Strona 2 z 3

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 12:27 am
autor: Madox A. Noriega
Wszyscy uważali Elsę za kiepskiego psychologa, bo ona rzeczywiście chyba nie miała pojęcia o robocie psiarni, myślała, że oni to pomagają babciom przechodzić przez ulicę, czy coś. A jak Beck jej opowiadał o tych zamordowanych dzieciach, to mówiła, że nie musi znać szczegółów, to jak ona kurwa mu chciała pomóc? Nie pomogła jeszcze nikomu z tego posterunku.
Za to Madox pomógł wielu glinom, dlatego właził tu jak do siebie. Ale Eliot nie odezwał się ani słowem, chociaż przysłuchiwał się tej ich wymianie zdań na temat chorizo.
- Noriega ty nigdzie nie lecisz - wtrącił się zaraz, a Madox tylko zrobił jakąś dziwną minę, no bo... przecież miał zamiar lecieć. Ale nie musiał się chyba z tego tłumaczyć Eliotowi?
Już miał coś powiedzieć na temat tej masarni może? Ale jednak bardziej go zainteresowało to opalanie nago nad basenem.
- To weź wyślij chociaż jakieś zdjęcia Stewart... nago, znad basenu - nie powinien tego mówić przy Eliocie? Kurwa. Każdej innej lasce powiedziałby to samo. Tylko, że nie każdą inną właśnie wyobrażałby sobie nago. Podparł łokieć na podłokietniku i odwrócił się delikatnie w jej kierunku, bo teraz to on tymi ciemnymi ślepiami podążał od Pilar do Eliota.
Bo Elito się znowu odezwał.
- To kurwa pomóż kolegom, Harisson jest w dupie z papierami, Beck nie przyniósł mi raportów za zeszły miesiąc, mogłabyś pokazać jaka z ciebie dobra koleżanka - już myślał, że może ona jednak pójdzie, ruszy ją sumienie, czy coś. Tylko, że ona już sięgała do tych jego papierów, i chociaż Eliot naprawdę miał tam syf, to miał też te dokumenty dla Madoxa, zgarnął je i ułożył w stos uderzając nimi o biurko.
- Poradzę sobie - mruknął i znowu chował jakieś papiery do szuflady, zaraz to je wszystkie wymiesza i dopiero nie będzie mógł nic znaleźć.
Chyba Madox lepiej wyczuł, że jak tak dalej pójdzie, to mogą tutaj siedzieć do usranej śmierci i się dochodzić, dlatego poprosił ją o kawę. Nie spodziewał się, że mu ją zrobi. A mogłaby, za to jajko sadzone, które on dla niej rano w pocie czoła szykował. Chamską, policyjną lurę mu zaparzyć, jak na dobrą dziewczynę przystało.
Pokręcił głową.
- Taka kurwa z ciebie koleżanka Stewart... - ciemne tęczówki wbił w jej piękne, duże oczy, nawet nie mrugnął, jeden kącik ust uniósł mu się do góry. On w zasadzie mógłby tu siedzieć do tej usranej śmierci i patrzeć w te jej oczy.
Tym razem Eliot patrzył to na jedno, to na drugie, podrapał się po policzku zastanawiając w co oni grają? Debila z niego robią? Madox poświęcał się dla niej goniąc jakiegoś psychola po zamarzniętym jeziorze, a jak go zgarnęli, jak go lali, to się tylko o nią pytał, w szpitalu, cały czas, a ona właśnie jemu napisała, że źle się czuje. Jemu, nikomu innemu. I co? On ma uwierzyć, że ich nic nie łączy? Nie wierzył wcale. Nawet go to zaczęło irytować, ta ich gierka, w której to z niego chcieli zrobić głupka.
Dlatego zapytał Stewart o tę kawę, nawet może liczył, że ona się złamie i ją zrobi, ale kiedy powiedziała dobitnie, że nie, to wywrócił oczami.
Madox za to obejrzał się na nią, oczywiście, że uderzył go znajomy zapach jej perfum, aż znowu walnął nogą w biurko Eliota, ale poprawił się na krześle i wyprostował.
- To będzie bez kawki, jakoś to przeżyję - wzruszył ramionami, chociaż kiedy Pilar skierowała się do wyjścia to oczywiście się odchylił na krześle do tyłu, rzucając jej jeszcze spojrzenie, i może nawet jak zamykała drzwi to mogła dostrzec jak jej bezgłośnie mówi to loca, zanim wyszła.

