Strona 2 z 5
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: śr lut 25, 2026 12:53 am
autor: Erika Lindberg
Z pewnością można było powiedzieć, że Dazana należała do tych bardziej barwnych postaci w ich drużynie. Oczywiście poza Sarcielem, który jako bard musiał w oczywisty sposób czarować swą osobowością oraz wyglądem. Pod pewnym względem oboje byli niczym swoiste kolorowe ptaki tej drużyny.
Zaskoczeniem też nie było, że Vesper znajdowała się po drugiej stronie tego osobliwego spektrum. Niektórzy śmiało wytknęliby jej dosyć mroczną aparycję oraz fakt, że nie była kobietą, która szczególnie wiele nie mówiła o sobie. Była jedną z tych bardziej tajemniczych typów, ale bynajmniej nie dlatego, że się o to starała.
Wróżki z pewnością bawiły się wyśmienicie, a wszystko to ich kosztem. Zapewne w tym momencie rozkoszowały się sekretami i niepojętymi kłamstwami, które potrafiły je nakarmić o wiele lepiej niż te opowiadane przez bardziej konwencjonalną ekipę. Z pewnością uczynili im ogromną radość przystając na te gierki.
Starała się nie analizować zbytnio tego głębszego oddechu, który Dazana zaczerpnęła pod wpływem jej dotyku. Być może była to reakcja na nagłe muśnięcie zimnej dłoni. De Graaf zdawała sobie sprawę z tego, że jako, technicznie rzecz biorąc, nieumarła nie posiadała zwyczajnej ludzkiej temperatury. Domyślała się zatem tego, że wszelki kontakt fizyczny z nią mógł być nieco nieprzyjemny z tego względu. To pewnie właśnie dlatego druidka tak na nią reagowała. To wydawała się najrozsądniejsza odpowiedź.
Choć nie chciała to musiała powiedzieć to wszystko. Wróżki były zachwycone jej słowami. Właśnie tego pragnęły i starały się uzyskać podobne odpowiedzi od reszty. Zwłaszcza elfki, która próbowała je jeszcze chwilę wcześniej wykiwać.
Nie minęło wcale wiele czasu nim w końcu każdy wyznał to, co od dawna pragnął sobie wmówić. Świat zafalował. W końcu mogli zobaczyć to, gdzie naprawdę powinni zmierzać. Liczyli też na to, że zgodnie ze swym kłamstwem Aziz doskonale wiedział jak powinien ich poprowadzić do miasta.
Ruszyli przed siebie zdeterminowani do tego, aby zostawić śmiechy fey za sobą i zbliżyć się choć odrobinę do stolicy regionu. Vesper wyczekiwała z niecierpliwością momentu, gdy będą mogli nareszcie postawić swe stopy za bramami al-Quamar.
- Dazano... - rzekła ściszonym głosem i podeszła bliżej do druidki, aby położyć jej dłoń na ramieniu. - Odpuść. Wszyscy mają dziś dosyć i nikt nie chce rozmawiać o tym, co zaszło. Daj im na spokojnie odpocząć i to przetrawić.
Wychodziła z założenia, że jeśli tyko ktoś chciał to sam poruszy swój temat. Na razie musieli znaleźć dobre miejsce na obóz. Wciąż byli zmęczenia, do zachodu słońca zostawało coraz mniej czasu. To było jasne, że musieli się wkrótce zatrzymać gdzieś, aby zaznać ożywczego snu.
kalasztorka
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: śr lut 25, 2026 11:42 am
autor: April Finch
Powrót do normalności powinien przynieść ulgę. Czy jednak powinni brać ich codzienność za normalność? Pewnie nie. Przynajmniej chwilowo nie mieszała im w głowie żadna magia, byli w stanie odróżnić kierunku świata i mieli pewność, w którą stronę iść. A przynajmniej Aziz ją miał. Albo tylko takiego zgrywał. Trudno. Nie mieli lepszej opcji niż podążanie za nim. Wszyscy sprawiali wrażenie odprężonych. No dobrze, to lekka przesada. Uspokojonych. Rozluźnili ramiona, pozwolili sobie na swobodny krok i głębokie wydechy. Wierzyli, że teraz został tylko spacer i odpoczynek. Nic okropnego.
Uniosła zaskoczona brwi, słysząc tuż obok głos de Graaf. Tym razem nie zareagowała emocjonalnie na jej dotyk. W swoim głupkowatym zamyśleniu nie dotarło do niej w pierwszych milisekundach, że ktoś do niej mówi, ale to tyle. Interakcja była przecież całkiem... zwyczajna. Tak jej się przynajmniej wydawało. Ludzie zachowywali się tak bez przerwy. To miało skupić uwagę odbiorcy komunikatu oraz udzielić mu jakiegoś rodzaju wsparcia. Niekoniecznie takiego, które popiera jego działania. Niektórzy chcieli po prostu, by odbiorca komunikatu w łatwiejszy sposób dostosował się do ich rad. A jeszcze inni po prostu byli dotykalscy i nie lubili rozmawiać bez żadnego kontaktu fizycznego. Wiedziała, że czarnoksiężnica nie jest tym ostatnim typem. Po jej wyjaśnieniach druidka mogła się domyślać, że chodziło o pchnięcie jej w ramiona normalności. I zamknięcia mordy. Uśmiechnęła się do niej odruchowo, choć w jej oczach brakowało radości. Tak ludzie też bez przerwy robili.
— Dobrze, już dobrze. Zamykam się. Dozera też. — Skinęła głową, by przypieczętować własne postanowienie. Siedzenie w ciszy nie było przyjemne. W naturze przecież takie rzeczy się nie zdarzały. Cisza oznaczała coś złego, jakieś okropieństwa. Jak w tej iluzji przed momentem. Wiedziała, że nadal będzie słyszeć wokół siebie las, ale było jej przykro, że nie może mu odpowiadać.
