Strona 2 z 4

gary's mysterious disappearance

: czw sty 29, 2026 2:37 pm
autor: zaylee miller
Chyba dawno nie słyszała nic bardziej absurdalnego. Oskarżanie jej o pozbycie się Gary'ego było niedorzeczne! Najwyraźniej nie dla Eviny, która autentycznie wzięła sobie ją na celownik, jakby Miller naprawdę była zdolna do unicestwienia wypchanej łasicy.
Nie wiem, kurwa, stał tu gdzie zawsze i obrzydzał mi życie — odparła, wskazując rękę na puste miejsce na szafce. — Ale to, że nie pałam do niego sympatią nie oznacza, że mam cokolwiek wspólnego z jego zniknięciem — uniosła ręce w obronnym geście, jak na niewiniątko przystało. — Wczoraj na pewno nie przebywałam na terenie salonu, bo byłam w na komisariacie, pani detektyw. To pani kręciła się w pobliżu. Miała pani wartę i nie zauważyła pani, że czego brakuje? — prychnęła z udawaną pogardą. Co z niej za glina, skoro nie potrafiła dopilnować wypchanej łasicy?
Miller w końcu nie wytrzymała. Zaśmiała się głośno i opadła w fotel, na który pchnęła ją Swanson. Uniosła wymownie jedną brew, spoglądając narzeczonej prosto w oczy. Czy w obliczu zaistniałego zaginięcia to niestosowne, że coraz bardziej podobał się taki obrót spraw? Nawet rozłożyła prowokacyjnie nogi, żeby narzeczona mogła wcisnąć pomiędzy nie swoją stopę, chociaż wiedziała, że to nie było możliwe ze względu na ograniczone ruchy kolanem. Szach mat, pani detektyw.
To właśnie sugeruję — przytaknęła skinieniem głowy. — Jestem przekonana, że to jakaś próba, która ma zweryfikować naszą relację. Ale nic ode mnie nie wyciągniesz, Swanson — nachyliła się do przodu, żeby spojrzeć ukochanej głęboko w oczy. — Nic na mnie nie masz. I dobrze wiesz, że nie tknęłabym Gary'ego kijem od szczoty — dodała, co akurat było samą prawdą. Zaylee nie znosiła tej łasicy prawie tak samo jak Bobby'ego Hackamana. Plus był taki, że Gary nie pierdolił kocopołów.
Skrzyżowała ręce na piersiach i oparła plecy o fotel, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, jakby tam mogło pojawić się jakieś wyjaśnienie. Myślała o tej dziwnej, posklejanej kupce futra, która tak nagle zniknęła. Umówmy się, Miller nie była przecież głupia, nie ryzykowałaby własnego życia tylko po to, żeby sprawdzić, czy Evina rzeczywiście nie zauważy to magiczne zniknięcie. Zresztą jak widać, pierwsze, co zrobiła po wejściu do salonu, to spojrzała w stronę szafki miejsca, gdzie Gary miał swoje honorowe miejsce. Od razu było wiadomo, że ta nieobecność nie mogła pozostać niezauważona jeszcze przez długi czas. Sama Zaylee prawdopodobnie nie zorientowałby się w brakach, dopóki nie usiadłaby przed telewizorem. I pewnie poczułaby identyczną ulgę, co teraz. Ale oczywiście musiałaby udawać wielkie zdenerwowanie, dramatycznie marszcząc brwi i patrząc na narzeczoną z udawanym niepokojem, pod którym w rzeczywistości kryło się szczere rozbawienie.

