Strona 2 z 2

are we a moment, or a lifetime?

: czw lut 19, 2026 8:12 pm
autor: Lance Cortlandt
Problem w tym, że w przeciwieństwie do Eliany, Lance był zdecydowany, że nie chce się w nic angażować. Już dawno postanowił, że to nie dla niego i co by się nie wydarzyło, to zdania nie zamierzał zmieniać, ponieważ rodzina, w której dorastał, nauczyła go ostrożności. Nie chciał narażać się na przykrości, których dało się uniknąć. Nie chciał, żeby ktoś złamał mu serce.
Poza tym swoje zrobiło również to, że dorastał w rodzinie bez miłości. Rodzice nie potrafili mu jej okazać, więc od kogo miał się jej nauczyć? To koncept, który znał z teorii, ale którego nigdy nie doświadczył. Być może gdzieś po drodze ktoś okazał mu swoje uczucia, ale Cortlandt w rzeczywistości rozumiał je w tak niewielkim stopniu, że mógł nawet tego nie dostrzec.
Dlatego Lance wiódł dość samotne życie. I odpowiadało mu to, ponieważ nie znał niczego innego. Ale chociaż nie miał partnerki, to wcale nie znaczy, że brakowało mu w życiu kobiet, bo pod tym względem akurat nie narzekał. I potrafił dobrze się z nimi bawić, w nic się nie angażując. Jak dzisiaj z Elianą. Choć nie podchodził do tej znajomości z myślą, że chciał rozwijać ją przez resztę swojego życia, to mógł dobrze bawić się w towarzystwie Broussard, poświęcając jej swoją uwagę, a także poznając jej znajomych, z którymi rozmowa okazała się całkiem przyjemna. Okazało się, że Eliana otaczała się całkiem sensownymi ludźmi, z którymi było o czym pogadać, dzięki czemu Lance nie czuł się tak, jakby przymusowo wymieniał uprzejmości, odliczając czas do końca tej pogawędki.
Mimo to najbardziej odpowiadało mu towarzystwo Eliany, dlatego kiedy pojawiła się obok, Cortlandt był zadowolony. To z nią chciał spędzić ten wieczór i nie zamierzał dzielić się z nią zbyt wiele. Raz ustąpił, więcej nie planował. – Mhm, po co czekać? – odparł, a na jego twarz wkradł się zadziorny uśmiech.
– Daj spokój. Jaką konkurencję? – i tu wychodził brak skromności Lance’a, który mówił to zupełnie poważnie. Nie sądził, aby ktokolwiek mógł mu dorównać, na pewno gdy rozmowa toczyła się na temat tego, jak prezentowali się tu mężczyźni. Szatyn wychodził z założenia, że liczy się nie tylko uroda, lecz również to, jak dana osoba się nosi, a jednak pewność siebie potrafi ogromnie zadziałać na czyjąś korzyść. Jej zaś Cortlandtowi w ogóle nie brakowało.

Eliana Broussard

are we a moment, or a lifetime?