Rozmawiali dłużej niż się spodziewał, dobre piętnaście minut.
Bo jak się okazało Eliot miał dużo do powiedzenia, tylko Madox chyba też miał, bo on nawet jeszcze w drzwiach, kiedy już wychodził, to krzyknął do Eliota.
- Gówno mnie to obchodzi, wyjebane na to mam! - trzasnął drzwiami, aż obejrzało się na niego kilka osób, ale jakoś zbytnio się tym nie przejął. Wcisnął ręce w kieszenie kurtki i zamierzał wyjść, po prostu wracać do klubu, bo przecież miał jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed wyjazdem. No i w końcu zamierzał też wypić tą kawę. Tylko, że kiedy zrobił kilka kroków, to dostrzegł Pilar na tej ławce. Jego płuca opuściło jakieś ciężkie westchnienie, bo to chyba nie było miejsce na takie rozmowy. A wiedział, no czuł to całym sobą, że ona zaraz go będzie o to pytać. Tylko, że on jej przecież nie mógł nic powiedzieć.
W co ten Eliot grał, że ich ustawił tutaj razem? Pewnie zrobił to specjalnie.
Jeszcze raz przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zatrzymał je na moment na jej twarzy, na tych pięknych, czekoladowych oczach, ale nawet nie zamierzał z nią stanąć. Po prostu ją minąć i sobie iść. Nie potrzebowali tutaj kolejnych scen i tak już wystarczająco ich zrobili w klubie.
Tylko ciekawe, czy Pilar podzielała jego zdanie, bo po jej minie wydawało mu się, że wcale nie.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 1:24 am
autor: Pilar Stewart
W dupie miała być dobrą koleżanką. Prawie jak samo jak w dupie miała zrobienie Noriedze kawy. Chociaż w domu z wielką chęcią by mu zrobiła. Ba, nawet podała do łóżka w samej koronkowej bieliźnie albo i bez. Wszystko, żeby tylko na nowo zobaczyć to jego wygłodniałe, ciemne spojrzenie od którego teraz była już szczerze uzależniona.
Ale nie teraz.
Bo teraz nawet te ich spojrzenia i słowa — chociaż podszyte toną dwuznaczności — musiały być tonowane przez wzgląd na Eliota. I chociaż przełożone swoje pewnie zauważył, to całkiem nieźle szło im to udawanie, że nic pomiędzy nimi nie ma. A po Pilar to z pewnością nie było widać, że nie minęło nawet dwanaście godzin, odkąd przeżyła jeden z lepszych orgazmów w swoim życiu, właśnie dzięki osobnikowi, który siedział krzesełko obok.
Osobnikowi, który w tym samym czasie coś przed nią ukrywał.
Nie miała jeszcze pojęcia co to było, jednak za punkt honoru postanowiła się dowiedzieć. Z początku próbowała zrobić to przy Eliocie, jednak dość szybko zderzyła się z przykrą rzeczywistością i uświadomiła sobie, że to i tak nie miałoby miejsca. Eliot nie był pierwszym lepszym amatorem, który łatwo dałby się podejść jej marnym sztuczką… dlatego wyszła. Wyszła i jebła za sobą drzwiami, pozostawiając ich samych sobie.
Przez moment miała zamiar podejść pod drzwi i jak ostatni frajer coś podsłuchać, tylko na korytarzu ciągle ktoś się przewijał, a przecież ostatnio Stewart i tak już miała mocno nadszarpniętą swoją reputację zimnej suki bez problemów, dlatego nie mogła dać się przyłapać jeszcze na myszkowaniu pod drzwiami swojego przełożonego.
A więc siedziała na tyłku. W milczeniu. Mając wrażenie, że zaraz ją pokurwi. Pierwsze pięć minut dłużyło się jej niemiłosiernie, kolejne pięć to już w ogóle było absolutną katorgą, a to ostatnie myślała, że autentycznie wyjdzie z siebie.
Nienawidziła być bierna. Nie umiała po prostu siedzieć i nic nie robić. Przecież to było kurwa gorsze niż największy stos papierów do roboty. Przez chwilę nawet rozważała, czy by nie pójść do Harrisona i faktycznie pomóc mu z raportami. Nawet postawiła nogi na podłogę i wstała z miejsca, tylko wtedy drzwi do gabinetu Eliota się otworzyły, a Madox wykrzyczał kilka ostatnich słów nim trzasnął nimi prawie tak mocno, jak wychodząc zrobiła to Stewart.