Zatrzymała się na moment, bez żadnego skrępowania ściągając z siebie długą kurtkę z kapturem. Zdecydowanie powinna zachować błyskotki, by móc zaopatrzyć się w mieście w nowy strój. Może jakaś elegancka, kolorowa koszula? To byłoby naprawdę coś! Sprytnie związane, ciemne szarfy przykrywały jej piersi i... właściwie to tyle. Daleko jej jeszcze było to wielkomiejskiej mody. Reszta drużyny mogła się tylko wściekać. Faktycznie nie wyglądała na aż tak poranioną. Była poobijana i mocno podrapana, ale to nic takiego. Wyliże się. Będzie się na niej goić jak na psie. Przejechała palcem po najbardziej poszarpanym przecięciu, które wyglądało, jakby ktoś chciał powycinać jej większość organów wyjątkowo nowatorską metodą. Prawie nie bolało. Uśmiechnęła się zadowolona. Obróciła płaszcz i założyła go na siebie tył na przód tak, że kaptur miała pod twarzą. Oby nie przewiało jej nerek! Zaczęła mruczeń coś pod nosem, ewidentnie inkantując jakieś zaklęcie. Jego wynikiem okazał się niewielkich rozmiarów lis, który zmaterializował się w kapturze. Uśmiechnęła się do niego na powitanie.
— Hej! Wszystko u ciebie w porządku? Chcesz trochę z nami pochodzić? Szukamy już miejsca do obozowania, nie będę cię tu długo trzymać. Chyba że chcesz spędzić z nami noc? Możesz posiedzieć ze mną na warcie, na pewno będzie świetnie. — Przekazała zwierzakowi w myślach. To całkiem niezłe rozwiązanie na trzymanie się prób zdobywania przyjaciół przy jednoczesnym niewkurwianiu swoich obecnych.
Aziz zatrzymał w końcu wszystkich na polanie. Miejsce sprawiało wrażenie bezpiecznego. Była niedaleko traktu, ale nie kompletnie na widoku, zapraszając do siebie wszystkich okolicznych pomyleńców. Mieli dość miejsca, by każdy mógł znaleźć jakiś kącik dla siebie, coś zjeść i rozpalić ogień, bo przecież robiło się już chłodno. Dazana pomogła mu przygotować teren, od czasu do czasu rzucając w myślach głupimi żartami do lisa, który był dla niej wyjątkowo uprzejmy. Ale się jej trafiło!
— Mogę wziąć pierwszą wartę. I tak chciałem dać sobie czas na dalsze planowanie. — Zaaferował się Aziz, przecierając wierzchem dłoni usta wilgotne od łapczywie pitej wody. Nikt nie zgłaszał sprzeciwu.
— Mogę być w środku — rzucili niemal jednocześnie bard i rangerka. Z tym wręcz nie wypadało się kłócić, skoro aż tak ich do tego ciągnęło.
— Dobra, to ja wezmę poranną. Jak chcesz, to śpij. Damy sobie radę — zwróciła się do nieumarłej, wskazując na siebie i lisa, który rozkosznie drzemał w kapturze, który druidka z czułą ostrożnością rozłożyła mu w pobliżu ogniska. Niech sobie chłopak odpocznie przed pilnowaniem. Warty w parach pewnie miały więcej sensu, ale Dazana wychodziła ze skóry, by przypodobać się zirytowanej drużynie, a cóż jest skuteczniejszego niż uprzejmość? Wszyscy przecież kochali spać.
sleeping beauty
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: śr lut 25, 2026 7:34 pm
autor: Erika Lindberg
Dla każdego normalność była czym innym. Ich własna składała się z długich podróży, które obfitowały w walkę oraz niecodzienne wydarzenia. Takie jak to, na które się chwilę temu natknęli. W zasadzie nie różniło się to szczególnie od tego do czego Vesper przywykła za życia, które wiodła w najemniczej organizacji, która najmowana była przede wszystkim przez kupców by chronili ich wędrowne karawany. Nie przywykła jednak do tak wielkich zagrożeń z jakimi się obecnie borykali. W dodatku przyświecał im pewien konkretny cel.
Wiedziała, że żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty na to, aby rozgrzebywać wszelkie swoje obawy. Ta rana była zbyt świeża. Żadne z nich nie było gotowe na podobne wyznania, a co dopiero na to, aby o nich obszerniej porozmawiać. Potrzebowali przynajmniej odrobiny czasu, aby to wszystko przetworzyć. Być może jeśli dojdą do jakiejś karczmy to będą mieć sposobność oraz ochotę na to, aby zagłębić się w szczegóły tego spotkania. Zwłaszcza jeśli alkohol rozwiąże im język.
- Nie musisz kompletnie milknąć - zapewniła ją, starając się brzmieć możliwie jak najłagodniej. - Po prostu daj temu jednemu pokój.
Wiedziała, że Dazana może pojmować inaczej i nie zniosłaby ciszy. Dlatego nie chciała jej tego zabierać. Po prostu wolałaby, aby dla komfortu reszty drużyny prowadzony na głos dialog dotyczył innej tematyki. Chyba, że druidka musiałaby z siebie zrzucić pewien ciężar. Wtedy mogła jak najbardziej wysłuchać jej telepatycznie. Ot byłby to jedynie kolejny głos w głowie Vesper. Byłaby w stanie to znieść. Zwłaszcza dla towarzyszki.
De Graaf zdawała sobie sprawę z tego, że wciąż nie ma pojęcia jak właściwie powinna rozmawiać z Dazaną. Bywały momenty, gdy naprawdę się dogadywały. Rzucały konkretnymi żartami, uderzały w ton, który okazywał się być dla nich obu odpowiedni, ale... No właśnie: to były jedynie momenty. Krótkie. Wciąż nie wiedziała, co dokładnie je wyzwalało i sprawiało, że bez trudu mogły odnaleźć komfort w swoim towarzystwie.
Obserwowała mimowolnie jak kobieta zdejmuje płaszcz. Wiedziała, że prawdopodobnie nie powinna się przyglądać, ale jej oczy samoistnie podążały do postaci druidki. Przeskanowała jej nagie ramiona i plecy, które nie wyglądały tak najgorzej. Gdyby nie kilka głębszych ran mogłaby uznać, że zamiast toczyć groźny bój Dazana po prostu wpadła w pobliskie zarośla, które poharatały jej skórę.
Widziała to jak kobieta przyzywa niewielkiego lisa, który zapełnił kaptur jej szaty. Trudno było się nie uśmiechnąć na ten widok, co nie umknęło uwadze znajdującego się niedaleko barda, który uniósł jeszcze brew w zdziwieniu, gdy tylko dostrzegł to jak przygląda się druidce.
