give me all the oils and the canvas that i wove
: pt sty 30, 2026 4:33 pm
Nie miała pojęcia, czy ci wszyscy artyści byli tacy napaleni, ale w tej chwili, gdy April przycisnęła ją do ściany i musnęła ustami jej szyję, Teddy poczuła, że sama jest. Żołądek zawiązał jej się w supeł, a serce niemal wyskoczyło z piersi. I w tym dziwnym wirze emocji zaczęła wątpić, czy to rzeczywiście tylko pożądanie, czy może jednak trzepot motylich skrzydeł.
Na komplement odpowiedziała pięknym uśmiechem i ogniem w oczach. Trzeba przyznać, że Darling miała swoje momenty i przebłyski wiedzy. Często wyłapywała jakieś randomowe ciekawostki, ale przede wszystkim była świetnym słuchaczem. Łatwowiernym, ale jednak! Kosuth mógłby się okazać jakąś zmyślonym przyjacielem Blaze'a, a ona i tak kupiłaby to bez żadnych podejrzeń. Na szczęście to, co mówił pokrywało się z historią April, a oboje nie mogli przecież ściemniać. Chyba.
Zostawiła już to całe krzesło w spokoju. Dla niej krzesło pozostawało krzesłem, niezależnie od tego, jak było przedstawione. Zamykając oczy, widziała je bardzo wyraźnie. Czytając o nim, również potrafiła je odtworzyć w głowie. Nie była pewna, czy takie skupienie na przedmiocie czyniło ją ograniczoną umysłowo, czy też właśnie o to chodziło Kosuthowi — żeby zmusić odbiorcę do refleksji i zobaczyć w zwykłym krześle coś więcej niż tylko funkcjonalny mebel.
— W mojej łazience? — zapytała, zatrzymując się obok przyjaciółki. Przechyliła głowę, wpatrując się w nagie piersi kobiety z obrazu. W teorii wyglądały jak prawdziwe cycki, ale w rzeczywistości były dalekie od naturalności. Ich kształty były przesadzone, a kolory zbyt płaskie, żeby oddać ciepło skóry. Patrząc na nie, trudno było uwierzyć, że ktoś mógłby traktować je jak prawdziwe ciało. Wyglądały raczej jak marzenie artysty niż prawdziwa kobieta. Okej, jeśli to nie było dowodem na to, że Teddy znała się na sztuce jak nikt inny na świecie, to trudno powiedzieć, co nim mogło być. — Ale to twój banan — stwierdziła po chwili. Nie chciała przywłaszczać sobie jej rzeczy, chociaż musiała przyznać, że projekt tej kultowej okładki doskonale prezentowałby się obok lustra nad umywalką.
Nie podłapała, że zabrzmiało to tak, jakby Finch zamierzała się do niej wprowadzić. Jakoś w ogóle nie przyszło jej to do głowy. Darling pewnie nie miałaby nic przeciwko, w końcu i tak częściej bywała w domu niż w nim faktycznie była, ale nigdy wcześniej o tym nie pomyślała. Teraz zresztą też nie.
— I to wcale nie są starocie — zastrzegła natychmiast, posyłając April karcące spojrzenie. — Starocie to byłyby, gdybym nagle zapragnęła ozdobić cały loft Monetem albo dziełami innego impresjonisty. Albo, nie wiem… Tym — ruchem głowy wskazała na nagą kobietę, co równocześnie o czymś jej przypomniało. — Mam dla ciebie kalendarz — powiedziała zwyczajnym tonem, zerkając kątem oka na przyjaciółkę.
Kiedy w zeszłym roku zaproponowano jej sesję, nie była do końca przekonana, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Przez chwilę nawet rozważała zasięgnięcie porady u Finch, która na sto trzydzieści siedem procent nagabywałaby ją do udziału, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości. Ostatecznie jednak Teddy podjęła decyzję sama. A potem czas zrobił swoje, a ona na śmierć zapomniała o tych zdjęciach!
April Finch
Na komplement odpowiedziała pięknym uśmiechem i ogniem w oczach. Trzeba przyznać, że Darling miała swoje momenty i przebłyski wiedzy. Często wyłapywała jakieś randomowe ciekawostki, ale przede wszystkim była świetnym słuchaczem. Łatwowiernym, ale jednak! Kosuth mógłby się okazać jakąś zmyślonym przyjacielem Blaze'a, a ona i tak kupiłaby to bez żadnych podejrzeń. Na szczęście to, co mówił pokrywało się z historią April, a oboje nie mogli przecież ściemniać. Chyba.
Zostawiła już to całe krzesło w spokoju. Dla niej krzesło pozostawało krzesłem, niezależnie od tego, jak było przedstawione. Zamykając oczy, widziała je bardzo wyraźnie. Czytając o nim, również potrafiła je odtworzyć w głowie. Nie była pewna, czy takie skupienie na przedmiocie czyniło ją ograniczoną umysłowo, czy też właśnie o to chodziło Kosuthowi — żeby zmusić odbiorcę do refleksji i zobaczyć w zwykłym krześle coś więcej niż tylko funkcjonalny mebel.
— W mojej łazience? — zapytała, zatrzymując się obok przyjaciółki. Przechyliła głowę, wpatrując się w nagie piersi kobiety z obrazu. W teorii wyglądały jak prawdziwe cycki, ale w rzeczywistości były dalekie od naturalności. Ich kształty były przesadzone, a kolory zbyt płaskie, żeby oddać ciepło skóry. Patrząc na nie, trudno było uwierzyć, że ktoś mógłby traktować je jak prawdziwe ciało. Wyglądały raczej jak marzenie artysty niż prawdziwa kobieta. Okej, jeśli to nie było dowodem na to, że Teddy znała się na sztuce jak nikt inny na świecie, to trudno powiedzieć, co nim mogło być. — Ale to twój banan — stwierdziła po chwili. Nie chciała przywłaszczać sobie jej rzeczy, chociaż musiała przyznać, że projekt tej kultowej okładki doskonale prezentowałby się obok lustra nad umywalką.
Nie podłapała, że zabrzmiało to tak, jakby Finch zamierzała się do niej wprowadzić. Jakoś w ogóle nie przyszło jej to do głowy. Darling pewnie nie miałaby nic przeciwko, w końcu i tak częściej bywała w domu niż w nim faktycznie była, ale nigdy wcześniej o tym nie pomyślała. Teraz zresztą też nie.
— I to wcale nie są starocie — zastrzegła natychmiast, posyłając April karcące spojrzenie. — Starocie to byłyby, gdybym nagle zapragnęła ozdobić cały loft Monetem albo dziełami innego impresjonisty. Albo, nie wiem… Tym — ruchem głowy wskazała na nagą kobietę, co równocześnie o czymś jej przypomniało. — Mam dla ciebie kalendarz — powiedziała zwyczajnym tonem, zerkając kątem oka na przyjaciółkę.
Kiedy w zeszłym roku zaproponowano jej sesję, nie była do końca przekonana, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Przez chwilę nawet rozważała zasięgnięcie porady u Finch, która na sto trzydzieści siedem procent nagabywałaby ją do udziału, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości. Ostatecznie jednak Teddy podjęła decyzję sama. A potem czas zrobił swoje, a ona na śmierć zapomniała o tych zdjęciach!
April Finch