Strona 2 z 3

Smacznego, udław się

: śr lut 04, 2026 7:42 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Na karierze? Jak to się stało, że wybrałaś prawo? - dopytuje Franklin. Kojarzył Kovalskich, co nie powinno nikogo dziwić, w tym środowisku wszyscy się kojarzyli, nieważne czy z plotek czy z widzenia. Nie mógł sobie przypomnieć by ktokolwiek z jej rodziny również zdecydował się na tę branżę. Teraz tego nie przyzna, ale po sylwestrowym bankiecie zaczerpnął języka na jej temat i sprawdził to i owo w internecie. Poniekąd był pod wrażeniem, chociaż może to za duże słowo, może po prostu był zaciekawiony - Włosi to specyficzny naród, żyją własnym życiem. Byliśmy tam z Bellą na podróży poślubnej - pozwolił sobie na delikatny uśmiech, bardziej jednak skierowany do własnych wspomnień niż Charlotte - Mają wspaniałe desery - dodaje, uwielbiał tiramisu i cannoli. Z dala od skostniałych ziem Kanady mógł żyć tym życiem, którego brakowało mu tutaj. Do południa wylegiwali się w łóżku, biegali po urokliwych uliczkach i pili wino dopóki nie zaszumiało w głowie, ona była piękna i temperamentna, a on młody i wolny, bardzo dobrze wspominał ten czas - Każdy elegancki mężczyzna powinien znać się na winie - stwierdza jakby to była oczywista oczywistość. Osobiście wolał mocniejsze trunki, ale rodzinne spendy wymagały pewnej dozy szyku, która kryła się gdzieś między kolejnymi łykami winnego trunku. Zerka na nią z uniesioną brwią, ciekaw tego, co ma mu do powiedzenia, a gdy z jej ust pada pytanie to przez chwilę milczy, by ostatecznie posłać jej delikatny uśmiech - Dla sprawiedliwości, Charlotte. Jest mnóstwo złych, skorumpowanych ludzi na tym świecie i mnóstwo ofiar, którym należy się rekompensata, jeśli więc ja, jako prawnik, mogę przyczynić się do tego, by było trochę lepiej to robię to. Robię to najlepiej jak potrafię, wszyscy zasługujemy na sprawiedliwość i wszyscy powinniśmy ponieść karę, jeśli jesteśmy źli - odpowiada, obracając w palcach kieliszek wina. Dlatego ludzie go szanowali, miał bardzo mocny kręgosłup moralny, nie pomagał kłamcom i zwyrodnialcom, ale był gotów poświęcić całego siebie w imię sprawiedliwości. Wierzył, że prawda obroni się sama i był w stanie zrobić wszystko by do niej dojść. Pogrążył wielu ludzi, którzy myśleli, że są bezkarni, pomógł wielu ofiarom, które już dawno straciły nadzieję - Skąd to pytanie?

Tymczasem w kuchni chwytam za deskę podstawiając ją pod piekarnik, by mamie łatwiej było wyciągnąć nasz dzisiejszy obiad. Zakłada kuchenne rękawice i wyjmuje brytfankę z wnętrza, zapach jest wspaniały, dosłownie czuję wzmożoną pracę ślinianek. Patrzę na nią szeroko otwartymi oczami, kiedy wspomina o zakładzie ale wcale mnie to nie dziwi - po kimś w końcu musiałem odziedziczyć charakter. Przez chwilę rozkminiam co właściwie chce usłyszeć, jednak szybko dochodzę do wniosku, że tym razem wolę być po prostu szczery - Nie nakręcaj się, nic z tego nie będzie - kręcę głową - To nie jest dziewczyna dla mnie - stwierdzam, a ona przekrzywia głowę na jedną stronę i chyba trochę zbyt energicznie odkłada lasagne na desce, czym prędzej układam ją na blacie szafki i zaczynam kroić -Dlaczego nie? - dopytuje, a ja wzruszam ramionami. Dobre pytanie - Bo nie, nie jest w moim typie - próbuję ją zbyć, ale nie daje za wygraną i wywraca oczami - Bo nie ma sztucznych cycków? - rzuca z przekąsem, a ja parskam śmiechem. Opieram się jedną ręką o blat i wbijam spojrzenie w mamę - Ale powiedz coś więcej o tym zakładzie, bo zciekawiłaś. O co chcecie się założyć? Jeśli gra jest warta świeczki to może mógłbym się postarać? - przez chwilę mierzymy się wzrokiem i widzę, że każdy trybik w jej głowie pracuje właśnie na najwyższych obrotach - z jednej strony nie chce bym złamał jej serce z drugiej... Chce wygrać. Może gdzieś po środku liczy na to, że po drodze naprawdę się zakocham i czeka nas zakończenie rodem z harlekinów.