Nie musieli iść szczególnie daleko. Wkrótce Aziz faktycznie znalazł dla nich całkiem przyjemną polanę, gdzie mogli rozbić swój obóz. Vesper od razu siadła w pobliżu przewróconego drzewa, o które oparła się plecami. Odnalazła w swoim ekwipunku bukłak z nieprzyjemnie ciepłą wodą i wzięła kilka ożywczych łyków, gdy towarzysze zaczęli ustalać kolej wart obejmowanych w nocy.
- Potowarzyszę ci. Jeśli tylko chcesz - zaproponowała, sięgając przy okazji do swego plecaka, w którym trzymała zestaw kości oraz talię kart.
Było to stare przyzwyczajenie jeszcze z czasów najemniczych. Lubiła spędzać w ten sposób czas przy ognisku. Na pewno pomagało to w zacieśnianiu relacji pomiędzy członkami drużyny oraz w spędzeniu wolnego czasu podczas odpoczynku. Nie widziała zatem przeciwwskazań do tego, aby zagrać kilka partyjek z Dozaną jeśli faktycznie byłaby chętna.
lisolubka
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: śr lut 25, 2026 8:42 pm
autor: April Finch
Znajdowanie złotego środka było umiejętnością, nad którą musiała jeszcze popracować. Bardzo łatwo popadała ze skrajności w skrajność. Była w euforii albo w depresji. Obojętna albo w furii. Paplała jak najęta albo milczała całkowicie. Chociaż teraz trochę oszukiwała, przecież rozmawiała z lisem. Okazał się wyjątkowo uroczym towarzyszem podróży. Aż szkoda, że za kilka godzin zniknie. Do budzenia się rano zawsze miała stosunek ambiwalentny, to tylko kolejny powód na minus. Może kiedyś się z porankami naprawdę polubi.
Niebiosa i inne dziwne wymiary może będą dla nich łaskawe. Pogoda była naprawdę ładna, na niebie widocznych było naprawdę niewiele chmur. Zrobiło się chłodniej, ale nie było lodowato. Las sprawiał wrażenie spokojnego, zapadającego w większości w błogi sen. Wszystko, co budziło się po zmroku, było zajęte swoimi sprawami. Dazana szczerze wierzyła, że nie spotka ich nic paskudnego i będą mogli wypocząć. Inaczej zniesienie kolejnego dnia będzie bardzo trudne. Zarówno dla niej, jak i dla jej towarzyszy przez nią.
— Naprawdę? — Spojrzała na nią zaskoczona. Może jednak nie będzie musiała opowiadać historii swojego życia lisowi! Jakkolwiek był miły, lepiej dogadywała się z tymi, którzy o poranku nie wyparowywali. Uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy rozbłysły mocnym, jaskrawym blaskiem. Wygląda na to, że nieumarłej łatwiej było wzbudzić w niej wielką radochę niż wściekłość czy smutek.
— To fenomenalnie. Ale słuchaj, musisz mi coś obiecać, dobra? Proszę, postaraj się zapamiętać swój sen. Ja wiem, że to nie jest takie proste, ale po prostu spróbuj. — Klasnęła w dłonie, zachwycona wizją nadchodzącej rozmowy. To będzie dla niej coś nowego, a przecież żyła dla nowości. Jak ona teraz zaśnie w tej całej ekscytacji? Cóż, przede wszystkim bardzo prosto. Nigdy nie potrzebowała wielu starań. Żałowała, że nie jest w stanie spać w zwierzęcej postaci. To dopiero byłoby coś! Na pewno wysypiałaby się dużo lepiej. Ale musi jej to wystarczyć.
Noc mijała dość spokojnie. Wszyscy, poza Azizem, znaleźli dla siebie idealne miejsce i pozycje. Wymęczenie podróżą pomogło im zasnąć wyjątkowo szybko i mocno. Ognisko tliło się łagodnie, kusząc przewodnika obietnicami pokoju. W oddali słychać było pohukiwanie sowy, jakieś odległe szelesty, połamaną gałąź i mocniejszy podmuch wiatru...
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
April wycelowała w Briana słonymi paluszkami, które właśnie zgarnęła ze stołu. Wbiła w niego złowrogie spojrzenie, przez co aż podniósł wzrok znad stołu i rozłożył bezradnie ręce.
— Jak wyrzucić coś, przez co nie będzie long resta, to mnie chyba popierdoli. Rzuć tą, na pewno będzie dobrze. — Podała mu jedną ze swoich kostek. Tę dużą, przezroczystą, wyglądającą jak cenny diamencik. Nie martwiła się nawet o te jego brudne paluchy. Mistrz Gry przejął kość, potrząsnął nią w dłoni i rzucił. Przyglądał się przez moment wynikowi w milczeniu, z wyraźnie zmartwioną miną. Napięcie robiło się nie do zniesenia.
— Kolejne godziny mijają spokojnie. Nadchodzi pora na zmianę warty — pociągnął wreszcie, przenosząc wzrok na Kevina i Jennę. Oboje prychnęli oburzeni tym niepotrzebnym pajacowaniem, Eric uśmiechnął się tylko niewinnie.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
— Naprawdę zaimponowałaś mi tą walką. Determinacja bije od ciebie na kilometr. Ma to coś wspólnego z naszą ostatnią rozmową, no przyznaj? — Bard przechylił głowę przyglądając się elfce z nonszalanckim uśmiechem. Dzięki wspólnym wartom mieli już okazję lepiej się poznać. Nie chodziło tylko o ich umiejętności, ale też o coś więcej. Wśród uspokajającej ciszy oboje nabierali odwagi do otwierania się.
— Pewnie miało. Ale nie pochlebiaj sobie, to dopiero początek. Nawet nie widzę na horyzoncie szansy na odnalezienie Faelynn. Ale jak tak się nam wszystkim przyglądam, to zaczynam szczerze wierzyć, że to się uda, wiesz? — Elfka uśmiechnęła się niepewnie, na moment przenosząc wzrok na śpiących przyjaciół. Trudno było żyć ze sobą, ale bez siebie nie było wcale lżej. Obecna sytuacja byla po prostu w porządku. Oboje byli gotowi brnąć w to dalej.
