for you, i'd risk it all
: wt lut 17, 2026 8:31 pm
Nie potrafiłaby tego wyjaśnić, a jednak przy nim z jakiegoś powodu cały czas sobie przeczyła.
Po raz pierwszy zrobiła to w chwili, w której nie była w stanie w pełni się zaangażować. Obiecała mu coś innego, a później pozwoliła mu uwierzyć, że nie potrafiła postawić na nich tak, jak on mógłby tego od niej oczekiwać.
To nie była prawda. Nie szukała sobie drogi ucieczki i nie robiła tego wyłącznie po to, aby go zniechęcić i w ten sposób wycofać się jeszcze zanim sytuacja między ich dwójką jakkolwiek się rozwinęła. Zależało jej na nim, choć przecież nie wiedziała na jego temat nic ponad to, co on sam pokazywał jej w pracy. Były to wyłącznie zdawkowe informacje, a jednak wystarczyły, aby poczuła się zaintrygowana.
Teraz, kiedy obcowała z nim coraz częściej mogła przekonać się również o tym, że Max miał jej do zaoferowania znacznie w i ę c e j. Nie był jak wszyscy ci mężczyźni, z którymi spotykała się do tej pory, choć pozornie właśnie za kogoś takiego mógł uchodzić. I pewnie za kogoś takiego miały go wszystkie te osoby, które oceniały go wyłącznie na podstawie pogłosek. Początkowo Bronte również do nich należała.
Obecnie miała jednak nieco inne zdanie, wcale nie tak krytyczne jak to, które próbowała przedstawić mu, kiedy jeszcze siedziała na kuchennym blacie. Droczyła się z nim, dlatego poruszyła zaczepnie brwiami, odrobinę nawet ciekawa tego, jak bardzo uda jej się go sprowokować. Efekt osiągnęła mniej więcej taki, jaki chciała, choć jednocześnie Shepherdowi udało się odrobię ją zaskoczyć.
Jednocześnie sprawił, że znów robiła coś, czemu jeszcze niedawno przeczyła.
Miała przecież zachować niezbędny dystans, a jednak teraz nie było go między nimi prawie w ogóle. Bronte nie sprawiała jednak wrażenia, jakby rzeczywiście jej to przeszkadzało. — No tak… Bo na pewno taka z ciebie niezdara — wymamrotała przekornie, bez większego przekonania. A choć dało się słyszeć, że ani trochę nie kupiła tej wymówki, to jednocześnie bynajmniej nie miała mu tego za złe. Nie bez powodu sama droczyła się z nim dalej, rozprawiając się z kolejnymi guzikami jego koszuli, choć prawdę powiedziawszy w tym momencie igrała przede wszystkim ze sobą.
Kącik jej ust powędrował ku górze, ale nie zdołała powiedzieć nic, zanim Shepherd zamknął jej usta w pocałunku. Bronte odwzajemniła go bez wahania, w tym samym momencie napierając na niego trochę bardziej. Chyba także przepadła, ponieważ była niemal stuprocentowo pewna, że w tym momencie nie byłaby już w stanie powiedzieć sobie p a s. Najwyraźniej niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie potrafiła być rozsądna.
I dłużej nie próbowała. Rozprawiła się z kolejnymi guzikami, w końcu całkowicie rozpinając jego koszulę. Nie oderwała się jednak od jego ust, choć pozwoliła sobie w zaczepny sposób przygryźć jego dolną wargę. Kiedy to zrobiła, przelotnie spojrzała mu w oczy z tej niewielkiej odległości, a jej dłonie rozchyliły materiał koszuli. Teraz już pod opuszkami miała tylko jego nagą skórę.
Jak niby miała się temu oprzeć?
Max Shepherd
Po raz pierwszy zrobiła to w chwili, w której nie była w stanie w pełni się zaangażować. Obiecała mu coś innego, a później pozwoliła mu uwierzyć, że nie potrafiła postawić na nich tak, jak on mógłby tego od niej oczekiwać.
To nie była prawda. Nie szukała sobie drogi ucieczki i nie robiła tego wyłącznie po to, aby go zniechęcić i w ten sposób wycofać się jeszcze zanim sytuacja między ich dwójką jakkolwiek się rozwinęła. Zależało jej na nim, choć przecież nie wiedziała na jego temat nic ponad to, co on sam pokazywał jej w pracy. Były to wyłącznie zdawkowe informacje, a jednak wystarczyły, aby poczuła się zaintrygowana.
Teraz, kiedy obcowała z nim coraz częściej mogła przekonać się również o tym, że Max miał jej do zaoferowania znacznie w i ę c e j. Nie był jak wszyscy ci mężczyźni, z którymi spotykała się do tej pory, choć pozornie właśnie za kogoś takiego mógł uchodzić. I pewnie za kogoś takiego miały go wszystkie te osoby, które oceniały go wyłącznie na podstawie pogłosek. Początkowo Bronte również do nich należała.
Obecnie miała jednak nieco inne zdanie, wcale nie tak krytyczne jak to, które próbowała przedstawić mu, kiedy jeszcze siedziała na kuchennym blacie. Droczyła się z nim, dlatego poruszyła zaczepnie brwiami, odrobinę nawet ciekawa tego, jak bardzo uda jej się go sprowokować. Efekt osiągnęła mniej więcej taki, jaki chciała, choć jednocześnie Shepherdowi udało się odrobię ją zaskoczyć.
Jednocześnie sprawił, że znów robiła coś, czemu jeszcze niedawno przeczyła.
Miała przecież zachować niezbędny dystans, a jednak teraz nie było go między nimi prawie w ogóle. Bronte nie sprawiała jednak wrażenia, jakby rzeczywiście jej to przeszkadzało. — No tak… Bo na pewno taka z ciebie niezdara — wymamrotała przekornie, bez większego przekonania. A choć dało się słyszeć, że ani trochę nie kupiła tej wymówki, to jednocześnie bynajmniej nie miała mu tego za złe. Nie bez powodu sama droczyła się z nim dalej, rozprawiając się z kolejnymi guzikami jego koszuli, choć prawdę powiedziawszy w tym momencie igrała przede wszystkim ze sobą.
Kącik jej ust powędrował ku górze, ale nie zdołała powiedzieć nic, zanim Shepherd zamknął jej usta w pocałunku. Bronte odwzajemniła go bez wahania, w tym samym momencie napierając na niego trochę bardziej. Chyba także przepadła, ponieważ była niemal stuprocentowo pewna, że w tym momencie nie byłaby już w stanie powiedzieć sobie p a s. Najwyraźniej niezależnie od tego, jak bardzo się starała, nie potrafiła być rozsądna.
I dłużej nie próbowała. Rozprawiła się z kolejnymi guzikami, w końcu całkowicie rozpinając jego koszulę. Nie oderwała się jednak od jego ust, choć pozwoliła sobie w zaczepny sposób przygryźć jego dolną wargę. Kiedy to zrobiła, przelotnie spojrzała mu w oczy z tej niewielkiej odległości, a jej dłonie rozchyliły materiał koszuli. Teraz już pod opuszkami miała tylko jego nagą skórę.
Jak niby miała się temu oprzeć?
Max Shepherd