Evina J. Swanson

gary's mysterious disappearance

: czw sty 29, 2026 4:13 pm
autor: Evina J. Swanson
Pomimo całego tego absurdu to zdecydowanie Swanson nie było do śmiechu z tym, że Gary zniknął. Chwilowo obrała sobie Miller za swój cel, ale nie miała pod ręką nikogo innego kogo mogłaby w tej chwili oskarżyć. W sumie jeśli się nad tym zastanowić to niedawno wpadli też do niej rodzice oraz Sam, ale ich nie było aktualnie w pomieszczeniu i nie mogła się na nich skupić.
- Przyznajesz się do tego, że nie pałałaś do zaginionego ciepłymi uczuciami. Dlatego skąd mam mieć pewność czy nie mydlisz mi oczu swoją szczerością oraz chęcią współpracy? - zapytała wprost. - To ja tutaj zadaję pytania, Miller. Bądź pewna, że jeśli w jakikolwiek sposób maczałaś w tym swoje palce to się o tym dowiem.
W normalnych okolicznościach nie byłaby w stanie zignorować tego oczywistego zaproszenia. Miała przed sobą bowiem Zaylee w bieliźnie i luźnej koszulce, która spoglądała na nią prowokacyjnie. Łatwo byłoby jej ulec, ale musiała wpierw rozwiązać zagadkę zniknięcia łasicy.
- To nie jest żaden mój wymysł... Poza tym: jeszcze nic na ciebie nie mam - powiedziała, wolną ręką ujmując twarz koronerki i lekko wbijając paznokcie w jej szczękę.
Miała poniekąd wrażenie jakby właśnie wróciły do początku swojej znajomości. W pomieszczeniu wyczuwalne było niezaprzeczalne napięcie, które się między nimi wytworzyło i chociaż Swanson spoglądała przez moment na narzeczoną jakby faktycznie miała skorzystać z oferty przedstawioną przez rozchylone uda koronerki to jednak oderwała się od fotela, aby przejść w miejsce, gdzie powinien znajdować się Gary.
Na jej nieszczęście Zaylee była pedantką. Nie mogła więc liczyć na to, że na meblach znajdowałaby się jakakolwiek warstwa kurzu, którym mogłyby zostać uwiecznione ślady. Nie było też żadnych zarysowań lub zadrapań. Zostało jej jeszcze sprawdzić czy aby w pobliżu szafki nie znajdowało się coś, co mogłoby wskazywać na sprawcę tego zamieszania.
Popełniła jednak błąd.
Chciała kucnąć i sprawdzić pod szafką, ale w momencie wykonywania tego nagłego ruchu przypomniała sobie o ograniczeniach swojego kolana. Łzy stanęły jej w oczach, gdy tylko noga boleśnie się zgięła, a detektywka opadła boleśnie na pośladki, chcąc uciec z tej pozycji.