: sob lut 21, 2026 1:27 pm
autor: Eliana Broussard
Była przekonana o tym, że grali ze sobą w otwarte karty. Ona okazywała mu swoje zainteresowanie i z każdym kolejnym dniem otwierała się na niego coraz bardziej, jednocześnie mając nadzieję, że on również był względem niej uczciwy.
A to wymagałoby powiedzenia jej tego, że nie wiązał z nią żadnych poważniejszych planów.
Eliana nie liczyła jednak na żadne deklaracje. Nie chciała, aby Lance już teraz obiecywał jej, że nigdy jej nie opuści, ponieważ istniał jeszcze cały szereg rzeczy, które w ich relacji mogły po prostu pójść nie tak. Na chwilę obecną dogadywali się dobrze, jednak nie wiedzieli o sobie wielu rzeczy, nie znali swoich poglądów na inne, ważne sprawy, mało tego, Eliana nie wiedziała nawet, jak Cortlandt podchodził do związków.
Mogło zatem okazać się, iż w którymś momencie odkryją, że nie są ze sobą kompatybilni, co byłoby jak najbardziej w porządku. Przeciwnie do tego, co fundował jej Lance, który swoim zainteresowaniem pozwalał jej wierzyć, że myślał o niej choć trochę p o w a ż n i e. Co więcej, wychodziło mu to tak przekonująco, iż w końcu Broussard zapragnęła wciągnąć go także do grona swoich znajomych, w ten sposób dając mu do zrozumienia, że naprawdę chciała, aby stał się częścią jej życia.
Nie miała pojęcia, że on w ogóle nie brał tej opcji pod uwagę.
W końcu wycofała się z tych objęć, aby tym razem ustawić się przed nim. Nie uciekła jednak całkiem przed kontaktem fizycznym, pozwalając sobie na to, aby poprawić jego muchę, choć ta wcale nie znajdowała się w nieładzie. — Myślałam, że wolałbyś to zrobić w bardziej… kameralnych okolicznościach — stwierdziła, podczas gdy kąciki jej ust wygięły się ku górze. Może to wcale nie rozmowa była tym, co miała w tej chwili na myśli?
Zerknęła na bruneta z rozbawieniem, kiedy jej odpowiedział. Mogła domyślić się jego reakcji, bo przecież od samego początku wiedziała, że był wyjątkowo pewny siebie. Co więcej, musiała przyznać, że to naprawdę ją w nim pociągało. — Bo ja wiem? Widziałam gdzieś muchę w kaczki. Nie wydaje ci się, że to wysoko ustawiona poprzeczka? — jeśli wziąć pod uwagę wyłącznie ten element garderoby. Spoglądając na całokształt, Eliana rzeczywiście nie była w stanie znaleźć tu nikogo, kto dorastałby mu do pięt.

Lance Cortlandt

are we a moment, or a lifetime?

: wt lut 24, 2026 5:53 pm
autor: Lance Cortlandt
Lance był niesprawiedliwy. Temu nie da się zaprzeczyć, nieważne jak spojrzy się na jego wyczyny.
Co nie znaczy, że Eliana była mu obojętna. Nie była i właśnie to stanowiło główny problem w tej sprawie, ponieważ to oznaczało, że zachodziły w nim pewne zmiany, na które w ogóle nie był gotowy i których nie chciał. Mógł jednak nie mieć wiele do powiedzenia w kwestii tego, jak bardzo na niego wpłyną. Przez to czuł się zagubiony, ponieważ nie wiedział, co się z nim działo. Broussard skutecznie mieszała mu w głowie, czemu starał się opierać, ale to czas pokaże, jak skuteczny w tym będzie.
Dlatego Lance wcale nie miał już tak jasno wyznaczonego kierunku i motał się, niby obstając przy tym, że realizował swój początkowy plan, a jednocześnie ulegał pokusie, szukając sposobów na to, żeby pobyć z Elianą trochę więcej. Gdyby chciał, pewnie zdołałby osiągnąć swój cel szybciej, a jednak szatyn jakby celowo opóźniał wszystko, umożliwiając sobie w ten sposób spędzanie z nią więcej czasu.
Wygląda więc na to, że nie tylko ona wpadła w jego sidła. On sam trafił w nie i co gorsze, udawał, że wcale tego nie widzi.
Dzięki temu dziś mógł być z nią tutaj, co pewnie było ogromnym błędem, jak wiele innych rzeczy w jego życiu. Lance był egoistą, przez co nie zastanawiał się nad tym, jak bardzo szkodził innym. Przede wszystkim miał na uwadze własny interes, a teraz chciał cieszyć się jej towarzystwem, co najwyraźniej wiązało się z poznaniem jej znajomych, a co za tym idzie, większym zaangażowaniem w jej życie. Mimo że nie zamierzał nic więcej z tym zrobić…
Zaintrygowała go na tyle, że zaczął zastanawiać się nad tym, czy za jej słowami kryło się coś poważniejszego, czy nadal po prostu bawiła się rozmową z nim. Postanowił to sprawdzić. – Coś proponujesz? – zapytał, a kącik jego ust uniósł się wyżej.
– Mucha w kaczki? Mam konkurować z przedszkolakiem? – popatrzył na Elianę, wyraźnie powątpiewając w jej gust. Lance w życiu nie ubrałby muchy w kaczki, krawatu w robociki czy innego wręcz infantylnego element garderoby. Poniżej pewnego poziomu nie powinno się schodzić, a Cortlandt bardzo poważnie podchodził do swojego wizerunku, który starannie kształtował tak, aby być traktowanym poważnie, dlatego takie szaleństwa nie wchodziły w grę.