Charlotte Kovalski

Smacznego, udław się

: śr lut 04, 2026 9:04 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Zmarszczyła brwi. Zbyt często dostawała to pytanie, za często wykłócała się o karierę z własnym ojcem. Była najstarsza z całego rodzeństwa, to ona przecierała szlaki, by reszta mogła ruszyć do przodu. Wydawało się jej to najważniejszą kwestia, od której nie była w stanie uciec. Po prostu się uparła, a uparta Kovalski zawsze bierze to co jej.
Nic nie było w stanie mnie bardziej zainteresować. Lubię zagadki — stwierdziła całkiem spokojnym tonem, wbijając paznokcie w dłonie. Pozwoliła sobie na odrobinę zastanowienia, kiedy jej odpowiedź wydawała się już zbyt banalna — poza tym każdy wymiar sprawiedliwości jest na swój sposób popsuty i ktoś musi bronić osób, które zostały skrzywdzone — a ona uwielbiała o tym słuchać, dociekać, sprawdzać. Momentami była w stanie wejść w teorię spiskowe, jak chociażby z braćmi Melendez. Do dziś nie potrafiła zrozumieć tamtej sprawy, a prawda i tak nigdy nie ukaże światła dziennego — nie każdy morderca zasługuje na to miano — mocne zdanie, ale znała ludzi, których spotkał nieszczęśliwy przypadek, a robili z nich prawdziwych złoczyńców. Chociażby z jej przyjaciela oskarżonego o handel ludźmi — tyle o nas wiemy, ile nas sprawdzono — kiedyś usłyszała to zdanie i wbiło się jej ono mocno w psychikę. Jej babka uwielbiała poezję, a zwłaszcza Szymborską. Kiedyś opowiadała o tym, co spotkało Polaków w trakcie okupacji, często mówiła o własnych korzeniach, a na rodzinnych spotkaniach odczytywała wiersze.
Dobre wspomnienia? — zagadnęła, widząc uśmiech na jego twarzy — I co wspomina pan najlepiej? — nie byli ze sobą blisko, ale coś musiało wypełnić ciszę — mi szczerze mówiąc, marzy się La Palma. Podobno to jedno z miejsc, gdzie najpiękniej widać gwiazdy, a co najważniejsze życie inaczej płynie na wyspach — a Charlotte uwielbiała gwiazdy, zwłaszcza doszukiwania się w nich znaczenia. Chłodny księżyc teraz błyszczał w stronę lwa, za to koziorożcom zwiastował prawdziwe problemy. Może powinna odmówić? Westchnęła cicho, porządkując sobie pewne kwestie w głowie — tak przynajmniej słyszałam, choć nie za bardzo mam czas na podróże — przyznaje szczerze i bez bicia — zbyt wiele spraw ostatnio wzięłam na siebie, jedną prowadzę z partnerem kancelarii — z niej była zarówno dumna, jak i przerażona. Ktoś postanowił wprowadzić ją jako prawnika do wielkiego świata, jednocześnie krusząc jej marzenia o poprowadzeniu własnej, dużej sprawy. Potrzebowała tego, by zedrzeć z siebie łatkę nepo baby.
To zdecydowanie, ale Pan mówi o tym jednak jakoś... z większą pasją? — zagadnęła, przypominając sobie kwestię o suszonych owocach, dojrzałych wiśniach. Brzmiało to przepięknie, aż chciało się pić.
Zawsze zastanawia mnie, dlaczego ludzie idą na prawo i decydują się na tę karierę — wielu ludzi pytała, a najczęstsza odpowiedź to hajs — pieniądze to zdecydowanie za mało, żeby pracować w ten sposób — stwierdza, wzruszając przy tym delikatnie ramionami — jeden z moich klientów został oskarżony o morderstwo przez wypadek spowodowany przez jego rekrutów. Go nie było na miejscu, nie wydał im żadnego rozkazu, a jednak... — głos jej odrobinę zadrżał. Dbała o własnych klientów — sąd postanowił go oskarżyć. Przyszedł do mojego apartamentu wieczorem, żebym przyjęła tę sprawę — była ona nagła, pod presją czasu, a przede wszystkim mediów. Swego czasu sporo o niej huczało w mediach, a ona przyjęła ją bez ani jednego mrugnięcia okiem.
Choć niektóre sprawy za bardzo dotykają mnie wewnętrznie — wzięła do rąk kieliszek wina i upija z niego małego łyka — zwłaszcza kiedy zdobywa się sympatię względem klienta, a nad sprawą spędza się za dużo czasu — choć grała rolę chłodnej pani adwokat, Lotte miała miękkie serce. Zwłaszcza kiedy do kogoś zdążyła się już przywiązać. Czas był jej największym wrogiem, ale umiała patrzeć ludziom prosto w duszę. Czasami sama wiedziała, czy ktoś był dobry, czy miał kurwiki w oczach.
Nie wiem jak Pan, ale lubię mieć wszystko zaplanowane — odpowiednie teczki, segregatory, a nawet foldery w laptopie oraz na telefonie — i po kontrolą. Życie jest łatwiejsze, kiedy wiadomo, czego się spodziewać — może nie była stuprocentową pedantką jak William w domu, ale w pracy uwielbiała mieć wszystko uporządkowane. Większa wiedza zapewniała pewniejszą wygraną w sądzie. Zwłaszcza że na jej sprawach warzyły się losy prawdziwych ludzi.

Oto że będzie razem, Billy — mówi pani Patel z rozbrajającą szczerością — przecież widać coś jak na gołej dłoni, że coś między wami jest — szkoda, że nie wiedziała o ich nienawiści, niechęci oraz zaczepkach. Może wtedy zmieniłaby zdanie na ten temat? Stała wpatrując się we własnego syna — no i rozmawialiśmy z ojcem na temat bankietu urodzinowego — po chwili już dodała — może weź ją jako osobę towarzyszącą? — wbiła w niego ciekawskie spojrzenie, ale nie miała zamiaru zostawić własnych słów bez żadnego argumentu.
Moje koleżanki byłyby zachwycone... — a pani Patel miałaby czym się chwalić — i nie rozmawialibyśmy w końcu o ich wnukach — aż zatrzepotała rzęsami w stronę syna. Musiał wiedzieć, że ją to bardzo bolało — wiem, że nie zmuszę Was do niczego, ale może... — zaczyna Charlotte lekko niepewnym głosem i zaraz dodaje — mógłbyś spróbować? — być miły? Czarujący? Cokolwiek było za jej słowami, pozostawiło wiele dwuznaczności.
Przecież widzę, jak ona na Ciebie patrzy — nie on, a ona. Pani Patel widziała ich z innej perspektywy, kiedy bywali zaskakująco zgodni, potwierdzający kontakt, nic dziwnego, że mogła mieć nadzieję — zanieść proszę sok, przygotowałam go ze świeżych owoców — rzuca finalnie pani Patel, choć tematu jeszcze nie zdążyła skończyć

Smacznego, udław się

: czw lut 05, 2026 11:47 am
autor: William N. Patel-Noriega
Franklin przygląda się jej z rosnącym zaciekawieniem, ale milczy, tym samym dając jej trochę więcej swobody na rozwinięcie swojej myśli. Zresztą on nie jest zbyt wylewny, zna zasady prowadzenia rozmowy i naturalnie się do nich stosuje, ale nie mieli jęzorem dopóki nie musi. W przeciwieństwie do żony i syna, im jadaczka się nie zamykała, a William to już w ogóle potrafił godzinami pierdolić o niczym, co często doprowadzało Franklina do szału. Według niego mężczyzna powinien być bardziej powściągliwy - Widzę, że mamy podobne pobudki - kwituje w końcu i upija łyk wina - Najbardziej we Włoszech podobało mi się to, że byłem tam z Bellą - śmieje się i jest to niewymuszony, szczery śmiech, ta dziewczyna podoba mu się coraz bardziej, ale wciąż jest ostrożny i nie chce dzielić się z nią szczegółami ze swojego życia. Zresztą to prawda, wie doskonale, że ze swoją małżonką wszędzie bawiłby się świetnie, nawet gdyby zechciała oglądać lodowce na Arktyce to i tak znalazłaby im kompanów wśród pingwinów i to byłby cudowny wyjazd - La Palma? - powtarza i kiwa głową - Czasem warto odpocząć, relaks rozjaśnia umysł - chociaż doceniał to, że była pracowita i ambitna - jego synowi brakowało obu tych cech, przynajmniej według Franklina - Z partnerem kancelarii? To musi być spore wyróżnienie dla tak młodej osoby - kiwa z uznaniem głową, a gdy go chwali to ponownie się uśmiecha - Dziękuję - jako kulturalny człowiek miał wiele pasji, równie poetycko potrafił wypowiadać się o teatrze czy literaturze. Osobiście kochał także kino noir - Szkoda, że nie każdy myśli o tym w ten sposób - zauważa, kiedy Charlotte przyznaje, że pieniądze to za mało aby porywać się na taką karierę. Pije oczywiście do własnego syna, który... No cóż, robi to głównie dla pieniędzy, przecież widzi jakie przyjmuje sprawy i jaki ma stosunek do pracy. Pewnie, był dumny kiedy kończył studia z wyróżnieniem i zaczynał wygrywać swoje pierwsze sprawy, ale im więcej czasu minęło, tym bardziej zaczął zauważać, że moralność ma naprawdę wątpliwej jakości. Kochał go, w końcu byli rodziną, a dla Franklina rodzina była wartością nadrzędną, ale czasem zadręczał się myślą, że nie potrafi go lubić. Ta arogancja i buta wyglądała tragicznie w porównaniu, chociażby, do ambicji Charlotte. Teraz patrzył na nią zdecydowanie łaskawszym okiem, a może nawet mógłby ją polubić. Słucha uważnie i kiwa delikatnie głową - To tylko pokazuje jak bardzo jesteśmy potrzebni ludziom - i że ta praca to misja, a nie sposób na szybki zarobek - To prawda, dlatego warto czasem zrobić sobie wakacje. Chciałbym usłyszeć, że po zamknięciu wszystkich aktualnych spraw wybierasz się w końcu na La Palmę, może wyślesz nam pocztówkę? - puszcza jej oczko i posyła kolejny delikatny uśmiech. Kiedy jego twarz zdobi radosny grymas, przestaje sprawiać wrażenie takiego chłodnego i zdystansowanego - Widzę, że mamy więcej wspólnego niż mi się wydawało - tak, lubił mieć kontrolę i uporządkowaną przestrzeń. To sprawiało, że mógł skupić się na poważnych sprawach - Jeśli będziesz kiedyś potrzebować pomocy z jakąś sprawą, odezwij się - to wiele znaczyło. Może źle ją ocenił? Wtedy, podczas sylwestrowego bankietu wydała mu się kolejną durną panienką, którą obraca jego zdegenerowana latorośl, ale teraz kiedy rozmawiali o pracy widział w niej sporo pasji, słyszał to w tonie jej głosu i to nie dawało mu spokoju. Marszczy brwi, poprawiając się na krześle - Pozwól, że ja też zadam ci bezpośrednie pytanie, tylko proszę o szczerość - przecież nie był tak naiwny jak jego żona, jej można było wcisnąć każdą bajeczkę, bo jej świat był światem emocji, jego - logiki. I w żaden sposób nie potrafił sobie logicznie wytłumaczyć dlaczego ktoś taki jak Charlotte odnajduje się w towarzystwie kogoś takiego jak William. Przecież widział, że dobrze bawili się na tamtej imprezie, a Anabelle z entuzjazmem opowiadała mu o przedwczorajszym spotkaniu. Coś tu było zdecydowanie nie tak - Wydajesz się być inteligentną i ambitną dziewczyną, dlaczego więc interesuje cię ktoś taki jak William? - wbija w nią świdrujące spojrzenie, jakby z samej mimiki chciał wyczytać o co w tym wszystkim chodzi.

