Strona 2 z 2

The Glitter Bomb & The Golden Boy

: śr maja 20, 2026 5:20 pm
autor: Wendy Gardner
A tylko zbudowałeś czy coś jeszcze w niej ćwiczysz? Bo nie wystarczy mieć — uwielbiała łapać go za słówka, a tu nadarzyła się idealna okazja do tego więc zmarszczyła nos i uśmiechnęła się radośnie. — I nie rozumiem co ludzie widzą w bieganiu, hm? — kto sobie robił taką krzywdę na życzenie i dlaczego? Autentycznie była ciekawa! Może kiedyś powinna pójść pobiegać z bratem żeby się przekonać… albo lepiej nie bo jeszcze skończy przez nią ze skręconą kostką i do śmierci będzie jej to wypominał.
Bogackie piekło było ciekawszym tematem i o wiele szybciej się w tym odnalazła, głównie za sprawą jej zamiłowania do komedii romantycznych i świetnej znajomości Pretty Woman. Historia miała potencjał, a Percival prosił się o ten niekontrolowany wyrzut z jej strony. Jego mimika szalała, a Wendy była coraz bardziej rozbawiona. pewnie pociągnęłaby temat dalej, ale kelnerka wyrosła przed nimi nagle i powiało nieco chłodem. Od Perciego, nie od lodu.
Wendy odprowadziła kelnerkę współczującym spojrzeniem, bo się jej zupełnie przypadkiem w tym wszystkim oberwało. — Za dużo lodu, jasneee — przekręciła oczami i westchnęła zrezygnowana. — Lodów nigdy za wiele, powiedziałaby Vivian - rzecz jasna bo jak interes się kręci to wiadomo — nie mogła się powstrzymać bo mina brata prosiła się o to by dokręcić śrubę, a poza tym nie podobało się jej to jak ozięble potraktował bogu ducha winną kelnerkę. Tak się nie robi! Rodzice może nie mieli zbytniego wkładu w ich wychowanie, ale to są podstawy podstaw. To, że zarabiał kupę kasy i wyszedł na ludzi nie znaczy, że sobie tak może traktować przypadkową kelnerkę.
Po moim trupie.
Nigdy nie wiadomo jakie plecy ma ta kelnerka, jak jej zalazłeś za skórę to może prędzej niż później — skomentowała uśmiechając się radośnie, bo to przecież tylko jej wybujała wyobraźnia i nic takiego na pewno nie będzie mieć miejsca. Prędzej faktycznie skończy jako Vivian 2.0 niż on zginie z rąk obrażonej kelnerki.
EJ! Przecież obiecałeś — nie obiecał może, ale nadzieję zrobił — więc tak się nie robi! Nie znasz powiedzenia, że kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera? — była wyraźnie zawiedziona i to nawet nie tym kawiorem czy krewetkami, ale to wino z jej rocznika brzmiało intrygująco. Trudno, obejdzie się smakiem.
Dobra już dobra — mruknęła przekręcając oczami, co przy nim zdarzało się jej niebywale często, po czym złapała wielkiego burgera obiema dłońmi i wgryzła się w niego. Oczywiście, że nie byłaby sobą, gdyby skonsumowała go z gracją damy z wyższych sfer, ale już uzgodnili, że nią nie była. Dlatego nikogo nie zdziwi fakt, że gdy tylko ścisnęła burgera sos zaczął wylewać się bokami. Jak to się stało, że miała go nie tylko na brodzie, ale też na nosie? Nieistotne. Chcąc ratować sytuację, Wendy drgnęła gwałtownie, zahaczając palcem o słomkę w swojej coli. Szklanka zakołysała się niebezpiecznie, lód brzęknął o szkło, a a napój chlusnął prosto na stolik, tworząc wartki, brązowy strumień płynący prosto w kierunku brata. — Ratuj się kto może! Cola za burtą! — wykrzyknęła rzucając mu na ratunek serwetkami, którymi też sama zaczęła chaotycznie wycierać blat. Nie wiedziała jakie straty były po jego stronie, ale gdy najgorsza fala powodzi została opanowana Wendy opadła ponownie na kanapę i uśmiechnęła się do brata. — No co? Jedz, jedz i przestań się tak spinać… Wiesz, że z peruką żartowałam. Ja to się nie nadaję do tego, za dużo strat w ludziach by było — niejednego by wykończyła nerwowo. Mordercza prostytutka, postrach Toronto z Entertainment District.
U Petera? — zdziwiła się, że pyta o jej przyjaciela. — W porządku — odparła zadziwiająco wymijająco jak na nią i bo wgryzła się w burgera.

Obrazek