gary's mysterious disappearance
: czw sty 29, 2026 2:37 pm
Chyba dawno nie słyszała nic bardziej absurdalnego. Oskarżanie jej o pozbycie się Gary'ego było niedorzeczne! Najwyraźniej nie dla Eviny, która autentycznie wzięła sobie ją na celownik, jakby Miller naprawdę była zdolna do unicestwienia wypchanej łasicy.
— Nie wiem, kurwa, stał tu gdzie zawsze i obrzydzał mi życie — odparła, wskazując rękę na puste miejsce na szafce. — Ale to, że nie pałam do niego sympatią nie oznacza, że mam cokolwiek wspólnego z jego zniknięciem — uniosła ręce w obronnym geście, jak na niewiniątko przystało. — Wczoraj na pewno nie przebywałam na terenie salonu, bo byłam w na komisariacie, pani detektyw. To pani kręciła się w pobliżu. Miała pani wartę i nie zauważyła pani, że czego brakuje? — prychnęła z udawaną pogardą. Co z niej za glina, skoro nie potrafiła dopilnować wypchanej łasicy?
Miller w końcu nie wytrzymała. Zaśmiała się głośno i opadła w fotel, na który pchnęła ją Swanson. Uniosła wymownie jedną brew, spoglądając narzeczonej prosto w oczy. Czy w obliczu zaistniałego zaginięcia to niestosowne, że coraz bardziej podobał się taki obrót spraw? Nawet rozłożyła prowokacyjnie nogi, żeby narzeczona mogła wcisnąć pomiędzy nie swoją stopę, chociaż wiedziała, że to nie było możliwe ze względu na ograniczone ruchy kolanem. Szach mat, pani detektyw.
— To właśnie sugeruję — przytaknęła skinieniem głowy. — Jestem przekonana, że to jakaś próba, która ma zweryfikować naszą relację. Ale nic ode mnie nie wyciągniesz, Swanson — nachyliła się do przodu, żeby spojrzeć ukochanej głęboko w oczy. — Nic na mnie nie masz. I dobrze wiesz, że nie tknęłabym Gary'ego kijem od szczoty — dodała, co akurat było samą prawdą. Zaylee nie znosiła tej łasicy prawie tak samo jak Bobby'ego Hackamana. Plus był taki, że Gary nie pierdolił kocopołów.
Skrzyżowała ręce na piersiach i oparła plecy o fotel, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, jakby tam mogło pojawić się jakieś wyjaśnienie. Myślała o tej dziwnej, posklejanej kupce futra, która tak nagle zniknęła. Umówmy się, Miller nie była przecież głupia, nie ryzykowałaby własnego życia tylko po to, żeby sprawdzić, czy Evina rzeczywiście nie zauważy to magiczne zniknięcie. Zresztą jak widać, pierwsze, co zrobiła po wejściu do salonu, to spojrzała w stronę szafki miejsca, gdzie Gary miał swoje honorowe miejsce. Od razu było wiadomo, że ta nieobecność nie mogła pozostać niezauważona jeszcze przez długi czas. Sama Zaylee prawdopodobnie nie zorientowałby się w brakach, dopóki nie usiadłaby przed telewizorem. I pewnie poczułaby identyczną ulgę, co teraz. Ale oczywiście musiałaby udawać wielkie zdenerwowanie, dramatycznie marszcząc brwi i patrząc na narzeczoną z udawanym niepokojem, pod którym w rzeczywistości kryło się szczere rozbawienie.
Evina J. Swanson
— Nie wiem, kurwa, stał tu gdzie zawsze i obrzydzał mi życie — odparła, wskazując rękę na puste miejsce na szafce. — Ale to, że nie pałam do niego sympatią nie oznacza, że mam cokolwiek wspólnego z jego zniknięciem — uniosła ręce w obronnym geście, jak na niewiniątko przystało. — Wczoraj na pewno nie przebywałam na terenie salonu, bo byłam w na komisariacie, pani detektyw. To pani kręciła się w pobliżu. Miała pani wartę i nie zauważyła pani, że czego brakuje? — prychnęła z udawaną pogardą. Co z niej za glina, skoro nie potrafiła dopilnować wypchanej łasicy?
Miller w końcu nie wytrzymała. Zaśmiała się głośno i opadła w fotel, na który pchnęła ją Swanson. Uniosła wymownie jedną brew, spoglądając narzeczonej prosto w oczy. Czy w obliczu zaistniałego zaginięcia to niestosowne, że coraz bardziej podobał się taki obrót spraw? Nawet rozłożyła prowokacyjnie nogi, żeby narzeczona mogła wcisnąć pomiędzy nie swoją stopę, chociaż wiedziała, że to nie było możliwe ze względu na ograniczone ruchy kolanem. Szach mat, pani detektyw.
— To właśnie sugeruję — przytaknęła skinieniem głowy. — Jestem przekonana, że to jakaś próba, która ma zweryfikować naszą relację. Ale nic ode mnie nie wyciągniesz, Swanson — nachyliła się do przodu, żeby spojrzeć ukochanej głęboko w oczy. — Nic na mnie nie masz. I dobrze wiesz, że nie tknęłabym Gary'ego kijem od szczoty — dodała, co akurat było samą prawdą. Zaylee nie znosiła tej łasicy prawie tak samo jak Bobby'ego Hackamana. Plus był taki, że Gary nie pierdolił kocopołów.
Skrzyżowała ręce na piersiach i oparła plecy o fotel, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, jakby tam mogło pojawić się jakieś wyjaśnienie. Myślała o tej dziwnej, posklejanej kupce futra, która tak nagle zniknęła. Umówmy się, Miller nie była przecież głupia, nie ryzykowałaby własnego życia tylko po to, żeby sprawdzić, czy Evina rzeczywiście nie zauważy to magiczne zniknięcie. Zresztą jak widać, pierwsze, co zrobiła po wejściu do salonu, to spojrzała w stronę szafki miejsca, gdzie Gary miał swoje honorowe miejsce. Od razu było wiadomo, że ta nieobecność nie mogła pozostać niezauważona jeszcze przez długi czas. Sama Zaylee prawdopodobnie nie zorientowałby się w brakach, dopóki nie usiadłaby przed telewizorem. I pewnie poczułaby identyczną ulgę, co teraz. Ale oczywiście musiałaby udawać wielkie zdenerwowanie, dramatycznie marszcząc brwi i patrząc na narzeczoną z udawanym niepokojem, pod którym w rzeczywistości kryło się szczere rozbawienie.
Evina J. Swanson