Strona 2 z 2

Leaving on the jetplane

: pt lut 20, 2026 11:58 pm
autor: Erin St. Clair
Nie wątpiła w Josha ani przez chwilę. Był stabilny, poukładany — potrafił sprawić, że nawet trudne rzeczy brzmiały prosto. Bała się tylko jednego: czy sama da radę. Jeszcze niedawno jej życie było serią gigów i przelotnych spotkań. Teraz miało być na zawsze.
Oparła głowę o jego klatkę piersiową, z przyjemną rozkoszą przyjmując jego ręce zamykające się na jej ramionach, a potem dłonie wędrujące po jej ciele, aż na brzuch. Boże, tyle czasu nie była tak dotykana. Tyle czasu nie była dotykana przez niego. Westchnęła cicho, a palce jej dłoni zacisnęły się na materiale jego spodni.
- Wieem… — przeciągnęła to słowo w odpowiedzi, pozwalając mu kołysać się w tym leniwie intymnym rytmie, pieszczona oddechem i zapachem jego perfum oraz szorstkością zarostu odnajdującą jej szyję.
Słuchała opowieści o tym, co jest w ich domu, z romantycznym uśmiechem na twarzy, pozwalając, by jej wyobraźnia podsuwała kolejne obrazy pomieszczeń, które widziała wcześniej przez Zooma, gdy jeszcze nie były wykończone. I nagle zachichotała, wyrwana z rozmarzenia pytaniem o prysznic i czy nie potrzebuje pomocy.
Uwolniła się z objęć i spojrzała na Josha ze ściągniętymi ustami i zmarszczonymi brwiami, jakby przejrzała jego intencje.
- Po prostu chcesz mnie zobaczyć nago! — zarzuciła mu, po czym uśmiechnęła się, udając nadąsanie, chociaż dobrze wiedziała, czego teraz chciał. — Potrzebuję chwilę pod prysznicem. Zrób mi, proszę, herbaty z miodem i cytryną, a potem możesz zajrzeć i popatrzeć. Albo poczekać na mnie w sypialni.
Puściła mu jeszcze oczko, kiedy wychodził z pokoiku dziecięcego, po czym odwróciła się do wnętrza i omiotła je jeszcze raz spojrzeniem, w którym czaiła się lekka obawa. Przygryzła dolną wargę i westchnęła, zastanawiając się, czy da radę.
- Skarbie? — jej głos zabrzmiał lekko nienaturalnie, gdy wychodziła z pokoiku. — Przyniesiesz mi jeszcze walizkę?
Poprosiła, przechodząc do sypialni, a potem przez garderobę do łazienki. Czuły uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy zobaczyła swój szlafrok wiszący na wieszaku tuż obok jego. A dalej dwa zestawy ręczników, w różnych odcieniach. Dwa. Nie jeden i drugi wyciągany na wizytę. Dwa.

Love <3

Leaving on the jetplane

: sob lut 21, 2026 10:09 pm
autor: Joshua Rhodes
Erin St. Clair

Ta krótka chwila, intymnie leniwa (lub leniwie intymna, jak kto woli), rozbudziła w nim szczere pragnienie nasycenia się ukochaną. Gdyby nie rozsądek i przejmująca opiekuńczość prawdopodobnie rzuciłby się na nią z namiętnymi pocałunkami na samo wspomnienie o przyjemnej nagości pod materiałem ogrodniczek. A może nawet po przekroczeniu progu ich wspólnego gniazda - żeby wypełnić miłością każdy kąt domu jeszcze zanim pojawi się w nim nowe życie.

- Oczywiście, że chcę! - powiedział z lekko przesadzoną powagą. Jak gdyby był szczerze urażony samym faktem, że mogła pomyśleć inaczej! Jej mokra, naga skóra, którą mógłby otulać miękką i pachnącą pianą. Mógłby też po prostu patrzeć, nasycając oczy zmysłowymi ruchami jej ponętnego ciała. Ale wróćmy na ziemię. Mimo buzującej pod skórą chemii, Joshua potrafił zachować dyscyplinę. Rozumiał, że Erin potrzebuje teraz chwili wytchnienia, a on, jako jej bezpieczna przystań, musiał tę przestrzeń zapewnić.

- Jasne. Na rozkaz! - zasalutował z mniej poważnym uśmiechem - kierując się w stronę schodów, zostawiając Erin przestrzeń, której potrzebowała. Poczuł dziwną pustkę w klatce piersiowej - skóra, która przed chwilą ogrzewana była przez ciepło Erin, teraz wołała o powrót ukochanej w jego ramiona. Całe swoje uczucie mógłby przecież wyrazić za pomocą innych czynów - i to właśnie miał zamiar zrobić tego wieczoru. Kolacja, kominek, koc i ciepła herbata - jeśli tego właśnie potrzebowała, to właśnie miał zamiar jej dać. Z nawiązką.
- Hm? - mruknął w odpowiedzi, zanim zdążył zejść po schodach, a powietrze zadrżało wraz z jej wypowiedzianą i niewypowiedzianą prośbą. - Podam Ci walizkę do łazienki. O nic się nie martw Skarbie. Wszystko będzie dobrze. - dodał z pełnym przekonaniem i wrócił, po czym wrócił po bagaż i sprawnie doręczył go pod same drzwi łazienki.
- Nie śpiesz się, Rae... - rzucił łagodnie, używając swojego ulubionego zdrobnienia. - Poczekam na dole.