zaylee miller

gary's mysterious disappearance

: czw sty 29, 2026 4:46 pm
autor: zaylee miller
Nie traktowała tego poważnie. Z całym szacunkiem do dziadka Eviny, ale nigdy nie kryła się specjalnie z tym, że nie znosiła wypchanej łasicy, która w jej mniemaniu przypominała wypłowiałego szczura po udarze. Wiedziała jednak, że narzeczona naprawdę przejęła się zniknięciem Gary'ego. Świadczyło o tym nie tylko jej pełne podejrzeń spojrzenie, ale również sposób, w jaki ujęła jej szczękę. Zaylee cmoknęła z niezadowoleniem, gotowa wyswobodzić się z uścisku, jednak zanim zdążyła zareagować, narzeczona sama zabrała rękę.
Przyznaję się, bo to akurat żadna tajemnica. A już na pewno żadna nowość — prychnęła, obserwując, jak Swanson krąży po salonie. Niestety jej rozkrok nic nie wskórał, dlatego założyła nogę na nogę i ściągnęła brwi. — Daj spokój, Swanson. Wiesz, że czasami sobie popierdolę, ale nie pozbyłabym się tego paskudztwa, wiedząc, że prędzej czy później zauważysz jego zniknięcie. Jak widać, prędzej niż później — spostrzegła, wskazując podbródkiem na szafkę, na której powinna stać łasica, ale nie stała.
Za to na pewno Evina powinna stać, a nie schylać się pod szafkę. Miller już otwierała usta, żeby zwrócić jej uwagę, ale nim zdążyła wydobyć z siebie choćby dźwięk, narzeczona kucnęła, straciła równowagę i z cichym jękiem opadła na pośladki.
Och, serio? — Zaylee poderwała się z fotela tak gwałtownie, że prawie go przewróciła i w dwóch krokach znalazła się przy ukochanej. — Ile razy powtarzałam, żebyś nie obciążała tej nogi? Gdzie jest ta przeklęta laska? — rzuciła nerwowo, rozglądając się po salonie, jakby przedmiot mógł magicznie wyrosnąć zza kanapy. Sekundę później dotarło do niej, że laska, oczywiście, została w sypialni na piętrze. — Nie ruszaj się. Pomogę ci wstać — dodała już ciszej, po czym wsunęła ramiona pod pachy Swanson, postawiła ją na nogi i doprowadziła do fotela, nie dając jej przestrzeni na protest. Tym razem to ona pchnęła ją zdecydowanie w obawie, że, Evina w każdej chwili może podjąć próbę kolejnego głupiego manewru. — Nie ruszaj się stąd — ostrzegła, celując w nią palcem.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyła po schodach na górę. Wróciła po chwili z laską, którą ostentacyjnie oparła o bok fotela, tak żeby nie dało się jej zignorować. Spojrzenie, które posłała ukochanej, jasno dawało do zrozumienia, że albo zacznie z niej korzystać, albo Zaylee osobiście przywiąże laskę do jej ręki.
Posłuchaj — zaczęła, opierając dłonie na biodrach. — Nie mam pojęcia, co się stało z tą zasraną łasicą. Nie tknęłam jej. Nie przestawiałam. Nie schowałam. A już na pewno nigdzie jej nie wyjebałam. Przestań mnie o to oskarżać — westchnęła ciężko, a złość ustąpiła miejsca zmęczeniu. — Wiem, Evina, że można mi dużo zarzucić, ale nie zrobiłabym ci czegoś takiego. Gary jest ohydny, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, ile dla ciebie znaczy. Inaczej nigdy nie zgodziłabym się, żeby zdobił szafkę w salonie — Zaylee wywróciła oczami z teatralną przesadą. W gruncie rzeczy wolałaby, żeby łasica nie była dekoracją żadnego pomieszczenia w ich domu, ale salon był kompromisem, na który dało się jeszcze przystać. Zdecydowanie nie wyobrażała sobie, żeby to cholerstwo świdrowało ją małymi, martwymi oczkami w sypialni. Zwłaszcza w chwilach, kiedy były w łóżku i kiedy lądowała między udami narzeczonej. Myśl o tym, że Gary mógłby patrzeć, skutecznie odebrałaby jej zdolność skupienia się na czymkolwiek innym.

