Rolada upokorzenia i igrzyska olimpijskie
: pn lut 16, 2026 8:30 pm
Petero jakoś nie mógł zrozumieć o co chodzi do końca z tym jego wyjazdem i tym, że nagle nikt nie chciał jechać z nim do Włoch. Kristin nie chciała, Wendy tak się ekscytowała a teraz nagle nie chce... No tak, faktcznie nikt. Tylko Galen i Charles chcą, już szykują swoje odrzutowce.
- Wendy - patrzy na nią z boku ze wzrogkiem typu "don't bulshit me" - To ty mi zawsze mówisz, że ja znajduje same wymówki - i faktycznie chciał jeszcze jej coś powiedzieć na to, że urlop zawsze przecież może wziąć niepłatny, albo pracować zdalnie... chociaż nie, w przedszkolu to raczej niemożliwe. Ale kiedy cokolwiek chciał powiedzieć, Wendy zaczęła nagrywać głosówkę do swoich przyjaciół. Ta gromadka miała w sercu Petera jakieś miejsce, bo Wendy bardzo ich kochała i widział, że oni też zawsze ją wspierają. Co prawda on sam nie do końca zdołał nigdy zrozumieć jaki fenomen jest w grupie, może dlatego, że kiedy się z nimi spotykał, miał wrażenie że wszyscy łykneli ekstasy albo koks. Mówili w takim tempie i tak głośno, że czasami na prawdę nie nadążał za tematem. Na szczęście pojedyńczo dogadywał się zarówno z panem prawnikiem, jak i panią koroner, chociaż oni obydwoje potrafili posłać mu na prawdę przerażające spojrzenia. Chyba najmniej przerażała go managerka, ale ona z kolei zadawała mu czasami bardzo dziwne pytania, jakby był jej wyrocznią od hetero spraw. Kiedyś na przykład musiał jej wyjaśnić na czym polega gra w baseball, bo miała mieć imprezę w tym temacie i ciągle pytała czy można na raz grać dwoma piłkami.. Peter nie wiedział już w pewnym momencie czy ona się z niego nabija, czy serio znów o to pyta. No i o to, czy on by na przykład pokazał swój kij. Nawet jeżeli jej mówił, że on nie ma osobiście takiego kija do baseballu.
No tak czy siak, uśmiał się trochę słuchając co ona tam opowiada swoim przyjaciołom. - Odprowadzę, odprowadzę. Skoro już im się przyznałaś, że ja cię odprowadzam, to nie miałbym życia gdybym Cię tu zostawił, zresztą nie wiem, czy wiedziałąbyś jak stąd trafić - spojrzał w górę po budynkach i wydaje mu się, że dobrze idą, ale w zimie wszystkie wyglądają trochę inaczej. Zastanawia się nad tym, dlaczego nie powiedział wcześniej co sądzi o Johnie Wendy, ale ilekroć chce się przyznać, ma wrażenie, że to co chce powiedzieć nie brzmi dobrze. Nie powiedział, bo jest mu żal, że Wendy wybiera jedynie luzerów? Nie powiedział, bo może ma uprzedzenia, skoro żaden chłopak przyjaciółki nigdy mu nie przypadł do gustu? Tak długo się zastnawiał, że zapomniał odpowiedzieć jej na to, w końcu troche jest pijany, tak?
- Musze zobaczyc. Ale nie dzis, chyba jeszcze nie jest dobra godzina na ogladanie mieszkania - tak się przekonał i wtedy Wendy odpala wódkę. Onie.
- O nie nie nie nie - Peter kręci głową, że nie może już pić, ale później znów kaszle i ciężar tej decyzji maluje mu się na twarzy, bo chociaż bardzo nie chce, to wyciąga rękę i odkręca małpkę. Odruchowo podstawił ją pod nos i skrzywił się jeszcze bardziej. - Co to za smak jakiś Cif?- i patrzy na etykietkę zezując - Ananasowy? Wendy...może masz jeszcze jakieś w tej kurtce - i chce zajrzeć pod tą jej kurtkę, ale wiadomo, że nic tam nie znajdzie oprócz stroju dyskotekowej kuli, więc wyciąga rękę zamka pod jej brodą, który panował rozpiąć i sprawdzić sam kieszenie... z jakiegoś powodu te wewnętrzne. Może to nie było przemyślane, ale nawet bez tego ostatniego łyka, o który tak walczył, czuł że alkohol mocno dziś prowadzi nie tylko jego myśli ale jak i widać czyny.