- A co dostanie ten kto wygra? Bo chyba nie zakładacie się o satysfakcję? - albo kopa w dupę, jak to się robiło w podstawówce. Chociaż gdybym to ja mógł go sprzedać ojcu to może jednak warto było się postarać? - Na bankiet? Nie ma szans już jestem umówiony z kimś innym - kłamię. Nie byłem z nikim umówiony i nikogo nie zamierzałem zabierać. Nie chciałem, żeby Charlotte tam była, tym razem chciałem bawić się bez niej. Poza tym to już zaczynało robić się dziwne i jeszcze trochę a ludzie faktycznie zaczną gadać, że łączy nas coś więcej. Więc to o to chodziło? O koleżanki? Wzdycham przeciągle i obejmuję ją jedną ręką, a potem całuję w czoło - Wiem, że to dla ciebie ważne - uśmiecham się lekko. Nie mogłem nic obiecać i tym razem unikam odpowiedzi - To już nie ja na nią tylko ona na mnie? - śmieję się, szturchając ją delikatnie w bok, a ona uderza mnie swoją szczupłą dłonią w ramię, po czym wysyła z dzbankiem soku - Dobrze, zaraz wracam - mówi tylko coś w rodzaju mhm i wraca do szykowania, a ja biorę sok i ruszam w kierunku jadalni. Kiedy jestem już blisko słyszę jak ojciec wymawia moje imię i zatrzymuję się za rogiem, żeby podsłuchać o czym gadają, bo jak wiadomo byłem zwyczajnie ciekawski.

Charlotte Kovalski

Smacznego, udław się

: czw lut 05, 2026 12:56 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Wyglądają Państwo na szczęśliwych — stwierdza, słysząc jego śmiech i po krótkiej chwili dodaje — też mam nadzieję, że kiedyś znajdę taką osobę — była młoda, miała całe życie oraz karierę przed sobą, ale każdy człowiek w środku liczy na to, że znajdzie odpowiednią osobę. Taką która będzie w stanie towarzyszyć Ci przez całe życie. W jej rodzinie tego już nie zobaczy, zawsze uważała swoich rodziców za najlepiej dobraną parę na całej kuli ziemskiej, ale widmo rozwodu rodziców skutecznie jej to utrudniło.
Zgadza się, największa wśród wysp kanaryjskich — a nawet była to ich stolica, gdzie każdy wyspiarz załatwiał przyziemne sprawy. Uniosła delikatnie kąciki ust, z każdym wymienionym zdaniem coraz bardziej się rozluźniała — dziękuję, zdecydowanie bardzo duże. Jeszcze to dość głośna sprawa biznesmena oskarżonego o zabójstwo własnej pracownicy — pan Hexley sprawiał, że Charlotte w ostatnim okresie nie była w stanie normalnie funkcjonować. Ktoś go wrobił, przez co sprawa wydała się bardziej skomplikowana. Tylko tu nie mogła prosić nikogo o pomoc, dla niej Franklin był dalej obcą osobą, nawet jeśli czuła, że pomiędzy nimi pojawia się niewidzialna nić porozumienia.
Nie możemy odpowiadać za każdego — stwierdza Charlotte, marszcząc brwi — niech pan tego nie weźmie jak obrazy, ale chciałabym móc się zmierzyć z panem w sądzie — rzuca lekko Kovalski, zakładając sobie kosmyk włosów za ucho. Denerwowali ją prawnicy idący jedynie za pieniędzmi. Dlatego chciała móc się zmierzyć z kimś, kto ma podobne podejście do pracy, kto byłby w stanie ją w jakiś sposób zaskoczyć i wyprowadzić z równowagi. Nie przyznałaby się do tego, ale na studiach bywała na rozprawach Franklina.
Jeżeli znajdę towarzystwo na wycieczkę, to wyślę — nie wyobrażałaby sobie pojechać sama na tak piękną wyspę. Może powinna zabrać tam jedną z przyjaciółek? Odpoczynek na pewno, by się jej przydał, by choć na krótki moment wyłączyć mózg — podobno jest tam dobre lokalne wino i sery, przekazałabym je przez Williama — nie sądziła, że spotkają się kolejny raz w nieoficjalnej wersji. Przyszła tu, żeby zdenerwować Patela, zrobić zdjęcia jego rodzinnych albumów, a później by wysyłać je faksem do jego kancelarii. Czy to nie byłoby piękne? Prawdziwa zemsta bez psującej się spłuczki i gimeli w łazience.
Bardzo dziękuję — uśmiecha się delikatnie. Nie spodziewała się takich słów po Franklinie, inaczej oceniła go w trakcie sylwestrowej nocy. Wydawał się być bardzo... dobrym człowiekiem, czuła, że złapali prawdziwą nić porozumienia.
Na kolejne pytanie cała się wyprostowała, nie spodziewała się tak bezpośredniego pytania. W pokoju ponownie zapanowała niezręczna cisza, bo Charlotte nie do końca wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Była nim zainteresowana? Absolutnie nie. Czy zgadzała się na wizję jego ojca, że szanująca się kobieta nie spojrzałaby na jego syna? Też nie. Bywały momenty, w których ona patrzyła na niego inaczej. Kiedy świnie zaczęły latać, lub nawet w tej łazience, czy kiedy poprawiała mu dziś koszulę.
Nie za surowo ocenia pan syna? — pyta finalnie Charlotte, wzdychając ciężko — przepraszam za taką śmiałość, ale jest dobrym człowiekiem. Co prawda nie potrafi segregować śmieci, jego szafa woła momentami o pomstę do nieba, jest wielkim imprezowiczem — byłaby w stanie spędzić kilka godzin, wymieniając negatywne strony Williama. Za to przerwała na moment, unosząc delikatnie wzrok — ale ma swoje momenty — wtedy kiedy zgadzają się ze sobą, gdy układają wspólnie tarota chociażby — i może nie do końca jestem nim zainteresowana, za to lubię spędzać z nim czas. Jesteśmy totalnie różnymi osobowościami — przeciwieństwami. Oboje za to w pewien sposób byli szaleni i tego również nie dało się ukryć. Inaczej Charlotte nie podrzuciłaby do soku gości tabletek przeczyszczających. Może nie wiedziała wszystkiego, ale czuła, że powinna postawić na szczerość. Naprawdę bywały chwile, kiedy lubiła Williama.
Też zadam dość szczere pytanie — zaczęła Lotte, czując wewnętrzną potrzebę odwrócenia roli— pan i Anabelle jesteście... przeciwieństwami. Co Pana w niej zainteresowało? Nie uważa Pan, że William właśnie w nią się wdał? — Lotte zdążyła zauważyć mnóstwo podobieństw. Nic dziwnego, skoro materiał genetyczny był po połowie od jednego i drugiego rodzica. Może wyglądowo Billy przypominał Franklina, ale iskrę radości miał od pani Patel.

