i need you more than ever
: śr lut 11, 2026 3:16 pm
Mimo że myśli Dominica zaprzątały zupełnie inne sprawy, domyślał się, skąd Skye wiedziała, co się stało. Przyjaźń mężczyzny z Joshem rozwinęła się między innymi dzięki przyjaźni ich rodziców i mieszkania w sąsiedztwie. Może jako dzieciaki nie byli ze sobą szczególnie zżyci, ale kiedy Reyesowie zapraszali Heynesów na grilla albo na odwrót, chcąc nie chcąc chłopcy utrzymywali ze sobą dobry kontakt, dopiero po nastaniu nastoletnich czasów bardziej doceniając tę znajomość. Po tylu latach ich rodzice wciąż dosyć często widywali się na grze w brydża, w dodatku mieszkając niemal naprzeciwko, mieli dobry widok na stojącą przed domem Reyesów karetkę. Nic dziwnego, że wiadomość o nocnym zdarzeniu dotarła do Josha. Dominica bardziej dziwiło, że Heynes powiedział o tym Skye, która już wiedziała, gdzie go znaleźć. W miejscu, które niedawno sam jej pokazał, odsłaniając przed nią część siebie, której wcześniej nie znała.
Dlatego tym bardziej czuł się winny za to, jak potraktował Josha. Ile mu naubliżał i jak go pobił, choć przecież to Dominic powinien oberwać najbardziej. Dlatego nie mógł znowu pogorszyć i tak skomplikowanych już relacji. Z ich obojgiem.
Nie miał za to świadomości, że propozycja współpracy z Sydney nie była dla Skye komfortowa z zupełnie innych powodów, niż mógł przypuszczać. Dla niego wyglądało to na ogromną przysługę, gdyż ten projekt to ogromna inwestycja i szansa na rozwój kariery, co wiązało się z dodatkowym stresem i odpowiedzialnością. Ewentualne plotki na swój temat już dawno nauczył się puszczać jednym uchem, a wypuszczać drugim, poza tym ciemnowłosa miała narzeczonego, więc nie wpadł na to, że miała jakieś powody do zazdrości. Owszem, Syd sugerowała mu kilkukrotnie, że był na jej radarze, ale za każdym razem utwierdzał ją w przekonaniu, że wolał pozostawić ich relacje czysto zawodowymi. A że w jego oczach zyskiwała jako całkiem w porządku dziewczyna, pozwalał, by wywiązało się między nimi coś w rodzaju przyjaźni. Nikt jednak nie był w stanie zastąpić mu Skye, a blondynka mogła jedynie o tym pomarzyć.
— Dziękuję. Odwdzięczę się - zapewnił miękko, dopiero w chwili wypowiedzenia tych słów uświadamiając sobie, że w innych okolicznościach znalazłby na to co najmniej jeden odpowiedni sposób i niemal westchnął. Zamiast tego chyba najwłaściwsze było napisanie jej rekomendacji.
Deklaracja ciemnowłosej wywołała w nim mimowolne rozczulenie. Po tych długich tygodniach nieobecności, a później dotkliwego zdystansowania, przestał już mieć nadzieję na to, że jeszcze dane im będzie jakkolwiek czerpać z tej więzi. Jak się okazywało, pomimo skomplikowania, nadal była wyjątkowo silna i przynosiła im wiele dobrego. I choć jej zapewnienie niezwykle skutecznie wpłynęło na jego wewnętrzny spokój, tak wiedział, że rozsądek nie pozwoli mu na więcej, niż było to konieczne.
— Oby nie zaskoczył nas swoim zwolnieniem - odparł przewrotnie, kończąc temat Jenkinsa. Ta mała dygresja nieco poprawiła mu humor. Potrzebował na chwilę odwrócić swoją uwagę od myśli krążących wokół mamy. Choćby na tyle, na ile było to możliwe.
Ostatnia doba była dla niego bardzo ciężka. Dlatego nadal nie dowierzał, że Skye go odnalazła i że mógł wdychać jej zapach i czuć jej ciepło przenikające przez jego skórę. Swoją obecnością przywracała mu siły i sprawiała, że jego świat stawał się bardziej kolorowy. Wcześniej będąc zagubionym, w jej ramionach odnajdywał drogę. Nikt inny nie działał na niego tak, jak ona. Nikogo nie pożądał tak, jak jej.
Jej wargi na szyi i gorący oddech przywołały wspomnienia tamtej nocy. Powstrzymanie jej przed powędrowaniem ustami dalej było bardzo dalekie od jego pragnień, więc przez kilka sekund wahał się, czy zatracić się w doznaniach, które wciąż tkwiły w jego głowie, będąc najlepszą rzeczą, jakiej doświadczył. Imię, które wydobyło się z jego ust wraz z tęsknym westchnieniem, już dawno wryło się w jego serce, teraz mocnymi uderzeniami chcąc wyrwać się z piersi. Do niej.
