądała mu się przez moment, obserwując bardzo subtelną, aczkolwiek możliwą do wyłapania dla czujnego obserwatora, zmianę w jego postawie i zachowaniu, kiedy temat zszedł mocniej na Grey’a. Czyżby Alistair Bedivere właśnie okazywał emocje zgoła inne od tych powierzchownych, które prezentował do tej pory? Nic nie powiedziała, ale nie uszło to jej uwadze.
— I miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie — przytaknęła na jego słowa, kładąc dłonie na udach, zanim podniosła się w miejsca — Na dzisiaj to właściwie wszystko. Teraz musimy umówić się na dopracowanie naszej historii, doedukowanie w kontekście sztuki i… przymiarki — podsumowała, zwiększając między nimi dystans, kiedy odeszła w stronę wyjścia z salki. Dlaczego obserwacja sprzed chwili wprawiła ją w lekkie spięcie i poddenerwowanie? Nie była pewna.
Alistair Bedivere
— Każdy potrzebuje czasem reklamy — skomentowała tylko, aksamitnym i niepozornym tonem. Prawda była jednak taka, że niezależnie od tego jak dobrym asetem był dla posterunku, raczej nie zdobędzie ich pełnego i bezgranicznego zaufania przez powiązania z przestępczym światem. Tym samym jego największa zaleta, była jednocześnie największą wadą. Paradoksalne, ale prawdziwe.
— Co? — zapytała odruchowo, zanim dotarł do niej sens słów Alistaira oraz ich przekaz. Momentalnie lekko się zmieszała i odchrząknęła, starając się pokazać, że wcale nie wpłynął na nią swoimi słowami — A, no tak, być może — rzuciła więc od niechcenia, zerkając z ukosa na bruneta, odrobinę poirytowana jego postawą. Szybko jednak przeszła nad tym do porządku dziennego, przypominając sobie, że taki po prostu był, a jej jakiś czas temu nawet się to podobało. Nawet jeśli ani razu nie uwierzyła w pełni w jego komplementy, przez wzgląd na swoje zwątpienie do własnej kobiecości i urody. Była dobrym i cenionym detektywem i to jej w zupełności wystarczało jako komplement — Grunt, żeby oczy Bensona były na mnie skierowane — dodała, nieświadoma tego jak jej pozornie nic nie znaczące słowa wpływały na Bedivere’a. Ona mówiła stricte o ich zadaniu, nie zastanawiając się nad dodatkowymi niuansami tego udawanego bratania się z wrogiem.
Skinęła głową, potwierdzając przyjęcie jego aprobaty dla postaci, którą będzie odgrywała przez kolejne miesiące. Dało się dostrzec lekkie zadowolenie na jej twarzy. Wewnętrzny perfekcjonista został przyjemnie pogłaskany po głowie.
— Dopóki będziemy razem. Ale pamiętaj, że w pewnym momencie się rozłączymy. Wtedy też muszę poradzić sobie bez szwanku, a markowe ciuchy z pewnością mi w tym pomogą, ale nie rozwiążą sprawy — przypomniała pośpiesznie, jednocześnie podekscytowana i przestraszona tym faktem. Akcje pod przykrywką zawsze wypływały masę sprzecznych emocji swoją złożonością i niepewnością. Mogli teraz zaplanować wszystko, co do najmniejszego detalu, a potem i tak sprawy potrafiły nabrać takiego obrotu, że bedą zmuszeni improwizować. Ich rolą było teraz pokrycie jak największej ilości potencjalnych scenariuszy.
Przyglądała mu się przez moment, obserwując bardzo subtelną, aczkolwiek możliwą do wyłapania dla czujnego obserwatora, zmianę w jego postawie i zachowaniu, kiedy temat zszedł mocniej na Grey’a. Czyżby Alistair Bedivere właśnie okazywał emocje zgoła inne od tych powierzchownych, które prezentował do tej pory? Nic nie powiedziała, ale nie uszło to jej uwadze.
— I miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie — przytaknęła na jego słowa, kładąc dłonie na udach, zanim podniosła się w miejsca — Na dzisiaj to właściwie wszystko. Teraz musimy umówić się na dopracowanie naszej historii, doedukowanie w kontekście sztuki i… przymiarki — podsumowała, zwiększając między nimi dystans, kiedy odeszła w stronę wyjścia z salki. Dlaczego obserwacja sprzed chwili wprawiła ją w lekkie spięcie i poddenerwowanie? Nie była pewna.
Alistair Bedivere