everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer
: ndz lut 15, 2026 12:05 pm
Zdecydowanie tym razem nie trafiła na niego w najlepszym możliwym momencie. A przynajmniej – nie z jego perspektywy. Na co dzień też przecież niezbyt często – jeśli w ogóle… – miewał momenty, w których potrafiłby się zamknąć. Albo przynajmniej zastanowić nad tym, co chciał powiedzieć i czy faktycznie warto było mówić to na głos. Tym razem było inaczej, bo pewne sprawy też miały się inaczej. Powstrzymanie się od zabrnięcia w temat, którego ani trochę nie chciał poruszać zwyczajnie leżało w jego interesie, bo za mocno kłóciłoby się z intencją, jaka miała mu tego wieczoru przyświecać. Ta zresztą była akurat całkiem prosta – odciąć się w każdy możliwy sposób od tego, czym aktualnie nie miał ochoty się zajmować.
Nawet jeśli miałoby oznaczać to wyjątkowo nieprzyjemnego kaca następnego dnia i popłynięcie za jakimś – kolejnym – idiotycznym pomysłem.
Choć być może zwiedzanie miejsc, które w żadnym razie nie wydawały się być przeznaczone dla gości baru, wcale nie było tym najgorszym pomysłem, na który mógłby w obecnej sytuacji wpaść. Świetnym tego potwierdzeniem było to, że w żadnym momencie nie usłyszał choćby najmniejszego sprzeciwu ze strony przypadkowo wciągniętej w to April.
Zakładając oczywiście, że jakimś sprzeciwem faktycznie miałby się przejąć, gdyby ten się pojawił… W takim wypadku pewnie niewiele myśląc, wspiąłby się po metalowych schodach sam. I najprawdopodobniej utknąłby przy zamkniętych drzwiach na ostatnim piętrze, być może nieudolnie próbując wystukać właściwy kod, a ostatecznie i tak musząc pogodzić się z porażką.
– Zdecydowanie nie po raz pierwszy… – mruknął w odpowiedzi, niechętnym spojrzeniem uraczając nieustępliwe drzwi. Zanim zresztą zorientował się w tym, co właśnie robiła April, przynajmniej raz faktycznie spróbował wystukać na klawiaturze pierwszy lepszy ciąg cyfr, jaki przyszedł mu na myśl. Oczywiście błędny, w zasadzie niczego innego się nie spodziewał. Choć było to rozczarowujące, mimo wszystko.
– Czyli wra… – dokańczając drinka odwrócił się w jej stronę, a widząc odnaleziony klucz, nie zdecydował się już kończyć zaczętego zdania. Zamiast tego uśmiechnął się z uznaniem. Zwłaszcza, że dzięki temu odkryciu już po chwili rzeczywiście mogli zrealizować swój idiotyczny plan i wyjść na zaśnieżony dach. Na szczęście brak jakichkolwiek świeżych śladów na śniegu mógł oznaczać, że raczej nikt nie zapuszczał się tu zbyt często – a już na pewno bez wyraźnej potrzeby – toteż istniała spora szansa, że nikt ich w tym miejscu nie nakryje. O ile nie miałoby okazać się, że obydwoje popełnili dość fatalny błąd ignorując potencjalnie obecne po drodze kamery…
– Przeskakiwanie na inne budynki jest w planie tylko wtedy, kiedy będziemy musieli uciekać przed obsługą. Albo ochroną – oznajmił ze śmiechem, dostawiając swoją pustą szklankę obok tej pozostawionej przez April. Bez wahania sięgnął za to po zaoferowanego mu skręta, wtykając go sobie do ust i odpalając wygrzebaną z kieszeni zapalniczką. Tę zresztą podał jej po chwili.
– Chyba, że już teraz chcesz się na przykład założyć, czy któreś z nas miałoby w ogóle dać radę – dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi, wypuszczając z płuc dym. Jednocześnie zdecydował się podejść nieco bliżej krawędzi dachu, jakby faktycznie zamierzał ocenić odległość od sąsiedniego budynku. W takim wypadku wnioski powinny być jednak dość proste – potencjalny zakład musiałby skończyć się absolutnie fatalnie, nie było żadnej innej możliwości.
April Finch
Nawet jeśli miałoby oznaczać to wyjątkowo nieprzyjemnego kaca następnego dnia i popłynięcie za jakimś – kolejnym – idiotycznym pomysłem.
Choć być może zwiedzanie miejsc, które w żadnym razie nie wydawały się być przeznaczone dla gości baru, wcale nie było tym najgorszym pomysłem, na który mógłby w obecnej sytuacji wpaść. Świetnym tego potwierdzeniem było to, że w żadnym momencie nie usłyszał choćby najmniejszego sprzeciwu ze strony przypadkowo wciągniętej w to April.
Zakładając oczywiście, że jakimś sprzeciwem faktycznie miałby się przejąć, gdyby ten się pojawił… W takim wypadku pewnie niewiele myśląc, wspiąłby się po metalowych schodach sam. I najprawdopodobniej utknąłby przy zamkniętych drzwiach na ostatnim piętrze, być może nieudolnie próbując wystukać właściwy kod, a ostatecznie i tak musząc pogodzić się z porażką.
– Zdecydowanie nie po raz pierwszy… – mruknął w odpowiedzi, niechętnym spojrzeniem uraczając nieustępliwe drzwi. Zanim zresztą zorientował się w tym, co właśnie robiła April, przynajmniej raz faktycznie spróbował wystukać na klawiaturze pierwszy lepszy ciąg cyfr, jaki przyszedł mu na myśl. Oczywiście błędny, w zasadzie niczego innego się nie spodziewał. Choć było to rozczarowujące, mimo wszystko.
– Czyli wra… – dokańczając drinka odwrócił się w jej stronę, a widząc odnaleziony klucz, nie zdecydował się już kończyć zaczętego zdania. Zamiast tego uśmiechnął się z uznaniem. Zwłaszcza, że dzięki temu odkryciu już po chwili rzeczywiście mogli zrealizować swój idiotyczny plan i wyjść na zaśnieżony dach. Na szczęście brak jakichkolwiek świeżych śladów na śniegu mógł oznaczać, że raczej nikt nie zapuszczał się tu zbyt często – a już na pewno bez wyraźnej potrzeby – toteż istniała spora szansa, że nikt ich w tym miejscu nie nakryje. O ile nie miałoby okazać się, że obydwoje popełnili dość fatalny błąd ignorując potencjalnie obecne po drodze kamery…
– Przeskakiwanie na inne budynki jest w planie tylko wtedy, kiedy będziemy musieli uciekać przed obsługą. Albo ochroną – oznajmił ze śmiechem, dostawiając swoją pustą szklankę obok tej pozostawionej przez April. Bez wahania sięgnął za to po zaoferowanego mu skręta, wtykając go sobie do ust i odpalając wygrzebaną z kieszeni zapalniczką. Tę zresztą podał jej po chwili.
– Chyba, że już teraz chcesz się na przykład założyć, czy któreś z nas miałoby w ogóle dać radę – dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi, wypuszczając z płuc dym. Jednocześnie zdecydował się podejść nieco bliżej krawędzi dachu, jakby faktycznie zamierzał ocenić odległość od sąsiedniego budynku. W takim wypadku wnioski powinny być jednak dość proste – potencjalny zakład musiałby skończyć się absolutnie fatalnie, nie było żadnej innej możliwości.
April Finch