Rozdzierała go świadomość, że będąc tak blisko, wpatrując się w jej oczy i czując na policzku jej palce, nie mógł jej mieć. Jego pytanie miało pomóc, ale wywołało tylko większe zamieszanie. Nie musiała nic mówić - widział to w jej oczach. Nie bez powodu przyjęła pierścionek i zamieszkała z Joshem. Ale też jakoś magicznie ciągnęło ją do niego. Jej westchnienie również demaskowało jej brak pewności i zagubienie. Niemniej, nie miał prawa wpływać na jej decyzje. Sama musiała dokonać wyboru.
Mimo to przymknęła oczy i z pełną świadomością zbliżyła się do niego, aż intuicyjnie położył swoją dłoń na jej szyi, z trudem powstrzymując się, by jej do siebie nie przyciągnąć. Napięcie między nimi narastało, kiedy ich wargi niemal się zetknęły i owionął go jej gorący oddech. Jego imię zadźwięczało mu w uszach tęskną pieśnią, a muśnięcie jej warg o swoje sprawiło, że niemal poddał się przepełniającym go emocjom. Przy zdrowych zmysłach trzymała go jedynie nadzieja, że wiedziała, co robiła. Sekundy dłużyły się w nieskończoność, a im dłużej jej wahanie trwało, tym mocniejsze miał przekonanie, jak niesłusznie postępowali. - Zawsze jeszcze pozostaje nam równoległy świat - szepnął, muskając nosem jej nos, chcąc ostatni raz zachłysnąć się tą intymną chwilą, zanim się od siebie odsunęli. Czy pamiętała, co mu powiedziała ostatnim razem? Nie ulegało wątpliwości, że jej słuchał. I że chciał więcej, niż mogli sobie na to pozwolić.
— Och, naprawdę? Ten ktoś chyba musi mieć dobry gust - stwierdził na jej propozycję z pewnym rozbawieniem, czując, że potrzebowali trochę się rozluźnić. Bo choć cofnęli się na bezpieczną odległość, wciąż czuł na sobie jej wargi i oddech. Uśmiechem zamierzał ukryć też niewygodne w tym momencie zrezygnowanie, z jakim przyszło mu się zmierzyć wraz z zawieszeniem w powietrzu pocałunku. Wiedział jednak, że obecnie było to dla nich najlepsze możliwe posunięcie. Wtedy na wysokości jej dekoltu błysnęło mu złoto i mimowolnie uśmiechnął się szerzej. Chyba nie tylko względem jedzenia miał dobry gust. - Jak podobało Ci się przyjęcie? - zapytał z zaciekawieniem. Najwyraźniej Hailey udało się dostarczyć jego prezent. To znaczy, że miał więcej długów do spłacenia.
Skye Murray
Dlatego tym bardziej czuł się winny za to, jak potraktował Josha. Ile mu naubliżał i jak go pobił, choć przecież to Dominic powinien oberwać najbardziej. Dlatego nie mógł znowu pogorszyć i tak skomplikowanych już relacji. Z ich obojgiem.
Nie miał za to świadomości, że propozycja współpracy z Sydney nie była dla Skye komfortowa z zupełnie innych powodów, niż mógł przypuszczać. Dla niego wyglądało to na ogromną przysługę, gdyż ten projekt to ogromna inwestycja i szansa na rozwój kariery, co wiązało się z dodatkowym stresem i odpowiedzialnością. Ewentualne plotki na swój temat już dawno nauczył się puszczać jednym uchem, a wypuszczać drugim, poza tym ciemnowłosa miała narzeczonego, więc nie wpadł na to, że miała jakieś powody do zazdrości. Owszem, Syd sugerowała mu kilkukrotnie, że był na jej radarze, ale za każdym razem utwierdzał ją w przekonaniu, że wolał pozostawić ich relacje czysto zawodowymi. A że w jego oczach zyskiwała jako całkiem w porządku dziewczyna, pozwalał, by wywiązało się między nimi coś w rodzaju przyjaźni. Nikt jednak nie był w stanie zastąpić mu Skye, a blondynka mogła jedynie o tym pomarzyć.
— Dziękuję. Odwdzięczę się - zapewnił miękko, dopiero w chwili wypowiedzenia tych słów uświadamiając sobie, że w innych okolicznościach znalazłby na to co najmniej jeden odpowiedni sposób i niemal westchnął. Zamiast tego chyba najwłaściwsze było napisanie jej rekomendacji.