Dazana podziękowała obojgu za pobudkę. Odeszła kawałek od śpiących, żeby ich w tym spanku nie rozpraszać. Przeciągnęła się leniwie, wystawiając skórę w stronę, z której niedługo przyjdzie słońce. Do świtu jeszcze trochę zostało, ale ona już nie mogła się doczekać. Jak zwykle. Przejechała palcami po skórze, gdzie jeszcze kilka godzin wcześniej badała uciążliwe rozcięcia. Wszystko było już dobrze. Idealnie. Złożyła płaszcz w kostkę, korzystając z faktu, że jej lisi przyjaciel już wrócił do siebie, schowała odzienie do torby. Zapowiadała się perfekcyjna pogoda, pal sześć te szmaty.
—To jak, udało się? Coś ci się śniło? Zapamiętałaś? Chcesz mi opowiedzieć? — Dopadła do Vesper, gdy tylko nieumarła się ogarnęła i znalazła obok. Złapała ją za ramiona w tej całej ekscytacji, jakby chciała z niej te sny wytrząsnąć. Szybko ogarnęła, że tak to ludzie zdecydowanie nie robią, więc puściła ją i uśmiechnęła się niepewnie.
— Dozera kazała mi naruszyć twoją przestrzeń osobistą, wybacz — wytłumaczyła się. To nawet nie stało obok prawdy.
the ace of spades
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: czw lut 26, 2026 12:49 am
autor: Erika Lindberg
Ich drużyna nie była wolna od pewnych tarć pomiędzy jej członkami. Między nimi często wychodziło do wybuchów czy też pewnych mniejszych lub większych konfliktów. Trudno było im się nieraz wyczuć i dostosować do reszty. Nie wspominając już o tym, że były momenty, w których po prostu nie radzili sobie najlepiej z całym tym stresem oraz nagromadzeniem emocji.
Warunki do obozowania wydawały się naprawdę idealne. Chociaż niejednokrotnie przekonali się już, co do tego, że sytuacja była niezwykle dynamiczna i potrafiła się szybko zmienić. Oby jednak pogoda faktycznie im dopisywała, a blask ogniska utrzyma od nich z daleka dzikie bestie i jednocześnie nie przyciągnie bandytów, którzy mogliby się czaić w pobliżu traktu. Zasługiwali na solidne osiem godzin odpoczynku.
- Oczywiście, że tak - przytaknęła, nie spodziewając się szczerze tak entuzjastycznej odpowiedzi.
Dla niej nie było to wcale nic wielkiego. Wiedziała, że ich elfka nie miała nic przeciwko obstawieniu dwóch wart ze względu na to, że przez swój trans potrzebowała krótszego odpoczynku niż pozostali członkowie drużyny. Czemu zatem nie miała dotrzymać towarzystwa druidce? Zwłaszcza, że ta chyba naprawdę go potrzebowała.
- Postaram się chociaż... - westchnęła ciężko, wiedząc, że Dozana może nie zrozumieć tego z czym się borykała. - Czasem w snach odwiedza mnie patronka. Nie mogę wtedy przez nią śnić. Jednak jeśli się uda... To się postaram.
Nigdy nie wiedziała, kiedy właściwie Lady Morana postanowi wykorzysta ich niecodzienną więź, aby uciąć sobie z nią pogawędkę. Liczyła jednak na to, że przynajmniej tej nocy będzie mogła się normalnie wyspać. Nie pamiętała nawet kiedy ostatni raz przyszedł do niej jakiś konkretny sen.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Lindberg nie mogła powstrzymać się od uśmiechu, gdy tylko zobaczyła reakcję przyjaciółki, która odgrażała się Mistrzowi. No tak. W końcu ostatnim razem zostali w środku nocy zaatakowani przez przemienionych w wilkołaki Malarytów. Nie był to na pewno wymarzony długi odpoczynek. Całe szczęście nie czekała ich potem kolejna walka w ciągu dnia, bo część z nich przypłaciła tę przygodę pierwszym stopniem wycieńczenia.
- Myślę, że Erika powinna jeszcze rzucić na to czy nie będzie miała mokrego snu o Dazanie - odezwała się Jenna, trącając przyjaciółkę ramieniem.
Znowu to samo. Przewróciła teatralnie oczami, ale szczerze mówiąc podobał jej się ten pomysł. Było to coś głupiego i chętnie weszłaby w taki układ. Siedzący za ekranem Brian jedynie westchnął.
- Erika, rzuć mi d20 na to czy w śnie odwiedzi cię Morana... - powiedział powoli, a widząc to jak Jenna otwiera usta dodał jeszcze pospiesznie. - Na sześć lub dziewięć będziesz miała zamiast tego mokry sen o Dazanie.
Dziewczyna ujęła w dłoń własną kość i rzuciła nią na stojącą przed nią tackę. Obserwowała jej tor przez chwilę, aż w końcu jej oczom ukazała się widniejąca na górze liczba...
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Pozostałe warty minęły naprawdę szybko, a Vesper nim się obejrzała była już wyrwana ze snu przez elfkę, która zamierzała dokończyć swój własny trans. Z pewnością nie była gotowa do tego, aby stawić czoła temu, co miał nieść ze sobą nowy dzień.
Pozostałości snu wciąż się jej trzymały w momencie, gdy niepewnie dołączyła do czuwającej na polanie druidki, która natychmiast do niej dopadła. De Graaf w tym momencie chyba po raz pierwszy była wdzięczna za swój nieumarły stan. Inaczej z pewnością zaczerwieniłaby się w momencie, gdy tylko poczuła dotyk Dazany na swojej skórze.
- Nic nie szkodzi... - mruknęła, dalej czując się nie do końca komfortowo z taką bliskością o czym na pewno świadczyła pewna sztywność w jej mięśniach. - Cóż... Chyba nie mam ci zbyt wiele do powiedzenia...