Evina J. Swanson

gary's mysterious disappearance

: czw sty 29, 2026 8:11 pm
autor: Evina J. Swanson
Kto miał się zająć sprawą zniknięcia Gary'ego i potraktować je poważnie jak nie ona? Zaylee na pewno wewnętrznie świętowała z powodu tego, że nareszcie z salonu zginął ten przebrzydły łasic, który zaburzał jej estetykę swoim jestestwem. Nie był to chyba jednak moment na to, aby się kłócić. Evina powinna zamiast tego skupić się na odzyskaniu swej zguby.
- Fakt. Chyba, że zapragnęłabyś zastosować odwróconą psychologię - odparła, odwracając się, aby spojrzeć na narzeczoną. - Najciemniej pod latarnią. Dlatego czemu nie zrobić czegoś, co nie miałoby sensu, aby odsunąć od siebie podejrzenia przez oczywistość tego czynu?
W tym momencie rozważała naprawdę wszystko. Nie zdziwiłoby jej nawet to, że Gary w ostatniej chwili ożył i postanowił udać się na spacer. Niczego nie można było wykluczyć w całym tym zamieszaniu.
Na ogół pamiętała o tym, aby nie wykonywać zbyt ryzykownych akrobacji, ale to chyba była jedna z tych sytuacji, gdy nie mogła się powstrzymać i działała zanim pomyślała. Głównie przez to, że na nowo w jej żyłach popłynęła adrenalina, która napędzała ją do rozwiązania tej sprawy. Szkoda tylko, że ten piękny hormon nie rozwiązywał przy okazji innych problemów natury fizycznej.
- Daj spokój. Dam radę - zapewniła ją pełnym napięcia głosem, walcząc z tym, aby nie wkradł się w niego żaden bolesny jęk.
Przez moment jeszcze walczyła, twierdząc, że musi sprawdzić okolice szafki, bo mogło tam się znajdować coś, co wskazałoby na tożsamość porywacza. Nie bardzo jednak miała jak stawiać się koronerce, która mocno ją chwyciła i niemalże rzuciła na pobliski fotel. Oczywiście, że nie zamierzała jej słuchać. Poczekała tylko na to, aż Zaylee oddali się do schodów, aby zejść z fotela i tym razem położyć się na podłodze niedaleko miejsca zaginięcia łasicy. To zdecydowanie jej się opłaciło, bo w jej posiadaniu znalazł się nagle zwitek papieru, który mógł być cenną wskazówką.
Ledwo zdążyła wstać i dokuśtykać do fotela, na którym przysiadła, gdy Miller wróciła z piętra dzierżąc w dłoni laskę, z której Evina przekornie starała się jak najmniej korzystać, bo w końcu nie była starą babcią.
- Dobra. Jestem skłonna ci uwierzyć - odpowiedziała, spuszczając już nieco i wzdychając ciężko. - No, ale postaw się na moim miejscu. Nienawidzisz go i miałaś największą możliwość, aby się go pozbyć. Dziwisz się, że zostałaś pierwszą podejrzaną?
Dla Swanson było to oczywiste, że trzeba było wpierw zbadać to czy za porwaniem Gary'ego stać mogła właśnie koronerka. Niemniej wyglądało na to że się myliła. Całe szczęście, bo nie miała pojęcia jak w innym razie mogłaby dzielić z nią łóżko.

zaylee miller

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 12:28 am
autor: zaylee miller
W tej sytuacji odwrócona sytuacja była ostatnią możliwością, jaką Zaylee zamierzałaby wykorzystać, jeśli faktycznie miałaby coś na sumieniu. Pewnie po prostu przyznałaby się, że tak, to ona ściągnęła Gary'ego z szafki i wypierdoliła w pizdu schowała go do wora, a wór do jeziora kartonu, który trafiłby na najwyższą półkę w garażu. Nie mogłaby kłamać Evinie w żywe oczy i zapierać się rękami i nogami, że nie miała nic wspólnego z tym tajemniczym zniknięciem. Oznajmiłaby szczerze i w wprost, że łasic nie pasował do wystroju ich domu i tylko straszył im dzieciaka, mimo że Sam w ogóle nie interesował się wypchanym zwierzakiem.
Popatrzyła na nią pobłażliwie, aż w końcu pokręciła głową. Nie była tylko pewna czy z politowania czy z niedowierzania.
Wow, naprawdę? — Miller uniosła brwi tak wysoko, jakby próbowała dosięgnąć nimi linii włosów. — Oczywiście, że miałam tysiące powodów, żeby pozbyć się tego przebrzydłego szczura, ale gdzie tu jakieś zaufanie między nami? — wskazała palcem najpierw na siebie, potem na narzeczoną, wykonując ten gest jeszcze kilkakrotnie. — Zaraz to ja zacznę się poważnie zastanawiać nad naszym związkiem, skoro nie wierzysz mi w takich błahych kwestiach — dodała oschle, choć w jej głosie dało się wyczuć kpinę.
Prychnęła pod nosem, bo sama myśl była absurdalna. Rozstać się przez pieprzoną łasicę. I to w dodatku dawno martwą. To byłby dopiero powód godny rodzinnych anegdot, powtarzanych przez lata przy świątecznym stole.
Masz rację — Zaylee wzruszyła obojętnie ramionami. — Nienawidzę Gary'ego — powiedziała, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świcie, ale nigdy też przesadnie się z tym nie kryła. Właściwie nigdy się z tym nie kryła — ani przesadnie, ani wcale. — Ale kocham cię i wiem, ile to coś dla ciebie znaczy. I wyobraź sobie, że już dawno pogodziłam się, że Gary zawsze będzie w naszym życiu — ostatnie słowa wypowiedziała z wyraźnym niesmakiem. No cóż, musiała to jakoś przełknąć.
Dopiero wtedy dostrzegła papier, który Swanson ściskała w dłoni. Podeszła bliżej i pochyliła się, aby lepiej przyjrzeć się znalezisku.
Co tam masz? — zapytała i znów spojrzała na szafkę. Gdyby Miller nie była taką pedantką, na pewno na kurzu odcisnęłyby się jakieś ślady. A tak to zero kurzu i zero śladów. — Ktoś żąda okupu? — nie mogła powstrzymać się od ironizowania i posłania narzeczonej rozbawionego spojrzenia. To by był dopiero plot twist! Wystarczy to sobie tylko wyobrazić — ktoś zażyczyłby sobie dwadzieścia kafli za wypchaną łasicę. Oczami wyobraźni już widziała, jak Evina wyskakuje z oszczędności, byle tylko odzyskać Gary'ego.