O wycieczkę — rzuca cała rozpromieniona pani Patel— próbuję namówić twojego ojca na wyjazd do Włoch. Mógłbyś, chociaż spróbować spojrzeć na nią łaskawym wzrokiem — Anabelle marzyła o jeszcze jednej podróży poślubnej. Za to mąż często migał się pracą, była w stanie to zrozumieć, ale potrzebowała oderwania się od Toronto. Widać było to po jej oczach, zwłaszcza kiedy teraz wbiła wzrok w syna.
A z kim się umówiłeś? — pyta niemalże od razu — jak to będzie jakaś... klubowiczka, to wyjdę z siebie — bo i Anabelle za nimi nie przepadała. Nie potrafiła znaleźć między nimi nici porozumienia, nic dziwnego, skoro laski chciały jedynie koksu, alko i dobrego melanżu.
Oboje na siebie patrzycie w ten sposób — albo pani Patel potrzebowała zakupić sobie nową parę okularów. Ona gorączkowała chodziła po kuchni, ale finalnie zniecierpliwiła się. Ile William mógł zanosić szklanki i sok?
William szybciej! — krzyczy, bo nie może się już doczekać obiadu — sama wszystkiego nie zaniosę, a lasagne stygnie — tego nie dało się ukryć, lasagne parowała, a pani Patel korciło sprawdzić, co robił jej syn. Na szczęście po paru chwilach znowu znalazł się u niej.
Czemu tyle Ci to zajęło? Podsłuchiwałeś mój drogi? — tak, znała własnego syna. Zaraz jednak przybrała delikatnie zmartwioną minę — ojciec jest wobec niej bardzo surowy? — przepytanie własnego syna to jedno, miała jasny cel ponownego wyjazdu na Sycylię. Za to zdawała sobie sprawę, że Franklin bywał odrobinę... oschły w stosunku do pozostałych gości.

Smacznego, udław się

: czw lut 05, 2026 7:22 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Znowu się uśmiecha, tak, są bardzo szczęśliwi, jak w każdym małżeństwie zdarzają się ciche dni, albo nerwowe wybuchy pani Patel (on nigdy się nie unosi, przynajmniej nie na nią), ale przecież są razem przeszło trzydzieści lat i szczerze? Nie wyobraża sobie życia bez niej, byłoby strasznie nudne - Życzę ci tego, żebyś kiedyś znalazła - w myślach życzy jej także, żeby nie był to jego syn. Obserwował go od noworodka i naprawdę, niektóre rzeczy wolałby odzobaczyć - W takim razie powodzenia - kiwa głową, kiedy zdradza nieco więcej szczegółów dotyczących tej poważnej sprawy. Brzmiało intrygująco, a takie sprawy szybko stawały się medialne. Wiedział, że jeszcze o tym usłyszy. Kolejny delikatny uśmiech przecina jego lico i zanim się odezwie, upija łyk wina - To chyba raczej komplement, kto wie? Może kiedyś będziesz miała okazję? Ale wiedz, że to nie byłoby łatwe zadanie - doskonale wiedział, że ona też to wie, w końcu był pierdoloną legendą, wielu studentów przychodziło na salę sądowe, żeby przyglądać się jego poczynaniom. Kiedyś myślał, że na starość może spróbuję swoich sił w nauczaniu, ale jakoś nie miał cierpliwości do młodzieży - Lokalne wino to zawsze świetny prezent - bo Franklin był smakoszem, lubił próbować nowych smaków, chociaż od czasu do czasu lubił się też upić, nawet jeśli nigdy nie robił tego publicznie. No, chyba, że we Włoszech podczas podróży poślubnej, ale wtedy był jeszcze młodym chłopakiem o nikomu nieznanym nazwisku. Uśmiech schodzi z jego twarzy zastąpiony tą samą chłodną powagą kiedy Charlotte pyta, czy aby nie za surowo ocenia swoje dziecko - Za surowo? Gdybym nie wychował go twardą ręką, zapewne nie miałbym już syna - właściwie było w tym trochę racji, łatwo stoczyć się na sam dół, jeśli miało się tendencje do wpadania w spiralę uzależnień, a młody Patel zdecydowanie ją miał, przecież Franklin widział jak łykał tabletki na uspokojenie jak cukierki, albo jak pociągał nosem kiedy wychodził z łazienki. Nie był głupi. Gdyby zaczął mu pobłażać, to był pewien, że w końcu skończyłoby się to tragedią. Nie był surowy dlatego, że taką miał naturę, tylko dlatego, że inaczej jego dziecko nic by w życiu nie osiągnęło. Słucha co ma do powiedzenia i nic nie mówi. Obrusza się na krześle dopiero kiedy Lotta odbija piłeczkę - Każdy ponurak potrzebuje swojej iskierki, ale masz rację, są bardzo podobni - tylko według niego pewne cechy, które nie drażniły u kobiet, jak choćby gadulstwo i pewna nutka szaleństwa, w ogóle nie przystoiły mężczyźnie, szczególnie takiemu, który chciał coś znaczyć w towarzystwie

