Piano, piano...
: pt mar 20, 2026 7:33 am
— Jakby była tutaj winda, to nie byłoby takiej satysfakcji — oznajmiła, bo owa satysfakcja była wypisana w każdym jej geście i każdym, nawet w najmniejszym westchnieniu. A tak poza tym to przy okazji wspinaczki uporali się z kwestia kaloryczną ich wspólnej wyprawy, bo trzeba przyznać, że sobie wcześniej nie żałowali, a przynajmniej Wendy.
Nie była pewna, czy to napływ tych wszystkich emocji, spektakularny widok, czy może to za sprawą cukrowego uderzenia, ale oniemiała słysząc w pobliżu siebie jakąś kobietę. Przez moment zastanawiała się czy dobrze słyszy, a tym bardziej, czy na pewno chodzi o nich, ale gdy w końcu spojrzała na nią, to nie miała już żadnych złudzeń — kobiecina wzięła ich za parę. Nagle poczuła jak jej policzki zaczynają piec z zawstydzenia. Ta kobieta była tak radosna, że aż strach! Winnie nieśmiało zerknęła na Petera, ale on podczas tej ulotnej chwili wydawał się jakiś nieobecny zamiast sprostować, że - ona jest tylko moją kumpelą! Czemu sama tego nie wydukała? A no może dlatego, że wyjątkowo nie chciało jej to przejść przez gardło.
— Jasne — koniec końców przytaknęła na zdjęcie, widząc że i on nie protestuje, poza tym zawsze lubiła pamiątki z wyprawy, więc szkoda stracić moment na Duomo, co nie? To nie mogło trwać zbyt długo, jedno pstryknięcie, kilka sekund i po sprawie… ale nie, kobieta ustawiała ich dobre dwie minuty, które ciągnęły się dla Wendy niczym wieczność. Zbliżcie się kochani, zbliżcie! Podpowiada im tak, że Gardner już czuła ciepło jego jego ramienia tuż obok siebie, więc szczerzyła się do obiektywu, robiąc przy tym specjalnie V z palców, by wyjść na taką luzacką kumpelę w podróży, a nie jakby właśnie zaliczyli topową miejscówkę na randkę w iście romantycznej scenerii. To nawet zabawne, bo kiedy sam na sam stali sobie objęci, to nie robiła sobie z tego tytułu wyrzutów, ale kiedy pani wytknęła im, że wyglądają jak para to nagle wydawało się jej niestosowne stanie z nim ramię w ramię do zdjęcia? Och, bardzo głupiutka Wendy. Na szczęście w końcu udało się wymienić mailami i turystyka oddaliła się, a Wendy jako królowaprzetrwania wyparcia poczuła, że natychmiast musi rozładować to napięcie.
— No pięknie, Peter! Pewnie trafiliśmy do albumu zdjęciowego z Mediolanu jakiejś randomowej kobieciny, co będzie opowiadała sąsiadom przy grillu, jak to widziała dwoje zakochanych na dachu katedry. Dobrze, że nie kazała się nam całować do zdjęcia! — zaśmiała się głośno, o ton za wysoko opierając się obok rzeźbioną sterczynę, tuż obok niego, i zaczęła nerwowo poprawiać pasek od torebki. — Ci Amerykanie — przekręciła teatralnie oczami — wszędzie widzą romanse, co nie? — spojrzała na niego swoimi oczami, które z wrażenia wciąż błyszczały radośnie, i szukała potwierdzenia w jego oczach, ale zdała sobie sprawę, że chyba nie bardzo skupiał się na jej słowach, nawet nie była pewna czy w ogóle ją słuchał, bo sam był zbyt zajęty przetwarzaniem czegoś w swojej głowie, a potem wypalił tak znienacka.
Wendy, czy ty jesteś szczęśliwa?
