tequila con muerte
: sob sty 31, 2026 10:33 pm
Zerknął na Pilar, kiedy powiedziała to, że tylko rozmawiają, no bo to była prawda, nie robili tu jakiegoś przedstawienia. Gorsze zrobiła Karen na kolanach, a jej nikt nie upominał. Nawet przez myśl mu przeszło, że to może Karen tutaj tą stewardesę wysłała, no albo ktoś przed nimi...
I chyba Pilar pomyślał o tym samym, bo zaraz kopnęła w siedzenie z przodu, aż Madox wbił mocniej palce w jej udo. Przymknął na moment powieki, bo tylko czekał na to, aż ona zaraz powie, że ma Toureta i może znowu wylądują w pierwszej klasie. Ale Stewart postawiła na nerwicę. Nerwicę swoją droga miała też chyba ta staruszka przed nimi, bo jej oczy to ciskały w ich stronę gromy. Odchrząknął jeszcze zanim odezwała się babka.
- Jestem lekarzem, moja narzeczona ma zdiagnozowane zaburzenia lękowe, to reakcja na przeciążenie, ale mamy sytuację pod kontrolą - powiedział spokojnie, bo on to przecież jak nie weterynarz, to lekarz, albo świr. Dzisiaj lekarz.
Tylko, że starucha albo nie uwierzyła, albo po prostu była jakimś zaciętym katolem i zaraz zaczęła ich straszyć kościołem. Aż Noriega uniósł jedną brew, spojrzał na stewardesę, a ona już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, chyba tym razem do starej, tylko wtedy Pilar wypaliła z tym egzorcyzmem, a Madox aż się spiął, żeby nie parsknąć, mogła to poczuć, jak mu się kurwa każdy mięsień spina. Westchnął ciężko.
- Próbujemy wszystkiego... Mamusia... Teściowa jest bardzo wierząca - wyjaśnił smutno. Znowu zerknął na stewardessę, tym razem chyba ona łykała wszystko jak pelikan, ale nie stara baba. Bo tamta zaszalała jeszcze bardziej i wyciągnęła jakiś wielki, drewniany krzyż, który wyglądał jakby nim...
Tak jak stwierdziła Pilar, wyglądał jak narzędzie, którego Van Helsing używał do walki z demonami. Może była jakimś samozwańczym egzorcystą? I chociaż Noriega w pierwszej chwili był trochę w szoku i te ręce zabrał z ud Stewart, wiec ona bez problemu mu się wyszarpnęła, to zaraz już znowu łapał ją w pasie i ściągał do siebie na kolana.
- Cálmate, cariño - spokojnie kochanie, rzucił, ale widział, że ani starucha, ani stewardessa i tak tego nie zrozumiały - dodatkowe bodźce nasilają objawy, ona po prostu potrzebuje trochę przestrzeni - znowu starał się mówić spokojnie, z ciemnymi tęczówkami zawieszonym na twarzy stewardesy.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- Tak, moja siostra też ma nerwicę... Bardzo trudno jej się podróżuje, tyle różnych bodźców dookoła - spojrzała z wyrzutem na babkę, która odmówiła już chyba wszystkie zdrowaśki i coś się zarzekała, że to nie nerwica tylko opętanie, a Madox kłamie jak z nut. I Noriega nawet już otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale wtedy do przodu wystąpiła stewardesa podpierając ręce na bokach.
- Trochę empatii proszę Pani - fuknęła - zapraszam Panią ze mną, nasze linie nie tolerują mowy nienawiści, Canada Air to porządne linie lotnicze, które starają się zapewnić wszystkim pasażerom godne warunki podróży - wyrecytowała.
I może nawet coś by z tego było, a oni mieli by chwilę świętego spokoju, ale zaraz wstała blondynka, która siedziała ze staruszką, oparła się o swój fotel i wyjrzała w ich kierunku. Najpierw jej niebieskie oczy zatrzymały się na Pilar, ale zaraz już patrzyła trochę bezczelnie na Madoxa. Też odchrząknęła.
- Ja również jestem lekarzem psychiatrii... - zaczęła poważnie, a Madox aż zmrużył oczy, bo mu się nie chciało wierzyć - moja babcia cierpi na Alzheimera, etap umiarkowany urojenia... - stewardesa nabrała w płuca powietrze. Noriega też to zrobił, no bo jednak się nie spodziewał, że ktoś tu z nim będzie walczył jego bronią. A może ona rzeczywiście była psychiatrą?
Trudno było ją rozgryźć, zwłaszcza, że dziewczyna założyła już za ucho jasne włosy mówiąc do babci coś po rosyjsku, Madox nie do końca wiedział co. Jakieś spokojnie, już dobrze i coś jeszcze czego kompletnie nie zrozumiał. Może jakiś psychiatryczny żargon?
Babka zaczęła się modlić, rzeczywiście po rusku ściskając w palcach krzyż tak mocno, że pobielały jej knykcie.
Stewardesa za to widać było, że myśli intensywnie, co ma zrobić, co powiedzieć. Madox chciał się nawet odezwać, tylko, że pierwsza wtrąciła się blondynka.
- Myślę, że musi nas Pani rozsadzić, dla dobra ogółu, żeby ta podróż przebiegła bez zarzutów... Może macie jakieś miejsca w pierwszej klasie? - Noriega znowu spojrzał na blondynkę, bo co to było? Trafiła kosa na kamień? Czy co?
Zaraz jednak pokiwał głową.
