(not) strong enough
: sob lut 21, 2026 11:03 pm
Być może częściowo rzeczywiście Dominic nie miał do niej zaufania. Bo jak inaczej wytłumaczyć jego zachowanie, tak pełne sprzeczności? Nie miał nic przeciwko, kiedy to ona potrzebowała pomocy i wylewała na niego swoje żale, dając upust swoim emocjom, bo jego jedynym celem było jej pomóc, chociażby przez swoją obecność i chęć wysłuchania jej. W drugą stronę zaś strasznie bał się przed nią obnażyć z powodu konsekwencji, które uroił sobie w głowie. Nie każdy potrafił znieść falę cierpienia, która pochłaniała go od środka. Poza tym, kochał ją tak bardzo, że wolał ująć jej bólu, niż go dodawać. Niestety, nie był w stanie już dłużej przeciągać w czasie nieuniknionego.
Jej wyznanie powinno go trochę ucieszyć, jednak stało się dla niego słodko-gorzkie. Nie potrafił zdecydować, w którym momencie znaleźli się w tak bliskich relacjach, by obojgu tak bardzo im na sobie zależało? On od dawna wskoczyłby za nią w ogień, ale kiedy jej przywiązanie do niego stało się tak mocne? Czy to w jakikolwiek sposób wpływało na relację z jej narzeczonym? Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że biorąc pod uwagę wszystkie komplikacje ich relacji, wolałby usunąć się w cień i zostać sam, ale nie mógł się okłamywać. Była jedyną osobą, dzięki której łapał oddech. Ten wieczór bez niej mógłby się dla niego skończyć fatalnie.
Jej przekonanie o słuszności własnych słów nie wywołało w nim entuzjazmu, toteż skrzywił się nieznacznie, ale nie zaoponował. Nie miał siły się z nią sprzeczać, ale wiedział swoje. Jego umysł był popaprany, a alkohol krążący w jego żyłach w tym momencie wcale nie pomagał mu wyjść na prostą. Z resztą, whisky miało tylko chwilowo uśmierzyć jego ból, na ten jeden wieczór, ale w towarzystwie Skye skutek był zupełnie odwrotny - wszystko do niego docierało z większym impetem. To on sprawił, że instynktownie chciał znaleźć ukojenie w jej dotyku.
Przyciskał twarz do jej brzucha, próbując odnaleźć w niej schronienie, którego potrzebował przed wszystkim tym, co go ostatnio spotkało. Wierzył, że tylko przy niej mógł poczuć się dobrze. Okazywana przez nią czułość wywoływała w nim przyjemne ciepło, które z każdą chwilą uśmierzało jego ból. Otaczając ją ramionami, upajając się jej ciepłem i ruchem każdego jej oddechu, pragnął tak po prostu przy niej trwać i zapomnieć o problemach. Jej szept, gorący powiew powietrza odbijający się na jego skórze raz po raz i czułe muśnięcie warg na jego policzku sprawiały, że coraz bardziej się rozpływał. Wszystko, o czym mówiła, wydawało się piękne i pragnął w to wierzyć. Poprawił nieznacznie głowę, tylko po to, by móc swobodnie jej odpowiedzieć na słowa, na których się skupił. - Ale to Ty jesteś moim Słońcem. Jedynym i słusznym. I jesteś tutaj, więc niczego więcej nie potrzebuję - wyszeptał z niezmiennie zamkniętymi powiekami i zacisnął mocniej palce na jej plecach. Wyznał jej to przez naszyjnik, który od tamtej pory stale nosiła na szyi. Nie musiał zasługiwać na nikogo więcej, bo to ona była najważniejsza i jedyna, o której myślał. I jedyne, czego się bał, to ją stracić. - Po prostu bądź - mruknął, chowając się w niej znowu, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego własne myśli przebiły się na zewnątrz.
Skye Murray
Jej wyznanie powinno go trochę ucieszyć, jednak stało się dla niego słodko-gorzkie. Nie potrafił zdecydować, w którym momencie znaleźli się w tak bliskich relacjach, by obojgu tak bardzo im na sobie zależało? On od dawna wskoczyłby za nią w ogień, ale kiedy jej przywiązanie do niego stało się tak mocne? Czy to w jakikolwiek sposób wpływało na relację z jej narzeczonym? Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że biorąc pod uwagę wszystkie komplikacje ich relacji, wolałby usunąć się w cień i zostać sam, ale nie mógł się okłamywać. Była jedyną osobą, dzięki której łapał oddech. Ten wieczór bez niej mógłby się dla niego skończyć fatalnie.
Jej przekonanie o słuszności własnych słów nie wywołało w nim entuzjazmu, toteż skrzywił się nieznacznie, ale nie zaoponował. Nie miał siły się z nią sprzeczać, ale wiedział swoje. Jego umysł był popaprany, a alkohol krążący w jego żyłach w tym momencie wcale nie pomagał mu wyjść na prostą. Z resztą, whisky miało tylko chwilowo uśmierzyć jego ból, na ten jeden wieczór, ale w towarzystwie Skye skutek był zupełnie odwrotny - wszystko do niego docierało z większym impetem. To on sprawił, że instynktownie chciał znaleźć ukojenie w jej dotyku.
Przyciskał twarz do jej brzucha, próbując odnaleźć w niej schronienie, którego potrzebował przed wszystkim tym, co go ostatnio spotkało. Wierzył, że tylko przy niej mógł poczuć się dobrze. Okazywana przez nią czułość wywoływała w nim przyjemne ciepło, które z każdą chwilą uśmierzało jego ból. Otaczając ją ramionami, upajając się jej ciepłem i ruchem każdego jej oddechu, pragnął tak po prostu przy niej trwać i zapomnieć o problemach. Jej szept, gorący powiew powietrza odbijający się na jego skórze raz po raz i czułe muśnięcie warg na jego policzku sprawiały, że coraz bardziej się rozpływał. Wszystko, o czym mówiła, wydawało się piękne i pragnął w to wierzyć. Poprawił nieznacznie głowę, tylko po to, by móc swobodnie jej odpowiedzieć na słowa, na których się skupił. - Ale to Ty jesteś moim Słońcem. Jedynym i słusznym. I jesteś tutaj, więc niczego więcej nie potrzebuję - wyszeptał z niezmiennie zamkniętymi powiekami i zacisnął mocniej palce na jej plecach. Wyznał jej to przez naszyjnik, który od tamtej pory stale nosiła na szyi. Nie musiał zasługiwać na nikogo więcej, bo to ona była najważniejsza i jedyna, o której myślał. I jedyne, czego się bał, to ją stracić. - Po prostu bądź - mruknął, chowając się w niej znowu, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego własne myśli przebiły się na zewnątrz.
Skye Murray