just visiting. through the window.
: sob lut 21, 2026 4:59 pm
Bardziej prawdopodobne od możliwości zawojowania świata wydawałoby się wspólne wpakowanie się w coś kompletnie idiotycznego. Chociaż… dla niego chyba nawet nie stanowiło to zbytniej różnicy. Jedno i drugie mogło dostarczać niezbędnych emocji i gwarantować zastrzyk adrenaliny, więc było tak samo w porządku.
– To nietrafione wnioski…? – wprawdzie nie rozumował do tej pory w ten sposób, a zaproponowanie jej zajęcia związanego z odgarnianiem pająków nie było nijak powiązane z jej wyglądem, ale… oczywiście, że na tak postawione pytanie nie mógłby odpowiedzieć w żaden inny sposób.
Znacznie trudniej byłoby za to w satysfakcjonujący sposób odpowiedzieć na kolejne pytanie, które pojawiło się nieco później. Czego właściwie szukał? Pewnie byłoby nieźle, gdyby sam to wiedział. Jak dotąd zakładał raczej, że jeśli już będzie miał okazję przejrzeć swoje pozostawione w domu rodzinnym rzeczy, z całą pewnością znajdzie wśród nich coś, co byłoby warte zabrania ze sobą. Mało prawdopodobne było wprawdzie to, by miało się wśród nich znaleźć cokolwiek, co usprawiedliwiałoby włamanie do domu, ale na to chyba nie zamierzał zbytnio zwracać uwagi. Zresztą, wciąż przecież wejścia przez – zamkniętą… – piwnicę nie postrzegał nawet jako prawdziwego włamania. Poniekąd wciąż był to przecież jego dom. Nawet jeśli nie miał bladego pojęcia, gdzie podziały się jego klucze. I czy w ogóle wciąż posiadał takie, które mogłyby pasować do drzwi wejściowych – bo przecież istniała mimo wszystko szansa na to, że w ciągu ostatnich paru lat Douglas zdążył na przykład wymienić zamki…
– Właściwie… – zaczął, marszcząc na moment brwi i zastanawiając się nad jej pytaniem. – Po prostu daj znać, jak znajdziesz coś ciekawego.
Niezbyt konkretnie, ale przynajmniej odrobinę powinno zawężać obszar poszukiwań. Albo i nie, biorąc pod uwagę to, że znajdując w jednym z kartonów bliżej niezidentyfikowany kabel, postanowił bezmyślnie włożyć go sobie do kieszeni. Możliwe więc, że coś ciekawego mogło również oznaczać cokolwiek.
Na głębsze rozmyślania na ten temat nie było jednak czasu. Zwłaszcza w momencie, kiedy słoik z łoskotem rozbił się na podłodze, a znajdujące się w nim śrubki narobiły równie donośnego hałasu rozsypując się na wszystkie strony. Oczywiście, że to musiało zwrócić uwagę kogoś, kto najwyraźniej znajdował się na górze i kto zdecydowanie nie był psem. Ani kotem. Ani nawet przeciągiem.
– Kto tam jest? – w razie gdyby mimo wszystko mieli jeszcze jakieś wątpliwości, głos dobiegający zza otwierających się właśnie drzwi na górze, powinien je chyba skutecznie rozwiać.
– Poznałaś już Douga…? – rzucił w pierwszej chwili półgłosem Dante, na moment znów kierując spojrzenie w górę, w stronę drzwi. Za późno, żeby próbować zgasić światło i chować się w piwnicy licząc na to, że Doug nie będzie przeszukiwać jej zbyt dokładnie… – Nieważne, może poznacie się przy innej okazji. Czas się zbierać.
Niewiele myśląc, złapał Erikę za przegub, ciągnąc ją za sobą w kierunku wyjścia. Tyle, że na górze drzwi zdążyły się już otworzyć, a schodzący po nich mężczyzna prawdopodobnie musiałby być kompletnie ślepy, żeby nie zorientować się, że ktoś właśnie usiłował nawiać z piwnicy.
