Smacznego, udław się
: śr lut 04, 2026 7:42 pm
- Na karierze? Jak to się stało, że wybrałaś prawo? - dopytuje Franklin. Kojarzył Kovalskich, co nie powinno nikogo dziwić, w tym środowisku wszyscy się kojarzyli, nieważne czy z plotek czy z widzenia. Nie mógł sobie przypomnieć by ktokolwiek z jej rodziny również zdecydował się na tę branżę. Teraz tego nie przyzna, ale po sylwestrowym bankiecie zaczerpnął języka na jej temat i sprawdził to i owo w internecie. Poniekąd był pod wrażeniem, chociaż może to za duże słowo, może po prostu był zaciekawiony - Włosi to specyficzny naród, żyją własnym życiem. Byliśmy tam z Bellą na podróży poślubnej - pozwolił sobie na delikatny uśmiech, bardziej jednak skierowany do własnych wspomnień niż Charlotte - Mają wspaniałe desery - dodaje, uwielbiał tiramisu i cannoli. Z dala od skostniałych ziem Kanady mógł żyć tym życiem, którego brakowało mu tutaj. Do południa wylegiwali się w łóżku, biegali po urokliwych uliczkach i pili wino dopóki nie zaszumiało w głowie, ona była piękna i temperamentna, a on młody i wolny, bardzo dobrze wspominał ten czas - Każdy elegancki mężczyzna powinien znać się na winie - stwierdza jakby to była oczywista oczywistość. Osobiście wolał mocniejsze trunki, ale rodzinne spendy wymagały pewnej dozy szyku, która kryła się gdzieś między kolejnymi łykami winnego trunku. Zerka na nią z uniesioną brwią, ciekaw tego, co ma mu do powiedzenia, a gdy z jej ust pada pytanie to przez chwilę milczy, by ostatecznie posłać jej delikatny uśmiech - Dla sprawiedliwości, Charlotte. Jest mnóstwo złych, skorumpowanych ludzi na tym świecie i mnóstwo ofiar, którym należy się rekompensata, jeśli więc ja, jako prawnik, mogę przyczynić się do tego, by było trochę lepiej to robię to. Robię to najlepiej jak potrafię, wszyscy zasługujemy na sprawiedliwość i wszyscy powinniśmy ponieść karę, jeśli jesteśmy źli - odpowiada, obracając w palcach kieliszek wina. Dlatego ludzie go szanowali, miał bardzo mocny kręgosłup moralny, nie pomagał kłamcom i zwyrodnialcom, ale był gotów poświęcić całego siebie w imię sprawiedliwości. Wierzył, że prawda obroni się sama i był w stanie zrobić wszystko by do niej dojść. Pogrążył wielu ludzi, którzy myśleli, że są bezkarni, pomógł wielu ofiarom, które już dawno straciły nadzieję - Skąd to pytanie?
Tymczasem w kuchni chwytam za deskę podstawiając ją pod piekarnik, by mamie łatwiej było wyciągnąć nasz dzisiejszy obiad. Zakłada kuchenne rękawice i wyjmuje brytfankę z wnętrza, zapach jest wspaniały, dosłownie czuję wzmożoną pracę ślinianek. Patrzę na nią szeroko otwartymi oczami, kiedy wspomina o zakładzie ale wcale mnie to nie dziwi - po kimś w końcu musiałem odziedziczyć charakter. Przez chwilę rozkminiam co właściwie chce usłyszeć, jednak szybko dochodzę do wniosku, że tym razem wolę być po prostu szczery - Nie nakręcaj się, nic z tego nie będzie - kręcę głową - To nie jest dziewczyna dla mnie - stwierdzam, a ona przekrzywia głowę na jedną stronę i chyba trochę zbyt energicznie odkłada lasagne na desce, czym prędzej układam ją na blacie szafki i zaczynam kroić -Dlaczego nie? - dopytuje, a ja wzruszam ramionami. Dobre pytanie - Bo nie, nie jest w moim typie - próbuję ją zbyć, ale nie daje za wygraną i wywraca oczami - Bo nie ma sztucznych cycków? - rzuca z przekąsem, a ja parskam śmiechem. Opieram się jedną ręką o blat i wbijam spojrzenie w mamę - Ale powiedz coś więcej o tym zakładzie, bo zciekawiłaś. O co chcecie się założyć? Jeśli gra jest warta świeczki to może mógłbym się postarać? - przez chwilę mierzymy się wzrokiem i widzę, że każdy trybik w jej głowie pracuje właśnie na najwyższych obrotach - z jednej strony nie chce bym złamał jej serce z drugiej... Chce wygrać. Może gdzieś po środku liczy na to, że po drodze naprawdę się zakocham i czeka nas zakończenie rodem z harlekinów.
Charlotte Kovalski
Tymczasem w kuchni chwytam za deskę podstawiając ją pod piekarnik, by mamie łatwiej było wyciągnąć nasz dzisiejszy obiad. Zakłada kuchenne rękawice i wyjmuje brytfankę z wnętrza, zapach jest wspaniały, dosłownie czuję wzmożoną pracę ślinianek. Patrzę na nią szeroko otwartymi oczami, kiedy wspomina o zakładzie ale wcale mnie to nie dziwi - po kimś w końcu musiałem odziedziczyć charakter. Przez chwilę rozkminiam co właściwie chce usłyszeć, jednak szybko dochodzę do wniosku, że tym razem wolę być po prostu szczery - Nie nakręcaj się, nic z tego nie będzie - kręcę głową - To nie jest dziewczyna dla mnie - stwierdzam, a ona przekrzywia głowę na jedną stronę i chyba trochę zbyt energicznie odkłada lasagne na desce, czym prędzej układam ją na blacie szafki i zaczynam kroić -Dlaczego nie? - dopytuje, a ja wzruszam ramionami. Dobre pytanie - Bo nie, nie jest w moim typie - próbuję ją zbyć, ale nie daje za wygraną i wywraca oczami - Bo nie ma sztucznych cycków? - rzuca z przekąsem, a ja parskam śmiechem. Opieram się jedną ręką o blat i wbijam spojrzenie w mamę - Ale powiedz coś więcej o tym zakładzie, bo zciekawiłaś. O co chcecie się założyć? Jeśli gra jest warta świeczki to może mógłbym się postarać? - przez chwilę mierzymy się wzrokiem i widzę, że każdy trybik w jej głowie pracuje właśnie na najwyższych obrotach - z jednej strony nie chce bym złamał jej serce z drugiej... Chce wygrać. Może gdzieś po środku liczy na to, że po drodze naprawdę się zakocham i czeka nas zakończenie rodem z harlekinów.
Charlotte Kovalski