Deklaracja ciemnowłosej wywołała w nim mimowolne rozczulenie. Po tych długich tygodniach nieobecności, a później dotkliwego zdystansowania, przestał już mieć nadzieję na to, że jeszcze dane im będzie jakkolwiek czerpać z tej więzi. Jak się okazywało, pomimo skomplikowania, nadal była wyjątkowo silna i przynosiła im wiele dobrego. I choć jej zapewnienie niezwykle skutecznie wpłynęło na jego wewnętrzny spokój, tak wiedział, że rozsądek nie pozwoli mu na więcej, niż było to konieczne.
— Oby nie zaskoczył nas swoim zwolnieniem - odparł przewrotnie, kończąc temat Jenkinsa. Ta mała dygresja nieco poprawiła mu humor. Potrzebował na chwilę odwrócić swoją uwagę od myśli krążących wokół mamy. Choćby na tyle, na ile było to możliwe.
Ostatnia doba była dla niego bardzo ciężka. Dlatego nadal nie dowierzał, że Skye go odnalazła i że mógł wdychać jej zapach i czuć jej ciepło przenikające przez jego skórę. Swoją obecnością przywracała mu siły i sprawiała, że jego świat stawał się bardziej kolorowy. Wcześniej będąc zagubionym, w jej ramionach odnajdywał drogę. Nikt inny nie działał na niego tak, jak ona. Nikogo nie pożądał tak, jak jej.
Jej wargi na szyi i gorący oddech przywołały wspomnienia tamtej nocy. Powstrzymanie jej przed powędrowaniem ustami dalej było bardzo dalekie od jego pragnień, więc przez kilka sekund wahał się, czy zatracić się w doznaniach, które wciąż tkwiły w jego głowie, będąc najlepszą rzeczą, jakiej doświadczył. Imię, które wydobyło się z jego ust wraz z tęsknym westchnieniem, już dawno wryło się w jego serce, teraz mocnymi uderzeniami chcąc wyrwać się z piersi. Do niej.
Rozdzierała go świadomość, że będąc tak blisko, wpatrując się w jej oczy i czując na policzku jej palce, nie mógł jej mieć. Jego pytanie miało pomóc, ale wywołało tylko większe zamieszanie. Nie musiała nic mówić - widział to w jej oczach. Nie bez powodu przyjęła pierścionek i zamieszkała z Joshem. Ale też jakoś magicznie ciągnęło ją do niego. Jej westchnienie również demaskowało jej brak pewności i zagubienie. Niemniej, nie miał prawa wpływać na jej decyzje. Sama musiała dokonać wyboru.
Mimo to przymknęła oczy i z pełną świadomością zbliżyła się do niego, aż intuicyjnie położył swoją dłoń na jej szyi, z trudem powstrzymując się, by jej do siebie nie przyciągnąć. Napięcie między nimi narastało, kiedy ich wargi niemal się zetknęły i owionął go jej gorący oddech. Jego imię zadźwięczało mu w uszach tęskną pieśnią, a muśnięcie jej warg o swoje sprawiło, że niemal poddał się przepełniającym go emocjom. Przy zdrowych zmysłach trzymała go jedynie nadzieja, że wiedziała, co robiła. Sekundy dłużyły się w nieskończoność, a im dłużej jej wahanie trwało, tym mocniejsze miał przekonanie, jak niesłusznie postępowali. - Zawsze jeszcze pozostaje nam równoległy świat - szepnął, muskając nosem jej nos, chcąc ostatni raz zachłysnąć się tą intymną chwilą, zanim się od siebie odsunęli. Czy pamiętała, co mu powiedziała ostatnim razem? Nie ulegało wątpliwości, że jej słuchał. I że chciał więcej, niż mogli sobie na to pozwolić.
— Och, naprawdę? Ten ktoś chyba musi mieć dobry gust - stwierdził na jej propozycję z pewnym rozbawieniem, czując, że potrzebowali trochę się rozluźnić. Bo choć cofnęli się na bezpieczną odległość, wciąż czuł na sobie jej wargi i oddech. Uśmiechem zamierzał ukryć też niewygodne w tym momencie zrezygnowanie, z jakim przyszło mu się zmierzyć wraz z zawieszeniem w powietrzu pocałunku. Wiedział jednak, że obecnie było to dla nich najlepsze możliwe posunięcie. Wtedy na wysokości jej dekoltu błysnęło mu złoto i mimowolnie uśmiechnął się szerzej. Chyba nie tylko względem jedzenia miał dobry gust. - Jak podobało Ci się przyjęcie? - zapytał z zaciekawieniem. Najwyraźniej Hailey udało się dostarczyć jego prezent. To znaczy, że miał więcej długów do spłacenia.
Skye Murray