You broke me first, baby
: czw lut 12, 2026 11:48 pm
Madison zawsze była tą, która walczyła do samego końca o osoby na których jej cholernie zależało. Nie ważne ile wysiłku w to wkładała, jak bardzo się starała efekt finalny zawsze był ten sam: każdy ją zostawiał. Zdecydowała się na odpuszczanie, już na samym starcie co nie było do niej podobne, ale ile można, była tylko człowiekiem, miała swoje granice wytrzymałości. Kiedy z usta Alexa padły słowa, że by jej nie zostawił poczuła jakby coś w niej pękło. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś zostaje, zazwyczaj oczekiwała na katastrofę, która wcześniej czy później się pojawiała. Dlatego Maddie uprzedzała cios jako pierwsza, wycofywała się i mówiła te wszystkie okrutne rzeczy aby ktoś odszedł od niej pierwszy, aby upewnił ją w tym, że znów miała racje. Była to tak zwana kontrola przez zniszczenie. Teraz jednak pluła sobie w brodę, żałować będzie najpewniej do końca życia, że odpuściła, że ten pierwszy raz zdecydowała się nie walczyć o osobę, która na tą walkę zasługiwała. Jeszcze nie wiedziała jak i kiedy, ale na pewno mu to wszystko wynagrodzi. Zrobi wszystko aby nie ujrzeć w jego oczach znów tego samego bólu, który mu sprawiła. - Obiecuję Ci, że nie ważne co się stanie, nigdy nie będę Cię nienawidzić. - szepnęła, ale jej głos jak i zmęczona twarz emanowało szczerością i całkowitą pewnością, może być na niego zła, może być na niego wściekła i może kiedyś będzie miała ochotę zagryźć jego szyję jak wściekła suka, ale nigdy nie będzie go nienawidzić. Gest, który wykonał był tym jej ulubionym, przywykła do tego jak z delikatnością opuszkami palców gładził jej kart, wywołując te wszystkie przyjemne dreszcze. Opuściła na kilka chwil wzrok, nie wiedział jaką wojnę toczyła ze sobą w środku, jak bardzo linczowała się za swoje zachowanie, za własne słowa i nawet jeśli Hall zapewniłby ją, że wszystko jest okej ona i tak by nie uwierzyła. Nie odezwała się nic, po prostu milczała, bo nie ważne jakich argumentów by użyła on i tak powiedziałby, że jest okej. Spojrzenie na jego twarz uniosła w momencie, w którym jego palce zastygły na jej skórze. - Nie, nigdy. Ja..nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś zostaje kiedy robi się ciężko. - wyznała cicho i zagryzła delikatnie swoja dolną wargę. Inni zawsze wybierali ucieczkę albo odwracali wzrok, bo tak było łatwiej, a ludzie lubili łatwe i proste rozwiązania. - Może i nie potrzebujesz przeprosin, ale chcę zrobić wszystko abyś kiedyś mi wybaczył to co powiedziałam. - bo naprawdę miała zamiar dotrzymać tego słowa, nawet jakby miała pracować na to wybaczenie całe życie. I nie chodzi o to aby teraz rzucił tekst typu już Ci wybaczyłem. bo tego nawet ona nie kupi, szczególnie będąc w tym stanie. Na wybaczenie komuś potrzeba czasu, po prostu.
Kiedy oparł swoje czoło o te jej Maddie poczuła dziwnego rodzaju spokój, jej ciało nieświadomie się rozluźniło tak jakby wiedziało przed nią, że wszystko będzie dobrze, że nie musiała być wiecznie na czujce i przygotowywać się do ucieczki. Było to jednocześnie uspokajające, ale również przerażające uczucie. Spokój oznaczał, że może przestać walczyć, a jeśli przestanie walczyć nie pozostaje jej nic innego jak zaufać, a tego się bała, bo zaufanie było bardzo kruche i delikatne.
Była bezpieczna, w miejscu, w którym nie musiała czuć się jak problem do rozwiązania, była w jego ramionach, swojej przystani, do której chciałaby wracać każdego dnia, każdej nocy i każdej chwili w swoim życiu, czy tej złej czy dobrej.
Przesunął dłoń z jej karku na policzek, a dziewczyna niemalże instynktownie wtuliła go w jego wielką i ciepłą dłoń, spoglądała w jego oczy w oczekiwaniu na to co powie. Wyznanie, które padło kilka chwil wcześniej było dla niej czymś zupełnie nowym, nie spodziewała się tego, ale poczuła jak jej serce bije odrobinę szybciej, z małego szczęścia. - Wiem, zrozumiałam to dopiero później. Nie powinnam była Cię naciskać. - kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, maiło to przypominać uśmiech, ale była już tak zmęczona, że to cud, że jakoś składnie mówiła. - Proszę, po prostu nie zamykaj się, szczególnie na mnie. - ta prośba chociaż wypowiedziana została cicho to brzmiała bardzo głośno, naprawdę liczyła na to, że nawet jak będzie ciężko i nie ważne co się stanie on po prostu nie zamknie się w swoim kokonie. - Nie odpycham Cię dlatego, że Cię nie chce. Po prostu odpuszczam pierwsza bo boję się, że Ty zrobisz to pierwszy, a nie chcę więcej patrzeć jak odwracasz się plecami i odchodzisz. - nie oderwała wzroku od jego oczu nawet na sekundę, właśnie podzieliła się z nim jedną ze swoich obaw, największym strachem jaki do tej pory czuła. - Zgoda. - potwierdziła niemalże natychmiast, wciągnęła powietrze w płuca chłonąc jego zapach nie tylko przez nozdrza, ale całą sobą. Uczucie jakie jej towarzyszyło kiedy był blisko było nie do opisania, przynajmniej w tym momencie nie potrafiła znaleźć pasujących słów.