A może miała nawet bardzo wiele? Choć na pewno nie przeszłoby jej to tak beztrosko przez gardło. Za nic nie mogłaby powiedzieć o tym, co przeżywała w swoim śnie. Nie potrafiłaby spojrzeć Dazanie w oczy i bezbarwnym głosem opowiedzieć o tym jak czuła na sobie jej dłonie w czymś, co zdecydowanie było czymś więcej niż jedynie przyjacielski dotyk. W końcu nie były w takiej relacji.
sexxx dreams by lady gaga
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: czw lut 26, 2026 12:08 pm
autor: April Finch
Pomysł wydawał się idealny. Aż było jej głupio, że sama tego nie zasugerowała. Spojrzała na Jennę z podziwem. Ta to jednak miała łeb jak sklep. Mogła być po prostu dumna, że obcowała z tak kreatywnymi ludźmi. Decyzja Mistrza Gry była tutaj drugorzędna. Przecież gdyby April uwaliła sobie coś w głowie, to nawet wszechwiedzący narrator by jej nie powstrzymał. Na szczęście on również nie oponował. Oparła dłonie na stole i aż podniosła się z miejsca, by móc widzieć kość przyjaciółki. Obserwowała, jak toczy się, odbija od brzegu tacki i wreszcie się zatrzymuje. Na ustach Finch od razu pojawił się cwaniacki uśmiech. Podniosła wzrok na Erikę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, przygryzła dolną wargę i odpadła leniwie na krzesło, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Miała całkowicie inny plan na tę scenę. Ale to nic. Nie będzie przecież kłócić się z mądrymi kostkami.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Odzyskane zasoby energii naprawdę ją cieszyły. Czuła się jak nowonarodzona. Poranek postawi przed nimi masę nowych możliwości. Kto wie, może nawet spojrzy na niego jak na czystą kartę? Jeżeli wszyscy się wyśpią, to przestaną się wreszcie na nią wściekać. A jeśli będą mieli szczęście i nie spotka ich dzisiaj nic okropnego, to cała podróż nabierze porządnego tempa. Nawet ona nie będzie narzekać na jeden dzień spokojnej wędrówki.
Nie chciała w żaden sposób wzbudzić w niej dyskomfortu. A już na pewno nie poprzez przesadną ekspresję. Rozumiała przecież, że jeśli chce się z kimś zaprzyjaźnić, to ten ktoś musi się czuć przy nas swobodnie. Zaróżowione policzki na pewno byłby wyraźniejszym sygnałem. W ogóle najlepiej byłoby, gdyby jej oczy świeciły się tak samo jak druidki. Odczytywałaby te wszystkie emocje bez zająknięcia. A tak? Musiała trochę sobie dopowiadać. Ale de Graaf nie sprawiała wrażenie zirytowanej, więc chyba nie było tak źle. Nie przesadziła. Ale na wszelki wypadek druidka cofnęła się o krok, by nie wyglądało to dziwacznie.
— Naprawdę? Nie pamiętasz? Szkoda. — Westchnęła krótko, wzruszając ramionami. Tak się przecież zdarzało. Z tego, co wiedziała, u niektórych to była norma, a pamiętanie snów było jakimś wyjątkowym zjawiskiem. Nieumarłej tym razem wszystko musiało ulecieć z głowy. Przecież na pewno mówiła prawdę, nie próbowałaby się wykręcać, bo i po co?
— Może następnym razem, co? Bardzo chciałabym posłuchać o twoich snach. Muszą być co najmniej niesamowite. To da się rozpoznać, wiesz? Jak ktoś jest płytki i nie poświęca sobie czasu, to zazwyczaj ma bardzo przewidywalne sny — wyjaśniła tonem znawczyni. Chciała widzieć samą siebie jako specjalistkę w tym temacie, mimo że w wielu aspektach była absolutnie ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się z tym temacie. Szewc bez butów chodzi czy coś.
— Ale ostatnie, co mogłabym o tobie powiedzieć to to, że jesteś prosta. — Przesunęła wzrokiem po jej ciele. Nie, to niedokładne określenie. Dogłębnie je zbadała? Pożarła? Prześwietliła na wylot? Trudno powiedzieć. Spojrzenie przesuwało się leniwie przez jej dłonie, biodra, piersi szyję i usta, jakby szukała w tych miejscach potwierdzenia własnych słów. Gdy zatrzymała się wreszcie na oczach Vesper, w tęczówkach kalasthary błysnęło światło w kolorze, którego de Graaf na pewno jeszcze u niej nie widziała.
— Jak którejś nocy nikt nie wkradnie się do twoich myśli, a rano poczujesz, że masz ochotę ze mną porozmawiać, to śmiało. Na pewno zrobisz mi tym dobrze. — Druidka totalnie nie zdawała sobie sprawy, jak bezczelnie wkładano jej słowa w usta. Biedaczka. Widać jakaś siła wyższa, która nią sterowała, nie mogła się powstrzymać. To pewnie wszystko wina Dozery.
— Ja na przykład dzisiaj przed snem wyobrażałam sobie ciebie. Widziałam, jak chodzimy po jakimś wyjątkowo starym lesie w Dal Quor. — Zaczęła opowieść, znów się do niej przysuwając. Ściszyła głos, pewnie nie chcąc pobudzić zmęczonych towarzyszy. Nachyliła się nieco nad nieumarłą, by nie musiała podnosić oczu, żeby patrzeć na druidkę.
— Przez moment frunęłaś nade mną jako taki wielki kruk. Spadłam z jakichś skałek, a ty wbiłaś mi pazury w kark, ratując mnie w ostatniej chwili. A potem byłyśmy w jakiejś takiej kolosalnej bibliotece. I na środku był taki wielki basen, jak z łaźni, z gorącą wodą. Obmywałam ci jakąś ranę. Miałaś taką długą szramę, ciągnącą się odtąd dotąd. — Przesunęła palcem od jej lewej kości biodrowej tuż pod prawą pierś. Nieco pokręcona ta wizja, ale czy właśnie takie nie były sny? W ten sposób druidka je pojmowała z opowieści innych. Zawsze musiały być tam jakieś absurdy. Co było dziwniejsze, rozebrana Vesper czy basen w bibliotece?
Mrugnęła niepewnie, jakby wytrącona z transu. Cofnęła się o krok, próbując na szybko przetasować własną pamięć. Coś jej nie pasowało.
— Bo my nie śnimy, mówiłam ci o tym? Nie kojarzę. A ja zawsze przed snem albo tuż po przebudzeniu próbuję sobie wymyślić, co mogłoby mi się danej nocy przyśnić, gdyby to było możliwe — doprecyzowała. Nie była pewna, czy rozmawiała już o tym z nieumarłą. Chyba nie miała okazji. No nic, dowiedziała się z lekkim opóźnieniem o kolejnym dziwactwie druidki.
