When the smoke clears
: sob kwie 18, 2026 3:36 pm
Frostine pokiwała powoli głową w zrozumieniu, czując współczucie w pewnej formie, natomiast nie było tego po niej za bardzo widać. Urok jej niewzruszonej twarzy, która tak naprawdę rzadko kiedy przybierała zupełnie odmienny wyraz. Nawet jej uśmiech czy serdeczność zdawały się być dosyć chłodne.
— Mimo wszystko mam nadzieję, że nie skończy się to źle i wszyscy będą finalnie bezpieczni. — zdecydowanie robiła progres, jeśli chodziło o udzielanie słownego wsparcia. Największą trudność sprawiało jej mówienie o tym, co siedziało w jej własnej duszy, ale tu na szczęście nie ona potrzebowała słów otuchy. Wiedziała, że może dawało to niewiele, ale w swoim przypadku byłaby cholernie wdzięczna nawet i za coś tak drobnego. W duchu jednak liczyła, by szpital nie musiał borykać się z kolejnymi problemami, a potem możliwe że i z kolejnymi. Takie sytuacje często sprzyjały efektowi domina.
Trochę się napięła, gdy dłoń Connora dotknęła jej ramienia, ale taka była jej naturalna reakcja. By to ukryć, pokusiła się o drobny uśmiech w jego kierunku i nie odtrąciła jego ręki. Nie każdy bywał przyzwyczajony do takiego kontaktu z drugim człowiekiem.
— Niestety, znieczulica jest dość powszechna. — skinęła głową, a w jej głosie dało się wyczuć szczątkowy smutek. A nie powinno tak być. Co prawda to Kanada, gdzie ludzie zdawali się być nieco bardziej życzliwi czy współczujący, natomiast nawet i tutaj zdarzały się wyjątki od normy. Pomoc w nagłym przypadku powinna być jednak obowiązkiem, a wielu zdawało się go unikać. Ciekawe, czy w kanadyjskim prawie było coś, co karało również i osoby, które uciekały od takiej odpowiedzialności. Frostine mogła coś o tym wiedzieć, skoro dość często bywała na salach sądowych jako tłumacz.
Na kolejne słowa również pokiwała głową, nie mając już nic więcej do wtrącenia. Ale w sumie faktycznie, nikt raczej nie śmiał się z jej imienia. Głównie było ono uważane za nietypowe i interesujące. Chociaż tyle.
— O, brzmi jak całkiem sensowna data. Żadnych świąt czy innych takich dookoła, więc ludzie nie mają wymówek, by się podpinać pod coś przy okazji. — a to była naprawdę powszechna praktyka. Jej samej nie dotyczyła, ale słyszała o tym z relacji osób trzecich. Co do 29 lutego, faktycznie ciekawym było to, jak obchodzili swoje urodziny. Frostine niestety nie miała w swoim gronie takiej osoby, więc również nie miała wiedzy na ten temat.
— To prawda, lepiej bywać w szpitalu jak najmniej. — jej usta wygięły się w nikłym wyrazie rozbawienia, choć zaraz na powrót spoważniała. — Rozumiem. W moim kręgu raczej nie ma już osób, które są częstymi bywalcami szpitala. — trochę ładniej ubrane „moi krewni już dawno zmarli” albo „nie mam już nikogo bliskiego, kto może chorować”. Parę innych wyjaśnień też pewnie by tutaj pasowało. Można to było tak naprawdę różnorako interpretować, natomiast Frostine była po prostu sama. Miała jedynie przyjaciół, ale nikogo z bliskiej rodziny poza przyrodnim bratem, którego nie uważała za nikogo bliskiego. Tyle.
Connor Walker
— Mimo wszystko mam nadzieję, że nie skończy się to źle i wszyscy będą finalnie bezpieczni. — zdecydowanie robiła progres, jeśli chodziło o udzielanie słownego wsparcia. Największą trudność sprawiało jej mówienie o tym, co siedziało w jej własnej duszy, ale tu na szczęście nie ona potrzebowała słów otuchy. Wiedziała, że może dawało to niewiele, ale w swoim przypadku byłaby cholernie wdzięczna nawet i za coś tak drobnego. W duchu jednak liczyła, by szpital nie musiał borykać się z kolejnymi problemami, a potem możliwe że i z kolejnymi. Takie sytuacje często sprzyjały efektowi domina.
Trochę się napięła, gdy dłoń Connora dotknęła jej ramienia, ale taka była jej naturalna reakcja. By to ukryć, pokusiła się o drobny uśmiech w jego kierunku i nie odtrąciła jego ręki. Nie każdy bywał przyzwyczajony do takiego kontaktu z drugim człowiekiem.
— Niestety, znieczulica jest dość powszechna. — skinęła głową, a w jej głosie dało się wyczuć szczątkowy smutek. A nie powinno tak być. Co prawda to Kanada, gdzie ludzie zdawali się być nieco bardziej życzliwi czy współczujący, natomiast nawet i tutaj zdarzały się wyjątki od normy. Pomoc w nagłym przypadku powinna być jednak obowiązkiem, a wielu zdawało się go unikać. Ciekawe, czy w kanadyjskim prawie było coś, co karało również i osoby, które uciekały od takiej odpowiedzialności. Frostine mogła coś o tym wiedzieć, skoro dość często bywała na salach sądowych jako tłumacz.
Na kolejne słowa również pokiwała głową, nie mając już nic więcej do wtrącenia. Ale w sumie faktycznie, nikt raczej nie śmiał się z jej imienia. Głównie było ono uważane za nietypowe i interesujące. Chociaż tyle.
— O, brzmi jak całkiem sensowna data. Żadnych świąt czy innych takich dookoła, więc ludzie nie mają wymówek, by się podpinać pod coś przy okazji. — a to była naprawdę powszechna praktyka. Jej samej nie dotyczyła, ale słyszała o tym z relacji osób trzecich. Co do 29 lutego, faktycznie ciekawym było to, jak obchodzili swoje urodziny. Frostine niestety nie miała w swoim gronie takiej osoby, więc również nie miała wiedzy na ten temat.
— To prawda, lepiej bywać w szpitalu jak najmniej. — jej usta wygięły się w nikłym wyrazie rozbawienia, choć zaraz na powrót spoważniała. — Rozumiem. W moim kręgu raczej nie ma już osób, które są częstymi bywalcami szpitala. — trochę ładniej ubrane „moi krewni już dawno zmarli” albo „nie mam już nikogo bliskiego, kto może chorować”. Parę innych wyjaśnień też pewnie by tutaj pasowało. Można to było tak naprawdę różnorako interpretować, natomiast Frostine była po prostu sama. Miała jedynie przyjaciół, ale nikogo z bliskiej rodziny poza przyrodnim bratem, którego nie uważała za nikogo bliskiego. Tyle.
Connor Walker