Evina J. Swanson

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 1:45 am
autor: Evina J. Swanson
Zdecydowanie w ostatnim czasie Evina za bardzo przedawkowała wszystkie te kryminały, które mogła czytać lub oglądać w wolnym czasie, a tego miała aż nadto. Odbiło się to zatem na jej psychice poruszonej i tak nagłym zniknięciem cennej pamiątki po dziadku. Cennej nawet jeśli jej wygląd wzbudzał ogromne kontrowersje i mógł być powodem koszmarów pewnego dziewięciolatka.
- Może zatem miał być to nie mój test, ale twój? Próba przekonani się o tym czy cenię cię bardziej ponad rodzinne dziedzictwo? - zapytała, odnosząc się jeszcze do wcześniejszych słów koronerki. - Wybacz, kochanie, ale muszę rozważyć każdą opcję. Tak się składa, że miałaś zarówno motyw jak i sposobność do pozbycia się Gary'ego.
Z każdą chwilą sytuacja zyskiwała na absurdzie, ale chyba powoli emocje zaczynały opadać, a Swanson zaczynała rozumieć, że nie miała przed sobą wroga i potencjalnego porywacza łasicy. Wydawało się jednak, że Zaylee była jej wierna w więcej niż jeden sposób i nigdy nie skrzywdziłaby znienawidzonej łasicy.
- Przepraszam... Wiem, że byś tego nie zrobiła, ale z drugiej strony jeśli nie ty to kto? - zapytała, zaczynając się zastanawiać na głos.
Wyciągnęła jeszcze rękę do Miller, chcąc ją przyciągnąć bliżej siebie. Najlepiej tak, aby przysiadła na podłokietniku fotela lub przysiadła na jej udach. Spodziewała się jednak, że to ostatnie nie przeszłoby ze względu na to jak mocno Zaylee przejmowała się stanem jej cholernego kolana.
- To, moja droga, jest rachunek za frytki z miejsca o nazwie Mitchell's Place. W życiu o nim nie słyszałam, ale trzeba byłoby to sprawdzić. Najprawdopodobniej paragon należy do porywacza Gary'ego i może nam pomóc w zidentyfikowaniu go - odpowiedziała dumnie prezentując dowód sprzedaży ze wspomnianego miejsca, który równie dobrze mógł być też dowodem zbrodni.
Może i z pozoru chodziło o jakąś błahą sprawę, ale dla Swanson miała ona naprawdę spore znaczenie. To była kwestia nie tyle nostalgii, ale i honoru. W końcu nie mogła pozwolić na to, że ktokolwiek wyrządził krzywdę Gary'emu w jej domu będzie mógł tak po prostu z tym ujść.