Nie protestowała kiedy przyciągnął ją do siebie bardziej, sama nawet się poprawiła jakby upewniając się, że między nimi nie ma nawet grama przestrzeni, jakby bała się, że coś znów będzie mogło ich rozdzielić. Tym razem to ona powoli uniosła głowę w górę, widziała jego twarz, jak miał zamknięte oczy, nie była pewna czy śpi czy odpoczywa, ale nie drgnęła. Przez kilka długich chwil wpatrywała się w niego jakby był jednym z najpiękniejszych obrazów jakie widziała w życiu. I znów uczucie spokoju zalało całe jej ciało, tak jakby organizm chciał ją zapewnić, że tym razem już będzie dobrze. Blondynka powoli uniosła jedną dłoń i położyła ją na policzku Alexa, tak delikatnie jakby dotykała cienkiej tafli lodu, która pod zbyt mocnym naciskiem pęknie. - Jutro też tutaj będę. - szepnęła tym samym składając mu obietnice. Bo nie chciała więcej uciekać, chciała zostać bo w końcu czuła się jak ktoś, kogo ktoś wybrał.
Alexander Hall
Kiedy oparł swoje czoło o te jej Maddie poczuła dziwnego rodzaju spokój, jej ciało nieświadomie się rozluźniło tak jakby wiedziało przed nią, że wszystko będzie dobrze, że nie musiała być wiecznie na czujce i przygotowywać się do ucieczki. Było to jednocześnie uspokajające, ale również przerażające uczucie. Spokój oznaczał, że może przestać walczyć, a jeśli przestanie walczyć nie pozostaje jej nic innego jak zaufać, a tego się bała, bo zaufanie było bardzo kruche i delikatne.
Była bezpieczna, w miejscu, w którym nie musiała czuć się jak problem do rozwiązania, była w jego ramionach, swojej przystani, do której chciałaby wracać każdego dnia, każdej nocy i każdej chwili w swoim życiu, czy tej złej czy dobrej.
Przesunął dłoń z jej karku na policzek, a dziewczyna niemalże instynktownie wtuliła go w jego wielką i ciepłą dłoń, spoglądała w jego oczy w oczekiwaniu na to co powie. Wyznanie, które padło kilka chwil wcześniej było dla niej czymś zupełnie nowym, nie spodziewała się tego, ale poczuła jak jej serce bije odrobinę szybciej, z małego szczęścia. - Wiem, zrozumiałam to dopiero później. Nie powinnam była Cię naciskać. - kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, maiło to przypominać uśmiech, ale była już tak zmęczona, że to cud, że jakoś składnie mówiła. - Proszę, po prostu nie zamykaj się, szczególnie na mnie. - ta prośba chociaż wypowiedziana została cicho to brzmiała bardzo głośno, naprawdę liczyła na to, że nawet jak będzie ciężko i nie ważne co się stanie on po prostu nie zamknie się w swoim kokonie. - Nie odpycham Cię dlatego, że Cię nie chce. Po prostu odpuszczam pierwsza bo boję się, że Ty zrobisz to pierwszy, a nie chcę więcej patrzeć jak odwracasz się plecami i odchodzisz. - nie oderwała wzroku od jego oczu nawet na sekundę, właśnie podzieliła się z nim jedną ze swoich obaw, największym strachem jaki do tej pory czuła. - Zgoda. - potwierdziła niemalże natychmiast, wciągnęła powietrze w płuca chłonąc jego zapach nie tylko przez nozdrza, ale całą sobą. Uczucie jakie jej towarzyszyło kiedy był blisko było nie do opisania, przynajmniej w tym momencie nie potrafiła znaleźć pasujących słów.
Nie protestowała kiedy przyciągnął ją do siebie bardziej, sama nawet się poprawiła jakby upewniając się, że między nimi nie ma nawet grama przestrzeni, jakby bała się, że coś znów będzie mogło ich rozdzielić. Tym razem to ona powoli uniosła głowę w górę, widziała jego twarz, jak miał zamknięte oczy, nie była pewna czy śpi czy odpoczywa, ale nie drgnęła. Przez kilka długich chwil wpatrywała się w niego jakby był jednym z najpiękniejszych obrazów jakie widziała w życiu. I znów uczucie spokoju zalało całe jej ciało, tak jakby organizm chciał ją zapewnić, że tym razem już będzie dobrze. Blondynka powoli uniosła jedną dłoń i położyła ją na policzku Alexa, tak delikatnie jakby dotykała cienkiej tafli lodu, która pod zbyt mocnym naciskiem pęknie. - Jutro też tutaj będę. - szepnęła tym samym składając mu obietnice. Bo nie chciała więcej uciekać, chciała zostać bo w końcu czuła się jak ktoś, kogo ktoś wybrał.
Alexander Hall