Strona 2 z 2

señorita, you're a cheater; well, so am I

: wt mar 24, 2026 10:52 pm
autor: lazare moreau
Używki i kłamstwa były równocześnie podstawowymi elementami świata, w którym Lazare, przynajmniej do niedawna, poruszał się jak przysłowiowa ryba w wodzie, więc może cały ten pomysł z zamianą kariery łyżwiarza figurowego na tą aktora naprawdę nosił w sobie całkiem interesujący potencjał? Tak czy inaczej, rola Lazare wcale nie uległaby takiej znowu diametralnej metamorfozie: czy jako sportowiec, czy też jako aktor, i tak za zadanie miałby zabawiać, zadziwiać, poruszać publikę, z głodnymi wrażeń spojrzeniami śledzącą jego smukłą sylwetkę.
Zdarzyło się chyba nawet raz, czy drugi, że ktoś poruszający się na styku obydwu środowisk - jakiś dawny znajomy albo kochanek Lazare, który miał wejścia tak w świecie sportu, jak i w tym filmowym - zasugerował Moreau, że może to pora na rozszerzenie jego działalności przed kamerą ponad te jej formy, które nie były mu obce do tej pory: parę kampanii reklamowych, występ w jednym teledysku, i oczywiście całe mnóstwo mniej i bardziej reżyserowanych wywiadów. Tak, do świata wielkiego kina oczywiście przebić było się niezwykle trudno, ale zawsze pozostawała opcja z tworzeniem treści w mediach społecznościowych albo otworzeniem własnego kanału na YouTubie (w końcu na pewno istniała jakaś grupa osób, która chciałaby dowiedzieć się, co Lazare Moreau zwyknie jadać na śniadanie, albo posłuchać o jego traumatycznym końcu kariery, albo aktualnym planie treningowym...). Do tego pierwszego Lazare brakowało jednak talentu, a do drugiego - cierpliwości. Póki co unikał więc błysku reflektorów i fleszy, choć nie raz zdarzało mu się tęsknić do sensacji, którą potrafił kiedyś budzić jednym gestem, albo wyjątkowo błyszczącym, perfekcyjnie zaplanowanym uśmiechem.

Interakcja z Marą okazywała się być natomiast cudownie kojącym erzacem. Z jednej strony zapewniała mu dokładnie to, czego łaknął - atencję, ciekawe towarzystwo, jakąś dozę ekscytującej niepewności względem tego, w jakim kierunku potoczą się sprawy między nimi... Z drugiej strony, co może było mimo wszystko jakimś osiągnięciem terapeutycznym, Moreau czuł się przy kobiecie na tyle bezpiecznie, że nie podejrzewał, że cała ta interakcja jest na przykład jakimś sprytnym zabiegiem, i następnego dnia Lakefield sprzeda treść ich dzisiejszej rozmowy gazetom.
- Och, w takim razie to zdecydowanie sukces - odpowiedział prędko. Gdy dopisywał mu odpowiedni nastrój, Lazare lubił się droczyć, słowne potyczki wzbogacając swoim ładnym, szelmowskim nieco uśmiechem. Nieeleganckim byłoby jednak trzymać Marę w niepewności kiedy pytała tak otwarcie. Tym bardziej, że mówił to zupełnie szczerze.