W końcu jednak pewnie będzie musiał się poddać no i spróbować tej wódeczki ananasowej, zrobi to pierwszy i odda Wendy drugą połówkę. Dopiero, kiedy się już z tym uporali postanowili przyśpieszyć kroku i faktycznie na początku szło im dobrze, ale kiedy byli na światłach Wendy chyba się poślizgnęła, a Peter nie zdążył wcale zareagować na to na tyle szybko, by również złapać równowagę, więc leci. Leci na ziemię do tyłu i odruchowo przygarnął Wendy do siebie, żeby jak upadnie to nie na ten lód o który się poślignęła tylko na niego. I może dobrze, że mu się udało, natomiast on aż stęknął z bólu, bo nie dość, że się wywalił sam to jeszcze ze slodkim ciężarem na sobie. Leży tak i mówi:
-Uh, obiecaj mi, że nie powiesz nikomu z drużyny, że się wywaliłem na lodzie - i dopiero wtedy otwiera oczy i widzi że Wendy upadła nie plecami na niego tylko buzią więc, kiedy otworzył oczy to ma jej różowe policzki przed sobą i czuje jej ciepły oddech na swojej twarzy. Miał wrażenie, że ta chwila kiedy tak leżeli trwa albo bardzo długo. Nagle wcale mu nie przeszkadzało, że leży na morkym i zimnym lodzie, a może nawet czuł więcej ciepła, niż kiedy wcześniej stał pod budką z kebabem z której przecież buchał ogień. Chyba nie zdążył nic powiedzieć, ale na pewno zdążył znaleźć spojrzeniem jej oczy, też lekko pijane. I pomyśleć, że jeszcze pod tym kątem nie widział Wendy. I że to bardzo miły kąt.
Wendy Gardner
- Wendy - patrzy na nią z boku ze wzrogkiem typu "don't bulshit me" - To ty mi zawsze mówisz, że ja znajduje same wymówki - i faktycznie chciał jeszcze jej coś powiedzieć na to, że urlop zawsze przecież może wziąć niepłatny, albo pracować zdalnie... chociaż nie, w przedszkolu to raczej niemożliwe. Ale kiedy cokolwiek chciał powiedzieć, Wendy zaczęła nagrywać głosówkę do swoich przyjaciół. Ta gromadka miała w sercu Petera jakieś miejsce, bo Wendy bardzo ich kochała i widział, że oni też zawsze ją wspierają. Co prawda on sam nie do końca zdołał nigdy zrozumieć jaki fenomen jest w grupie, może dlatego, że kiedy się z nimi spotykał, miał wrażenie że wszyscy łykneli ekstasy albo koks. Mówili w takim tempie i tak głośno, że czasami na prawdę nie nadążał za tematem. Na szczęście pojedyńczo dogadywał się zarówno z panem prawnikiem, jak i panią koroner, chociaż oni obydwoje potrafili posłać mu na prawdę przerażające spojrzenia. Chyba najmniej przerażała go managerka, ale ona z kolei zadawała mu czasami bardzo dziwne pytania, jakby był jej wyrocznią od hetero spraw. Kiedyś na przykład musiał jej wyjaśnić na czym polega gra w baseball, bo miała mieć imprezę w tym temacie i ciągle pytała czy można na raz grać dwoma piłkami.. Peter nie wiedział już w pewnym momencie czy ona się z niego nabija, czy serio znów o to pyta. No i o to, czy on by na przykład pokazał swój kij. Nawet jeżeli jej mówił, że on nie ma osobiście takiego kija do baseballu.
