I Can’t Be Strong Today
: pt maja 08, 2026 10:06 pm
sis
Ivy nie rozumiała niczego. Ledwo zdążyła wyjść ze szpitala, rozpocząć wielkie pakowanie, a już musiała znaleźć się w po środku prawdziwej burzy. Nie miała zielonego pojęcia co zrobić, ani gdzie się udać. June wydawała się być najlepszym wyborem, ale nawet tu bała się oceniania. Dlatego nikomu nic nie mówiła. Bała się tego spojrzenia, bo... powinni go zaaresztować, przesłuchać. Jednocześnie zgadzała się z własną siostrą i bała się do tego przyznać.
— Co mam Ci powiedzieć? Nie zrobili tego... — mruknęła pod nosem, unosząc delikatnie wzrok. Powinni, a jednak szkodliwość czynu nie była na tyle duża? Trudno było jej to określić. Nigdy nie interesowała się stróżami prawa. June oraz Davidowi kibicowała z całego serca, ale odnajdywanie się w procedurach było dla niej niezrozumiałe.
[i]Całe, kurwa, szczęście?[/i] Zaśmiała się gorzko. To był dla niej tydzień bez jakiejkolwiek nauki. Tydzień wpisany w jej papiery. Nie powinna w żaden sposób tego bagatelizować, ale czuła przedziwny skurcz w żołądku.
— Tylko tyle, Junnie? — spytała z oczami zbitego szczeniaczka, sięgając po butelkę. Nie potrzebowała drinka, tylko wygłuszenia własnych myśli. Odkręciła szybko butelkę i wypiła resztki zawartości na raz — twoje zdrowie, sis — zdążyła powiedzieć przed ostatnim łykiem z przepraszającym uśmiechem na twarzy.
— Nie chcę — wyjazd do rodziców brzmiał kusząco, pociągnęła krótko nosem — znaczy chcę, ale nie mogę — plątała się coraz bardziej we własnych zeznaniach, powoli nie wiedząc, co tak właściwie powinna powiedzieć — znaczy... nie mogłam... — o, to brzmiało poprawnie — jak wytłumaczę mamie, że nagle mam czas na odwiedzenie jej? — to było najgorsze. Przed rodzeństwem ukrywała się w Toronto, rodziców okłamywała i praktycznie nikt, aż do teraz nie wiedział o Dante. Mleko musiało się rozlać, by prawda wyszła na jaw — przecież nie powiem jej o tym, co się stało... — mamusiu, bo przyjechałam. Mój facet jest zjebem. Nie wchodziło to absolutnie w grę, prędzej dałaby sobie rękę odciąć. Tak spędziły wieczór, rozprawiając o ważnych rzeczach, by skończyć na oglądaniu bajki.
k o n i e c
Ivy nie rozumiała niczego. Ledwo zdążyła wyjść ze szpitala, rozpocząć wielkie pakowanie, a już musiała znaleźć się w po środku prawdziwej burzy. Nie miała zielonego pojęcia co zrobić, ani gdzie się udać. June wydawała się być najlepszym wyborem, ale nawet tu bała się oceniania. Dlatego nikomu nic nie mówiła. Bała się tego spojrzenia, bo... powinni go zaaresztować, przesłuchać. Jednocześnie zgadzała się z własną siostrą i bała się do tego przyznać.
— Co mam Ci powiedzieć? Nie zrobili tego... — mruknęła pod nosem, unosząc delikatnie wzrok. Powinni, a jednak szkodliwość czynu nie była na tyle duża? Trudno było jej to określić. Nigdy nie interesowała się stróżami prawa. June oraz Davidowi kibicowała z całego serca, ale odnajdywanie się w procedurach było dla niej niezrozumiałe.
[i]Całe, kurwa, szczęście?[/i] Zaśmiała się gorzko. To był dla niej tydzień bez jakiejkolwiek nauki. Tydzień wpisany w jej papiery. Nie powinna w żaden sposób tego bagatelizować, ale czuła przedziwny skurcz w żołądku.
— Tylko tyle, Junnie? — spytała z oczami zbitego szczeniaczka, sięgając po butelkę. Nie potrzebowała drinka, tylko wygłuszenia własnych myśli. Odkręciła szybko butelkę i wypiła resztki zawartości na raz — twoje zdrowie, sis — zdążyła powiedzieć przed ostatnim łykiem z przepraszającym uśmiechem na twarzy.
— Nie chcę — wyjazd do rodziców brzmiał kusząco, pociągnęła krótko nosem — znaczy chcę, ale nie mogę — plątała się coraz bardziej we własnych zeznaniach, powoli nie wiedząc, co tak właściwie powinna powiedzieć — znaczy... nie mogłam... — o, to brzmiało poprawnie — jak wytłumaczę mamie, że nagle mam czas na odwiedzenie jej? — to było najgorsze. Przed rodzeństwem ukrywała się w Toronto, rodziców okłamywała i praktycznie nikt, aż do teraz nie wiedział o Dante. Mleko musiało się rozlać, by prawda wyszła na jaw — przecież nie powiem jej o tym, co się stało... — mamusiu, bo przyjechałam. Mój facet jest zjebem. Nie wchodziło to absolutnie w grę, prędzej dałaby sobie rękę odciąć. Tak spędziły wieczór, rozprawiając o ważnych rzeczach, by skończyć na oglądaniu bajki.