Eliana Broussard

are we a moment, or a lifetime?

: czw lut 26, 2026 7:31 pm
autor: Eliana Broussard
Jeśli rzeczywiście w jakikolwiek sposób mieszała mu w głowie, nie było to z jej strony zamierzone. Działo się tak wyłącznie dlatego, że starała się zaskarbić sobie jego sympatię, ponieważ miała szczerą nadzieję na to, że on także chciał od niej czegoś więcej.
Liczyła na to, że nie pomyliła się co do jego oczekiwań.
Wydawało jej się to zresztą niemożliwe, kiedy przyglądała się temu, jak reagował na jej bliskość. Nie uciekał przed tym, nie zachowywał się tak, jakby się jej wstydził i nie szukał sobie też dziwnych wymówek, kiedy to ona proponowała spotkania. Nie sprawiał wrażenia, jakby był tym choć w minimalnym stopniu znudzony, dlatego Eliana nie dostrzegała powodów, dla których miałaby przestać brnąć w tę relację. Ilekroć się z nim widziała, była zwyczajnie szczęśliwa.
I dziś chyba po raz pierwszy tak otwarcie zdała sobie z tego sprawę. Kiedy przyglądała się temu, jak próbował odnaleźć się w towarzystwie jej znajomych, czuła się wyjątkowo przyjemnie. Wiedziała też, że chciała to kontynuować i dalej przyglądać się temu, jak dalej się to rozwinie.
Nie, ona chciała brać w tym czynny udział.
W końcu też zaczęła brać pod uwagę to, że być może nie powinna być aż tak o s t r o ż n a, więc kiedy usłyszała jego pytanie, lekko wzruszyła ramionami. Uśmiech, który wciąż błąkał się po jej ustach, nabrał teraz łagodnego, może odrobinę nieśmiałego wyrazu, a na policzki wkradł się rumieniec bynajmniej nie spowodowany makijażem. — Mówię tylko, że mamy tu chyba całkiem przytulny pokój — przyznała, zerkając na bruneta kątem oka. Składanie tego rodzaju propozycji raczej nie leżało w jej naturze i sprawiało, że Eliana wykraczała poza strefę własnego komfortu.
Zaraz jednak na jej twarz wkradło się rozbawienie, wcale nie wywołane jego żartem, ale raczej tym, jak poważnie zdawał się podchodzić do tego tematu. Czy zdołał ją tym zaskoczyć? Chyba niekoniecznie, ponieważ całkowicie jej to do niego pasowało. A choć nie umiała wyjaśnić czemu, musiała przyznać, że dokładnie taki pociągał ją najbardziej. — Nudziarz z ciebie — zażartowała. Nie mogłaby myśleć o nim w ten sposób, ponieważ bawiła się przy nim naprawdę dobrze.
Nie tylko teraz, a za każdym razem, kiedy się widywali.

Lance Cortlandt

are we a moment, or a lifetime?

