Old times
: czw lut 12, 2026 8:23 pm
Mimo znajomości z Michaelem, która miała chyba miejsce w dawnym życiu, wciąż nie mogła rozgryźć, co go tak naprawdę skłoniło do napisania do niej. Szczerze wątpiła w chęć odnowienia kontaktu, bo gdyby tak było, skontaktowałby się z nią tuż po powrocie do Toronto. Łączyła ich szczenięca, nastoletnia miłość, której raczej żadne z nich nie żałowało przez tyle lat każdego dnia. Dlatego tak, wciąż próbowała się dowiedzieć dlaczego potrzebował terapii i dlaczego u niej. Jego tłumaczenia ani trochę jej nie przekonywały, ale za to szczerze bawiły. Dawno już się tak dobrze nie czuła w czyimś towarzystwie.
- A nie obawiasz się, że ja bym mogła się zemścić za złamane serce i postanowiła Cię naciągnąć?- uniosła znacząco brew uśmiechając się kącikiem ust. - Albo co gorsza odpowiednią terapią Cię zmanipulować i zrobić sieczkę z mózgu?- a jako psychoterapeutka pewnie potrafiłaby to zrobić. Jeszcze przepisując mu odpowiednie leki? Mogłaby go tak zaprogramować, że tańczyłby jakby mu zagrała. Całe szczęście, że Mara to nie psychopatka i nie zamierza tego zrobić. Ale nastraszyć go trochę nie zaszkodzi.
- Oczywiście. Poznałam już wszystkie Twoje zakamarki- obrzuciła go wymownym spojrzeniem, bo raczej spotykając się nie trzymali rączek na kołdrze. Byli młodzi, nabuzowani hormonami i ciekawi świata. W dodatku Michael pewnie jako zapalony miłośnik biologii od najmłodszych lat chętnie uczył się po godzinach ze swoją dziewczyną. - I pewnie przez lata nie mogłeś odnaleźć swojego miejsca na ziemi, aż wróciłeś do Toronto, do mnie, gdzie byłeś naprawdę szczęśliwy?- aż uniosła dłoń do piersi udając wzruszenie. Mimo, że ich związek się rozpadł, to wspominała go naprawdę dobrze. Byli młodzi i będąc na dwóch różnych uczelniach, które dzieliły tysiące kilometrów to nie miało możliwości się udać. Mara również się szybko pocieszyła zakochując się w swoim profesorze, aby ostatecznie zaręczyć się z jeszcze kimś innym. Najwidoczniej żadne z nich nie próżnowało. Najważniejsze jednak, że potrafili do tego podchodzić z dystansem żartując z siebie samych. Lakefield zawsze ceniła takich ludzi i spotkania.
- Skoro nie wspominałam to może z założenia dlatego, że można? Wiesz, skoro coś nie jest zakazane, to chyba jest dozwolone- poruszyła brwiami, bo z interpretacją bywało niekiedy tak, że każdy mógł mieć własną. Tutaj to oni tworzyli własne zasady, a raczej to ona, skoro stała się właśnie jego terapeutką.
Dostrzegła jak bardzo się jej przygląda, gdy zabrała się za pice tequili. Ten jego uważny wzrok i wymowny uśmiech podniosły temperaturę jej ciała o dodatkowy stopień. Było w tym coś pociągającego. Nie pociągnęła jednak tego dalej zachowując pełen profesjonalizm. Skarciła się w myślach za nagłą potrzebę, żeby nie odpowiedział na jej pytanie i się napił, by tym razem to ona mogła się mu przyjrzeć i ocenić pracę języka w tej sytuacji. Nie byłoby to odpowiedzialne, chociaż w ostatnim czasie coraz rzadziej taka bywała.
Postanowiła jednak zadać mu takie pytanie, na odpowiedzenie którego raczej nie powinien się czuć niekomfortowo.- Hmm w połowie mogłabym się zgodzić. Nie wyobrażam sobie bycia spełnionym bez poczucia szczęścia. Z kolei faktycznie, można byś szczęśliwym, ale nie czuć że spełniło się wszystko, co sobie założyliśmy- wchodziło to już w coraz głębsze filozofowanie, ale czemu by nie? Jej alkohol również już trochę uderzał do głowy. - Trafna uwaga Graham- pochwaliła go i słuchała dalej jego wypowiedzi. - Ciekawa odpowiedź- przyznała z lekkim grymasem na twarzy. Ostatni raz był naprawdę szczęśliwy rozwodząc się? To było smutne i dziwne - na ten moment nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Najwidoczniej tequila nie jest dobrym kompanem podczas sesji.
- Zacznijmy od tego, że nikomu w pełni nie ufam. Chyba z natury każdy tak ma- chwyciła kieliszek z alkoholem i zapatrzyła się w niego na chwilę. Wróciła wspomnieniami nie tylko do kłamstw męża, ale również tych, którymi sama karmi swoją siostrę od jakiegoś czasu.- Ale za to kłamstwo jest w stanie pozbawić kogoś resztek zaufania, którym tego kogoś darzę. Zawsze powtarzam, że wolę brutalną prawdę, niż piękne kłamstwo- nie brzmiała przekonująco, ale dawniej właśnie tym się kierowała w życiu. Westchnęła głośno odstawiając wciąż pełny kieliszek i dopiero teraz podniosła na niego spojrzenie. Przechyliła głowę na bok i zaczęła mu się uważnie przyglądać mrużąc oczy i zastanawiając się nad odpowiednim pytaniem. Chciała żeby się napił czy chciała się dowiedzieć czegoś o nim? To stawał się ciężki wybór, lecz z drugiej strony im był bardziej pod wpływem alkoholu, tym mógł być bardziej szczery. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, a w oczach zaświeciły iskierki. Nachyliła się jeszcze bardziej w jego kierunku nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.- Co sprawia, że się zawstydzasz?