Był zły. Widziała to po nim i znała go już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że na takim poirytowaniu pewnie nic jej nie powie, a jak już cokolwiek, to pewnie, żeby dała sobie spokój albo że to nie jest jej sprawa. Czuła to. I doskonale zdawała sobie sprawę, że potrzebowała to rozegrać nieco inaczej. Może bardziej… nieczysto?
Madox — rzuciła spokojnie, robiąc krok w jego stronę, gdy ten ruszył korytarzem, tylko on jedynie przeleciał po niej spojrzeniem i po prostu wciąż kroczył przed siebie.
Dopiero wtedy Stewart zerwała się z miejsca i nie myśląc za wiele złapała go za fraki. Nie mogła pozwolić mu wyjść. Na pewno nie teraz. Dlatego energicznym ruchem wciągnęła go do jednej z salek.
Gabinet należał do nowego zastępcy komendanta, ale okazało się, że jego żona urodziła kilka dni temu, więc przez następny miesiąc miał rzekomo pracować z domu, a w tym czasie jego gabinet stał pusty. Cóż, do teraz, bo Pilar już tam wciskała Madoxa, zamykając drzwi na klucz.
No me trates como aire, Noriega Nie traktuj mnie jak powietrze, Noriega, rzuciła praktycznie od razu, odwracając się do niego przodem i wystawiając palec w jego kierunku, który zaraz potem wbiła w jego klatkę piersiową, kiedy już podeszła bliżej. — Estoy aquíJestem tu. Zajrzała mu głęboko w oczy, przyglądając mu się uważnie, by już po chwili pchnąć go na biurko, które znajdowało się za jego plecami. Gest ten był na tyle spontaniczny i niespodziewany, że Madox nie miał nawet jak zareagować i zaraz klapnął na idealnie posprzątanym meblu.
Nim zdążył wydusić cokolwiek spomiędzy swoich pełnych, rozchylonych ust, Pilar już wciskała się między jego nogi, zarzucając mu dłonie na kark i wpijajać się w jego usta. Mocno i zachłannie. Tak jak oboje przecież lubili najbardziej.
¿Alguna vez has hecho esto en una comisaría?Robiłeś to kiedyś na komisariacie? Wymruczała prosto do jego usta, kiedy w końcu się od niego oderwała, by zaraz obdarować jego szyję czułymi pocałunkami, przy okazji dłonią zjeżdżając po jego klatce piersiowej, na brzuch, by zaraz znaleźć się na materiale spodni i przejechać dłonią po jego najbardziej wrażliwym miejscu. — ¿Qué tal tu mañana? ¿Me extrañaste? Jak twój poranek? Tęskniłeś za mną? Dopytała, zaciskając palce nieco mocniej, wolną dłonią zaciskając jego szyję i ponownie zamykając mu usta gorącym pocałunkiem.

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 2:07 am
autor: Madox A. Noriega
Był zły to mało powiedziane, bo on się po prostu wkurwił, był wściekły. Bo Eliot mu wciąż powtarzał jedno i to samo, teraz to on się zawiesił jak ta zdarta płyta. Ale Madox wcale nie miał zamiaru go słuchać. Bo on już dziesięć lat temu to kurwa zrobił, posłuchał się i co? I poddał, dał za wygraną, bo się posłuchał... kogoś tam.
Tylko, że on przecież przez te dziesięć lat się zmienił, nie do poznania, nie tylko fizycznie, on psychicznie też już nie był tym gnojem, który by się tak łatwo poddawał, który rzucałby wszystko, bo co? Bo ktoś mu tak mówił?
Ją miałby rzucić?
Musiał to iść rozchodzić, przetrawić jakoś. Zadecydować.
Musiał chyba podjąć jakąś decyzję.
A może nie musiał? Może mógł uderzyć do kogoś innego?
Tylko do kogo?
Naprawdę miał z tymi myślami przejść koło Pilar i sobie stąd iść. Nawet te jej pełne, gorące usta, które ułożyły się w jego imię miały go nie powstrzymać...