Przez moment obleciał ją strach, że kobieta zamąciła mu w głowie i on chce zapytać o nas ALE Winnie była mistrzynią uników, prawda? Zanim ta myśl, że Piotrek podobnie jak ona mógłby mieć jakieś uwagi do ich przyjaźni i czy aby to na pewno wciąż tylko przyjaźń, zdążyła się zadomowić w jej głowie, Wendy szybko uruchomiła swój mechanizm obronny. Szeroko, niemal bezczelnie uśmiechnęła się w pierwszej fazie próbując zbić jego i siebie z tropu czystą i niepohamowaną beztroską.
— Na litość boską, spójrz na mnie! Szczerzę się jak głupia do sera, moje nogi zaliczyły pół mediolanu i nie spuchły, a zaraz pójdziemy pewnie na przedpłaconą kolację, która będzie smakować jak niebo w gębie. No jasne, że jestem szczęśliwa! Wycieczka życia, słońce i ty, czego chcieć więcej? — okręciła się wokół własnej osi rozkładając ręce, jakby chciała mu zakomunikować: patrz, tu nie da się być nieszczęśliwym! W odróżnieniu od niego czuła się na wysokości całkiem spokojnie i te piruety nie robiły na niej żadnego wrażenia. I znów na niego spojrzała, nieco łagodniej, no bo on wcale nie pytał o ten moment. Westchnęła lekko i wzruszyła ramionami. — A co do reszty… ja nie wiem jak ma wyglądać mój przyszły wtorek, a co dopiero życie. Nie wiem jak ma być, a tym bardziej jak powinno, ale póki mam takie widoki i czuję się tak jak dziś, to mi to kompletnie nie przeszkadza — jej życie to był wielki chaos dlatego znów się uśmiechnęła, tym razem nieco cieplej i zrobiła krok w stronę Piotrka, skracając tym samym dystans między nimi. Złapała go za ramię, a czując pod palcami materiał jego koszulki nico się zawahała, ale lekko nim potrząsnęła w myślach potrząsając karcąco też samą sobą.
— Jesteśmy tutaj razem, jest pięknie, był zachód słońca i nikt nie spadł z dachu… chyba to mamy, co nie? Chodź, pójdziemy zjeść jakąś kolację— królowa wyparcia, która dopiero teraz tak naprawdę zaczęła w głowie analizować, że może to on nie był szczęśliwy i chciał to przegadać, a ona tak zgasiła temat, bo głupio myślała, że może chodzi o nich, a to na pewno tylko się w jej głowie dzieje, bo on ma dziewczynę!!! O matko! Odwróciła się szybko, nie dając mu szansy na dopytywanie, musiała iść przodem po schodach, by nie zauważył przypadkiem, że z tego wszystkiego, aż cała drżała i raz jeszcze analizowała. Znając ją, też zapyta go czy jest szczęśliwy, w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład wtedy, kiedy dzielić ich będzie tylko cisza we wspólnym pokoju.
Peter Blythe
Nie była pewna, czy to napływ tych wszystkich emocji, spektakularny widok, czy może to za sprawą cukrowego uderzenia, ale oniemiała słysząc w pobliżu siebie jakąś kobietę. Przez moment zastanawiała się czy dobrze słyszy, a tym bardziej, czy na pewno chodzi o nich, ale gdy w końcu spojrzała na nią, to nie miała już żadnych złudzeń — kobiecina wzięła ich za parę. Nagle poczuła jak jej policzki zaczynają piec z zawstydzenia. Ta kobieta była tak radosna, że aż strach! Winnie nieśmiało zerknęła na Petera, ale on podczas tej ulotnej chwili wydawał się jakiś nieobecny zamiast sprostować, że - ona jest tylko moją kumpelą! Czemu sama tego nie wydukała? A no może dlatego, że wyjątkowo nie chciało jej to przejść przez gardło.