- A więc tak to sobie wymyśliłaś? Sprytnie - doceniam, chociaż osobiście uważam, że nawet bez zakładu powinni wybrać się na wspólne wakacje, odpoczynek dobrze by im zrobił. Zawsze jak wracali ze wspólnego urlopu, to biła od niech jakaś taka radość. Wypoczęty człowiek to szczęśliwy człowiek - To nie żadna klubowiczów tylko - zawahałem się przez ułamek sekundy - Bibliotekarka - kiwam głową. Czy mi uwierzy? Być może, w końcu kochałem książki i w bibliotece byłem stałym bywalcem, przecież mogłem tam kogoś poznać. Tylko jej podejrzliwe spojrzenie mówi samo za siebie - nie nabierze się na takie bajeczki, postanawia jednak nie komentować tej kwestii. Ja także nie komentuje jej kolejnych słów, w zamian ulatniając się w kierunku jadalni. Stoję za rogiem i przysłuchuję się rozmowie. Właściwie to całkiem miłe, uśmiecham się lekko na słowa Charlotte, a w głowie mam milion przeróżnych myśli i dopiero krzyk z kuchni sprawia, że się poruszam, szklanki o mało nie wypadają mi z rąk. Oni też to słyszą, więc wchodzę do pokoju i rzucam głupkowato - Co tam? Rozmawiacie sobie? - nie kurwa, gapią się w sufit. Zerkam przelotem na ojca i nieco dłużej patrzę na Charlotte, a potem odstawiam to co mam i drę się na całe gardło - No przecież idę już!!! - stary wywraca oczami, o tym właśnie mówił, o byciu zdecydowanie zbyt głośnym. Czym prędzej wracam do kuchni i zdaję się być trochę nieobecny, drapię się po karku analizując to, co właśnie usłyszałem, a gdy zarzuca mi, że podsłuchiwałem to kiwam głową - No, podsłuchiwałem - przyznaję się, bo po co kłamać? Przecież mnie znała - Właściwie ciężko stwierdzić, wygląda jakby się dogadali - sam w to trochę nie wierzę i ona też, widzę to po jej minie. Jest równie zaskoczona co ja, ale jeśli to prawda to byliśmy świadkami jebanego cudu - No dobrze, pora na obiad, weź tamte rzeczy - instruuje mnie i razem wracamy do jadalni - Mam nadzieję, że jesteście głodni, tylko zostawcie sobie trochę miejsca na deser - mówi pani Patel i zaczyna nakładać każdemu po potężnej porcji - Pachnie fantastycznie - pan Patel kiwa głową. Łapie za butelkę wina i uzupełnia kieliszki, jeden dla siebie, jeden dla Charlotte i nowy dla mamy - A dla mnie? - pytam, zajmując miejsce obok Kovalski, a Franklin ucisza mnie gestem dłoni - Ty dzisiaj nie pijesz, prowadzisz - czy mogłem się kłócić? Nie. Czy chciałem prowadzić? W chuj nie. Czy po cichu liczyłem na to, że Lotta nie pozwoli mi wsiąść za kółko swojego auta? Tak, chociaż jeśli sobie tutaj tak ochoczo gawędzili, to pewnie było już po ptokach - Smacznego! - woła Anabelle i zajmuje miejsce obok swojego męża.

Charlotte Kovalski

Smacznego, udław się

: czw lut 05, 2026 8:06 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Kiwa głową ze zadowolenia. Czuje się, jakby właśnie rozmawiała ze swoim idolem z dzieciństwa, tyle że Franklin jest nim dla dorosłej Charlotte. Gdyby trafiła do innej kancelarii, mógłby stać się jej mentorem. Czasami pluła sobie w brodę, że trafiła do swojej. Co prawda miała bardzo dużo swobody, ale praca z prawdziwą legendą sądową miała swoje plusy. Może nigdy nie wyszłaby z jego cienia, za to zbudowałaby odpowiednio spory warsztat.
Coś co równie tak samo jak sprawiedliwość to wyzwania — stwierdza od razu, unosząc oba kąciki ust ku górze — wcale nie przeszkadza mi Pana legenda — wręcz ambicja weszłaby jej na totalnie wyższy poziom, byle pokazać własne umiejętności. Dawała sobie radę z praktycznie każdym prokuratorem, w zależności od sprawy, którą dostała. Nie zawsze wygrywała, ale prezentowała się na odpowiednio dobrym poziomie i to co zamierzała dać klientowi, zwykle osiągała. Nigdy nie cofała się, lubiła wygrywać, ale znała też własne możliwości.
Zgadzam się z tym — różne pamiątki przywoziła z rodzinnych podróży, ale jako dorosła najbardziej ceniła smak wina — podobno mają wyjątkowe dobre, wytrawne wino. Idealne na takie okazje jak ta — stwierdza Kovalski spokojnym tonem. Rodzinny obiad Patelów musiał należeć do jednych z nich. Miała jasny cel, ale rozmywał się powoli, bo bardziej zaczynała ją interesować rozmowa z Franklinem niż rodzinne kroniki.
Bardziej chodzi oto, by go czasem docenić. Zdążyłam zauważyć jego nawyki, ale... — zawahała się Charlotte, ale finalnie zdecydowała się powiedzieć coś więcej — czasem docenienie i dobre słowo też robią robotę. Poza tym on się chyba Pana boi, a chodzi oto by w rodzicu widzieć wsparcie. U mojego ojca boli mnie to najbardziej — dopowiada finalnie, czując się odsłonięta jak nigdy wcześniej. Córka prawniczka. Wielu ludzi unosiłoby ją pod niebiosa, za to nie tata Kovalskiej. On miał swoje biznesowe oko i to ono rządziło jego życiem. Był wielce niezadowolony z jej wyborów życiowych, na każdym kroku jej to powtarzał. Sama też się go bała, choć teraz przeważała nienawiść względem tego, jak potraktował jej matkę.
Uśmiecha się szerzej. Byli zdecydowanie podobni, a ona wcale nie widziała w tym problemu. Czasami wręcz poprawił jej tym humor, tak jak na balu sylwestrowym. Kobieta lekko wzdrygnęła się, słysząc odgłos szklanek. Zmarszczyła brwi i zamilknęła przez moment.
Miał Pan rację czasem bywa zbyt głośny, ale lubię go — stwierdza Charlotte, kiedy William wyszedł z pokoju — może odrobinę za bardzo — dodaje pod nosem bardziej do samej siebie, unosząc zaledwie jeden kącik ust. Mógł być chodzącym chaosem, ale... przyzwyczaiła się do niego. Byłoby nudno w sąsiedztwie gdyby nie on. I na kogo wkurwiałaby się, skoro mieszkała sama?
Uśmiecha się jeszcze szerzej, kiedy lasagne wjeżdża na stół. Tak wyglądały rodzinne obiady? U Kovalskich odbywało się to inaczej, ojciec cały czas siedział na telefonie, za to matka dbała o każdy najmniejszy szczegół. Krótko kiwa głową, kiedy dostaje porcję.
Przepraszam, zapomniałam się w trakcie rozmowy z twoim tatą — uśmiecha się uroczo i zaraz dopytuje — jechałeś kiedyś sportowym autem? — tego nie wiedziała. Zapytała cicho, kiedy Państwo Patel byli pochłonięci własnymi rozmowami.
Mmm... ale to pyszne — rzuca po pierwszym gryzie — zrobiłaś najlepszą lasagne w moim życiu — chwalenie gospodyni przychodziło jej naturalnie łatwo jak picie wody. Zresztą z jej słów wręcz biła szczerość, a zaraz do jej ust trafił kolejny kawałek lasagne. Może... dla tej lasagne i rozmów z Franklinem mogłaby przyjeżdżać tu częściej?
Bardzo dziękuję Charlotte — już świergocze Anabelle — jedźcie, jak się najemy będziemy oglądać rodzinne kroniki — pamiętała o nich skubana. Co prawda Lotte miała nadzieję na odrobinę poważniejsze rozmowy, ale wtedy przyszedł jej do głowy szalony pomysł i była gotowa go zrealizować.
Właściwie to William miał się czymś pochwalić — zaczyna nagle Charlotte, kopiąc Willa nogą pod stołem — ta sprawa, o której mi opowiadałeś. Chodzi o tą trudną. Może opowiedziałbyś ją przy rodzinnym stole? — czy chciała pokazać, że jest dobrym prawnikiem? Owszem. Od czegoś ocieplanie wizerunku u własnego ojca trzeba było zacząć. Sama mogłaby mówić o wielu, które teraz prowadziła. Za to wolała oddać błyszczenie w trakcie obiadu komuś innemu.

