paperwork has a way of bringing people together
: pt sty 30, 2026 12:27 am
Wszyscy uważali Elsę za kiepskiego psychologa, bo ona rzeczywiście chyba nie miała pojęcia o robocie psiarni, myślała, że oni to pomagają babciom przechodzić przez ulicę, czy coś. A jak Beck jej opowiadał o tych zamordowanych dzieciach, to mówiła, że nie musi znać szczegółów, to jak ona kurwa mu chciała pomóc? Nie pomogła jeszcze nikomu z tego posterunku.
Za to Madox pomógł wielu glinom, dlatego właził tu jak do siebie. Ale Eliot nie odezwał się ani słowem, chociaż przysłuchiwał się tej ich wymianie zdań na temat chorizo.
- Noriega ty nigdzie nie lecisz - wtrącił się zaraz, a Madox tylko zrobił jakąś dziwną minę, no bo... przecież miał zamiar lecieć. Ale nie musiał się chyba z tego tłumaczyć Eliotowi?
Już miał coś powiedzieć na temat tej masarni może? Ale jednak bardziej go zainteresowało to opalanie nago nad basenem.
- To weź wyślij chociaż jakieś zdjęcia Stewart... nago, znad basenu - nie powinien tego mówić przy Eliocie? Kurwa. Każdej innej lasce powiedziałby to samo. Tylko, że nie każdą inną właśnie wyobrażałby sobie nago. Podparł łokieć na podłokietniku i odwrócił się delikatnie w jej kierunku, bo teraz to on tymi ciemnymi ślepiami podążał od Pilar do Eliota.
Bo Elito się znowu odezwał.
- To kurwa pomóż kolegom, Harisson jest w dupie z papierami, Beck nie przyniósł mi raportów za zeszły miesiąc, mogłabyś pokazać jaka z ciebie dobra koleżanka - już myślał, że może ona jednak pójdzie, ruszy ją sumienie, czy coś. Tylko, że ona już sięgała do tych jego papierów, i chociaż Eliot naprawdę miał tam syf, to miał też te dokumenty dla Madoxa, zgarnął je i ułożył w stos uderzając nimi o biurko.
- Poradzę sobie - mruknął i znowu chował jakieś papiery do szuflady, zaraz to je wszystkie wymiesza i dopiero nie będzie mógł nic znaleźć.
Chyba Madox lepiej wyczuł, że jak tak dalej pójdzie, to mogą tutaj siedzieć do usranej śmierci i się dochodzić, dlatego poprosił ją o kawę. Nie spodziewał się, że mu ją zrobi. A mogłaby, za to jajko sadzone, które on dla niej rano w pocie czoła szykował. Chamską, policyjną lurę mu zaparzyć, jak na dobrą dziewczynę przystało.
Pokręcił głową.
- Taka kurwa z ciebie koleżanka Stewart... - ciemne tęczówki wbił w jej piękne, duże oczy, nawet nie mrugnął, jeden kącik ust uniósł mu się do góry. On w zasadzie mógłby tu siedzieć do tej usranej śmierci i patrzeć w te jej oczy.
Tym razem Eliot patrzył to na jedno, to na drugie, podrapał się po policzku zastanawiając w co oni grają? Debila z niego robią? Madox poświęcał się dla niej goniąc jakiegoś psychola po zamarzniętym jeziorze, a jak go zgarnęli, jak go lali, to się tylko o nią pytał, w szpitalu, cały czas, a ona właśnie jemu napisała, że źle się czuje. Jemu, nikomu innemu. I co? On ma uwierzyć, że ich nic nie łączy? Nie wierzył wcale. Nawet go to zaczęło irytować, ta ich gierka, w której to z niego chcieli zrobić głupka.
Dlatego zapytał Stewart o tę kawę, nawet może liczył, że ona się złamie i ją zrobi, ale kiedy powiedziała dobitnie, że nie, to wywrócił oczami.