Tylko, że ona zaraz szarpała go za fraki i ciągnęła do jakiegoś gabinetu. Nowego zastępcy komendanta? Madox go nie poznał, ale wcale mu się to nie uśmiechało, i już nawet miał na nią warknąć, że on spierdala, zacisnął palce na jej ręce, ale byli tam sami, w ogóle było tam jakoś tak cicho, dziwnie sterylnie, jakby nikt tam nie pracował.
Jeszcze to jej nie traktuj mnie jak powietrze, Noriega, a jak miał ją traktować? Przywitać się z nią pocałunkiem, tak jak to zrobił rano, kiedy tylko otworzyła oczy? A może zatrzymać się na pogawędkę na korytarzu, na temat tego co zjedzą dzisiaj sobie na kolację. A potem słuchać od Eliota kolejnej tyrady?
- Pilar, déjame en paz - Pilar daj mi spokój, mruknął, bo już się nasłuchał wyrzutów, więc te od niej mogli sobie chyba na razie darować? Tylko, że chyba jednak nie mogli, bo ona już mu wbijała palec w klatę. Już nawet się zamierzył, żeby znowu ją wyminąć i sobie iść, ale pchnęła go niespodziewanie nie biurko, cofnął się i na nim klapnął. Przytrzymał się ręką krawędzi. Znowu miał jej coś powiedzieć, pewnie, żeby go puściła, bo ma przecież jeszcze tyle rzeczy do załatwienia dzisiaj. Ale ona już stanęła miedzy jego nogami, już obejmowała jego karku i całowała go zachłannie. No i jak on miał ją od siebie odsunąć? Jak on się nie potrafił jej oprzeć, jego serce w jednej sekundzie zabiło mocniej, wyrwało się do niej, i on też się szarpnął obejmując ją w pasie przyciągając do siebie mocniej, tak, że mogła poczuć jak jego duża, twarda... ozdobna klamra od paska wbija się w jej podbrzusze. Nawet kiedy się od niego oderwała, od jego spragnionych jej warg, to on pochylał się nad nią, nad jej szyją, a ręce wsuwał już pod materiał jej koszuli.
- Sí, pero hace mucho tiempo - tak, ale dawno temu, rzucił w odpowiedzi na jej pytanie, czy robił to na komisariacie, ale kiedy otwierała już usta, żeby mu coś powiedzieć, to pochylił się znowu do niej i ugryzł ją w dolną wargę, zaczepnie, mocniej może niż chciał - no, estoy bromeando, no... - nie no, żartuję, nie..., no bo nie robił. Niby z kim? Niby jak? Jak on tutaj głównie przychodził na jakieś przesłuchania, czy zjeby. Chociaż... przecież kiedyś się już umawiał z policjantkami, ale żadna go tutaj nie zaprosiła, żeby to zrobić. Już otworzył usta, już miał jej powiedzieć, że teraz też tego nie zrobią, bo on spada. No chciał jej to powiedzieć. Ale jak? Jak już czuł na szyi jej gorące, pełne usta, aż odchylił na bok głowę, żeby dać jej lepszy dostęp. A jej dłoń już sunęła po materiale jego spodni, pod którym mogła czuć, jak on szybko na nią reagował. Bardzo szybko.
Kurwa.
Oddech mu już przyśpieszył, jeszcze walczył ostatkiem jakiejś silnej woli, jeszcze przesunął palce na jej gorący brzuch, na którym wyczuwał pod opuszkami te jej plasterki, które rano od nowa kleili. Chciał ją od siebie odepchnąć. Ale nie umiał. Bo chyba za nią tęsknił. I jak ją zobaczył u Eliota w gabinecie, to jego myśli znowu się fiksowały tylko na niej. To znowu tylko myślał o tym jaka jest gorąca, jak seksownie wyglądała w tej swojej marynarce, którą on już zsuwał z jej ramienia.
- Si... - zaczął, że tęsknił - tienes esposas? - masz kajdanki?, zapytał, bo jego ciemne tęczówki przesunęły się już z jej pięknych, czekoladowych oczu niżej, na pasek, przy którym pewnie powinna mieć kajdanki, odznakę, czy tam broń, no chyba, że nie nosiła jak siedziała w biurze? Zacisnął palce na jej sprzączce od paska.
Wyobraźnia już mu działała. Zresztą ona cała na niego tak działała, że czuł jak w spodniach robi mu się ciasno. Tylko, że kurwa... nie miał na to czasu.