Smacznego, udław się

: sob lut 07, 2026 1:11 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Być może Charlotte dała mu trochę do myślenia swoimi słowami, ale wszystkie myśli, które gdzieś tam zakotwiczył mu się w głowie, postanowił zostawić dla siebie. Szczególnie, że nie mija dużo czasu, a my już wszyscy zasiadamy do stołu. Mnie też trochę zbiła z tropu, poniekąd byłem jej nawet wdzięczny, że... Trochę się za mną wstawiła? No cóż, to nie czas na rozkminy, bo oto staje przede mną parującą lasagne i czuję, że ślinianki zaczynają szybciej pracować. Pachnie obłędnie, a smakuje jeszcze lepiej i wiem jeszcze zanim sięgnę po widelec - pierwszy kęs tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu - Nie zamęczył cię za bardzo? - pytam półszeptem, korzystając z okazji, że moi rodzice świergolą do siebie jak dwa zakochane łabądki - Jechałem - to prawda, miałem kiedyś takiego zgrabnego, małego Jaguara w retro stylu, ale go rozbiłem na drugiej przejażdżce i od tej pory nie siadam za kółkiem jeśli nie muszę. W dobie uberów, boltów i masy taksówek, a także całkiem niezłej komunikacji miejskiej posiadanie auta w ogóle nie było konieczne. Jak już rzeczywiście nie miałem innego wyboru, to prosiłem Madoxa żeby mnie podwiózł, on co prawda też jeździł jak wariat, ale niestety w tej kwestii miałem dosyć seksistowskie przekonania - jednak chłop za kółkiem to chłop za kółkiem, a baba za kółkiem to baba za kółkiem. Sam byłem chyba tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Wzdycham krótko na wieść o przeglądaniu rodzinnych kronik, ale chyba nie uda się od tego wykręcić, może chociaż da radę odsunąć w czasie? A potem powiemy coś w stylu o rany, ale już późno, jutro na rano do pracy, będziemy się zbierać. Zerkam na Kovalski kiedy mnie kopie pod stołem i gdybym właśnie nie miał pełnych ust to pewnie znowu wydobyłby się z nich kolejny głośny dźwięk. Marszczę brwi i przełykam głośno jedzenie a wszystkie spojrzenia kierują się na mnie. Właściwie była taka sprawa... Dosyć delikatna i nie do końca jestem pewien czy nadaje się do opowiadania przy stole i czy aby na pewno powinienem się tym chwalić. Czy mogłem kłamać? Jasne, tylko to nie miało żadnego sensu, ojciec i tak by to później sprawdził. Miał swoje sposoby. Poprawiam się na krześle i upijam łyk soku, a potem mocno wciągam w płuca powietrze i zaczynam - To była dosyć delikatna sprawa, bo po części dotyczyła nieletniej - robię krótką przerwę, matka patrzy na mnie z zaciekawieniem, z wyrazu twarzy ojca nie potrafię nic wyczytać - Zgłosił się do mnie facet, nauczyciel i powiedział, że został niesłusznie oskarżony o molestowanie swojej uczennicy, chociaż nic takiego nie miało miejsca. Ale wiecie jak to jest jeśli w grę wchodzi przemoc w stosunku do dzieci, szczególnie jeśli jest to przemoc seksualna, wszyscy od razu założyli, że jest winny, nie dając mu nawet szansy na uczciwy proces. A jak wiemy audiatur et altera pars. Zawsze powtarzasz, że każdy zasługuje na sprawiedliwość - zwracam się do swojego taty, ale nie daje mu nawet szansy na odpowiedź, bo szybko wracam do historii - Mówił, że jestem jego ostatnią deską ratunku, zarzekał się, że nic jej nie zrobił, a co więcej już wcześniej zgłaszał do przełożonych, że dziewczyna zachowuje się w stosunku do niego niestosownie, ale nikt nic z tym nie zrobił - biedna się zakochała, a on ją odrzucił i złamał nastoletnie serce, tylko zamiast wypłakać się w poduszkę i słuchać smutnych piosenek o nieszczęśliwej miłości ona postanowiła się zemścić i to w najbardziej obrzydliwy sposób - Potem jak padło oskarżenie to chyba sobie wyobrażacie, że rodzice tej dziewczyny i właściwie wszystkich innych dzieci chcieli go dosłownie zaje... Zabić, a dyrekcja, pewnie pod presją, stanęła po ich stronie. Tylko policja właściwie nie znalazła nic niepokojącego w jego domu, żadnych obrzydliwych zdjęć, ani filmów, wydawał się być normalnym facetem, tylko łatka pedofila już zdążyła do niego przylgnąć, dosłownie płakał mi w rękaw podczas naszego spotkania, mówił, że odwrócili się od niego wszyscy znajomi i sąsiedzi, został zwolniony z pracy i wiedział, że nikt go nigdzie nie przyjmie, on chciał tylko oczyścić swoje dobre imię. Mówił, że jeśli mu nie pomogę to wyjdzie stąd i się zabije - to akurat był szantaż emocjonalny, ale co miałem zrobić? Odprawić go z kwitkiem i patrzeć jak się rzuca pod pociąg metra? - Nooo... Więc zdecydowałem, że jeśli mówi prawdę to postaram się mu pomóc. I faktycznie tam nic się nie spinało. Mówiła że dobierał się do niej w kantorku, a na kamerach było widać, że w tym czasie wychodził ze szkoły, albo, że napadł na nią po lekcjach, a szkolna woźna przyznała, że tego dnia został dłużej w pracy, bo miał do ogarnięcia jakąś papierologię. Właściwie jedynymi świadkami tych niestosownych sytuacji były koleżanki tej dziewczyny, ale jeśli pięć małolat zeznaje przeciwko jednemu dorosłemu facetowi, nawet jeśli kłamią to komu wierzy społeczeństwo? Oczywiście im. Ostatecznie wkopał ją jeden SMS do przyjaciółki, w którym napisała, że zamierza go zniszczyć - nie zdradzam jak udało mi się dotrzeć do tego smsa i że zajebałem jej telefon jak mijaliśmy się pod drzwiami sądowego psychologa. Potem i tak oddałem, kłamiąc, że musiał jej wypaść przy zdejmowaniu kurtki. Niemniej moje zręczne ręce kieszonkowca były prawdziwym błogosławieństwem w takich sytuacjach - Facet został oczyszczony z zarzutów, ale łatka zwyrodnialca i tak już do niego przylgnęła, musiał zmienić szkołę i miasto, mam nadzieję, że gdzie indziej odnajdzie spokój - nie wiem co stało się z tą dziewczyną. Wszyscy patrzą na mnie w milczeniu ze sztućcami zawieszonymi w połowie drogi do talerza, a każda kolejna sekunda wydaje mi się strasznie długa.