zaylee miller

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 1:42 pm
autor: zaylee miller
Traciła powoli cierpliwość. Powoli, bo szala wkurwienia o niesłuszne oskarżenia jeszcze się nie przelała. Zaylee nie wiedziała, czy to przez absurd sytuacji czy przez to, że była zbyt zmęczona na kłótnie o głupią łasicę. Może byłoby inaczej, gdyby to było żywe zwierzę. A już na pewno co innego, jeśli rozchodziłoby się o zaginięcie Elviry albo Rademenesa.
Dokładnie tak — przytaknęła dla świętego spokoju. — Sprawdzam cię, czy pierdolony Gary jest ważniejszy ode mnie. I wiesz co? I jak dłużej się nad tym zastanawiam to stwierdzam, że chyba jest — prychnęła z nieukrywaną pogardą.
Zerknęła na świstek papieru. Ona też nie znała tej knajpy i nie przypominała sobie, żeby cokolwiek z niej kiedyś wspólnie zamawiały. I to jeszcze rachunek za same frytki? Kto o zdrowych zmysłach zamawiał same frytki?
Kto inny mógł to zrobić? — Miller przeniosła wzrok na narzeczoną, krzyżując ręce na piersiach. — Och, ty mi powiedz. Nie wiem, kogo zapraszasz tutaj pod moją nieobecność i kto zamawia sobie żarcie do naszego domu — poruszyła wymownie brwiami. Nie byłaby sobą, gdyby nie wyciągnęła tego działa. W rzeczywistości nawet nie przeszło jej przez myśl, żeby Swanson sprowadzała sobie byle kogo, kiedy sama była w pracy, ale nie mogła powstrzymać się od tego pstryczka w nos. A wszystko przez to, że podejrzewała ją o uprowadzenie Gary'ego!
Zanim pozwoliła się złapać za rękę i przyciągnąć bliżej, sięgnęła jeszcze po leżący na stoliku telefon i wręczyła go Evinie. Dopiero wtedy usiadła na podłokietniku fotela, bo nie była aż tak pojebana, żeby obciążać jej bolące kolano.
No to proszę bardzo, dzwoń — zachęciła ją skinieniem głowy. — Wybadaj, co paragon za frytki z niejakiego Mitchell's Place robił u nas pod szafką. Od razu dopytaj, czy nie widzieli gdzieś tej pieprzonej łasicy — dodała złośliwie. No musiała. Inaczej by się udusiła.
Oj, bardzo chciała już zobaczyć minę Swanson, kiedy ta dowie się, że to jednak wcale nie Zaylee stała za tym zniknięciem. Będzie kajać się na kolanach za niesprawiedliwe osądy! No dobra, może nie na kolanach, ale na pewno mając swoją twarz między udami Miller.
W gruncie rzeczy bardzo zastanawiało ją, kto przyczynił się do tego, że Gary rozpłynął się w powietrzu. Bo z drugiej strony faktycznie — jak nie ona, to kto? Nie mogli to być ani rodzice Eviny, którzy odwiedzili je w zeszły weekend ani Sam, który dopiero wracał z obozu sportowego. Poza tym, z tego co Zaylee kojarzyła, wymieniała spojrzenia z tym wypchanym szczurem przedwczoraj, kiedy oglądały serial. Zdecydowanie powinny zaangażować w poszukiwania więcej osób. Najlepiej cały wydział do spraw zaginięć. Chociaż... Wizja życia bez Gary'ego wydawała się naprawdę piękna. Jak bardzo okrutne to było, że po cichu liczyła, że nigdy się nie odnajdzie?