– Nawet o tym nie myśl! Stój! – choć może mimo wszystko wciąż jeszcze mieli szansę na względnie udaną ucieczką, skoro niewiele wskazywało na to, by ten miał zauważyć, kto tak właściwie nieudolnie próbował tę piwnicę przeszukiwać…
Erika Lindberg
– To nietrafione wnioski…? – wprawdzie nie rozumował do tej pory w ten sposób, a zaproponowanie jej zajęcia związanego z odgarnianiem pająków nie było nijak powiązane z jej wyglądem, ale… oczywiście, że na tak postawione pytanie nie mógłby odpowiedzieć w żaden inny sposób.
Znacznie trudniej byłoby za to w satysfakcjonujący sposób odpowiedzieć na kolejne pytanie, które pojawiło się nieco później. Czego właściwie szukał? Pewnie byłoby nieźle, gdyby sam to wiedział. Jak dotąd zakładał raczej, że jeśli już będzie miał okazję przejrzeć swoje pozostawione w domu rodzinnym rzeczy, z całą pewnością znajdzie wśród nich coś, co byłoby warte zabrania ze sobą. Mało prawdopodobne było wprawdzie to, by miało się wśród nich znaleźć cokolwiek, co usprawiedliwiałoby włamanie do domu, ale na to chyba nie zamierzał zbytnio zwracać uwagi. Zresztą, wciąż przecież wejścia przez – zamkniętą… – piwnicę nie postrzegał nawet jako prawdziwego włamania. Poniekąd wciąż był to przecież jego dom. Nawet jeśli nie miał bladego pojęcia, gdzie podziały się jego klucze. I czy w ogóle wciąż posiadał takie, które mogłyby pasować do drzwi wejściowych – bo przecież istniała mimo wszystko szansa na to, że w ciągu ostatnich paru lat Douglas zdążył na przykład wymienić zamki…
– Właściwie… – zaczął, marszcząc na moment brwi i zastanawiając się nad jej pytaniem. – Po prostu daj znać, jak znajdziesz coś ciekawego.
Niezbyt konkretnie, ale przynajmniej odrobinę powinno zawężać obszar poszukiwań. Albo i nie, biorąc pod uwagę to, że znajdując w jednym z kartonów bliżej niezidentyfikowany kabel, postanowił bezmyślnie włożyć go sobie do kieszeni. Możliwe więc, że coś ciekawego mogło również oznaczać cokolwiek.
Na głębsze rozmyślania na ten temat nie było jednak czasu. Zwłaszcza w momencie, kiedy słoik z łoskotem rozbił się na podłodze, a znajdujące się w nim śrubki narobiły równie donośnego hałasu rozsypując się na wszystkie strony. Oczywiście, że to musiało zwrócić uwagę kogoś, kto najwyraźniej znajdował się na górze i kto zdecydowanie nie był psem. Ani kotem. Ani nawet przeciągiem.
– Kto tam jest? – w razie gdyby mimo wszystko mieli jeszcze jakieś wątpliwości, głos dobiegający zza otwierających się właśnie drzwi na górze, powinien je chyba skutecznie rozwiać.
– Poznałaś już Douga…? – rzucił w pierwszej chwili półgłosem Dante, na moment znów kierując spojrzenie w górę, w stronę drzwi. Za późno, żeby próbować zgasić światło i chować się w piwnicy licząc na to, że Doug nie będzie przeszukiwać jej zbyt dokładnie… – Nieważne, może poznacie się przy innej okazji. Czas się zbierać.
Niewiele myśląc, złapał Erikę za przegub, ciągnąc ją za sobą w kierunku wyjścia. Tyle, że na górze drzwi zdążyły się już otworzyć, a schodzący po nich mężczyzna prawdopodobnie musiałby być kompletnie ślepy, żeby nie zorientować się, że ktoś właśnie usiłował nawiać z piwnicy.
– Nawet o tym nie myśl! Stój! – choć może mimo wszystko wciąż jeszcze mieli szansę na względnie udaną ucieczką, skoro niewiele wskazywało na to, by ten miał zauważyć, kto tak właściwie nieudolnie próbował tę piwnicę przeszukiwać…
Erika Lindberg