Charlotte Kovalski

Smacznego, udław się

: sob lut 07, 2026 2:30 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Spogląda na Williama lekko zdziwiona. Zdanie na temat jego ojca wydawało się jej kwestią bardziej płynną. Poznała jego chłodne oblicze, ale przez krótką wymianę zdań czuła się odrobinę zmieszana. Uniosła kąciki ust, bo był dobrym człowiekiem, mogliby spokojnie znaleźć nić porozumienia.
Nie, mieliśmy miłą rozmowę — stwierdza finalnie szeptem Lotte — twój tata jest w porządku — choć te słowa powinny brzmieć, jak prawdziwa zdrada stanu to były prawdziwe. Rozumiała podejście obu stron do tematu. William i Franklin byli swoimi przeciwieństwami, ale na swój własny, pokrętny sposób kochali siebie nawzajem.
I umiesz nimi jeździć? — pyta finalnie Lotte, unosząc jedną ze swoich brwi do góry. Jeździł, nie znaczyło, że potrafił kierować. Doskonale pamiętała jego strach, kiedy pozwoliła sobie depnąć w pedał gazu. Ten strach oraz skręcenie kiszek. Zostało jedynie liczyć, że miał jaja jak prawdziwy przedstawiciel płci męskiej. Inaczej może skłoniłaby się do zdania jego ojca na jego temat.
Następnie wzrok Charlotty i rodziców Patela ląduje na nim samym. Uśmiecha się delikatnie i daje opowiedzieć mu całą historię. Mogłaby wiele powiedzieć o Willu, ale nie zgadzała się ze zdaniem jego ojca. Mogła działać w bardziej konwencjonalny sposób, samo spojrzenie na Patela wystarczyło, by zrozumieć, że ich podejścia do spraw były skrajnie różne. Za to po wysłuchaniu tej opowieści coś chwyciło ją za serce, może faktycznie mieli ze sobą więcej wspólnego niż sami się po sobie spodziewali? Ludzie nie opowiadają o takich sprawach, jeśli faktycznie nie czuli sprawiedliwości.
Piękna historia, chociaż też smutna. Szkoda, że sprawiedliwość nie działa poza salą sądową — stwierdza Charlotte na sam koniec, doszukując się kontaktu wzrokowego z Willem. Zdał egzamin, ją tą sprawą przekupił, a nigdy jak dotąd nie rozmawiali o pracy — czasami zapominam, że dobry z Ciebie prawnik i człowiek — zaraz wraca do spożywania obiadu, dając rodzicom Patela na odrobinę reakcji. Dla niej ta sprawa wydawała się być idealną klamrą. Styl życia mężczyzny jej nie odpowiadał, tego nic nie będzie w stanie zmienić. Nie oznaczało to za to bycia złym człowiekiem, a wręcz przeciwnie. Miał kręgosłup moralny, choć nie wiedziała, co dokładnie miał za uszami.
Gołąbeczki kochane — zaczyna zadowolona Anabelle — proszę jeść, zaraz wam ostygnie — i kontynuuje na jednym wdechu — zaraz chcę Wam przynieść deser — uśmiecha się szeroko, patrząc po wszystkich zgromadzonych — Charlotte, może dolejemy Ci wina? — Lotte jedynie delikatnie skina głową i podstawia kieliszek bliżej Fraklina, po czym upija z niego mniejszego łyka.
Nasz Billy jest dobrym i sprawiedliwym adwokatem. Popatrz kochanie, wdał się w Ciebie — rzuca finalnie Anabelle, spoglądając na męża cała zadowolona. Rzadko słyszała, co się działo u syna w pracy. Bardziej o tym, że pracował. Tyle jak dotąd było dla niej wystarczające, choć po minie Franklina trudno było stwierdzić, co myśli — a ty Lotte? Co lubisz robić we wolnym czasie? — dopytuje pani Patel, próbując podtrzymać przyjazną rozmowę przy stole.
Szczerze mówiąc, bardzo lubię wykonywać zdjęcia — rzadko się przyznawała do tego, ale miała własne foldery oryginalnych ujęć Toronto — potrafią zatrzymać ważne momenty. Trochę rozumiem Pani miłość do ich wykonywania — stwierdza spokojnym tonem, wpatrując się w panią Patel. Zdjęcia były dla niej pamiątką ulotnych chwil, które chciała zatrzymać na odrobinę dłużej. Tak jak zdjęcie pluszowej świnki wystawionej u rzeźnika, kiedy wracała pijana do domu — no i bardzo lubię podcasty kryminalne. Potrafią dać dużo do myślenia, zwłaszcza w trudnych sprawach takich jak ta Willa — stwierdza, kładąc mu dłoń na ramieniu. Na chwilę drobny, krótki gest, by ocieplić jego wizerunek. Może nie zostałby jej mentorem, ani nawet autorytetem, ale nie mogła zgodzić się na zdanie jego ojca i chciała mu to udowodnić — najważniejszą cechą każdego prawnika jest kreatywne podejście do tematu — mówi finalnie, zdejmując własną dłoń z Willa i wracając do obiadu. Nie spodziewała się, ze miejsce w którym miała zdobyć materiał do jego ośmieszania, zamieni się w jakąś jego pochwałę — trzymanie się litery prawa bardzo często tego wymaga — a niektóre przepisy momentami wymagają zmian. Tak jak podejście Willa do pracy, jego ojca i Charlotte do niego.

