This is the Night
: pn lut 02, 2026 10:04 pm
Salva zauważył, że Saul zmieszał się znacznie, gdy ten zakomunikował, że stara się nie brać; nie chciał zepsuć nastroju, a miał wrażenie, że niechcący właśnie to zrobił. Momentalnie sam posmutniał, ale nie chciał, żeby przyjaciel się od niego odsunął, więc objął go ramionami: jednym w pasie, drugim na wysokości łopatek i przyciągnął go do siebie, znów wtulając policzek w policzek mężczyzny.
- Nie musisz się spinać - odezwał się po chwili, przesuwając dłonią w górę i w dół po jego plecach. - Właściwie... nic się nie stanie, jeśli wezmę trochę raz na jakiś czas - zniżył głos, szept kierując prosto do jego ucha. Jego głos drżał lekko, z czego sam Menendez nie zdawał sobie do końca sprawy, ale składało się na to kilka czynników: to, że coraz bardziej chciał wziąć cokolwiek na rozluźnienie, że coraz mocniej pragnął Saula i jego bliskości i że stojąc tutaj, na tym parkiecie gejowskiego klubu i trzymając Devlina w ramionach czuł się... szczęśliwy, mimo jednoczesnego bycia smutnym, jeśli to miało jakikolwiek sens.
- Spotkajmy się za piętnaście minut w toalecie - znów mruknął mu do ucha, muskając jego płatek wargami, po czym odsunął się od Saula niechętnie i ruszył za mężczyzną w zielonej bluzie, który chwilę wcześniej mignął mu za plecami przyjaciela. Znał go z widzenia, wiedział, że ten diluje, zdarzało mu się już od niego kupować, więc nie spodziewał się, że "spotkanie" zajmie jakoś przesadnie dużo czasu.
W łazience pojawił się faktycznie jakieś 15-20 minut później. Czuł podskórnie, że może nie jest to tak do końca dobry pomysł, bo gdzieś tam jeszcze odzywały się w nim zalążki logicznego myślenia; z drugiej jednaj strony chciał się rozluźnić i chciał znów zaszaleć w towarzystwie Saula, brakowało mu tego, a poza tym potrzebował czegoś na odwagę, żeby sięgnąć po to, o czym tak marzył, a do czego odwagi mu brakło bez prochów. Miał nadzieję, że mężczyzna będzie tam na niego czekał, choć liczył się (chyba) z tym, że może być adorowany właśnie przez jakiegoś innego faceta, ale jeśli nawet, to miał nadzieję, że szybko uda mu się go pozbyć.
Saul Devlin
- Nie musisz się spinać - odezwał się po chwili, przesuwając dłonią w górę i w dół po jego plecach. - Właściwie... nic się nie stanie, jeśli wezmę trochę raz na jakiś czas - zniżył głos, szept kierując prosto do jego ucha. Jego głos drżał lekko, z czego sam Menendez nie zdawał sobie do końca sprawy, ale składało się na to kilka czynników: to, że coraz bardziej chciał wziąć cokolwiek na rozluźnienie, że coraz mocniej pragnął Saula i jego bliskości i że stojąc tutaj, na tym parkiecie gejowskiego klubu i trzymając Devlina w ramionach czuł się... szczęśliwy, mimo jednoczesnego bycia smutnym, jeśli to miało jakikolwiek sens.
- Spotkajmy się za piętnaście minut w toalecie - znów mruknął mu do ucha, muskając jego płatek wargami, po czym odsunął się od Saula niechętnie i ruszył za mężczyzną w zielonej bluzie, który chwilę wcześniej mignął mu za plecami przyjaciela. Znał go z widzenia, wiedział, że ten diluje, zdarzało mu się już od niego kupować, więc nie spodziewał się, że "spotkanie" zajmie jakoś przesadnie dużo czasu.
W łazience pojawił się faktycznie jakieś 15-20 minut później. Czuł podskórnie, że może nie jest to tak do końca dobry pomysł, bo gdzieś tam jeszcze odzywały się w nim zalążki logicznego myślenia; z drugiej jednaj strony chciał się rozluźnić i chciał znów zaszaleć w towarzystwie Saula, brakowało mu tego, a poza tym potrzebował czegoś na odwagę, żeby sięgnąć po to, o czym tak marzył, a do czego odwagi mu brakło bez prochów. Miał nadzieję, że mężczyzna będzie tam na niego czekał, choć liczył się (chyba) z tym, że może być adorowany właśnie przez jakiegoś innego faceta, ale jeśli nawet, to miał nadzieję, że szybko uda mu się go pozbyć.
Saul Devlin