No tak czy siak, uśmiał się trochę słuchając co ona tam opowiada swoim przyjaciołom. - Odprowadzę, odprowadzę. Skoro już im się przyznałaś, że ja cię odprowadzam, to nie miałbym życia gdybym Cię tu zostawił, zresztą nie wiem, czy wiedziałąbyś jak stąd trafić - spojrzał w górę po budynkach i wydaje mu się, że dobrze idą, ale w zimie wszystkie wyglądają trochę inaczej. Zastanawia się nad tym, dlaczego nie powiedział wcześniej co sądzi o Johnie Wendy, ale ilekroć chce się przyznać, ma wrażenie, że to co chce powiedzieć nie brzmi dobrze. Nie powiedział, bo jest mu żal, że Wendy wybiera jedynie luzerów? Nie powiedział, bo może ma uprzedzenia, skoro żaden chłopak przyjaciółki nigdy mu nie przypadł do gustu? Tak długo się zastnawiał, że zapomniał odpowiedzieć jej na to, w końcu troche jest pijany, tak?
- Musze zobaczyc. Ale nie dzis, chyba jeszcze nie jest dobra godzina na ogladanie mieszkania - tak się przekonał i wtedy Wendy odpala wódkę. Onie.
- O nie nie nie nie - Peter kręci głową, że nie może już pić, ale później znów kaszle i ciężar tej decyzji maluje mu się na twarzy, bo chociaż bardzo nie chce, to wyciąga rękę i odkręca małpkę. Odruchowo podstawił ją pod nos i skrzywił się jeszcze bardziej. - Co to za smak jakiś Cif?- i patrzy na etykietkę zezując - Ananasowy? Wendy...może masz jeszcze jakieś w tej kurtce - i chce zajrzeć pod tą jej kurtkę, ale wiadomo, że nic tam nie znajdzie oprócz stroju dyskotekowej kuli, więc wyciąga rękę zamka pod jej brodą, który panował rozpiąć i sprawdzić sam kieszenie... z jakiegoś powodu te wewnętrzne. Może to nie było przemyślane, ale nawet bez tego ostatniego łyka, o który tak walczył, czuł że alkohol mocno dziś prowadzi nie tylko jego myśli ale jak i widać czyny.
W końcu jednak pewnie będzie musiał się poddać no i spróbować tej wódeczki ananasowej, zrobi to pierwszy i odda Wendy drugą połówkę. Dopiero, kiedy się już z tym uporali postanowili przyśpieszyć kroku i faktycznie na początku szło im dobrze, ale kiedy byli na światłach Wendy chyba się poślizgnęła, a Peter nie zdążył wcale zareagować na to na tyle szybko, by również złapać równowagę, więc leci. Leci na ziemię do tyłu i odruchowo przygarnął Wendy do siebie, żeby jak upadnie to nie na ten lód o który się poślignęła tylko na niego. I może dobrze, że mu się udało, natomiast on aż stęknął z bólu, bo nie dość, że się wywalił sam to jeszcze ze slodkim ciężarem na sobie. Leży tak i mówi:
-Uh, obiecaj mi, że nie powiesz nikomu z drużyny, że się wywaliłem na lodzie - i dopiero wtedy otwiera oczy i widzi że Wendy upadła nie plecami na niego tylko buzią więc, kiedy otworzył oczy to ma jej różowe policzki przed sobą i czuje jej ciepły oddech na swojej twarzy. Miał wrażenie, że ta chwila kiedy tak leżeli trwa albo bardzo długo. Nagle wcale mu nie przeszkadzało, że leży na morkym i zimnym lodzie, a może nawet czuł więcej ciepła, niż kiedy wcześniej stał pod budką z kebabem z której przecież buchał ogień. Chyba nie zdążył nic powiedzieć, ale na pewno zdążył znaleźć spojrzeniem jej oczy, też lekko pijane. I pomyśleć, że jeszcze pod tym kątem nie widział Wendy. I że to bardzo miły kąt.
Wendy Gardner