Nie teraz, nie dzisiaj.
- Nie no, spierdalam - rzucił nawet już bez tego hiszpańskiego, ale nie potrafił jej od siebie odsunąć. Ale może jak się zepnie w sobie?
Może jak zamknie oczy i przestanie oddychać, żeby nie czuć tego jej znajomego, zniewalającego zapachu? Nawet to zrobił, zamknął na moment powieki i przełknął ślinę, wstrzymał powietrze.
Gówno to dało.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 10:28 am
autor: Pilar Stewart
NuncaNigdy, warknęła stanowczo, przeplatając powagę cieniem uśmiechu, który rodził się na jej twarzy. — Nunca te dejaré solo Nigdy ci nie dam spokoju, dodała. Bo akurat spokoju nie dostanie od niej nigdy. Mogła dać mu ogień, namiętność, setkę powodów do wkurwu… ale nie spokoju.
Pilar nawet gdyby chciała, nie potrafiła tak po prostu odpuścić. Szczególnie kiedy chodziło o niego. Nie umiała poddać się po pierwszym daj mi spokój, puść mnie, czy nawet gdyby jej powiedział, że ma spierdalać — nie zrobiłaby tego. Tak samo jak nawet nie drgnęła, kiedy złapał ją za rękę i zapewne chciał od siebie odsunąć. Tylko jemu też wyszło to chujowo, bo zaraz oboje milczeli, podczas gdy usta rozmawiały w zachłannym pocałunku.
Na moment nawet zapomniała, po co go tutaj ściągnęła. Że to wszystko było, by wyciągnąć z niego informacje. Był tak gorący i rozbrajająco przystojny, że w sekundę potrafił wypełnić sobą każdą komórkę w jej ciele, a przede wszystkim myśli, które z Eliota i całej tej sprawy. na chwile zafiksowały się tylko i wyłącznie na jego punkcie, szczególnie kiedy przyciągnął ją do siebie, mocno, sprawiając, że klamra od paska wbiła się jej w podbrzusze. Pilar jedynie uśmiechnęła się pod nosem na ten gest, a Madox był tak blisko, że spokojnie mógł to czuć na swoich ustach.
¿Alguno de ustedes hizo algo bueno en el escritorio del comandante? A zrobiła ci jakaś dobrze na biurku komendanta? Nie dawała za wygraną. Nawet nie ruszyło ją, kiedy powiedział, że już to robił na komendzie. Chociaż może powinno? Może powinna go o to zapytać? Może istniała wysoka szansa, że ona osobiście kumplowała się z jakąś jego była kobietą lub kochanką? Tylko co z t e g o, skoro to jej powiedział wczoraj, że kochał ją nad życie, że wszystko by jej oddał, że był cały jej? Nie miała absolutnie żadnych podstaw do scen zazdrości i nawet nie chciała zaprzątać sobie tym głowy. Po prostu zeszła pocałunkami na jego szyję i zajęła się jego gorącą skórą. Nawet jeśli jakąś już tutaj obracał, to wcale nie znaczyło, że Stewart nie mogła nadpisać tych wspomnień jeszcze lepszymi?
I może nawet miała zamiar. Jej dłoń sukcesywnie przesuwała się po jego jego spodniach, czując pod palcami odpowiednio reagującą męskość. Aż dreszcz przeszedł po jej plecach, aż w ustach zrobiło się jej jakoś sucho, a ciało zalała fala gorąca. Bo ona mogła działać na niego, ale przecież on również ciągle na nią działał. Kurwa, jedno spojrzenie wystarczyło, a ona już była cała jego.
Widziała, że walczył. Że chociaż jego ciało powoli opuszczało, głowa wciąż stawiała opór. Co takiego powiedział mu Eliot? Co rozzłościło go do tego stopnia, że nawet przy niech się wahał? Przecież znała go aż za dobrze, wiedziała, że normalnie nawet by się nie zawahał, gdyby zaproponowała mu szybki numerek, jeszcze w miejscu tak wysokiego ryzyka jak komenda policji. Przecież to samo w sobie ekscytowało i zachęcało do działania. A jednak on ciągle walczył. Ze sobą. A Pilar zaś walczyła z nim.