- Zgadzam się - stewardessa najpierw chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zaraz kiwnęła głową, że to sprawdzi, no przecież nie będzie się kłóciła z DWÓJKĄ lekarzy. Poszła sobie, a Madox mocniej ścisnął Pilar, za to blondynka jeszcze rzuciła im bezczelne spojrzenie i usiadła na swoim miejscu. Dobra... była.
Pilar Stewart
I chyba Pilar pomyślał o tym samym, bo zaraz kopnęła w siedzenie z przodu, aż Madox wbił mocniej palce w jej udo. Przymknął na moment powieki, bo tylko czekał na to, aż ona zaraz powie, że ma Toureta i może znowu wylądują w pierwszej klasie. Ale Stewart postawiła na nerwicę. Nerwicę swoją droga miała też chyba ta staruszka przed nimi, bo jej oczy to ciskały w ich stronę gromy. Odchrząknął jeszcze zanim odezwała się babka.
- Jestem lekarzem, moja narzeczona ma zdiagnozowane zaburzenia lękowe, to reakcja na przeciążenie, ale mamy sytuację pod kontrolą - powiedział spokojnie, bo on to przecież jak nie weterynarz, to lekarz, albo świr. Dzisiaj lekarz.
Tylko, że starucha albo nie uwierzyła, albo po prostu była jakimś zaciętym katolem i zaraz zaczęła ich straszyć kościołem. Aż Noriega uniósł jedną brew, spojrzał na stewardesę, a ona już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, chyba tym razem do starej, tylko wtedy Pilar wypaliła z tym egzorcyzmem, a Madox aż się spiął, żeby nie parsknąć, mogła to poczuć, jak mu się kurwa każdy mięsień spina. Westchnął ciężko.
- Próbujemy wszystkiego... Mamusia... Teściowa jest bardzo wierząca - wyjaśnił smutno. Znowu zerknął na stewardessę, tym razem chyba ona łykała wszystko jak pelikan, ale nie stara baba. Bo tamta zaszalała jeszcze bardziej i wyciągnęła jakiś wielki, drewniany krzyż, który wyglądał jakby nim...
Tak jak stwierdziła Pilar, wyglądał jak narzędzie, którego Van Helsing używał do walki z demonami. Może była jakimś samozwańczym egzorcystą? I chociaż Noriega w pierwszej chwili był trochę w szoku i te ręce zabrał z ud Stewart, wiec ona bez problemu mu się wyszarpnęła, to zaraz już znowu łapał ją w pasie i ściągał do siebie na kolana.
- Cálmate, cariño - spokojnie kochanie, rzucił, ale widział, że ani starucha, ani stewardessa i tak tego nie zrozumiały - dodatkowe bodźce nasilają objawy, ona po prostu potrzebuje trochę przestrzeni - znowu starał się mówić spokojnie, z ciemnymi tęczówkami zawieszonym na twarzy stewardesy.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
- Tak, moja siostra też ma nerwicę... Bardzo trudno jej się podróżuje, tyle różnych bodźców dookoła - spojrzała z wyrzutem na babkę, która odmówiła już chyba wszystkie zdrowaśki i coś się zarzekała, że to nie nerwica tylko opętanie, a Madox kłamie jak z nut. I Noriega nawet już otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale wtedy do przodu wystąpiła stewardesa podpierając ręce na bokach.
- Trochę empatii proszę Pani - fuknęła - zapraszam Panią ze mną, nasze linie nie tolerują mowy nienawiści, Canada Air to porządne linie lotnicze, które starają się zapewnić wszystkim pasażerom godne warunki podróży - wyrecytowała.
I może nawet coś by z tego było, a oni mieli by chwilę świętego spokoju, ale zaraz wstała blondynka, która siedziała ze staruszką, oparła się o swój fotel i wyjrzała w ich kierunku. Najpierw jej niebieskie oczy zatrzymały się na Pilar, ale zaraz już patrzyła trochę bezczelnie na Madoxa. Też odchrząknęła.
- Ja również jestem lekarzem psychiatrii... - zaczęła poważnie, a Madox aż zmrużył oczy, bo mu się nie chciało wierzyć - moja babcia cierpi na Alzheimera, etap umiarkowany urojenia... - stewardesa nabrała w płuca powietrze. Noriega też to zrobił, no bo jednak się nie spodziewał, że ktoś tu z nim będzie walczył jego bronią. A może ona rzeczywiście była psychiatrą?
Trudno było ją rozgryźć, zwłaszcza, że dziewczyna założyła już za ucho jasne włosy mówiąc do babci coś po rosyjsku, Madox nie do końca wiedział co. Jakieś spokojnie, już dobrze i coś jeszcze czego kompletnie nie zrozumiał. Może jakiś psychiatryczny żargon?
Babka zaczęła się modlić, rzeczywiście po rusku ściskając w palcach krzyż tak mocno, że pobielały jej knykcie.
Stewardesa za to widać było, że myśli intensywnie, co ma zrobić, co powiedzieć. Madox chciał się nawet odezwać, tylko, że pierwsza wtrąciła się blondynka.
- Myślę, że musi nas Pani rozsadzić, dla dobra ogółu, żeby ta podróż przebiegła bez zarzutów... Może macie jakieś miejsca w pierwszej klasie? - Noriega znowu spojrzał na blondynkę, bo co to było? Trafiła kosa na kamień? Czy co?
Zaraz jednak pokiwał głową.
- Zgadzam się - stewardessa najpierw chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zaraz kiwnęła głową, że to sprawdzi, no przecież nie będzie się kłóciła z DWÓJKĄ lekarzy. Poszła sobie, a Madox mocniej ścisnął Pilar, za to blondynka jeszcze rzuciła im bezczelne spojrzenie i usiadła na swoim miejscu. Dobra... była.
Pilar Stewart