your blue eyes are driving me insane
: śr kwie 01, 2026 7:55 pm
Nie byli dobrymi znajomymi i nie wiedzieli na swój temat wiele, a jednak w ciągu tych kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu już miesięcy, kiedy ich drogi krzyżowały się na podłożu zawodowym, Harold zdołał przekonać się, że on i Vivienne nigdy się nie dogadają. Gdyby tego było mało, raz po raz szukali sobie powodu ku temu, aby jeszcze bardziej temu drugiemu dopiec.
Jak na złość, Morelisse radziła sobie z tym zadaniem równie dobrze, jak radził sobie z nim on.
Nic dziwnego, że towarzysząca mu irytacja w tym momencie sięgnęła zenitu. Gdy alkohol wylądował na jego spodniach, miał ochotę naprawdę ją rozszarpać. Wiele bowiem był w stanie zrozumieć - docinki, drobne wpychanie siebie nawzajem na minę, a jednak tego rodzaju kompromitacja to było w jego oczach zbyt wiele. Był w ś c i e k ł y i nawet gdyby jeszcze bardziej postarał się, aby tę emocję zamaskować, prawdopodobnie nie okazałby się w tym zbyt skuteczny.
A jednak takiej reakcji z jej strony się nie spodziewał. Nie był przygotowany do fizycznego kontaktu, dlatego pospiesznie podniósł na nią nieco zaskoczone spojrzenie. Widział, co próbowała robić - ewidentnie sobie z nim pogrywała, a jednak najgorsze było w tym to, że jej się to udawało. Tym razem naprawdę dał jej się rozegrać dokładnie tak, jak tego chciała i nie był w stanie odegrać się tak, by przy tym nie zachować się jak dziecko.
Zacisnął usta w wąską linię zaledwie na moment, nie do końca rozumiejąc odczucia, które to w nim obudziło. To zaś sprowokowało w nim jeszcze większą irytację, ponieważ była to jedna z tych sytuacji, w których odnosił wrażenie, że tracił nad wszystkim kontrolę. Szczerze tego nie znosił, dlatego w końcu zrobił jedyne, na co potrafił się w takiej sytuacji zdobyć - bronił się, a przecież najlepszą bronią, jaką znał, był atak.
Wycelował w nią, bo to ona za to odpowiadała.
— Dbam o to, żebyś nie czuła się w tym osamotniona — wymamrotał w odpowiedzi, nie odmawiając sobie również tego, aby przy okazji posłać jej mordercze spojrzenie, które nie zelżało nawet wtedy, gdy raz jeszcze poprosiła go o wino. Miała tupet, to musiał jej przyznać, ale jednocześnie nie zamierzał mówić o tym na głos.
I być może by odmówił, ale powstrzymało go przed tym to, że nadal znajdowali się w towarzystwie. W dodatku byli pośród takich osób, w oczach których mimo wszystko pragnął wypadać dobrze, dlatego sięgnął po to cholerne wino i napełnił kieliszek Vivienne ostatkiem sił powstrzymując się przed tym, aby po prostu chlusnąć na nią napojem z butelki.
Uśmiechnął się sztucznie w odpowiedzi na uwagę Stevensa, a później sięgnął po własny kieliszek. — Za sukces, nawet jeżeli nie wszyscy powinniśmy — odparł, nie odmawiając sobie przy okazji tego, by wymownie zerknąć na blondynkę. Na krótko po tym podniosłe mowy dobiegły końca, a po lokalu rozeszła się muzyka, mająca zachęcić gości do tańca. Hal upił kilka łyków ze swojego kieliszka, a później wymownie zerknął na Vivienne. — Powinniście się zabawić. Sędzia Stevens to nie tylko świetny mówca, ale też i tancerz — zachęcił, nieznacznie szturchając blondynkę w ramię. Gdyby był większym chamem, zrobiłby to mocniej, ale przecież d ż e n t e l m e n o w i ani trochę nie wypadało.
Vivienne Morelisse
Jak na złość, Morelisse radziła sobie z tym zadaniem równie dobrze, jak radził sobie z nim on.
Nic dziwnego, że towarzysząca mu irytacja w tym momencie sięgnęła zenitu. Gdy alkohol wylądował na jego spodniach, miał ochotę naprawdę ją rozszarpać. Wiele bowiem był w stanie zrozumieć - docinki, drobne wpychanie siebie nawzajem na minę, a jednak tego rodzaju kompromitacja to było w jego oczach zbyt wiele. Był w ś c i e k ł y i nawet gdyby jeszcze bardziej postarał się, aby tę emocję zamaskować, prawdopodobnie nie okazałby się w tym zbyt skuteczny.
A jednak takiej reakcji z jej strony się nie spodziewał. Nie był przygotowany do fizycznego kontaktu, dlatego pospiesznie podniósł na nią nieco zaskoczone spojrzenie. Widział, co próbowała robić - ewidentnie sobie z nim pogrywała, a jednak najgorsze było w tym to, że jej się to udawało. Tym razem naprawdę dał jej się rozegrać dokładnie tak, jak tego chciała i nie był w stanie odegrać się tak, by przy tym nie zachować się jak dziecko.
Zacisnął usta w wąską linię zaledwie na moment, nie do końca rozumiejąc odczucia, które to w nim obudziło. To zaś sprowokowało w nim jeszcze większą irytację, ponieważ była to jedna z tych sytuacji, w których odnosił wrażenie, że tracił nad wszystkim kontrolę. Szczerze tego nie znosił, dlatego w końcu zrobił jedyne, na co potrafił się w takiej sytuacji zdobyć - bronił się, a przecież najlepszą bronią, jaką znał, był atak.
Wycelował w nią, bo to ona za to odpowiadała.
— Dbam o to, żebyś nie czuła się w tym osamotniona — wymamrotał w odpowiedzi, nie odmawiając sobie również tego, aby przy okazji posłać jej mordercze spojrzenie, które nie zelżało nawet wtedy, gdy raz jeszcze poprosiła go o wino. Miała tupet, to musiał jej przyznać, ale jednocześnie nie zamierzał mówić o tym na głos.
I być może by odmówił, ale powstrzymało go przed tym to, że nadal znajdowali się w towarzystwie. W dodatku byli pośród takich osób, w oczach których mimo wszystko pragnął wypadać dobrze, dlatego sięgnął po to cholerne wino i napełnił kieliszek Vivienne ostatkiem sił powstrzymując się przed tym, aby po prostu chlusnąć na nią napojem z butelki.
Uśmiechnął się sztucznie w odpowiedzi na uwagę Stevensa, a później sięgnął po własny kieliszek. — Za sukces, nawet jeżeli nie wszyscy powinniśmy — odparł, nie odmawiając sobie przy okazji tego, by wymownie zerknąć na blondynkę. Na krótko po tym podniosłe mowy dobiegły końca, a po lokalu rozeszła się muzyka, mająca zachęcić gości do tańca. Hal upił kilka łyków ze swojego kieliszka, a później wymownie zerknął na Vivienne. — Powinniście się zabawić. Sędzia Stevens to nie tylko świetny mówca, ale też i tancerz — zachęcił, nieznacznie szturchając blondynkę w ramię. Gdyby był większym chamem, zrobiłby to mocniej, ale przecież d ż e n t e l m e n o w i ani trochę nie wypadało.
Vivienne Morelisse