attitude
: pn lut 23, 2026 10:28 am
Ricardo Martinez
Erza przypominała w tym momencie wrzącą wodę, której wręcz nie dało się zatrzymać. Nie liczył się roztrzaskany kubek, ani pies obserwujący całą sytuację, czy nawet wrzątek rozlany po kafelkach w kuchni. Fernandes mimo że nie miała w sobie nic z latynoski. Korzenie dawno wydawały się zniknąć wraz z kolejnymi pokoleniami, a jedynie zostało nazwisko. Jednak emocjonalnie bardzo ich przypominała, a teraz nie była w stanie się zatrzymać. Zwłaszcza gdy zostały rzucone magiczne słowa.
— USPOKÓJ SIĘ — jeszcze brakowało, żeby spytał, czy ma okres, lub PMS. Chyba nigdy we własnym mieszkaniu nie krzyczała tak głośno. Strzela brązowymi tęczówkami i pierwszy raz od dawna nie wie, co powinna zrobić z własnymi rękoma. Talerze zaczynają wydawać się interesujące, podobnie jak przemoc — przepraszam bardzo, a jaka mam teraz być? — rozłożyła na boki dłonie. Nie było go, a kiedy przychodzi powiedział prawdę. Tylko po co? Dlaczego ona miałaby go teraz słuchać? Łatwiej byłoby go wyrzucić za drzwi (i koniecznie bez czapki!).
— Poznałeś mnie Ricardo — wycedziła mu przez usta. Przecież wpuściła go do własnego mieszkania, pozwalała gotować w kuchni i żyli razem w harmonii przez kilka dni. Nie miał wystarczająco czasu? Wręcz poznał ją dogłębnie. Widocznie za mało — a te wszystkie wspomnienia z Puerto Rico były fałszywe, tak? — karmienie siebie owcami, tańczenie do białego świtu, prywatne wycieczki. Wtedy myślała, że jest dla niego jedyną kobietą na świecie. Choć myśl o zostaniu w Puerto Rico była dla niej abstrakcyjne, to... czasami zastanawiała się, czy pojechać, by znowu go zobaczyć.
— A tak właściwie co do mnie czujesz, skoro masz INNĄ? — nie potrafiła nawet na niego spojrzeć. Głos miała gorzki. Jej latino miłość zwyczajnie ją zawiodła. Może tak po prostu chciał się z nią zabawić i zostawić jak zabawkę?
— A jakbyś się czuł, jakbym miała innego? — w końcu odwraca głowę, by móc mu spojrzeć w oczy — mam pójść do klubu i przespać się z kimś innym? — była wręcz na to gotowa. Chociaż bardziej samej sobie chciała udowodnić, że coś do niej czuje.
Erza przypominała w tym momencie wrzącą wodę, której wręcz nie dało się zatrzymać. Nie liczył się roztrzaskany kubek, ani pies obserwujący całą sytuację, czy nawet wrzątek rozlany po kafelkach w kuchni. Fernandes mimo że nie miała w sobie nic z latynoski. Korzenie dawno wydawały się zniknąć wraz z kolejnymi pokoleniami, a jedynie zostało nazwisko. Jednak emocjonalnie bardzo ich przypominała, a teraz nie była w stanie się zatrzymać. Zwłaszcza gdy zostały rzucone magiczne słowa.
— USPOKÓJ SIĘ — jeszcze brakowało, żeby spytał, czy ma okres, lub PMS. Chyba nigdy we własnym mieszkaniu nie krzyczała tak głośno. Strzela brązowymi tęczówkami i pierwszy raz od dawna nie wie, co powinna zrobić z własnymi rękoma. Talerze zaczynają wydawać się interesujące, podobnie jak przemoc — przepraszam bardzo, a jaka mam teraz być? — rozłożyła na boki dłonie. Nie było go, a kiedy przychodzi powiedział prawdę. Tylko po co? Dlaczego ona miałaby go teraz słuchać? Łatwiej byłoby go wyrzucić za drzwi (i koniecznie bez czapki!).
— Poznałeś mnie Ricardo — wycedziła mu przez usta. Przecież wpuściła go do własnego mieszkania, pozwalała gotować w kuchni i żyli razem w harmonii przez kilka dni. Nie miał wystarczająco czasu? Wręcz poznał ją dogłębnie. Widocznie za mało — a te wszystkie wspomnienia z Puerto Rico były fałszywe, tak? — karmienie siebie owcami, tańczenie do białego świtu, prywatne wycieczki. Wtedy myślała, że jest dla niego jedyną kobietą na świecie. Choć myśl o zostaniu w Puerto Rico była dla niej abstrakcyjne, to... czasami zastanawiała się, czy pojechać, by znowu go zobaczyć.
— A tak właściwie co do mnie czujesz, skoro masz INNĄ? — nie potrafiła nawet na niego spojrzeć. Głos miała gorzki. Jej latino miłość zwyczajnie ją zawiodła. Może tak po prostu chciał się z nią zabawić i zostawić jak zabawkę?
— A jakbyś się czuł, jakbym miała innego? — w końcu odwraca głowę, by móc mu spojrzeć w oczy — mam pójść do klubu i przespać się z kimś innym? — była wręcz na to gotowa. Chociaż bardziej samej sobie chciała udowodnić, że coś do niej czuje.