Yo también te extrañéJa też tęskniłam, mruknęła, wciskając ręce pod kolorową koszulkę, pod którą kryły się i d e a l n i e wyrzeźbione mięśnie. Aż jęknęła cicho, kiedy wyczuła pod opuszkami znajomą teksturę. — Te extrañé mucho. M u c h o Bardzo tęskniłam. B a r d z o, wymruczała prosto w jego usta, które zaraz ponownie pocałowała. I chociaż pobudki do tego wszystkiego miała… kurewko złe, tak w słowach, które wypowiadała, była najszczersza prawda. Bo przecież tęskniła za nim. W każdej sekundzie kiedy był daleko. I nawet wtedy w gabinecie Eliota — tam też za nim tęskniła, bo przecież był za daleko.
Tutaj był blisko, a jednak wciąż niewystarczająco, bo zaraz rzucił to nie no, spierdalam i Pilar automatycznie mocniej się do niego przycisnęła. Nie mogła dać mu tu teraz wyjść. Miała pełną świadomość, że jeśli zostawiłby ją z myślami, to chyba by ją popierdoliło do reszty. Dlatego od razu sięgnęła do klamry jego paska i szarpnęła za nią mocno, kompletnie pozbywając się resztek delikatności, podczas gdy jej oczy osadziły się na tych jego, obłędnie czekoladowych.
Gdzie spierdalasz? Co jest, cariño? — spytała odpinając guzik jego spodni. — Czemu jesteś taki wkurwiony? — kolejne pytanie opuściło jej usta, podczas gdy palce już zwinnie poradziły sobie z zamkiem błyskawicznym. Odpuścił praktycznie od razu, nawet raz się nie zacinając. — Co takiego powiedział ci Eliot? — nie odpuszczała. Tak samo, jak konsekwentna była w swoich czynach. Nawet przez ułamek sekundy się nie zawahała, kiedy z przyśpieszonym oddechem, wślizgnęła się dłonią do jego bokserek, odnajdując jego reagującą męskość. Bo Madox mógł być zły, mógł próbować ją od siebie odepchnąć, ale jednak jego ciało reagowało pomimo chaotycznych myśli. I Pilar bezczelnie miała zamiar to wykorzystać. Dlatego nim zdążył ją od siebie odepchnąć, jeśli taki miał zamiar, ona już pracowała ręką, przesuwając ją wzdłuż doskonale znajomej już sobie tesktury.

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 12:27 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
+18 jeszcze nie seksy, ale może już niektórych gorszyć, sorry
A czy on tak naprawdę chciał, żeby dała mu ten spokój? Chyba nie, nie kiedy patrzył w te jej duże, piękne, brązowe oczy, jakieś takie zacięte. Uwielbiał w niej ten upór.
Ale przecież on też umiał być uparty, zazwyczaj. Bo dzisiaj nie umiał wcale, nawet chwili się nie zawahał, nie zastanowił, kiedy całował ją zachłannie, jakby nie widzieli się wieki, a to zaledwie kilka godzin. Ale może ta cała szopka u Daltona tak na niego zadziałała? Albo to po prostu ona? Jej gorące, pełne wargi, i te oczy. I ten zapach, którym teraz oddychał, i mógłby to robić już zawsze.
- En el escritorio del comandante? - na biurku komendatna?, powtórzył prosto w jej usta, zerkając na dół, na to biurko, pierdolonego komendanta. Dlaczego go dzisiaj nie było w robocie? Jakby był, to Madox może już siedziałby w aucie? A tak to siedział na tym biurku, a tak to oddychał ciężko i zastanawiał się w jakiej pozycji ją będzie brał, na tym biurku komendanta.
Przejebane.
Ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na jej pięknej twarzy, sięgnął ręką do jej policzka, żeby zgarnąć z niego jej czarne włosy kudły.
- Pilar, todavía tengo mucho trabajo por hacer - Pilar mam jeszcze tyle roboty, próbował jeszcze, ale co z tego, kiedy pod palcami czuła, że on już był gotowy na nią, a nie na rundkę do klubu. Mógł się jeszcze zapierać, ale ciało już wybrało za niego. Już chyba nie było opcji, żeby stąd wyszedł.
A może była?
Odchylił do tyłu głowę, przed chwilą dostawał zjebe, że nie powinien się z nią spoufalać, a on co robił? A ona co robiła? Ale przecież sam powiedział Eliotowi, że ma to w dupie, ma na to wyjebane. Może nawet powinien ją przelecieć na złość Eliotowi, na tym biurku komendanta?
