Quiero alguien que se atreva, Y me entienda a mí
: czw mar 12, 2026 4:49 pm
Zerknęła na niego z ukosa, nieco podejrzliwie, gdy zaczął mówić w ten charakterystyczny sposób. Mówił coś, co gdzieś już słyszała, tylko w nieco innym kontekście rozmowy. I to często. To charakterystyczne podejście typu: muszę zrobić jak najwięcej przed śmiercią albo trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Nie doszukiwała się w tym twierdzeniu jakiegoś głębszego sensu- potraktowała je raczej jako coś charakterystyczne dla ludzi po czterdziestce. Pedro też ciągle poświęcał się odhaczaniu okienek przy wiadomych tylko sobie celach. To z kolei sprawiało, że nikt nigdy nie mógł usadzić go na miejscu na dłużej niż chwilę. Ten bliższy sercu córki Torres również bez końca powtarzał takie farmazony. Wiecznie przypominał sobie samemu ograniczoną ilość czasu na tym pieprzonym padole. Na dobrą sprawę jedyne, co w głowie Sofii, odróżniało motywację jej ojca od Ezequiela, to fakt, że silnik jej tatka napędzany był pieniędzmi, a Eze... Cóż, wydawało jej się, że on chyba po prostu miał w sobie coś typowego dla adrenaline junkie.
-Pf, planować.- powtórzyła z manierą kogoś, kto niejednokrotnie zawiódł się na jakimś wcześniej utworzonym przez siebie scenariuszu i westchnęła z teatralnym przemęczeniem. - To, że sypiasz z sąsiadką, to raczej kwestia przypadku i spontanicznych decyzji, a nie planu.- mruknęła starając się coś mu udowodnić, ale kilka sekund później zdecydowała się obrócić to w żart.- Nikt tak błyskotliwy jak mój sąsiad nie wymyśliłby tak koślawego planu. No chyba, że trochę za bardzo cię romantyzuję i mam cię za bystrzejszego, niż faktycznie jesteś.- obdarowała go zadziornym uśmiechem drżąc delikatnie pod dotykiem jego dłoni.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Nagły huk sprawił, że latynoska odtrąciła od siebie szybko Eze, wydobywając jego dłonie głęboko zakopane pod warstwami jej ubrań. Pośpiesznie poprawiła swój uniform i poupychała za uchem kilka niesfornych kosmyków włosów, które postanowiły wydostać się spod ciasnego upięcia. Dźwięk głosu, który zaczął wyrzucać w jej kierunku pretensje drapał ją gdzieś w część mózgu, w którym ukrywała wszystkie, najmniej przyjemne wspomnienia. Nie raz słyszała już tego rodzaju uwagi, wypowiedziane dokładnie tym nieprzyjemnym skowytem. To mogła być tylko jedna osoba.
-Elena.- wyrzuciła z siebie gorączkowo i sięgnęła na tylne siedzenia po obcasy, które zdjęła z siebie w momencie, gdy wyjeżdżali z lotniska. Wsunęła je na stopy, otuliła się swoim płaszczem i wysiadła pośpiesznie z pojazdu, stając nieco pół kroku naprzeciw swojego starszego, choć nieco niższego lustrzanego odbicia.- To ty mnie w ogóle wychowałaś?- rzuciła krótko, upychając w tą szczypiącą uwagę cały jad, który kiedykolwiek wygenerowała w niej własna matka.
Torres szczerze nią gardziła. Elena była ucieleśnieniem tego, czym jej córka nigdy w życiu nie chciała się stać. Leniwa, ślepa na własne wady, bez ambicji, z typowym przerostem formy nad treścią. Niewiele od siebie dawała, jedynie wciąż miała roszczenia do swojego męża i córki. Podręcznikowy przykład oblężonej twierdzy. Jakby cały świat prowadził z nią niekończącą się potyczkę i jednocześnie był jej coś winien. Uważała, że znaczy więcej, niż faktycznie była w stanie zaoferować. Uzależniona od uwagi i luksusu. Elena Torres była wszystkim tym, co zawsze próbowano przypiąć Sofii bez poświęcania uwagi na faktyczne poznanie tej dziewczyny.
-Po co przyjechałaś? Nie rozumiesz, że skoro się do ciebie nie odzywam, to nie chcę mieć z tobą nic wspólnego?- zapytała przerażająco chłodno, w sposób, który wydawał się być zupełnie obcy nawet dla niej samej. Skrzyżowała ręce na piersi tasując spojrzeniem obrzydłą sobie twarz.
-¡Dios, Sofía! ¡Pero si se parece a Pedro! ¿Te estás tirando a un tipo que se parece a tu padre? ¡Es asqueroso!- So nie była pewna ,czy to głos matki piszczał w taki nieprzyjemny sposób, czy po prostu była na niego uczulona, ale... nie mogła go znieść. Kobieta przemaszerowała w kierunku nieznajomego sobie mężczyzny i wepchnęła mu rękę oczekując najwyraźniej grzecznego powitania.- Mów mi El. Sofia. Me lo quedaré yo, y tú búscate a alguien de tu edad.- rzuciła nie patrząc nawet w kierunku własnej córki, przesuwając językiem po wargach w geście, który ewidentnie miał być kokieteryjny. Nie była brzydką kobietą... Ale cały swój urok traciła w momencie, kiedy zaczynała się odzywać... lub ,zdaniem Sofii, głośniej oddychać.
So przełknęła ślinę czując, jak na żołądku zaciska jej się supeł. Już gdzieś kiedyś to przeżywała. Tak, Elena Torres przespała się kiedyś z chłopakiem własnej córki. Podrywanie obiektów westchnień Sof było jej swoistym hobby. Hmm... Może inaczej: przynajmniej tylko raz została faktycznie przyłapana na pieprzeniu się z chłopcem kręcącym się koło jej własnego dziecka.
W końcu wszystko jej się należało.
-Będę mieszkać teraz z moją So przez jakiś czas, bo jej ojciec to parszywa świnia i ... nie potrafi zająć się własną kobietą tak, jak się należy.- posłała mu ten swój uśmieszek. Ten sam, który sprzedawała każdemu mężczyźnie, który kiedykolwiek jej się spodobał.- Chodź! Zapraszam na kawę! Muszę Cię lepiej poznać!
Sofia stała bez ruchu czując się zupełnie tak, jakby uczestniczyła w jakimś śnie na jawie. Pierdolonym koszmarze, którego nie mogła za nic w świecie powstrzymać. Mimo, że chciała. Bez słowa wyciagnęła walizkę z samochodu i ruszyła w kierunku kompleksu apartamentowców zupełnie tak, jakby to wszystko nie miało miejsca.
Może jeżeli będzie udawać, że to wszystko się nie wydarzyło, to faktycznie tak będzie?
Osito