Madox za to obejrzał się na nią, oczywiście, że uderzył go znajomy zapach jej perfum, aż znowu walnął nogą w biurko Eliota, ale poprawił się na krześle i wyprostował.
- To będzie bez kawki, jakoś to przeżyję - wzruszył ramionami, chociaż kiedy Pilar skierowała się do wyjścia to oczywiście się odchylił na krześle do tyłu, rzucając jej jeszcze spojrzenie, i może nawet jak zamykała drzwi to mogła dostrzec jak jej bezgłośnie mówi to loca, zanim wyszła.
Rozmawiali dłużej niż się spodziewał, dobre piętnaście minut.
Bo jak się okazało Eliot miał dużo do powiedzenia, tylko Madox chyba też miał, bo on nawet jeszcze w drzwiach, kiedy już wychodził, to krzyknął do Eliota.
- Gówno mnie to obchodzi, wyjebane na to mam! - trzasnął drzwiami, aż obejrzało się na niego kilka osób, ale jakoś zbytnio się tym nie przejął. Wcisnął ręce w kieszenie kurtki i zamierzał wyjść, po prostu wracać do klubu, bo przecież miał jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed wyjazdem. No i w końcu zamierzał też wypić tą kawę. Tylko, że kiedy zrobił kilka kroków, to dostrzegł Pilar na tej ławce. Jego płuca opuściło jakieś ciężkie westchnienie, bo to chyba nie było miejsce na takie rozmowy. A wiedział, no czuł to całym sobą, że ona zaraz go będzie o to pytać. Tylko, że on jej przecież nie mógł nic powiedzieć.
W co ten Eliot grał, że ich ustawił tutaj razem? Pewnie zrobił to specjalnie.
Jeszcze raz przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zatrzymał je na moment na jej twarzy, na tych pięknych, czekoladowych oczach, ale nawet nie zamierzał z nią stanąć. Po prostu ją minąć i sobie iść. Nie potrzebowali tutaj kolejnych scen i tak już wystarczająco ich zrobili w klubie.
Tylko ciekawe, czy Pilar podzielała jego zdanie, bo po jej minie wydawało mu się, że wcale nie.
Pilar Stewart
Za to Madox pomógł wielu glinom, dlatego właził tu jak do siebie. Ale Eliot nie odezwał się ani słowem, chociaż przysłuchiwał się tej ich wymianie zdań na temat chorizo.
- Noriega ty nigdzie nie lecisz - wtrącił się zaraz, a Madox tylko zrobił jakąś dziwną minę, no bo... przecież miał zamiar lecieć. Ale nie musiał się chyba z tego tłumaczyć Eliotowi?
Już miał coś powiedzieć na temat tej masarni może? Ale jednak bardziej go zainteresowało to opalanie nago nad basenem.
- To weź wyślij chociaż jakieś zdjęcia Stewart... nago, znad basenu - nie powinien tego mówić przy Eliocie? Kurwa. Każdej innej lasce powiedziałby to samo. Tylko, że nie każdą inną właśnie wyobrażałby sobie nago. Podparł łokieć na podłokietniku i odwrócił się delikatnie w jej kierunku, bo teraz to on tymi ciemnymi ślepiami podążał od Pilar do Eliota.
Bo Elito się znowu odezwał.
- To kurwa pomóż kolegom, Harisson jest w dupie z papierami, Beck nie przyniósł mi raportów za zeszły miesiąc, mogłabyś pokazać jaka z ciebie dobra koleżanka - już myślał, że może ona jednak pójdzie, ruszy ją sumienie, czy coś. Tylko, że ona już sięgała do tych jego papierów, i chociaż Eliot naprawdę miał tam syf, to miał też te dokumenty dla Madoxa, zgarnął je i ułożył w stos uderzając nimi o biurko.