I was in your wet dream driving in my car 
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: czw lut 26, 2026 3:51 pm
autor: Erika Lindberg
Pomysł Jenny wydawał się naprawdę idealny. Zwłaszcza dla takiej grupy degeneratów jak oni, która wiele rzeczy robiła wyłącznie dla śmiechu chociaż starali się przy okazji pozostać zawsze jak najbardziej wierni swoim postaciom. W końcu na tym polegał urok gry.Kostka zatrzymała się na krągłej szóstce. Wiedziała, że April spogląda z zainteresowaniem w kierunku tacki, aby również odczytać wynik. Na chwilę ich spojrzenia się spotkały, a Erika poczuła znajomy dreszcz, gdy tylko Finch przygryzła wargę, starając się wejść na nowo w rolę i dostosować się do nowego planu.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Odpoczynek na pewno im się przydał do zregenerowania sił. Niemniej nawet jeśli później Vesper czuła się bardziej zmęczona to wolałaby, aby patronka nawiedzała ją we śnie. Przynajmniej dzięki temu mogłaby uniknąć pewnej niezręczności, która mogła się wkraść w jej interakcje z Dazaną przez to, że wciąż nie mogła się wyzbyć obrazów, które niejako prześladowały ją na jawie.
Chociaż na ogół nie należała do szczególnie lgnących do dotyku to nie przeszkadzał jej kontakt z drugą osobą. Była jednak wdzięczna za to, że druidka zrobiła krok w tył. Przynajmniej mogła odetchnąć i skupić się na czymś innym niż dotyk, który zdawał się wręcz palić jej ramiona. Nawet jeśli wiedziała, że było to oczywiste złudzenie.
- Czasem tak jest. Bywa, że zamiast pogrążyć się w snach otacza cię ciemność oraz cisza - odpowiedziała, nie chcąc nad tym obecnie zbyt długo myśleć.
Czasami sny ulatywały szybko z głowy niczym miraże gotowe do tego, aby rozpłynąć się w momencie, gdy tylko chciało się je pochwycić. Innym razem po prostu ich nie było. Zamiast tego było jedynie uczucie przebywania w pustce, które potrafiło być zarówno kojące jak i przerażające zależnie od tego jak się na nie spojrzało.
- Następnym razem opowiem ci o wszystkim, co tylko mi się przyśni - obiecała choć nie do końca pojmowała dlaczego to wszystko było dla Dazany aż tak ważne.
Wiedziała, że druidzi bywali specyficzni. Nie dopytywała nawet o to czym charakteryzował się krąg, z którego pochodziła jej towarzyszka. Wiedziała, że w tych kwestiach bywali dosyć skryci. Nawet jeśli kalashtarka wydawała się być niezwykle gadatliwa oraz otwarta to zapewne nawet ona miała jakieś swoje granice i trzymała się tego, aby nie wyjawiać za dużo osobom, które nie były do tego powołane.
- Czyli jestem dla ciebie skomplikowana? - zapytała, spoglądając na kobietę z pewnym zaciekawieniem, ignorując na razie fakt, że zapewne powinna bardziej się skupić na swoim otoczeniu niż postacią znajdującą się przed nią.
Czuła na sobie jej spojrzenie. Intensywniej niż kiedykolwiek. Mogłaby odwrócić wzrok, ale nie potrafiła tego zrobić. Czuła się w tym momencie niczym ofiara, która sparaliżowana strachem wpatruje się w drapieżnika zamiast użyć instynktu do ucieczki. Może jednak jej się to podobało?
- Cóż za ulga, że nie każesz mi opowiadać o tych, którzy wkradają się do moich snów - odparła i na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmiech, świadczący dobitnie o tym, że w tej chwili pogrywała z druidką lub też coś przed nią ukrywała.
Poczuła się nieco pewniej nawet jeśli ostatnia część wypowiedzi kobiety sprawiła, że poczuła przebiegający pod skórą dreszcz. Nie pamiętała kiedy ostatni raz zdarzyło jej się coś podobnego. Na pewno nie w animowanym ciele.
- Wyobrażałaś mnie sobie? - zapytała, nie mając pewności dokąd to wszystko właściwie zmierza.
Wyczuwała ciepło bijące od jej ciała, widziała oczy mieniące się w pierwszych blaskach poprzedzających wschód słońca. Przez moment miała wrażenie jakby został na nią nałożony jakiś dziwny urok. Wsłuchiwała się pod jego działaniem w kolejne słowa Dazany, gdy tylko opisywała tę jakże fantastyczną scenerię.
Potrafiła sobie to wszystko wyobrazić bez problemu. Choć zdawała się być nieco rozproszona rzeczywistością. Wciągnęła nieco głośniej powietrze i spięła się, gdy poczuła jak druidka przeciąga palcem po jej torsie. Zupełnie jakby zamiast tego faktycznie została cięta ostrzem choć zamiast bólu czuła coś o wiele przyjemniejszego.
- Nigdy nie mówiłaś mi jak to właściwie działa. Choć wiem, że macie osobliwe relacje ze snami... Wyjaśnisz mi? - zapytała, nie mając pojęcia czego powinna się spodziewać.
Miała mgliste wrażenie jakby kalashtarka zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie de Graaf przeżyła we śnie. Może nie była tego do końca świadoma szczegółów, ale w jakiś sposób wyczuwała naturę tego snu? Vesper nie miała pojęcia, ale może uda jej się rozwiać te wątpliwości, gdy w końcu Dazana powie jej coś więcej...
ms sandman sand me a druid
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: czw lut 26, 2026 6:51 pm
autor: April Finch
Pokiwała radośnie głową, ciesząc się, że jeszcze usłyszy o tych snach. Jaka szkoda, że tak zgrabnie omijał ją sen z tej nocy! To byłoby fascynujące i zupełnie nowe doświadczenie posłuchać o czymś takim. Na pewno wyciągnęłaby z tego jakieś niesamowite wnioski i nauczyłaby się cudownych rzeczy o tych w pełni żyjących po tej stronie rzeczywistości. Coś w środku niej jednak wychodziło ze skóry, że nie jest w stanie wyciągnąć tych informacji, nie wychodząc przy tym... ze skóry. Ach, ta Dozera!
