beetwen the floors
: wt lut 10, 2026 10:53 pm
Charlie Marshall
Pierwszy raz nie obchodził ją stan pacjenta, a bardziej ten ochrypnięty, niski głos. Znaczył on dla niej wszystko. Był ostatnią opoką od szaleństwa, dziejącego się poza windą. Światło ciągle migało, ale to nie przeszkadzało jej w zaglądaniu w jego ciemne tęczówki. Czuła się przy nich, jakby właśnie zażywała heroinę. Wystarczyła jedna próba i już mogłeś nieść miano uzależnionego. W ten sposób działał na nią Charlie. Nie mogła pohamować się przed jego bliskością. Cały czas mocniej napierała na niego ciałem, a ostatnie okruchy rozsądku znikały.
Jedyne na czym mogła się skupić to jego usta. Nie powinna na nie spoglądać, nie powinna też zwilżać własnych warg, ale to było silniejsze od niej. Był przy niej, chciał dać jej oparcie, które ostatnio tak mocno potrzebowała. Nie zastanawiała się. Czuła się, jakby była pod działaniem hipnozy, a jej paznokcie zaczepiały jego skórę. Jeszcze jeden krok i zniknęłaby w nim na dobre.
Nie cofnęła się ani na moment, wręcz stanęła na palcach, by połączyć ich usta w jednym. Uwalniająca się dopamina wypełniła całe jej ciało, porzucając resztki rozsądku. Jego wargi były miękkie, a jednocześnie tak gorące. Parzył ją każdy pocałunek, rozpalając w niej ogień, którego nie dało się ugasić. Ciało jej drżało, za każdym razem, kiedy odwzajemniła delikatne pocałunki. Oszalała. Musiała oszaleć, zwłaszcza gdy się od niej odsunął. Otworzyła na moment oczy, a w nich odbijało się błaganie o więcej. Te sekundy wydawały się trwać wieczność. Uwielbiała smak jego ust, pochyliła się jeszcze bardziej, by móc ich zasmakować. Tylko wtedy winda ruszyła, a świat na nowo się pojawił. Nie mogli już przestać się przed nim ukrywać.
— My... nie powinniśmy — mówi w chwili, kiedy światło windy zamienia się na białe. Odsuwa go ostatnimi siłami, bo choć chciała więcej, to było zbyt wiele. Oboje mieli własne światy oraz ludzi, którzy na nich polegali. Przez krótki moment dzieliły ich usta jeszcze centymetry, zanim nie zdecydowała się odsunąć od niego na krok. Wcale to nie pomogło, dalej czuła to dziwne przyciąganie, któremu nie była w stanie się w żaden sposób oprzeć — ja mam chłopaka. — powiedziała ostatnimi resztkami rozumu. On miał narzeczoną, ona Dante. Oboje byli zajęci, a to co się stało w środku windy było błędem. Musiała samą siebie do tego przekonywać, choć było to trudne. Jeszcze raz chciałaby móc poczuć się bezpiecznie w jego ramionach. Chociażby raz. Tylko nie mogła oto prosić.
— Przepraszam — za to że dał jej poczucie bezpieczeństwa. Granice zostały za mocno naruszone, a otwarcie windy tylko zdawało się to potwierdzić. Spojrzała ostatni raz w jego ciemne, brązowe tęczówki. Dalej ją uzależniały, choć nie powinny. Dlatego wybiegła, nie mówiąc nic więcej od razu do dyżurki. Zanim ktoś zobaczy, jak wpatruje się w jego oczy. Zanim wszystko do końca się popsuje.
z/t x 2
Pierwszy raz nie obchodził ją stan pacjenta, a bardziej ten ochrypnięty, niski głos. Znaczył on dla niej wszystko. Był ostatnią opoką od szaleństwa, dziejącego się poza windą. Światło ciągle migało, ale to nie przeszkadzało jej w zaglądaniu w jego ciemne tęczówki. Czuła się przy nich, jakby właśnie zażywała heroinę. Wystarczyła jedna próba i już mogłeś nieść miano uzależnionego. W ten sposób działał na nią Charlie. Nie mogła pohamować się przed jego bliskością. Cały czas mocniej napierała na niego ciałem, a ostatnie okruchy rozsądku znikały.
Jedyne na czym mogła się skupić to jego usta. Nie powinna na nie spoglądać, nie powinna też zwilżać własnych warg, ale to było silniejsze od niej. Był przy niej, chciał dać jej oparcie, które ostatnio tak mocno potrzebowała. Nie zastanawiała się. Czuła się, jakby była pod działaniem hipnozy, a jej paznokcie zaczepiały jego skórę. Jeszcze jeden krok i zniknęłaby w nim na dobre.
Nie cofnęła się ani na moment, wręcz stanęła na palcach, by połączyć ich usta w jednym. Uwalniająca się dopamina wypełniła całe jej ciało, porzucając resztki rozsądku. Jego wargi były miękkie, a jednocześnie tak gorące. Parzył ją każdy pocałunek, rozpalając w niej ogień, którego nie dało się ugasić. Ciało jej drżało, za każdym razem, kiedy odwzajemniła delikatne pocałunki. Oszalała. Musiała oszaleć, zwłaszcza gdy się od niej odsunął. Otworzyła na moment oczy, a w nich odbijało się błaganie o więcej. Te sekundy wydawały się trwać wieczność. Uwielbiała smak jego ust, pochyliła się jeszcze bardziej, by móc ich zasmakować. Tylko wtedy winda ruszyła, a świat na nowo się pojawił. Nie mogli już przestać się przed nim ukrywać.
— My... nie powinniśmy — mówi w chwili, kiedy światło windy zamienia się na białe. Odsuwa go ostatnimi siłami, bo choć chciała więcej, to było zbyt wiele. Oboje mieli własne światy oraz ludzi, którzy na nich polegali. Przez krótki moment dzieliły ich usta jeszcze centymetry, zanim nie zdecydowała się odsunąć od niego na krok. Wcale to nie pomogło, dalej czuła to dziwne przyciąganie, któremu nie była w stanie się w żaden sposób oprzeć — ja mam chłopaka. — powiedziała ostatnimi resztkami rozumu. On miał narzeczoną, ona Dante. Oboje byli zajęci, a to co się stało w środku windy było błędem. Musiała samą siebie do tego przekonywać, choć było to trudne. Jeszcze raz chciałaby móc poczuć się bezpiecznie w jego ramionach. Chociażby raz. Tylko nie mogła oto prosić.
— Przepraszam — za to że dał jej poczucie bezpieczeństwa. Granice zostały za mocno naruszone, a otwarcie windy tylko zdawało się to potwierdzić. Spojrzała ostatni raz w jego ciemne, brązowe tęczówki. Dalej ją uzależniały, choć nie powinny. Dlatego wybiegła, nie mówiąc nic więcej od razu do dyżurki. Zanim ktoś zobaczy, jak wpatruje się w jego oczy. Zanim wszystko do końca się popsuje.
z/t x 2