- Poradzę sobie - mruknął i znowu chował jakieś papiery do szuflady, zaraz to je wszystkie wymiesza i dopiero nie będzie mógł nic znaleźć.
Chyba Madox lepiej wyczuł, że jak tak dalej pójdzie, to mogą tutaj siedzieć do usranej śmierci i się dochodzić, dlatego poprosił ją o kawę. Nie spodziewał się, że mu ją zrobi. A mogłaby, za to jajko sadzone, które on dla niej rano w pocie czoła szykował. Chamską, policyjną lurę mu zaparzyć, jak na dobrą dziewczynę przystało.
Pokręcił głową.
- Taka kurwa z ciebie koleżanka Stewart... - ciemne tęczówki wbił w jej piękne, duże oczy, nawet nie mrugnął, jeden kącik ust uniósł mu się do góry. On w zasadzie mógłby tu siedzieć do tej usranej śmierci i patrzeć w te jej oczy.
Tym razem Eliot patrzył to na jedno, to na drugie, podrapał się po policzku zastanawiając w co oni grają? Debila z niego robią? Madox poświęcał się dla niej goniąc jakiegoś psychola po zamarzniętym jeziorze, a jak go zgarnęli, jak go lali, to się tylko o nią pytał, w szpitalu, cały czas, a ona właśnie jemu napisała, że źle się czuje. Jemu, nikomu innemu. I co? On ma uwierzyć, że ich nic nie łączy? Nie wierzył wcale. Nawet go to zaczęło irytować, ta ich gierka, w której to z niego chcieli zrobić głupka.
Dlatego zapytał Stewart o tę kawę, nawet może liczył, że ona się złamie i ją zrobi, ale kiedy powiedziała dobitnie, że nie, to wywrócił oczami.
Madox za to obejrzał się na nią, oczywiście, że uderzył go znajomy zapach jej perfum, aż znowu walnął nogą w biurko Eliota, ale poprawił się na krześle i wyprostował.
- To będzie bez kawki, jakoś to przeżyję - wzruszył ramionami, chociaż kiedy Pilar skierowała się do wyjścia to oczywiście się odchylił na krześle do tyłu, rzucając jej jeszcze spojrzenie, i może nawet jak zamykała drzwi to mogła dostrzec jak jej bezgłośnie mówi to loca, zanim wyszła.
Rozmawiali dłużej niż się spodziewał, dobre piętnaście minut.
Bo jak się okazało Eliot miał dużo do powiedzenia, tylko Madox chyba też miał, bo on nawet jeszcze w drzwiach, kiedy już wychodził, to krzyknął do Eliota.
- Gówno mnie to obchodzi, wyjebane na to mam! - trzasnął drzwiami, aż obejrzało się na niego kilka osób, ale jakoś zbytnio się tym nie przejął. Wcisnął ręce w kieszenie kurtki i zamierzał wyjść, po prostu wracać do klubu, bo przecież miał jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed wyjazdem. No i w końcu zamierzał też wypić tą kawę. Tylko, że kiedy zrobił kilka kroków, to dostrzegł Pilar na tej ławce. Jego płuca opuściło jakieś ciężkie westchnienie, bo to chyba nie było miejsce na takie rozmowy. A wiedział, no czuł to całym sobą, że ona zaraz go będzie o to pytać. Tylko, że on jej przecież nie mógł nic powiedzieć.
W co ten Eliot grał, że ich ustawił tutaj razem? Pewnie zrobił to specjalnie.
Jeszcze raz przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zatrzymał je na moment na jej twarzy, na tych pięknych, czekoladowych oczach, ale nawet nie zamierzał z nią stanąć. Po prostu ją minąć i sobie iść. Nie potrzebowali tutaj kolejnych scen i tak już wystarczająco ich zrobili w klubie.
Tylko ciekawe, czy Pilar podzielała jego zdanie, bo po jej minie wydawało mu się, że wcale nie.
Pilar Stewart