Kolejna wypowiedź rudowłosej połaskotała sponiewierane w ostatnich miesiącach poczucie własnej wartości Lazare niczym ciepły promień wiosennego słońca. Nie było w końcu nic lepszego niż poczucie, że nie tylko go słuchano, ale również zapamiętywano jego słowa. Cóż, może nie powinien był myśleć o tym za dużo - w końcu umiejętność aktywnego słuchania i rejestrowania sporej dozy pozornie nieistotnych informacji o najróżniejszych pacjentach była niemalże wpisana w listę zawodowych wymogów Mary. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że tym jednym pytaniem kobieta zdobyła sobie u niego sporą porcję punktów.
Gdyby oczywiście takowe liczył.
- Jestem pod wrażeniem twojej uważności i pamięci... - przyznał, nie chcąc by uznała, że ich nie doceniał, wychodząc tym samym na jeszcze większego narcyza niż mógł się do tej pory wydawać - Nie wiem, czy mrozi ona krew w żyłach, czy jest raczej dowodem mojej szczeniackiej głupoty, ale musimy cofnąć się do turnieju łyżwiarstwa figurowego juniorów w... yyy... - zastanowił się na chwilę. Miał wtedy nie więcej niż trzynaście lat, więc było to jeszcze przed Nadirem. Samo wspomnienie bruneta sprawiło, że Lazare przenikł teraz nieprzyjemny dreszcz, szybko zapity przezeń kolejnym łykiem alkoholu. - ...dwutysięcznym piątym? W Paryżu. To była jedna z pierwszych tego typu eskapad, podczas których matka puściła mnie samopas. Kilka z najlepszych dni mojego życia... Dopóki w przerwie między treningami nie wpadło nam do głowy spróbować sławnych pieczonych kasztanów z Pól Elizejskich... - Rozgadał się nieco, z jakąś dozą rozczulenia wspominając tamtego nieopierzonego dzieciaka, którym był w opowiadanej Marze historii. Już wtedy łyżwiarstwo figurowe ewidentnie wypełniało największą, najważniejszą część jego życia. Gdyby tamten chłopiec tylko wiedział, jak się to wszystko skończy... - I nie obudziłem się dzień później w szpitalu, po szoku anafilaktycznym w centrum Paryża, którego i tak ani trochę nie pamiętam - Żachnął się - Także pewnie nigdy więcej nie dowiem się, jak tak naprawdę smakują kasztany... - Dodał, orientując się nagle, że znów pozwolił swojemu językowi rozplątać się o wiele obficiej, niż w większości innych okoliczności. A jednak Mara naprawdę musiała mieć prawdziwą, psychologiczną smykałkę; niezależnie, czy wykorzystywała ją w profesjonalnych i etycznych warunkach, czy też w tych nieco bardziej dwuznacznych - Ale dość o mnie. Lepiej sama mi powiedz, czy zdarzyło ci się w przeszłości coś równie... - mrożącego krew w żyłach - ...nie bójmy się tego powiedzieć. Coś równie idiotycznego.