Smacznego, udław się

: sob lut 07, 2026 7:05 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Patrzę na nią uważnie, ale nie komentuję, chociaż aż mnie ściska w środku, żeby wyciągnąć od niej więcej. Co nieco słyszałem i było to bardzo dziwne, bo jednak Lotta była chyba ostatnią osobą, którą bym posądzał o to, że może wygłaszać w stosunku do mojej osoby jakiekolwiek pozytywne opinie, a jednak. No, czasem potrafiliśmy się dogadać i chociaż jeszcze do niedawna bez mrugnięcia okiem bym przyznał, że jej nienawidzę to teraz nie byłem wcale taki pewien - Tak, tak, dam radę - macham ręką, jakbym chciał odgonić wszelkie jej wątpliwości. Później będę się martwić, a może upije się winem do tego stopnia, że będzie jej wszystko jedno? Oby. Opowiadam im o sprawie i kiedy kończę to zerkam na każdego po kolei, na dłużej zatrzymując wzrok na Charlotte, bo i ona odzywa się jako pierwsza. Dziwnie usłyszeć z jej ust takie słowa, jeszcze w dodatku będąc trzeźwym - Dzięki - uśmiecham się. Dzięki za komplement i dzięki za możliwość podzielenia się tą historią. Sam bym o tym nie myślał, bo przecież nic nie było w stanie zaimponować mojemu ojcu, a może się myliłem? On też się po chwili odzywa - Brawo - widzę, że i jego kąciki ust unoszą się w nieznacznym uśmiechu. Chyba nikt przy stole nie zdaje sobie sprawy, ile znaczy dla mnie to jedno słowo, wypowiedziane tym tonem - Jak ci się udało dotrzeć do jej prywatnej korespondencji? - dopytuje, a ja wzruszam ramionami - Mam swoje sposoby, ale dobry magik nie zdradza sekretów swoich sztuczek - i ja też nie zamierzam, co właściwie nawet mu się podoba, widzę to bo jego uśmiech poszerza się o jakiś milimetr. Wracam do posiłku, kiedy mama nas pogania żebyśmy jedli, bo jeszcze przed nami deser. Słyszę jej radosny głosik, ale patrzę na ojca, bo jestem ciekaw czy się zgodzi i rzeczywiście kiwa głową, chociaż milczy na ten temat, co wcale mnie nie dziwi - nie był wylewny, zaś pochwały w moim kierunku przychodziły mu naprawdę bardzo ciężko. To i tak szok - No już przestańcie z tymi komplementami bo się zarumienię - śmieję się, chociaż fajnie czasem usłyszeć coś takiego. Zmieniamy temat i teraz przyglądam się Kovalski, bo właściwie sam jestem ciekaw czym się zajmowała poza pracą i tarotem - Poważnie? Pokażesz kiedyś? - ja byłem wrażliwy na każdy rodzaj sztuki, niezależnie czy to były obrazy, dźwięki czy zdjęcia, więc byłem szczerze zaciekawiony. Poza tym jeszcze bardziej lubiłem ludzi, którzy mieli swoje zajawki. Mama też wydaje się zadowolona i rzuca, że w takim razie mają ze sobą coś wspólnego. Jak tak opiera dłoń ma moim ramieniu to w pierwszej chwili drgam, a potem robi mi się jakoś ciepło, bo nie spodziewałem się takich wspierających gestów i chyba naprawdę zaczynam patrzeć na nią łaskawszym okiem. Mama też to widzi, bo gapi się na nas, jakby właśnie miała wygrać ten zakład, o którym rozmawialiśmy w kuchni - Mnie zawsze przerażają takie słuchowiska, musisz mieć naprawdę mocne nerwy - kiwa głową - Ludzie potrafią być tacy brutalni - wzdycha. Tym razem to ojciec się odzywa - To prawda, nasz zawód wymaga sporo kreatywności - a jej braku akurat nie mógł mi zarzucić, bo już jako dziecko byłem baaaardzo kreatywny, szczególnie w wymyślaniu wymówek i próbach wymykania się z domu. Kończymy posiłek i mama w końcu zarządza deser, ale tym razem rola pomocnika pada na jej małżonka, prosi, żeby wziął ze sobą brudne naczynia. Dam sobie rękę uciąć, że chciała go przepytać o czym rozmawiał z Charlotte, podczas naszej nieobecności, więc podejrzewam, że chwilę im zejdzie. Tym razem to my zostajemy sami, opieram łokieć na stole i głowę na dłoni, żeby odwrócić twarz w stronę dziewczyny - Czemu jesteś taka miła? Mam wrażenie, że coś knujesz, tylko jeszcze nie wiem co - mrużę oczy, przyglądając jej się badawczo, wolną rękę zaciskam na szyjce od butelki i dolewam jej więcej wina, może jak się upije to łatwiej będzie z niej wyciągnąć niektóre rzeczy.

Charlotte Kovalski

Smacznego, udław się

: sob lut 07, 2026 8:36 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Charlotte uważała, że szczerze brzydziła się Williamem. Tylko miała w swojej głowie jedną regułę: co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. Choć Franklinowi było daleko do smroda, bo był poważanym panem prawnikiem, wielkim autorytetem w jej świecie, to jednak nie mogła stanąć obok jego słów obojętnie. Patel był, jaki był. Miał swoje za uszami, ale w gruncie rzeczy... no może nawet go lubiła.
Finalnie kiwa głową na wzmiankę o aucie. Jeszcze kilka kieliszków wina i zacznie jej przyjemnie szumieć w głowie.
Nie ma za co Will — stwierdza ciepłym tonem Charlotte, unosząc oba kąciki ust ku górze. To nie były puste słowa. Uwielbiała rozmawiać o pracy i można by spokojnie zarzucić jej pracoholizm. Zgodziłaby się do tego szybko. Tak jak imprez nie była w stanie pochwalać, to oddania sprawie już tak.
Naprawdę robił na niej wrażenie. Może nie doceniała go jako prawnika. Prawda była taka, że nie potrafiła go sobie wyobrazić, gdyby wziął coś na poważnie. Dla niej sprawa wydawała się wręcz prosta. Albo w każdym calu życia jesteś perfekcyjny, albo nie. Chorowała na perfekcjonizm i jej wizja Williama zaczynała odrobinę niszczeć z każdym kolejnym spotkaniem. Coraz bardziej przypominał człowieka z krwi i kości ze swoimi wadami, a nie tylko wkurwiającego sąsiada. Choć i do tego momentu z pewnością wrócą.
Mogę, tylko pamiętaj, by przynieść ze sobą butelkę wina — rzuciła Charlotte, ale zaraz dodała — i jeżeli zagrasz dla mnie na gitarze — miała słabość do mężczyzn grających na instrumentach. Doskonale sobie z tego zdawała sobie sprawę, momentami wręcz robiło się jej głupio. Postanowiła ich wojnę przełożyć na później, prawda była taka, że zaczynała przy tym stole całkiem dobrze bawić.
To prawda, ale to najbardziej złożone i trudne sprawy — a takie bawiły ją najbardziej. Poza tym kto nie lubił odrobiny adrenaliny? Okłamałaby, gdyby powiedziała, że nie podobała się jej wizyta w prosektorium z prokuratorem w trakcie studiów. Miała oczy jak pięciozłotówki, gdyby nie prawo, pewnie zostałaby lekarzem — codzienność w pracy zdążyła mnie odrobinę znieczulić, bo w moim zainteresowaniach jest przede wszystkim prawo karne — stwierdza Charlotte, unosząc kąciki ust. Podcasty były swego rodzaju rozpoczęciem całej przygody, w którą samą siebie wciągnęła. Teraz sama mogła rozwikływać tajemnice.
Wzrokiem odprowadziła rodziców Williama do drzwi i za chwilę wróciła do niego. Na jego słowa przybrała poważniejszy wyraz twarzy.
Inwigiluje twoją rodzinę, żeby móc dostać więcej powodów do wkurwienia Cię, a co? — po paru sekundach pojawił się na jej ustach szczery uśmiech — mógłbyś przestać się doszukiwać powodów do wnerwienia, mam jedną misję — wykonanie zdjęć najbardziej żenującym ujęciom z jego życia, a potem przesyłania ich faksem do jego kancelarii. Jane na pewno będzie uradowana, odbierając je — a to że chcę, by twój ojciec spojrzał na Ciebie łaskawszym okiem to inna sprawa — rzuciła, wzruszając ramionami. Rozumiała jego ból, sama chciałaby, żeby ojciec ją pochwalił. Nieważne, co by zrobiła jako prawniczka, nie przejęła rodzinnej firmy. To ją skreślało z jakichkolwiek komplementów, nie mówiąc już o uśmiechu.
Boisz się mnie, jak jestem dla Ciebie miła? — spytała, przechylając głowę — to urocze, Patel — westchnęła cicho, zakładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho i upijając połowę zawartości kieliszka — ale ja się serio dobrze bawię — patrzyła mu prosto w oczy. Umiała kłamać, nawiązując kontakt wzrokowy, tylko mówiła prawdę — Ciebie mogę nie trawić, za to twoi rodzice są w porządku i nie chcę popsuć im dnia — stwierdza, wzruszając ramionami — jak było z mamą? Twój ojciec mnie o Ciebie przepytywał — pyta z czystej ciekawości. Skoro ona miała przeprowadzany wywiad, to on też musiał.