— Tak, zdecydowanie jesteś skomplikowana. Nie zawsze umiem za tobą nadążyć. Sarciel ciągle powtarza, że jesteś jakaś depresyjna i otoczona woalką samotności. Tego drugiego nawet nie rozumiem, ale za to rzadko zauważam, żebyś patrzyła na mnie ze smutkiem. Może oczy ci nie błyszczą, ale na pewno nie patrzą na mnie boleściwie — wyjaśniła, jak zawsze rozbrajająco szczera. Pojęcie ten dwoistej natury na pewno nie było dla Dazny łatwe. Może gdyby bard tak jej nie mącił w głowie, to byłoby lepiej. Ufała jednak jego ocenie ludzi i nieludzi, więc skoro prawił takie mądrości na temat Vesper, to musiało być w niej dużo więcej niż druidka potrafiła dostrzec. Szczerze wierzyła, że z czasem się nauczy.
— O, czyli jest ich dużo? To nie tylko twoja patronka? To kto jeszcze? — dopytała natychmiast. Ciekawość zżerała ją od środka. To przecież bardzo ważne, kto przejmuje umysły w nocy. Nie zawsze kryła się za tym logika, ale mało kto potrafił panować nad własnymi myślami na tyle, by unikać ich uporczywości nocami. Na patronkę na pewno nie miała wpływu, ale na kogo jeszcze? Może gdyby da Graaf tak się do niej nie uśmiechała, to szybciej porzuciłaby temat. Ale teraz? Nie było opcji.
Nie miała pojęcia, jak ponazywać wszystkie emocje, które towarzyszyły jej, gdy opowiadała jej o zmyślonym śnie. Na pewno była podekscytowana. Chciała się z nią dzielić wszystkimi myślami. Ale w sumie z kim nie chciała? Była jednak nakręcona bardziej niż standardowo, bo nie miała żadnych wątpliwości, że nieumarła jej słuchała. Nie udawałaby przecież tak dobrze. Była wciągnięta w tę opowieść, przyglądała się jej tak intensywnie, jakby rzeczywiście odprężały się właśnie wśród parującej gorącej wody i magicznych ksiąg, na które wilgoć w ogóle nie działa. Na szczęście nie miała na sobie takich ran. A przynajmniej żadna skaza tego typu nie wystawała spod jej ubrań. Chłodna, miękka skóra sprawiała wrażenie perfekcyjnie nietkniętej.
— Nie śnimy, jak większość. Niestety nie mam zbyt wielu okazji do odwiedzania Dal Quor. Czasem nachodzą mnie wspomnienia Dozery, ale w nich bardzo trudno się odnaleźć. Są jednocześnie cholernie realistyczne, a z drugiej nie jestem w stanie zapomnieć, że to nie jest rzeczywistość, jak wy macie często w snach. Trudno to wyjaśnić. — Uśmiechnęła się przepraszająco. Nadal mówiła przyciszonym głosem, bo przecież wszyscy nadal spali. No i nadal stała bardzo blisko, a nie można krzyczeć, gdy dzielą cię od kogoś tak drobne odległości. Nawet ona to wiedziała.
— Chciałabym się kiedyś zatracić w myślach i dać głowie sterować się samej. Dlatego lubię słuchać o cudzych snach. Można tak kogoś lepiej poznać. No i lepiej zrozumieć naturę śnienia — doprecyzowała, bo coś w środku (i to nie Dozera) podpowiadało jej, że wychodzi na jakąś straszną dziwaczkę. Nie była pewna, czy z każdym kolejnym słowem nie pogrąża się coraz bardziej, ale to nic. Przynamniej była szczera.
— Dlatego sama próbuję wymyślać sobie sny na podstawie tego, o czym w danym momencie najintensywniej myślę — dokończyła wreszcie. Na krótki jak uderzenie serca moment spuściła wzrok na wargi Vesper, a przez jej oczy znów przemknął ten nowy, kolorowy błysk. Szybko jednak podniosła wzrok z powrotem, patrząc jej śmiało w oczy. Mniej więcej takie rzeczy należało robić na warcie, prawda?
What makes you think you're good enough
To think about me when you're touching yourself?
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: czw lut 26, 2026 11:56 pm
autor: Erika Lindberg
Wolała zdecydowanie zachować dla siebie to, co widziała w swoim śnie. Co prawda niby nie przywiązywała do tego szczególnej wagi, ale wciąż nie sądziła, aby było to coś czym powinna się podzielić z osobą, o której śniła w takim, a nie innym scenariuszu. To zdecydowanie wpłynęłoby w jakiś sposób na ich dynamikę.
- Boleściwie? Niby co chcesz przez to powiedzieć? - dopytała, nie bardzo wiedząc, co właściwie druidka ma na myśli.
Sama nie miała pojęcia jakimi słowami mogłaby się najlepiej opisać, ale wszystko to, co powiedziała chwilę wcześniej Dazana brzmiało naprawdę przygnębiająco. Czy naprawdę taka była? Czy też taka wydawała się innym? Nie była pena tego jak można byłoby ją odbierać.
- Czasem tak się mówi bardziej... metaforycznie - sprostowała. - Nie jest to o faktycznym wtargnięciu na płaszczyznę snów, a raczej o tym, że śni się o jakiejś osobie.
W sposób dosłowny na takie posunięcia mogła pozwolić sobie jedynie Morana. Miały wyjątkowo silną więź ze względu na swój pakt, która pozwalała nieumarłej wiedźmie na to, aby nachodziła ją w dowolnej formie kiedy tylko chciała. Patronka wyraźnie miała nad nią niemal nieograniczoną władzę.
Nie musiała być cale niezwykle domyślną osobą, aby zauważyć to jak wiele radości Dazanie sprawiało samo to, że mogła z kimś porozmawiać na temat tego, co wyraźnie ją ekscytowało. Zdecydowanie była kimś kto potrzebował kontaktu z ludźmi oraz musiał być wysłuchany, a Vesper umiała słuchać. Lubiła to. Nie potrzebowała się odzywać. Lubiła brzmienie głosu druidki, który rozchodził się po jej ciele w przyjemnych wibracjach.
- Opowiedz mi zatem więcej o Dal Quor. Jak tam jest? - kontynuowała, chcąc usłyszeć jeszcze więcej na temat tego tajemniczego miejsca, w którym kalashtarka była przynajmniej w pewnym sensie.