Mara Lakefield

señorita, you're a cheater; well, so am I

: czw kwie 02, 2026 1:55 am
autor: Mara Lakefield
Mara nie potrafiłaby żyć w blasku fleszy i na językach innych ludzi. Ceniła sobie bardzo swoją prywatność. Była osobą otwartą i chętnie nawiązującą relację z ludźmi, ale występowanie przed kamerą? Fani? Wrogowie? Oczekiwania społeczeństwa? I to oczywiście najczęściej zbyt wygórowane, wręcz chore? Tysiące plotek na temat jej brzucha - czy to ciąża czy zbliżająca się miesiączka czy zmniejszona liczba ćwiczeń przez chorobę? Oszalałaby, gdyby tak miała żyć, więc nie zazdrościła żadnym gwiazdom ani celebrytom, ponieważ wiedziała, że wszystko ma swoją cenę. Tym bardziej sława i blichtr miały nieraz cholernie zbyt wysoką cenę i bywały przereklamowane. Nawet teraz przed sobą miała przykład mężczyzny, który był na samym szczycie - wielbiony, ceniony i szanowany, by w mgnieniu oka zostać zmieszanym z błotem za błąd, który popełnił, by sprostać tym wszystkim oczekiwaniom.
Dlatego nie zazdrościła mu wszystkiego. Tego uroku, tajemniczości i gracji? Tak. Ale nie musiała być terapeutą, żeby wiedzieć, że musiał już wiele w swoim życiu przeżyć i to niekoniecznie dobrego. Z drugiej strony, sobie też za szczególnie nie zazdrościła. Była samotną i zagubioną rozwódką po trzydziestce na którą nawet kot nie czekał w domu. Miała rodzinę, przyjaciół, była zdrowa, osiągnęła pewien sukces zawodowy, ale brakowało jej czegoś. Brakowało jej pewnej iskierki w życiu. Co to mogłoby być? Sama nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a tym bardziej nie zamierzała z kimś o tym rozmawiać, bo przecież Mara Lakefield nie pójdzie na terapię.
Za to z chęcią poszła na drinka z pacjentem mężczyzną, który wydawał jej się cholernie interesujący i jak na razie ani razu w to nie zwątpiła. - W takim razie musimy zadbać o to, aby tym sukcesem pozostało- uśmiechnęła się delikatnie zanim uniosła kieliszek do ust i upiła łyk alkoholu. Czy miała coś konkretnego na myśli? Możliwe…
Ale była też ciekawa historii o której zaczął jej opowiadać Lazare ostatnim razem. Doskonale pamiętała tamtą rozmowę z dwóch względów- tak, miała bardzo dobrą pamięć do wyłapywania takich szczegółów, którą trenuje i szlifuje w pracy. Jednak drugim powodem było to, że była to dosyć nietypowa rozmowa, ponieważ tamtego wieczoru pierwszy raz została zaproszona na randkę w ramach wyminięcia odpowiedzi na pytanie.
- I ciekawości. Jestem cholernie ciekawska- wtrąciła jeszcze dumnym głosem nic nie robiąc sobie z tego, że większość uznałaby to za wadę. Może i tak było, ale Mara miała spory dystans do samej siebie. Słuchała więc opowieści Lazare z nieukrywanym zainteresowaniem, w pełni skupiając się na nim - na słowach i mimice, więc wyłapała tą zmianę na twarzy, która trwała raptem ułamek sekundy. Czy powinna to pociągnąć? Podczas terapii pewnie by to zrobiła, ale przecież na niej nie są.
- Idiotyczne by to było, gdybyś je zjadł z pełną świadomością, że dostaniesz wstrząsu anafilaktycznego. Natomiast w tym przypadku to było niezłe zrządzenie losu- zaśmiała się słysząc zakończenie historii i jego pytanie. Zaraz jednak oparła się wygodniej plecami o oparcie i zaczęła się zastanawiać, co mu zdradzić. Wpatrywała się przy tym w niego intensywnie jakby próbowała odszukać w odmętach wspomnień, którą historią się chce z nim podzielić.- Hmm… w sumie mam jedną naprawdę idiotyczną historię- odezwała się w końcu na powrót pochylając się w jego kierunku i opierając się na przedramionach o blat stolika. - Byłam trochę starsza niż Ty podczas zawodów w Paryżu . Miałam może osiemnaście lat? Na pewno byłam jeszcze w szkole średniej- kontynuowała łapiąc nóżkę od lampki wina i wodząc palcami wzdłuż niej. - Na wstępie dodam na swoją obronę, że byłam nieźle pijana i był to okres początków zaznajamiania się z alkoholem, więc wystarczyło naprawdę niewiele- uśmiechnęła się szerzej na wspomnienie tych szalonych, młodzieńczych lat. - A więc razem z koleżanką upiłyśmy się i uznałyśmy, że cudownym pomysłem byłoby w środku nocy pójść do parku i wykąpać się tamtejszej fontannie. Oczywiście to zrobiłyśmy dopóki nie przegonił nas o ochroniarz biorąc nas chyba za bezdomne- zaśmiała się ponownie i pokręciła głową sama do siebie na myśl o tym, co mogła złapać w takiej fontannie. Aż upiła kolejny łyk alkoholu. - Czy to jest wystarczająco idiotyczne?- spytała przechylając głowę na bok i wpatrując się w jego błękitne tęczówki, które w tym świetle niesamowicie błyszczały aż z daleka.


lazare moreau