Jesus, Take the Wheel
: ndz mar 15, 2026 5:31 pm
Im dłużej nie mogły odnaleźć Xaviera, tym bardziej serce Erin podchodziło do jej gardła. Chociaż starała się ze wszystkich sił być opanowaną, to wyobraźnia już zadawała pytanie: co będzie, jeśli go tutaj nie ma?
Tłum zafalował robiąc przejście dla tej małej osóbki. Jej włosy zafalowały intensywnie, kiedy zatrzymała się w pół kroku, widząc mini dioramę matczynej miłości, pełnej złości na głupotę syna, ale miłości.
- Dzięki Panie... - wyszeptała z głębokim westchnieniem, czując ukłucie serca.
Gardło ścisnęło się jej jeszcze bardziej, kiedy usłyszała słowa Marii, wymuszając jedną łezkę, którą szybko ukryła ocierając z twarzy. Specjalnie nie zbliżała się dając im czas na to, by byli tylko ze sobą, ale przez jej ciało już zaczęła przelewać się ulga. Napięcie schodziło, przypominając o tym, że kolana ma tak miękkie, że ledwo stoi. Na szczęście nie odmówiły jej posłuszeństwa, aż do momentu, w którym podbiegła do niej Maria.
Erin pokręciła szybko głową, jakby chciała powiedzieć, że za nic nie trzeba przepraszać. Uśmiechnęła się ciepło, nie mogąc wkleić swojego słowa w to, co mówiła Maria. Dlatego ściskała tylko jej dłonie w pożyczonych rękawiczkach.
- Ty zrobiłabyś dla mnie to samo... Właściwie, to zrobiłaś. - odpowiedziała i raz jeszcze mocniej ścisnęła jej dłonie. - Cieszę się, że mogłam...
Zawahała się na chwilę, nad czymś intensywnie myśląc. Jej oczy spłynęły na splecione dłonie, a potem wróciły do twarzy rozmówczyni. Przygryzła wewnętrzną stronę dolnej wargi.
- Amm... Właściwie jest coś. - zaczęła niepewnie, nie bardzo wiedząc, jak ubrać to w słowa.
No dalej Mała, najwyżej powie nie.
- Dopiero co przeniosłam się do Toronto... - to gwałtownie zmieniła ton: - Ale nie czuj się do niczego zobligowana!
Uch, jaki mętlik!
- Jak to wszystko opadnie... Może mogłybyśmy pójść kiedyś na kawę? - zapytała, po czym sama sprzedała sobie mentalnego facepalma: - A tak przy okazji... Jestem Erin.
Maria A. Perez
Tłum zafalował robiąc przejście dla tej małej osóbki. Jej włosy zafalowały intensywnie, kiedy zatrzymała się w pół kroku, widząc mini dioramę matczynej miłości, pełnej złości na głupotę syna, ale miłości.
- Dzięki Panie... - wyszeptała z głębokim westchnieniem, czując ukłucie serca.
Gardło ścisnęło się jej jeszcze bardziej, kiedy usłyszała słowa Marii, wymuszając jedną łezkę, którą szybko ukryła ocierając z twarzy. Specjalnie nie zbliżała się dając im czas na to, by byli tylko ze sobą, ale przez jej ciało już zaczęła przelewać się ulga. Napięcie schodziło, przypominając o tym, że kolana ma tak miękkie, że ledwo stoi. Na szczęście nie odmówiły jej posłuszeństwa, aż do momentu, w którym podbiegła do niej Maria.
Erin pokręciła szybko głową, jakby chciała powiedzieć, że za nic nie trzeba przepraszać. Uśmiechnęła się ciepło, nie mogąc wkleić swojego słowa w to, co mówiła Maria. Dlatego ściskała tylko jej dłonie w pożyczonych rękawiczkach.
- Ty zrobiłabyś dla mnie to samo... Właściwie, to zrobiłaś. - odpowiedziała i raz jeszcze mocniej ścisnęła jej dłonie. - Cieszę się, że mogłam...
Zawahała się na chwilę, nad czymś intensywnie myśląc. Jej oczy spłynęły na splecione dłonie, a potem wróciły do twarzy rozmówczyni. Przygryzła wewnętrzną stronę dolnej wargi.
- Amm... Właściwie jest coś. - zaczęła niepewnie, nie bardzo wiedząc, jak ubrać to w słowa.
No dalej Mała, najwyżej powie nie.
- Dopiero co przeniosłam się do Toronto... - to gwałtownie zmieniła ton: - Ale nie czuj się do niczego zobligowana!
Uch, jaki mętlik!
- Jak to wszystko opadnie... Może mogłybyśmy pójść kiedyś na kawę? - zapytała, po czym sama sprzedała sobie mentalnego facepalma: - A tak przy okazji... Jestem Erin.
Maria A. Perez