Michael Graham
- A nie obawiasz się, że ja bym mogła się zemścić za złamane serce i postanowiła Cię naciągnąć?- uniosła znacząco brew uśmiechając się kącikiem ust. - Albo co gorsza odpowiednią terapią Cię zmanipulować i zrobić sieczkę z mózgu?- a jako psychoterapeutka pewnie potrafiłaby to zrobić. Jeszcze przepisując mu odpowiednie leki? Mogłaby go tak zaprogramować, że tańczyłby jakby mu zagrała. Całe szczęście, że Mara to nie psychopatka i nie zamierza tego zrobić. Ale nastraszyć go trochę nie zaszkodzi.
- Oczywiście. Poznałam już wszystkie Twoje zakamarki- obrzuciła go wymownym spojrzeniem, bo raczej spotykając się nie trzymali rączek na kołdrze. Byli młodzi, nabuzowani hormonami i ciekawi świata. W dodatku Michael pewnie jako zapalony miłośnik biologii od najmłodszych lat chętnie uczył się po godzinach ze swoją dziewczyną. - I pewnie przez lata nie mogłeś odnaleźć swojego miejsca na ziemi, aż wróciłeś do Toronto, do mnie, gdzie byłeś naprawdę szczęśliwy?- aż uniosła dłoń do piersi udając wzruszenie. Mimo, że ich związek się rozpadł, to wspominała go naprawdę dobrze. Byli młodzi i będąc na dwóch różnych uczelniach, które dzieliły tysiące kilometrów to nie miało możliwości się udać. Mara również się szybko pocieszyła zakochując się w swoim profesorze, aby ostatecznie zaręczyć się z jeszcze kimś innym. Najwidoczniej żadne z nich nie próżnowało. Najważniejsze jednak, że potrafili do tego podchodzić z dystansem żartując z siebie samych. Lakefield zawsze ceniła takich ludzi i spotkania.
- Skoro nie wspominałam to może z założenia dlatego, że można? Wiesz, skoro coś nie jest zakazane, to chyba jest dozwolone- poruszyła brwiami, bo z interpretacją bywało niekiedy tak, że każdy mógł mieć własną. Tutaj to oni tworzyli własne zasady, a raczej to ona, skoro stała się właśnie jego terapeutką.
Dostrzegła jak bardzo się jej przygląda, gdy zabrała się za pice tequili. Ten jego uważny wzrok i wymowny uśmiech podniosły temperaturę jej ciała o dodatkowy stopień. Było w tym coś pociągającego. Nie pociągnęła jednak tego dalej zachowując pełen profesjonalizm. Skarciła się w myślach za nagłą potrzebę, żeby nie odpowiedział na jej pytanie i się napił, by tym razem to ona mogła się mu przyjrzeć i ocenić pracę języka w tej sytuacji. Nie byłoby to odpowiedzialne, chociaż w ostatnim czasie coraz rzadziej taka bywała.
Postanowiła jednak zadać mu takie pytanie, na odpowiedzenie którego raczej nie powinien się czuć niekomfortowo.- Hmm w połowie mogłabym się zgodzić. Nie wyobrażam sobie bycia spełnionym bez poczucia szczęścia. Z kolei faktycznie, można byś szczęśliwym, ale nie czuć że spełniło się wszystko, co sobie założyliśmy- wchodziło to już w coraz głębsze filozofowanie, ale czemu by nie? Jej alkohol również już trochę uderzał do głowy. - Trafna uwaga Graham- pochwaliła go i słuchała dalej jego wypowiedzi. - Ciekawa odpowiedź- przyznała z lekkim grymasem na twarzy. Ostatni raz był naprawdę szczęśliwy rozwodząc się? To było smutne i dziwne - na ten moment nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Najwidoczniej tequila nie jest dobrym kompanem podczas sesji.
- Zacznijmy od tego, że nikomu w pełni nie ufam. Chyba z natury każdy tak ma- chwyciła kieliszek z alkoholem i zapatrzyła się w niego na chwilę. Wróciła wspomnieniami nie tylko do kłamstw męża, ale również tych, którymi sama karmi swoją siostrę od jakiegoś czasu.- Ale za to kłamstwo jest w stanie pozbawić kogoś resztek zaufania, którym tego kogoś darzę. Zawsze powtarzam, że wolę brutalną prawdę, niż piękne kłamstwo- nie brzmiała przekonująco, ale dawniej właśnie tym się kierowała w życiu. Westchnęła głośno odstawiając wciąż pełny kieliszek i dopiero teraz podniosła na niego spojrzenie. Przechyliła głowę na bok i zaczęła mu się uważnie przyglądać mrużąc oczy i zastanawiając się nad odpowiednim pytaniem. Chciała żeby się napił czy chciała się dowiedzieć czegoś o nim? To stawał się ciężki wybór, lecz z drugiej strony im był bardziej pod wpływem alkoholu, tym mógł być bardziej szczery. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, a w oczach zaświeciły iskierki. Nachyliła się jeszcze bardziej w jego kierunku nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.- Co sprawia, że się zawstydzasz?
Michael Graham