Z drugiej strony rozumiała to ich dziwne połączenie jako naprawdę osobliwą rzecz. Czasami wręcz odnosiła wrażenie, że jej rasa nie składała się w pełni z osobnych bytów.
- Próbowałaś kiedyś się odurzyć? Pewne mieszanki ziół mogłyby ci pozwolić na coś takiego. Może dzięki nim udałoby ci się osiągnąć podobny efekt na jawie - zasugerowała, chcąc podsunąć Dazanie chociaż jakiś pomysł na to jak mogłaby rozwiązać tę kwestię.
Oczywiście nie byłoby to to samo, ale efekt byłby zgoła podobny. W końcu druidce przede wszystkim zależało na tym, aby dać się ponieść swojemu strumieniowi myśli oraz zatracić się w obrazach, które mógłby wygenerować jej umysł. Rozwiązanie dobre jak każde inne.
- Czyli najintensywniej myślisz o mnie? - zapytała cicho, czując jak głos delikatnie zawodzi ją na tym pytaniu jakby nienawykły do używania podobnego tonu.
Nie wiedziała, co o tym sądzić. Nagle stała się dużo bardziej świadoma tego jak blisko siebie się znajdowały. Zauważyła też to jak wzrok druidki zsuwał się na jej wargi. Poczuła nagle impuls do tego, aby pochylić się do przodu i zmniejszyć dystans między nimi, ale przed podobnym ruchem powstrzymał ją cichy głos rozsądku, który wyjątkowo nie brzmiał niczym głos Morany, a raczej jej własny wewnętrzny kompas przestrzegający ją przed popełnieniem głupoty.
I search myself, I want you to find me
I forget myself, I want you to remind me
przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
: pt lut 27, 2026 1:35 pm
autor: April Finch
— Zazwyczaj, jak zauważam, że na mnie patrzysz, dostrzegam w twoich oczach coś przyjemnego. Bywasz radosna, podekscytowana, spokojna i taka... sama nie wiem. Zamyślona? Ale nie melancholijnie. Sarciel z kolei cały przez powtarza, że rządzi tobą smutek. Nie do końca mi się te dwie rzeczy zgrywają. Ale może to moja wina? Wydawało mi się, że nie zawsze radzę sobie z odczytywaniem czyichś emocji, jeśli nie patrzę mu w oczy, ale może i z patrzeniem jest mi trudno? A skoro gubię się w twoich oczach, to mam cię za skomplikowaną. Brzmi to sensownie? — Potarła dłonią kark, nie będąc już w ogóle pewną, czy to co mówiła, miało jakikolwiek sens. Nie chciała, żeby Vesper źle zinterpretowała jej słowa i narobiła sobie w głowie jakichś błędnych założeń. Jeżeli miały się dogadywać, to druidka chciała być z nią jak najbardziej szczera. Wierzyła, że szczerością zdobywa się przyjaźnie, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że ktoś tej szczerości może bardzo nie chcieć.
— Czyli jednak ktoś ci się dzisiaj śnił? — dopytała na wszelki wypadek. Wiedziała, że czasem pamięta się tylko jakieś strzępki snów, a czasem ma si o nich zaledwie mgliste pojęcie. Takie rzeczy też jej wystarczały i chciała o nich słuchać. Wiadomo, że szczegółowe opisy ceniła najbardziej, ale z drobiazgowych informacji przy odrobinie cierpliwości też można zbudować bardzo dużo.
— Bywasz w Dal Quor na pewno częściej ode mnie. Dozera uwielbia to miejsce. Chyba za jego nieograniczone możliwości. Pozwala splatać ze sobą piękne fantazje i marzenia, ale wytwarza też najgorsze koszmary, jakich nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Dal Quor niby oferuje wszystko, ale właściwie większości nie daje niczego. — Wzięła głębszy oddech, imitując sposób, w jaki rangerka wcześniej próbowała wywąchać zapach karmelu w iluzji. Druidka całkiem szybko się uczyła! To było totalnie normalne, w ogóle nie zezwierzęcone. Pewnie za dwa dni zapomni o tym sposobie. Nie była pewna, co próbuje wywąchać. Czasem miała wrażenie, że poza snem docierają do niej jakieś echa z krainy jej przodków. Pojedyncze dźwięki i rozmyte zapachy, po których może tylko się domyślać, której strony nieskończonego czasu dotknęła. Ale nie tym razem.
— Odurzanie kojarzy mi się raczej z nudnymi modłami albo szalonymi zabawami. Nie wydaje mi się, żebym była w stanie osiągnąć ziołami coś więcej. — Nie sprawiała wrażenia zawiedzionej. To tylko jeden z setek sposobów, o których słyszała i nad którymi się zastanawiała. Kolejny do kolekcji, który nie miał szans zadziałać. Póki nikt nie każe jej przy tym medytować z otwartym na bóstwa serce, może to robić dla zwykłej radochy. Dziwne napary bywają dużo ciekawsze nawet od czystej wódki.
— Od kilku dni tak. Wydaje mi się, że przez te zmyślone sny myślę potem jeszcze intensywniej, przez co znów muszę na koniec dnia zmyślać nowy sen i tak w kółko... — doprecyzowała, żeby nieumarła nie miała najmniejszych wątpliwości, jak intensywne były jej myśli. W końcu szczerość jest zawsze najważniejsza.
Uśmiechnęła się widząc nieśmiałe promienie słońca oplatające sylwetkę czarnoksiężnicy. Słońce bardzo leniwie zaczęło wychylać się znad horyzontu, ciągnąć za sobą nowy dzień, któremu będą musieli zaraz stawić czoła. Kalastharka bardzo lubiła poranki. Światło funkcjonowało wtedy zupełnie inaczej, jakby dopiero musiało sobie przypomnieć, jak powinno zachowywać się przez większość dnia. Wtedy błyszczały źrenice absolutnie każdego, a ona nie czuła się taka oderwana od normalności. Dokładnie to samo dostrzegała teraz w Vesper. Nie miała jeszcze okazji oglądać ją taką z tak bliska. Zastanawiała się, jakie emocje próbują przebić się z niej w tych króciutkich momentach, gdy miały jakąkolwiek szansę rozbłysnąć. Czy były podobne do fascynacji migoczącej teraz w oczach Dazany jak brokat?
she's so dreamy