I choć w głowie miał już gotowy scenariusz, w którym pocałunkami wita każdy centymetr jej ciała wyłaniającego się spod ubrań, postanowił zająć się tym, co było teraz najrozsądniejsze: herbatą i kolacją. Zszedł do kuchni i zabrał się do pracy. Na kolację przygotował proste kreolskie danie — Jambalaya była sycąca, ciepła i niosła ze sobą ciepło domu państwa St. Clair. Do tego zaparzył obiecany dzbanuszek herbaty "z miłością", czyli z miodem i cytryną, doprawiając ją odrobiną imbiru, soku malinowego i kilkoma goździkami. Gdy aromat przypraw wypełnił parter, rozpalił w salonowym kominku.

W końcu usiadł na kanapie, z wdzięcznością przyjmując kojący trzask płonącego drewna, i pochylił się nad laptopem. Zalogował się do systemu CAMH, by wpisać postępy terapii dzisiejszych pacjentów i uporządkować zawodową pocztę. Musiał domknąć te sprawy teraz, by resztę wieczoru — i każdy kolejny dzień — móc poświęcić już tylko kobiecie, która właśnie brała prysznic piętro wyżej.

Leaving on the jetplane

: ndz lut 22, 2026 9:52 am
autor: Erin St. Clair
Uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy, kiedy wspomniał o tej oczywistości, był jasnym sygnałem tego, jak bardzo jej się to spodobało, ale na wspomnienie rozkazu przewróciła oczami i uśmiechnęła się z rozczuleniem. Przez chwilę słuchała jego kroków na schodach, które wypełniły to miejsce w jej sercu, które do tej pory mieszkało samo.
Będzie mi się to podobać... Wszystko będzie dobrze.
Zapewnienie Josha przywołało ją z powrotem do świata. Był tak czujny, że wyczytał niepewność z jej głosu? Zupełnie jakby czytał w jej myślach. Czy ja w ogóle potrafię być tak poukładana jak on...? Zamknęła drzwi od łazienki i spojrzała na siebie w lustrze, przez moment widząc wszystkie niedoskonałości w tym odbiciu.
Misia, już to przerabiałyśmy, on chce ciebie, a nie jakąś wyimaginowaną wersję ciebie.
- Mam nadzieję... - mruknęła pod nosem, zmartwiona tym, że przez weekendowy związek właściwie jej nie poznał.
Woda spod prysznica szumiała może odrobinę za długo, ale Erin lubiła się wygrzewać. Woda zawsze działała kojąco i pomagała jej wrócić do siebie, kiedy coś ją rozbijało. A tutaj zmęczenie, niewygoda, stres związany z tymi cudownymi zmianami, których przecież tak bardzo pragnęła, ale też się ich obawiała. Wreszcie, nie myjąc włosów, które tylko spięła, by ich nie zamoczyć — nie rozplątałaby ich rano — stanęła w progu drzwi z łazienki do sypialni, opierając się o framugę w seksownej pozycji, z ręką wyciągniętą w górę, wzdłuż deski i biodrem wypiętym w bok.
Chwila, w której oczy Josha miały się na niej zatrzymać i pochłonąć ją swoim pożądaniem. Tylko że on był na dole.
- Panie i Panowie, Erin St. Clair — mistrzyni dramatycznych wejść. - zachichotała rozbawiona swoimi słowami.
Po cichu zeszła na dół, z kolejnym rozczuleniem przyjmując rozpalony kominek, przygotowaną kolację i herbatę. Dbał o takie szczegóły, jakich sama nie mogłaby dla siebie wymyślić. Oparła się o blat wyspy kuchennej i po cichu, nie przeszkadzając mu, nalała sobie herbaty. Bose stopy z gracją kota po cichu przeniosły ją w pobliże kanapy. Trochę wykorzystała to, że był pochłonięty pracą i zakradła się, ale nuty cytryny, pieprzu, neroli, mieszające się ze świeżymi liśćmi tytoniu i wanilią oraz bursztynem zdradziły jej zbliżanie się.
Kiedy podniósł spojrzenie znad komputera, zobaczył ją w luźno związanym szlafroku, uśmiechniętą tajemniczo. Wyglądała, jakby przez przypadek nie zadbała o ciasne okrycie się, ale on wiedział, że nie było w tym przypadku. Odsłonięte ramię oraz dekolt spływający głęboko, aż pod pasek szlafroka.
- Miałeś poczekać na mnie w sypialni... - powiedziała, wolną dłonią odsuwając komputer z jego zasięgu i odwracając go monitorem w stronę kominka.
Chwilę potem wsunęła się na niego, siadając okrakiem, i oblizała subtelnie wargi, by upić łyk ze swojego kubka. Odchyliła się, by odstawić naczynie, czując jego dłonie na swoich biodrach. Sięgnęła do włosów, by znów je rozpuścić, tworząc tę pozornie nieokiełznaną burzę.
- Nie musisz robić wszystkiego dla mnie... Chcę, żebyś mnie chciał. - wyjaśniła, biorąc jego twarz w swoje ciepłe od herbaty dłonie i zbliżając się, by skraść mu powolny, namiętny pocałunek.
Kiedy oderwała się od niego, spojrzała mu głęboko w oczy, sięgając dłońmi do luźnego węzła szlafroka, który za chwilę rozsunął się nieśmiało. Sięgnęła po jego dłoń i poprowadziła ją wyżej.
- Nie mogę zawsze mówić Ci wprost, że chcę Ci zrobić dobrze.
Uśmiechnęła się szelmowsko, sięgając dłonią po jedną z poduszek ozdobnych, które wylądowały na podłodze przed nim. Zsunęła się z jego kolan.
Ogień na kominku trzaskał cicho, rysując swoimi płomieniami dwie sylwetki splecione w rozkosznym tańcu, do muzyki rozpinanego paska u spodni, chichotów, westchnień i pomruków przyjemności obojga.

Fade away - (Zt.)

Joshua Rhodes