Evina J. Swanson

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 3:25 pm
autor: Evina J. Swanson
Jej celem nie było wkurwienie Zaylee. Musiała jednak upewnić się czy na pewno to nie była jej sprawka. To była jedynie formalność, przez którą należało przejść na drodze do odnalezienia prawdziwego sprawcy. W końcu przez ich dom przewijała się niezwykle ograniczona liczba osób i to ktoś z nich musiał odpowiadać za zaginięcie Gary'ego. Na pewno nie były to koty. Wtedy na pewno wyraziłyby zainteresowanie łasicą o wiele wcześniej, a nie dopiero w tym momencie.
- Musisz się aż tak o to wkurzać? - zapytała, spoglądając na narzeczoną spod ściągniętych brwi. - Gdyby nagle zniknął twój zapas kawy z kuchni pewnie też wpierw zapytałabyś mnie czy czegoś z nią z nią nie zrobiłam.
W końcu nienawiść Swanson do kawy również była legendarna, a fakt, że wspólnie mieszkały dawał im potrzebną przestrzeń do tego, aby zrobić coś podobnego. Oczywiście jakaś tam kawa nie mogła się równać z Garym. Ją można było odkupić, a on był unikatowy, ale chyba porównanie było całkiem trafne.
- Po pierwsze to na paragonie nie ma opłaty za dostawę, więc ktokolwiek tam kupował frytki musiał to zrobić na miejscu, a po drugie... Czy ty właśnie próbujesz mnie oskarżyć o to, że cię zdradzam? - zapytała z autentycznym zdziwieniem, bo dopiero taka sugestia wydała jej się niezwykle absurdalna.
Nie potrafiła znieść tej pełnej napięcia atmosfery. Chciała to wszystko rozwiązać na spokojnie. Sprawdzić wszystkie ślady, ale najwyraźniej Miller nie chciała dać jej zapomnieć o tym że śmiała w ogóle podejrzewać ją o to, że próbowała uprowadzić Gary'ego.
Przyjęła telefon i wpisała nazwę knajpy, której adres niewiele jej mówił. Nie chciała do nich dzwonić, bo zapewne mieli dziesiątki różnych klientów, ale przynajmniej chciała się zorientować w którym miejscu była ona położona.
- Jest przy Spadinie - powiedziała, spoglądając na widoczne oznaczenie muzeum, które znajdowało się w pobliżu znacznika z tą drobną knajpką, która wyglądała niezwykle niepozornie na zdjęciach umieszczonych w internecie. - Kto do cholery...
Musiała z pewnością wytężyć umysł, aby połączyć wszystkie kropki. Nie było zbyt wielu opcji, więc na pewno zaraz wszystko jej się rozjaśni w głowie.

zaylee miller

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 6:51 pm
autor: zaylee miller
Muszę — odparowała, ale czy nie miała powodów do wkurwienia? Bo według niej miała i to całkiem uzasadnione. — Trzydziesty raz powtarzam ci, że nie zrobiłam nic z tą jebaną łasicą, a ty dalej swoje. Za kogo ty mnie masz? — wywróciła ostentacyjnie oczami. Czy Evina naprawdę uważała, że Zaylee brnęłaby zaparte w tak beznadziejne kłamstwo? Nie była łgarzem, ale jeśli już miałaby ściemniać, to na pewno postarałaby się o wiele bardziej.
Na jej uniesione brwi odpowiedziała tym samym gestem. Po chwili jednak pokręciła głową i wzruszyła ramionami. Nie sądziła, by Swanson mogła ją zdradzić. Owszem, gdzieś w tyle głowy czaiły się obawy, które podsuwały niewygodne scenariusze, ale Miller dusiła je w zarodku, nie pozwalając im eskalować do czegoś większego. Wiedziała, że każdy nosi w sobie mniejsze lub większe lęki, ale najważniejsze to nie dać się zwariować. Nigdy nie dawały sobie powodów do zazdrości, a ich relacja była tak silna, że chyba którąś musiałoby naprawdę pojebać, żeby dopuścić się zdrady. Zaylee nie znała podejścia narzeczonej, ale dla niej byłby to definitywny koniec.
Pragnę zauważyć, że jedyną oskarżoną w tym pomieszczeniu jestem ja — mruknęła, krzyżując ręce na piersiach. I te oskarżenia będzie pewnie wypominać Evinie do usranej śmierci. Kiedy jednak ta sprawdziła lokalizację knajpy, w której zakupiono frytki, Miller nie mogła powstrzymać parsknięcia. — Może Gary nie jest jednak taki wypchany, jak do tej pory myślałyśmy? Może zgłodniał i wybrał się po frytki, a potem sam oddał się do muzeum — jak dla niej to miało totalny sens, a zagadka rozwiązałaby się właściwie sama. Niestety to byłoby piękne, aby faktycznie mogło być prawdziwe. Życie bez Gary'ego? Bajka.
Nie wiedziała, jakie myśli zrodziły się w głowie Swanson. Wpatrywała się w nią ze zmarszczonymi brwiami, kiedy ta nad czymś kontemplowała, aż w końcu szturchnęła ją łokciem w ramię, chcąc dać do zrozumienia, że natychmiast powinna podzielić się swoim odkryciem.
No? — naciskała, pstrykając jej palcami przed nosem. — Na co pani wpadła, pani detektyw? Bo jak dla mnie, nic się tutaj nie spina. Ale ty lepiej znasz swojego kumpla — dodała z myślą o łasicy.
Miller szczerze nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło. Nie wiedziała, skąd wziął się w ich domu rachunek za frytki, bo żadna z nich nigdy nie stołowała się w tej knajpie. Dalej jednak mogła przysiąc z ręką na sercu, że nie tknęła Gary'ego. Pomimo żywionej niechęci, nie zrobiła mu żadnej krzywdy. Jakby się nad tym bardziej zastanowić, to za jakiś czas spoglądałaby ukradkiem w kierunku szafki z jakimś sentymentem i małą nostalgią. Tak naprawdę to nie, ale w alternatywnej rzeczywistości Zaylee na pewno nie miała serca z kamienia.

