Toporem w serce: misja przetrwać walentynki
: śr lut 25, 2026 10:55 pm
Gdyby ktoś pytał jak się czuje Wendy w danej chwili to bez oporu przyznałaby, że jest trochę z siebie dumna, a wszystko za sprawą podekscytowania jakie widniało na twarzy siostry, a dokładniej, że była to jej zasługa. — Wiedziałam, że ci się spodoba! — choć nie sądziła, że aż tak, ale zaklaskała razem z siostrą z radości. Wewnątrz rozchodziło się poczucie takiej przyjemnej beztroski i zabawy, były wolne i gotowe do toporowego szaleństwa! Zdecydowanie lepiej z nimi nie zadzierać, bo kto wie, co tego wieczoru stanie się ich celem, oby tylko tarcze, ale za nimi może kryć się wiele więcej, na przykład skrywane frustracje, wkurzające otoczenie, cokolwiek! Od wejścia było wiadomo, że to idealne miejsce na rozładowanie się, nawet nad barem wisiał szyld na którym kredą zapisany był drink dnia Ex-Zorcysta, który mówił sam za siebie. Podobno za każde zdjęcie byłego dodawali extra tabasco do krwawej Mary, czyż to nie piękne?!
Teraz przyszła kolej Zelli na rzucanie, a Wendy mocno zacisnęła kciuki, kiedy ta brała zamach. Pech chciał, że siekiera nagle opadła w dół. Można by to skomentować klasykiem: każdemu się zdarza, ale przechodzący obok drwal, który wyglądał jakby wyrwał się z reklamy syropu klonowego, chyba był odmiennego zdania. Przechodził obok nich z miną pełną pogardy, ale Wendy posłała mu głupią minę komentując: — Typ patrzył na nas jakbyśmy upuściły noworodka, a nie siekierę — i nie czekając na ruch siostry podniosła ją i podała raz jeszcze.
— Spróbujmy innej taktyki — zaproponowała tłumacząc dalej — Musisz sobie wyobrazić, że to nie jest tarcza, a raczej ucieleśnienie no nie wiem… wszystkich upierdliwych pytań znajomych z rodzaju Kiedy kogoś sobie znajdziesz? — zasugerowała czując, że to może ją napędzić do trafienia w cel. — O, albo wyobraź sobie typa, który jednego dnia mówi ci, że nie jest gotowy na związek, a kolejnego leci z nowa laską do Paryża, by zamoczyć swoją bagietkę w nowej oliwie — no aż prosi się rzucić z impetem. — Pokaż temu kawałkowi sosny, że my Gardnerówny nie bierzemy jeńców — wykrzyknęła motywacyjnie, a na zachętę dodała — załatwię nam Ex-Zorcystę jak trafisz! — propozycja nie do odrzucenia. — Zella, Zella, Zella, Zella! — zaczęła jej kibicować nawołując jej imię coraz głośniej, nie wiedząc kiedy stało się to zbiorowym okrzykiem, bo szybko dołączyła do niej grupa mężczyzn zasiadająca przy barze i ktoś zajmujący tor obok nich. Okej, chyba jednak nie chciała wywierać na siostrze takiej presji, ale kto wie, może to jej pomoże.
Zella Gardner
Teraz przyszła kolej Zelli na rzucanie, a Wendy mocno zacisnęła kciuki, kiedy ta brała zamach. Pech chciał, że siekiera nagle opadła w dół. Można by to skomentować klasykiem: każdemu się zdarza, ale przechodzący obok drwal, który wyglądał jakby wyrwał się z reklamy syropu klonowego, chyba był odmiennego zdania. Przechodził obok nich z miną pełną pogardy, ale Wendy posłała mu głupią minę komentując: — Typ patrzył na nas jakbyśmy upuściły noworodka, a nie siekierę — i nie czekając na ruch siostry podniosła ją i podała raz jeszcze.
— Spróbujmy innej taktyki — zaproponowała tłumacząc dalej — Musisz sobie wyobrazić, że to nie jest tarcza, a raczej ucieleśnienie no nie wiem… wszystkich upierdliwych pytań znajomych z rodzaju Kiedy kogoś sobie znajdziesz? — zasugerowała czując, że to może ją napędzić do trafienia w cel. — O, albo wyobraź sobie typa, który jednego dnia mówi ci, że nie jest gotowy na związek, a kolejnego leci z nowa laską do Paryża, by zamoczyć swoją bagietkę w nowej oliwie — no aż prosi się rzucić z impetem. — Pokaż temu kawałkowi sosny, że my Gardnerówny nie bierzemy jeńców — wykrzyknęła motywacyjnie, a na zachętę dodała — załatwię nam Ex-Zorcystę jak trafisz! — propozycja nie do odrzucenia. — Zella, Zella, Zella, Zella! — zaczęła jej kibicować nawołując jej imię coraz głośniej, nie wiedząc kiedy stało się to zbiorowym okrzykiem, bo szybko dołączyła do niej grupa mężczyzn zasiadająca przy barze i ktoś zajmujący tor obok nich. Okej, chyba jednak nie chciała wywierać na siostrze takiej presji, ale kto wie, może to jej pomoże.
Zella Gardner