Nie na złość, ale z czystej pierdolonej tęsknoty za nią? Albo z tego, że ona go tak pociągała? Tak go kręciła, że w środku żołądek mu się wiązał w supeł, kiedy on walczył z tym, co powinien, a tym co chciał. Bo jej chciał. Ale powinien wracać do klubu.
- Mostrar cuanto - pokaż jak bardzo, no kurwa nie, nie to miał przecież powiedzieć. Próbował się jeszcze zreflektować, jeszcze walczyć, tym spierdalam, ale to była kurewsko nierówna walka. Bo on nigdy nie potrafił jej sobie odmówić, się jej oprzeć, wystarczyło jedno spojrzenie w jej piękne, błyszczące oczy, wystarczył jeden jej gwałtowny gest. Bo ta jej dzikość przecież pociągała go najbardziej.
- Do klubu... hermosa - no tak, miał spierdalać do klubu. Ale niby jak, kiedy ona już dobierała się do zamka jego spodni, aż spuścił na moment wzrok na jej dłoń, ale zaraz podniósł ciemne tęczówki na jej piękną twarz, tak śliczną, że on też odpuszczał od razu, jak ten pierdolony zamek. Łamał się, i oddech też mu się łamał, grzązł w piersi, z jakiegoś takiego niedoczekania, z tego, że on jeszcze cały czas próbował się jej oprzeć. Na próżno.
- Nic, nieważne, Eliot może sobie pogadać do dupy - pięknie i kulturalnie jej odpowiedział, jak zwykle. A kiedy jej dłoń wylądowała na jego nabrzmiałej już, tak bardzo jej spragnionej męskości, to z gardła wyrwało mu się mocne westchnienie.
- Nie, pojebie mnie... - kolejne taktowne stwierdzenie, ale to akurat też była szczera prawda. Bo jak zaraz nie będzie w niej, to może go tutaj popierdolić - dobra, raz, szybko... - gadał w jej pełne usta, kradnąc z nich pocałunki, szybkie, gwałtowne, między kolejnymi słowami, a palcami już sięgnął do jej paska, już go odpinał, siłował się z zapięciem, bo jej suwak nie był taki ustępliwy - zdecydowanie wolę jak nosisz sukienki... - nawijał, ale też jego wargi ciągle szukały tych jej, a oczy błądziły po jej obłędnej twarzy - musisz wziąć do Meksyku dużo sukienek... - dopiero ten Meksyk go odrobinę sprowadził na ziemię, ale już odpiął jej spodnie, już zsuwał je z jej bioder ukazując bieliznę. Spuścił na nią wzrok i odchylił się do tyłu, żeby spojrzeć na nią z dystansu.
- Pilar jutro lecimy do Meksyku, a ja jeszcze mam tyle... - nie dokończył, bo w dupie już miał te wszystkie obowiązki, kiedy ona go miała całego w garści, kiedy jej dłoń sunęła po jego naprężonej męskości - ja pierdole... - w głowie miał jeden wielki chaos, na jednej szali to co powinien, obowiązki, a na drugiej ona, ona, ona. No i ciekawe co w tym momencie było dla niego ważniejsze?
Zawsze ona. Jej gorące, pełne wargi, te jej zjawiskowe oczy, i jej palce, które czuł na sobie. Szarpnął w dół jej spodnie, razem z majtkami, nawet nie poświęcając im zbytniej uwagi, no bo nie było na to czasu. A zresztą Madox jakoś nigdy za specjalnie nie umiał się rozczulać nad kobiecą bielizną, bo mu po prostu przeszkadzała.
Nawet się nie zapowiedział, nawet jej nie uprzedził, tylko kiedy stanęła przed nim naga od pasa w dół, to wdarł się między jej rozgrzane uda ręką, wsadził w nią dwa palce, może trochę nazbyt gwałtownie, bo jęknęła, ale stłumił to w swoich rozgrzanych wargach. Zresztą sama to zaczęła, znała go, wiedziała, że on się długo nie da kusić. Była już mokra, i chyba tak bardzo go spragniona, jak on jej.
Zawsze tak samo, po równo, do szaleństwa.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 3:05 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 4:14 pm
autor: Madox A. Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 5:23 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 6:30 pm
autor: Madox A. Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: pt sty 30, 2026 7:27 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega