Strona 2 z 2

more footwork, more passion, more energy

: ndz mar 08, 2026 9:07 pm
autor: teddy darling
Na taką odpowiedź liczyła. Dobry seks w jednej chwili rozgrzeszył winy przyjaciółki i Teddy nie miała jej już nic do zarzucenia. No dobra, nie popierała sypiania z żonatymi facetami ani nawet takimi zajętymi, którzy nie ślubowali jeszcze wierności, ale nie mogła jej oceniać. Miały inne podejścia do tego typu sytuacji i to było w porządku! Najważniejsze, że Iris nie angażowała się później w te relacje i nie musiała borykać się ze złamanym sercem. Wiadomo przecież, że to Darling musiałaby potem tego wszystkiego wysłuchiwać. I oczywiście zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem. Ba, byłaby wystarczająco zdeterminowana, żeby rozmówić się z tymi gośćmi. Może nawet ich pobić? Kto wie, kto wie?
Mów sobie co chcesz, ale ja i tak będę uważać, że nie wiesz, co tracisz — odparła z pewnością w głosie. — Nie ze mną, ale ogólnie z kobietami. Pocałunek ze mną nie był chyba taki najgorszy, no nie? Musisz po prostu poszerzyć horyzonty — powiedziała, co wiedziała. Ale czy Teddy nie próbowała w przeszłości umawiać się z mężczyznami, zanim zrozumiała, że jednak woli laski? Oczywiście, że tak! No i w przypadku Valentine, to po co tak się ograniczać? — Poza tym byłabym świetnym facetem. Gdzieś w alternatywnym świecie jesteśmy parą z trójką dzieci, więc przynajmniej tam nie musisz wskakiwać do łóżka żonatym gościom — uśmiechnęła się łobuzersko, bo przecież męska wersja Darling uchyliłaby jej nieba i podarowała cały świat!
Unosiła właśnie biodra na macie, kiedy przyjaciółka wspomniała o zapaleniu mózgu w pierwszych etapach związku. Czy z nią też tak było? Może i Teddy chodziła bardziej rozpromieniona i trochę rozmarzona, ale nie była typem człowieka, który nagle porzuca wszystko inne na poczet miłości. Była po prostu szczęśliwa, ale nie zamierzała zapominać o tym, co równie ważne.
Gdybym tak było, nie znalazłabym dzisiaj dla ciebie czasu — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. W innym wypadku nie byłoby jej tutaj, tylko spędzałaby cały wolny czas z April. Ale przecież obie miały hobby, które lubiły pielęgnować oraz znajomych, których nie chciały zaniedbywać. — Nie musisz się martwić, że nagle zapomnę o twoim istnieniu — zapewniła z szerokim uśmiechem i nawet puściła do Iris oczko.
Bardzo zależało jej na tym, żeby jej dziewczyna miała dobry kontakt z osobami, które dla Darling były niczym rodzina. To bardzo ważne w zdrowej relacji. I równie mocno pragnęła, żeby jej znajomi także ją polubili. Z rodzicami to już inna bajka, bo o ile rodzice Teddy uwielbiali April, Finchowie podchodzili do strażaczki cholernie sceptycznie. No nic, z czasem jakoś to rozpracują.
W porządku, możesz pokochać ją bardziej niż mnie. Nie mam nic przeciwko — zaśmiała się, bo Finch nie dało się nie kochać, bo od razu zyskiwała sympatię wszystkich wokół, gdziekolwiek się nie zjawiała. — Ustawimy się na jakiś babski wieczór. Muszę tylko sprawdzić grafik. I ty koniecznie sprawdź swój! W ogóle chciałabym, żeby April wprowadziła się do mojego loftu. Tak, wiem, pewnie uważasz, że to za wcześniej, ale z drugiej strony znamy się piętnaście lat... — usiadła na macie i wlepiła oczy w przyjaciółkę. — Co sądzisz? — dopytała, jak zawsze licząc się z jej opinią. Nie było powiedziane, że Teddy jej posłucha, ale zdanie Valentine było dla niej ważne.

Iris Valentine

more footwork, more passion, more energy

: pn mar 09, 2026 7:11 pm
autor: Iris Valentine
Może gdyby się trochę bardziej zaangażowała to nie byłoby problemu, bo taki jeden albo drugi porzuciłby swoją żonę i zamienił ją na Iris, a taka Teddy nie musiałaby nikogo bić… kto wie, kto wie! Ale tym razem się tego nie dowiedzą. Pewnie tak samo jak nie dowiedzą się jak Iris odnalazłaby się w relacji z kobietą, bo była zbyt tchórzliwa. I trochę za bardzo skupiona na tym, że podobają jej się faceci… nie poszerzała horyzontów. Aż prychnęła rozbawiona, gdy przyjaciółka jej to wytknęła. Bo pocałunek mógł nie być najgorszy – właściwie był całkiem przyjemny, chociaż alkohol trochę zaburzał jej rzeczywistość – ale i tak nie potrafiła sobie wyobrazić więcej. A na samą myśl się rumieniła jak szesnastolatka! - Twój alternatywny świat całkiem mi się podoba. – nawet jeśli sama nie potrafiła sobie tego wyobrazić to akurat podobało jej się to! A jeszcze bardziej podobało jej się to, że Darling mówiła o tym z taką pewnością. Cóż… cokolwiek by ich nie łączyło były najtrwalszym związkiem Valentine. Nie było już mowy o miesiącu miodowym, który jednak ewidentnie przyjaciółka przeżywała ze swoją dziewczyną – I to dobrze, bo złamałabyś mi serce. – i najtrwalszy związek w jej życiu, ale to przemilczała. Uśmiechnęła się tylko pod nosem i przeszła do kolejnego ćwiczenia, bo w końcu nie tylko na ploteczki tutaj przyszły, a Iris musiała się rozruszać po godzinach spędzonych w szpitalu. No i w ten sposób mogła też przepracować swoją (pozytywną) zazdrość.
- Wcale nie uważam, że to za wcześnie. – zaprotestowała od razu, marszcząc przy tym wymownie brwi, bo takie rzeczy to nie z nią… - No właśnie… nie znacie się od wczoraj, ani nie macie po piętnaście lat, ani nie bierzecie razem kredytu hipotecznego, żeby miało to stanowić jakiś problem. To tylko przeniesienie rzeczy z jednego mieszkania do drugiego. I okej… podobno dla wielu związków to prawdziwy egzamin, którego nie przechodzą, ale jeśli ma się udać to uda się niezalenie, czy będzie to po miesiącu czy po roku. A wierzę, że się uda, bo widzę cię, Darling, widzę jak się cieszysz, gdy o niej mówisz… więc zróbcie to. – naprawdę nie widziała w tym najmniejszego problemu i była prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby jej to wybijać z głowy. Chociaż też nie miała stuprocentowej pewności, czy była osobą, którą warto było pytać o zdanie… nie ma szczególnie dużego doświadczenia. Słuchanie jej rad nie było chyba najlepszym pomysłem, ale przynajmniej była szczera. I naprawdę wierzyła, że Teddy będzie miała swoje i żyły długo i szczęśliwieEj… jak będziecie się hajtać, będę mogła być druhną?


teddy darling

more footwork, more passion, more energy

: wt mar 10, 2026 7:32 pm
autor: teddy darling
Nigdy nie złamałabym ci serca — powiedziała z taką pewnością, jakby wypowiadała coś absolutnie oczywistego. Jakby w ogóle nie istniał scenariusz, w którym mogłoby być inaczej. Nie zrobiłaby jej tego. Nigdy. Ani w tej rzeczywistości, ani w żadnej innej, którą można by sobie wyobrazić. Oczywiście w obecnej wersji świata mogłaby co najwyżej odsunąć się od niej, ślepo zapatrzona w swój związek. Valentine zresztą i tak nie była nią zainteresowana w inny sposób, więc wszystko sprowadzało się do przyjaźni. A ta była ważna. Równie ważna jak cokolwiek innego, prawda? — To naprawdę obrzydliwe, Iris, że w ogóle mogłabyś tak pomyśleć — pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. Właściwie trudno było powiedzieć, czy bardziej ją to bawiło, czy jednak trochę dotykało.
Na trzeźwo pocałunek pewnie zrobiłby na nich obu znacznie większe wrażenie. Prawdopodobnie każda z nich analizowałaby go potem w nieskończoność, rozkładając na czynniki pierwsze. Kto pierwszy się nachylił, kto odsunął się ostatni, czy to naprawdę coś znaczyło? Ale teraz musiały opierać się tylko na tym, co w ogóle udało im się z tego pamiętać. I właściwie dobrze. Bo więcej to się nie powtórzy. Nie wtedy, gdy Teddy była już polizana i zaklepana. Gdyby jednak ten jeden, bardzo istotny szczegół nie istniał, to można byłoby nad tym jeszcze trochę popracować. Może Valentine z czasem przekonałaby się, że poszerzanie horyzontów w ramionach Darling wcale nie brzmi tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Teraz pozostało im już tylko gdybanie. Ale jeśli kiedykolwiek sama skończy ze złamanym sercem - przeleci ją. Przede wszystkim po to, żeby pokazać jej, co i jak. I trochę dla siebie. Tak na pocieszenie.
Faktycznie zamieszkanie z kimś, kogo znało się tak długo, nie stanowiło najmniejszego problemu. W czasie studiów zdarzało jej się pomieszkiwać z April. Czasem przez kilka dni, czasem przez tygodnie, kiedy jedna z nich praktycznie przeprowadzała się do drugiej z torbą ubrań i szczoteczką do zębów. W dorosłym życiu też spędzały ze sobą wystarczająco dużo czasu, żeby dokładnie wiedzieć, co je w sobie nawzajem drażni. Finch wiedziała na przykład, że Teddy potrafi zostawić kubek z herbatą w najbardziej absurdalnych miejscach w mieszkaniu. Darling z kolei doskonale znała zwyczaj April, polegający na włączaniu muzyki o dziwnych godzinach i poruszaniu się po domu w taki sposób, jakby już dawno była u siebie, nawet jeśli formalnie jeszcze nie była. A mimo to, a może właśnie dlatego, wszystko wydawało się zaskakująco naturalne. Jakby od dawna było dla nich zarezerwowane miejsce w tej samej przestrzeni. I jakby tylko trochę zajęło im dojście do momentu, w którym w końcu to zauważyły.
W teorii ja to wszystko wiem — odparła po chwili namysłu. — Ale potrzebowałam złotej rady. Jesteś mądra, ratujesz ludzi i w ogóle — zauważyła, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że ona sama robiła to samo. Zaparła się rękami na macie i zlustrowała przyjaciółkę, która przeszła do następnego ćwiczenia. — I oczywiście, że będziesz moją druhną — zastrzegła natychmiast, bo nie widziała żadnej innej osoby na tym miejscu. Kiedyś miała to być jeszcze April, a nie mogła być druhną i panną młodą jednocześnie, chociaż ona pewnie uważałaby, że wszystko może. — Ale do tego czasu na pewno znajdziesz sobie przystojnego kawalera — dodała z naciskiem na ostatnie słowo. — Na pewno nie chcesz, żebym umówiła cię z Jettem? Za niego mogę poręczyć w stu procentach — pokiwała głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. Donovan był świetny i Iris powinna wyskoczyć z nim przynajmniej na jedną randkę. No i nie miał żony!

Iris Valentine

more footwork, more passion, more energy

: wt mar 10, 2026 9:28 pm
autor: Iris Valentine
Że mogła tak pomyśleć… no cóż może po prostu trochę przywykła do stanu złamanego serca. A może była po prostu czasami straszną marudą i malowała te najbardziej ponure scenariusze. Dla siebie, niekoniecznie dla Teddy. Bo naprawdę – pomimo swojego złamanego serduszka – byłaby w stanie zrozumieć ten moment, w którym związek staje się dla ciebie całym światem, że nawet przyjaźnie schodzą na dalszy plan. Życie! Po prostu życie. Valentine rozłożyła bezradnie łapska i wzruszyła ramionami, a zaraz po tym sięgnęła po butelkę z wodą. Trochę też żeby zająć czymś na moment ręce. I zastanowić nad tym wspólnym mieszkaniem! Zastanowić… ale na pewno nie przypuszczała, że w takich okolicznościach i w takim temacie zostanie nazwana mądrą. Aż parsknęła. Szczerze rozbawiona parsknęła i spojrzała na przyjaciółkę bardziej niż wymownie, przy okazji podnosząc rękę i pokazując jej, że powinna się popukać w czoło.
- Złotej rady ode mnie… o życie z dziewczyną. Albo nawet nie tyle, że z dziewczyną, a po prostu o życie w związku. – aż wywróciła oczami, bo w tym momencie brzmiało to trochę jakby Teddy się z niej nabijała – Czy przed chwilą nie zbeształaś mnie za sypianie z żonatymi facetami? Nie chcę wiedzieć, co byś powiedziała jakbyś się dowiedziała, że prawie zaliczyłam Grahama na nocnym dyżurze… w pracy. – rzuciła, ale zupełnie tego nie przemyślała, bo powiedziała to na głos, a to oznaczało, że zaraz może się dowiedzieć, co Darling na ten temat myśli. Szlag. Przeklęła w myślach i kontynuowała, mając nadzieję, że może jednak jej to umknęło. Po prostu nie dała jej teraz dojść do słowa.
Jestem ostatnią osobą, której rad powinnaś słuchać i którą powinnaś nazywać mądrą. No może poza tą jedną radą, bo naprawdę powinnyście razem zamieszkać. – ale całą resztę powinna jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Valentine chciała dobrze – zawsze! – ale niestety rzadko kiedy jej to wychodziło – I możesz mnie umówić z jakimkolwiek strażakiem chcesz… ale musisz wziąć pod uwagę, że później będzie miał do ciebie żal, że umówiłaś go z wariatką albo będzie niezręcznie jak to nie wyjdzie. Jak miałabym być później twoją druhną, gdyby połowa twoich gości nie mogłaby na mnie patrzeć?! – bo umówiła się z jednym z nich i nie poszło to tak jak powinno! Bo Darling mogła za Donovana ręczyć, ale czy to samo mogła powiedzieć o Iris? – Mówisz, że mogłabyś poręczyć za niego… a jesteś pewna, że byłabyś w stanie powiedzieć mu, że masz taką koleżankę, za którą możesz poręczyć w stu procentach? – odbiła piłeczkę, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo nawet jeśli nie – nie zamierzała się dąsać. Ba! Byłaby dumna, gdyby Teddy doszła do sensownych wniosków, że może jednak lepiej za Iris nie ręczyć. Tak na wszelki wypadek.


teddy darling