you make me mad
: śr lut 18, 2026 11:48 am
Odwróciła wzrok od telewizora i spojrzała w miejsce, w którym narzeczona stała oparta o framugę. Chciała powiedzieć, że nie jest głodna. Słowa już formowały się na końcu języka, ale to dopiero byłoby podejrzane. Swanson na pewno by tego nie łyknęła. Owszem, był taki czas tuż po incydencie z Fosterem, kiedy Zaylee jadła jak wróbelek. Dłubała widelcem w talerzu, odsuwała od siebie kanapki, twierdząc, że po prostu nie ma apetytu. Wtedy nawet zapach świeżo parzonej kawy potrafił ją zemdlić. Ale tamten etap miała za sobą i wszystko wróciło do normy, aż w końcu odzyskała dawny apetyt z nawiązką. Teraz znów jadła za dwóch, a na co dzień była w stanie przejeść niejednego rosłego mężczyznę. Jej żołądek zdawał się nie mieć dna, zupełnie jak torebka, w której można było znaleźć wszystko, od paragonów sprzed trzech miesięcy po zapasową szminkę, skalpel i klucz francuski.
— Zjem w kuchni — odparła, siląc się na lekki uśmiech. Jej palce, dotąd zaciśnięte na miękkim futrze Elviery, rozluźniły się powoli. Kotka zamruczała z cichym protestem i wbiła pazurki w materiał dresów, wyraźnie niezadowolona z perspektywy utraty wygodnego miejsca. Przez chwilę wyglądało na to, że nie zamierza ustąpić, więc Miller delikatnie, ale stanowczo podniosła ją i postawiła na podłodze. Elviera przeciągnęła się leniwie, rzucając jej spojrzenie pełne kociej dezaprobaty, po czym odeszła w kierunku parapetu.
Ona tymczasem ruszyła w stronę kuchni. Gdy mijała narzeczoną, przystanęła, nachyliła się i musnęła ustami jej policzek. W tym krótkim geście było więcej czułości, niż potrafiła teraz wyrazić słowami. Jej dłoń na moment zatrzymała się na biodrze ukochanej, jakby chciała zaczerpnąć więcej bliskości, zanim zniknęła za progiem kuchni. Łatwiej było udawać, że nic się nie działo niż próbować poruszać niewygodne tematy. Może w końcu wszystko rozejdzie się po kościach, nawet jeśli później miałoby to spaść na nie ze zdwojoną siłą.
— Co przygotowałaś? — zapytała, jednocześnie robiąc miejsce na stole. Odstawiła laptopa Swanson na pusty blat pod oknem, a papiery zebrała w taki sposób, aby niczego przypadkiem nie pomieszać.
Już wcześniej czuła unoszące się w powietrze zapachu, ale wtedy pozostawała niewzruszona. Nie chciała dać po sobie poznać, że jeżyk uciekał jej do dupy. Zanim zajęła miejsce przy stole, to pierwsze, co zrobiła, to dokładne umycie rąk, w końcu przed chwilą głaskała kota. Jeszcze wyjęła talerze i sztućce, i dopiero potem usiadła na krześle, żeby nie kręcić się pod nogami. Już wystarczyło, że Rad cały czas był w pobliżu, nie odstępując Eviny na krok. Pewnie też został zwabiony zapachami i liczył na jakiś smaczny kąsek. W przeciwieństwie do Elviry, która chyba powoli i niechętnie godziła się z losem, że nic nie dostanie.
Evina J. Swanson
— Zjem w kuchni — odparła, siląc się na lekki uśmiech. Jej palce, dotąd zaciśnięte na miękkim futrze Elviery, rozluźniły się powoli. Kotka zamruczała z cichym protestem i wbiła pazurki w materiał dresów, wyraźnie niezadowolona z perspektywy utraty wygodnego miejsca. Przez chwilę wyglądało na to, że nie zamierza ustąpić, więc Miller delikatnie, ale stanowczo podniosła ją i postawiła na podłodze. Elviera przeciągnęła się leniwie, rzucając jej spojrzenie pełne kociej dezaprobaty, po czym odeszła w kierunku parapetu.
Ona tymczasem ruszyła w stronę kuchni. Gdy mijała narzeczoną, przystanęła, nachyliła się i musnęła ustami jej policzek. W tym krótkim geście było więcej czułości, niż potrafiła teraz wyrazić słowami. Jej dłoń na moment zatrzymała się na biodrze ukochanej, jakby chciała zaczerpnąć więcej bliskości, zanim zniknęła za progiem kuchni. Łatwiej było udawać, że nic się nie działo niż próbować poruszać niewygodne tematy. Może w końcu wszystko rozejdzie się po kościach, nawet jeśli później miałoby to spaść na nie ze zdwojoną siłą.
— Co przygotowałaś? — zapytała, jednocześnie robiąc miejsce na stole. Odstawiła laptopa Swanson na pusty blat pod oknem, a papiery zebrała w taki sposób, aby niczego przypadkiem nie pomieszać.
Już wcześniej czuła unoszące się w powietrze zapachu, ale wtedy pozostawała niewzruszona. Nie chciała dać po sobie poznać, że jeżyk uciekał jej do dupy. Zanim zajęła miejsce przy stole, to pierwsze, co zrobiła, to dokładne umycie rąk, w końcu przed chwilą głaskała kota. Jeszcze wyjęła talerze i sztućce, i dopiero potem usiadła na krześle, żeby nie kręcić się pod nogami. Już wystarczyło, że Rad cały czas był w pobliżu, nie odstępując Eviny na krok. Pewnie też został zwabiony zapachami i liczył na jakiś smaczny kąsek. W przeciwieństwie do Elviry, która chyba powoli i niechętnie godziła się z losem, że nic nie dostanie.
Evina J. Swanson