: ndz mar 01, 2026 4:59 pm
autor: Lance Cortlandt
I niezwykle skutecznie zaskarbiała sobie jego sympatię.
Można nawet powiedzieć, że z b y t skutecznie, skoro udało jej się namieszać w głowie Lance’owi, który był zdecydowany, że nie może tak bardzo jej polubić i przywiązać się do niej. A jednak ona pomału coraz bardziej wkradała się do jego życia, na co on pozwalał jej, niby nieświadomie, a jednak trudno nie zauważyć tego, że sam coraz bardziej uchylał jej drzwi, aby miała lepszy dostęp.
Dlatego nie odtrącał jej, gdy sięgała po jego bliskość i nie narzucał im dystansu, gdy byli wśród ludzi. Właściwie to podobało mu się to, z jaką śmiałością sięgała po nią, najwyraźniej chcąc się nim pochwalić, co, nie da się ukryć, miło łechtało jego ego. Ale wbrew pozorom już nie tak łatwo byłoby ocenić, czy rzeczywiście chodziło wyłącznie o to, że czuł się wyróżniony, czy raczej dużą rolę w jego zadowoleniu odgrywało to, że właśnie o n a wyróżniała go w ten sposób.
Widział jej lekkie zakłopotanie i chociaż uważał je za urocze, to nie zamierzał znęcać się nad brunetką, dlatego odpuścił pomysł dalszego ciągnięcia jej za język. I tak wyciągnął z niej dość, żeby być usatysfakcjonowanym, dlatego zadowolony uśmiechnął się do niej. – I całe szczęście, że go mamy – przyznał i poruszył zaczepnie brwiami, czym podkreślił, że doskonale wiedział, co miała na myśli i podobał mu się ten pomysł. I wcale nie dlatego, że w końcu miał dostać to, czego chciał od początku, co jest dziwne, ale bardziej po prostu cieszyła go perspektywa, że po prostu będzie mógł posmakować jej bliskości w większym zakresie.
– Bo ubieram się jak dorosły? – popatrzył na nią spod zmrużonych powiek, ale błąkający się po jego twarzy uśmiech zdradzał, że nie przejął się jej słowami, nie na poważnie.
Znali się już na tyle dobrze, żeby bez problemu wyczuć, kiedy to drugie żartowało. Może jeszcze nie czytali z siebie jak z otwartych ksiąg, ale tyle Lance z pewnością był w stanie poznać, dlatego nie sądził, żeby Eliana rzeczywiście ubolewała z powodu tego, że nie nosił dziecinnych akcentów. Gdyby jednak myślała inaczej, zacząłby poważnie powątpiewać w jej gust, w który już i tak pozwoliła mu zwątpić na początku ich znajomości, gdy go odrzuciła.

Eliana Broussard

are we a moment, or a lifetime?

: ndz mar 01, 2026 9:01 pm
autor: Eliana Broussard
Co mogła powiedzieć? Choć bynajmniej sobie tego nie zaplanowała, to jednak w końcu naprawdę go polubiła, prawdopodobnie nawet bardziej, niż mogłaby chcieć się do tego przyznać. Wydawało jej się przecież, że względem tej znajomości powinna być ostrożna, ponieważ już przy pierwszej okazji Lance dał jej do zrozumienia, że mógł nie być facetem, jakiego ona mogła szukać.
Zresztą, wtedy samą siebie próbowała przekonać do tego, że nikogo nie szukała.
Mimo to pozwoliła, aby stopniowo zaczął wkradać się do jej codzienności, najwyraźniej doszukując się czegoś przyjemnego w tym, jak sam zabiegał o jej uwagę. Nie do końca rozumiała dlaczego, a jednak podobało jej się to, jak okazywał jej swoje zainteresowanie i raz po raz dawał do zrozumienia, że pragnął czegoś więcej.
Bo owszem, Eliana właśnie tak odbierała te p o d c h o d y, w trakcie których ani razu nie powiedział jej, jakie naprawdę miał względem niej oczekiwania. I to najwyraźniej był błąd, bo kiedy ona otwierała się na niego coraz bardziej i była przekonana o tym, że go rozumiała, tak naprawdę oszukiwała samą siebie. A szkoda, ponieważ w ten sposób naprawdę mogła się na tym przejechać.
Tymczasem była mu naprawdę wdzięczna za to, że zdecydował się nad nią nie pastwić. Odpowiedziała mu więc uśmiechem, a później jeszcze trochę podroczyła się z nim, zanim zdecydowała się ponownie wyciągnąć go na parkiet. Tym razem nie uciekała nawet zbyt daleko, całą swoją uwagę poświęcając wyłącznie Cortlandtowi, co nie było takie trudne, kiedy jej spojrzenie uciekało w stronę jego oczu, w których miała ochotę zatonąć.
Równie mocno chciała skryć się w jego ramionach, z czego skorzystała nie tylko w trakcie samej imprezy, ale także później, kiedy już udało im się dotrzeć do wspólnego pokoju, gdzie mogli zająć się sobą.
I robili to, dopóki za oknem nie pokazało się słońce.
zt.
Lance Cortlandt