Oh it's opening time down on Fascination Street
: pt sty 30, 2026 7:18 am
Zerknął na nią spod byka, kiedy wyjęła mu butelkę i zawiesił na chwilę spojrzenie na jej twarzy. Poczuł dziwne ukłucie w okolicach brzucha, kiedy dostrzegł, że rozmazała jej się odrobinę maskara. Dopiero teraz, kiedy emocje opadały, powoli dochodziło do niego wszystko, do czego doprowadził. A sprawił, że ta cudowna istota, którą tak kurewsko się zachwycał, zalała się przez niego łzami naruszając trwale ten swój pełen spokoju i równowagi wizerunek. Standardowo, jak to na Swerdlove przystało, musiał szybko zareagować ostrym komentarzem, żeby zniwelować wszystkie wyrzuty sumienia, których produkcja została w nim dziś zupełnie losowo wznowiona. No dobra, nie losowo... Ale na pewno nie budził się tego ranka z myślą, że czeka go gruntowne sprzątanie swojej własnej, duchowej, emocjonalnej strony.
-Czy ty zawsze musisz wkładać kij w mrowisko?- fuknął niemalże moralizatorsko i pochylił się do przodu, opierając przedramiona o swoje kolana. Słuchał jej dokładnie i z należytą uwagą, mimo, że całym sobą starał się reprezentować postawę zupełnie odwrotną. Jej słowa szczerze go przeraziły. Jak mogła mówić mu coś takiego po tym wszystkim, co się wydarzyło? Co było z nią nie tak? Miała jakieś ewidentnie masochistyczne zapędy.- A może masz zjebany instynkt samozachowawczy i desperacką próbę próby odciągnięcia cię ode mnie, wysłaną przez twój organizm, potraktowałaś jako początek magicznej i cukierkowej przyjaźni?- znowu spojrzał na nią, starając się być przy tym najbardziej beznamiętny i chłodny jak potrafił. - Czyli jednak masz chcicę. Po prostu powiedz, to może faktycznie cos zaradzimy.- podsumował szybko, czując pewien dyskomfort, gdy wspomniała o przyjacielu. Widząc jej minę, nie wytrzymał i odetchnął głęboko, jakby wypuścił całe powietrze zalegające przez lata w płucach, przecierając twarz dłońmi.- Dobra, kurwa, sorry. Ale musisz zrozumieć, jak pojebana jest ta sytuacja. I nie mów mi, że rozumiesz, bo ewidentnie nie. Przed chwilą powiedziałem ci, że chciałbym cię przelecieć, nawrzucałem ci świństw, obłapywałem cię i traktowałem jak śmiecia, a ty pierdolisz mi coś o przyjaźni.- rzucił z jakimś obcym sobie jak dotąd poczuciem porażki, nie mogąc jakoś konkretnie wziąć się w garść. Zniszczyła coś w jego dotychczasowej formie. Nie było lepszego dowodu na to, jak ilość słów wypływających z niego w jej kierunku. Mówił jej o tym, co myśli, bez filtra. Ten cholerny, schroniskowy burek zaczynał się wreszcie socjalizować z człowiekiem, przestał widzieć w nim zagrożenie.- Jak chcesz przebywać w moim towarzystwie, to lepiej do tego przywyknij, szajbusko.- opadł powoli plecami na oparcie fotela i wlepił w nią spojrzenie swoich świecących jakimś dziwnym, bliżej nieokreślonym światłem tęczówek. Sposób w jaki ją nazwał wypowiedział z jakąś dziwną czułością, ewidentnie unikał jej imienia dla zwykłej przekory.
Przetarł twarz dłonią wzdychając przy tym ciężko, czując, że poziom absurdu zaczynał powoli przerastać nawet jego. Przejął od niej butelkę i wziął jeszcze większego łyka od tego, który wlał w siebie wcześniej. Może jak się upije, to zacznie ją faktycznie rozumieć? Nie, to nie na tym rzecz polegała. Bo on ją rozumiał i to bardzo. Raczej nie mieściło mu się w głowie, że ktoś faktycznie mógłby obrać sobie akurat jego jako swojego spirytualnego towarzysza... albo jakiegokolwiek, na dobrą sprawę. Tak, niska samoocena Iana nie była jakąś wielką tajemnicą, nigdy nie próbował tego ukrywać.
Niedbale złapał za szkicownik, który porzuciła chwilę przed całą tą farsą i wcisnął jej go w ręce. Wlepił spojrzenie w jej oczy, kręcąc delikatnie butelką, wzburzając resztkę trunku czekającego na skończenie jego męki. Bez cienia zahamowania wykonał ostatnie życzenie rumu, a pustą butelkę odstawił przy fotelu.
-No, Sztokholm...- nie trzeba chyba wspominać, że przydomek nadał jej na podstawie wszystkim znanego syndromu. Uważał, że pasował do niej idealnie.- To powiedz mi teraz, co faktycznie miałaś na myśli mówiąc, że masz jakieś sztuczki.- mówił nieco ciszej, jego głos stracił tej mocy i brzmiał dość... pokracznie. Jak kosmita, który dopiero uczy się całego tego cyrku związanego ze zdrowymi relacjami z drugim człowiekiem. On. Ian Swerdelove. Niech ktoś zadzwoni do jego starych i powie im o tym cudzie, zanim zejdą! Miał dziwną potrzebę wynagrodzenia jej tej cholernej scenki, a z drugiej strony- był zwyczajnie ciekawy co miała na myśli.- Wiem, że technicznie może być słabo, jestem samoukiem. Nie robiłem żadnej szkoły w tym kierunku. Wszystko to, to po prostu... wajb, ja kto się teraz mówi.- podrapał się delikatnie w kark czując się jak ostatni pozer- osoba, którymi zazwyczaj strasznie gardził. On po prostu uczył się, jak rozmawiać z drugą osobą na tematy inne niż ćpanie, rodzaje haju czy seks. Nikt go nigdy nie nauczył, jak prowadzić normalną rozmowę z drugą osobą.
𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