Evina J. Swanson

gary's mysterious disappearance

: pt sty 30, 2026 7:43 pm
autor: Evina J. Swanson
Chyba zbyt dawno się nie kłóciły. Evina zdążyła już zapomnieć o tym jak bardzo upierdliwa potrafiła być wtedy narzeczona. Co prawda faktycznie była temu wszystkiemu w pewien sposób winna, bo brnęła w te oskarżenia, ale naprawdę szalała z niepokoju przez zniknięcie Gary'ego.
- Dobra. Noż, kurwa, przepraszam. Przepraszam, że rozważałam cię jako podejrzaną, bo nienawidziłaś z prawdziwą pasją Gary'ego i odgrażałaś się tym, że go jednego dnia wyjebiesz - rzuciła, czując, że jeszcze chwila, a naprawdę wybuchnie.
Jeszcze tego brakowało, aby faktycznie rozstały się przez wypchaną łasicę. Na pewno Swanson nie dałaby koronerce do tego innych powodów. Odkąd tylko związały się ze sobą na poważnie wiedziała, że miały siebie na wyłączność. Zresztą niby czemu miałaby szukać wrażeń u kogoś innego skoro z Miller tworzyła stabilny dom a i seksu miała aż nadto?
- Poza naszą dwójką i kotami to nikogo innego tu nie ma - przypomniała jej, bo chyba żadna z nich nie byłaby w stanie podejrzewać akurat kotów o uprowadzenie Gary'ego.
- Oj, pierdol się, Miller - prychnęła na jej sugestię, która była najbardziej niepoważną rzeczą jaką usłyszała.
Nie tak miał wyglądać cały ten dzień. Miały po ludzku zjeść jajecznicę, obejrzeć serial, a po wszystkim pewnie kochać się tak długo aż nie padną ze zmęczenia. Zamiast tego jednak szarpały się o zaginięcie cennego obiektu z ich salonu.
- Moi rodzice byli w Spadinie. Mogli tam wejść przy okazji - odparła.
Nie pamiętała już nawet czy faktycznie wspominała Miller o tym, że podczas jej nieobecności w domu Elaine i David postanowili do nich zajść dlatego, że przyjechali zobaczyć jakąś interesującą wystawę, która miała być w tym konkretnym muzeum. Zagadka chyba miała doczekać się swojego finału. Wystarczyło teraz tylko wykręcić telefon do matki.

zaylee miller