— Jasne — koniec końców przytaknęła na zdjęcie, widząc że i on nie protestuje, poza tym zawsze lubiła pamiątki z wyprawy, więc szkoda stracić moment na Duomo, co nie? To nie mogło trwać zbyt długo, jedno pstryknięcie, kilka sekund i po sprawie… ale nie, kobieta ustawiała ich dobre dwie minuty, które ciągnęły się dla Wendy niczym wieczność. Zbliżcie się kochani, zbliżcie! Podpowiada im tak, że Gardner już czuła ciepło jego jego ramienia tuż obok siebie, więc szczerzyła się do obiektywu, robiąc przy tym specjalnie V z palców, by wyjść na taką luzacką kumpelę w podróży, a nie jakby właśnie zaliczyli topową miejscówkę na randkę w iście romantycznej scenerii. To nawet zabawne, bo kiedy sam na sam stali sobie objęci, to nie robiła sobie z tego tytułu wyrzutów, ale kiedy pani wytknęła im, że wyglądają jak para to nagle wydawało się jej niestosowne stanie z nim ramię w ramię do zdjęcia? Och, bardzo głupiutka Wendy. Na szczęście w końcu udało się wymienić mailami i turystyka oddaliła się, a Wendy jako królowa
— No pięknie, Peter! Pewnie trafiliśmy do albumu zdjęciowego z Mediolanu jakiejś randomowej kobieciny, co będzie opowiadała sąsiadom przy grillu, jak to widziała dwoje zakochanych na dachu katedry. Dobrze, że nie kazała się nam całować do zdjęcia! — zaśmiała się głośno, o ton za wysoko opierając się obok rzeźbioną sterczynę, tuż obok niego, i zaczęła nerwowo poprawiać pasek od torebki. — Ci Amerykanie — przekręciła teatralnie oczami — wszędzie widzą romanse, co nie? — spojrzała na niego swoimi oczami, które z wrażenia wciąż błyszczały radośnie, i szukała potwierdzenia w jego oczach, ale zdała sobie sprawę, że chyba nie bardzo skupiał się na jej słowach, nawet nie była pewna czy w ogóle ją słuchał, bo sam był zbyt zajęty przetwarzaniem czegoś w swojej głowie, a potem wypalił tak znienacka.
Wendy, czy ty jesteś szczęśliwa?
Przez moment obleciał ją strach, że kobieta zamąciła mu w głowie i on chce zapytać o nas ALE Winnie była mistrzynią uników, prawda? Zanim ta myśl, że Piotrek podobnie jak ona mógłby mieć jakieś uwagi do ich przyjaźni i czy aby to na pewno wciąż tylko przyjaźń, zdążyła się zadomowić w jej głowie, Wendy szybko uruchomiła swój mechanizm obronny. Szeroko, niemal bezczelnie uśmiechnęła się w pierwszej fazie próbując zbić jego i siebie z tropu czystą i niepohamowaną beztroską.
— Na litość boską, spójrz na mnie! Szczerzę się jak głupia do sera, moje nogi zaliczyły pół mediolanu i nie spuchły, a zaraz pójdziemy pewnie na przedpłaconą kolację, która będzie smakować jak niebo w gębie. No jasne, że jestem szczęśliwa! Wycieczka życia, słońce i ty, czego chcieć więcej? — okręciła się wokół własnej osi rozkładając ręce, jakby chciała mu zakomunikować: patrz, tu nie da się być nieszczęśliwym! W odróżnieniu od niego czuła się na wysokości całkiem spokojnie i te piruety nie robiły na niej żadnego wrażenia. I znów na niego spojrzała, nieco łagodniej, no bo on wcale nie pytał o ten moment. Westchnęła lekko i wzruszyła ramionami. — A co do reszty… ja nie wiem jak ma wyglądać mój przyszły wtorek, a co dopiero życie. Nie wiem jak ma być, a tym bardziej jak powinno, ale póki mam takie widoki i czuję się tak jak dziś, to mi to kompletnie nie przeszkadza — jej życie to był wielki chaos dlatego znów się uśmiechnęła, tym razem nieco cieplej i zrobiła krok w stronę Piotrka, skracając tym samym dystans między nimi. Złapała go za ramię, a czując pod palcami materiał jego koszulki nico się zawahała, ale lekko nim potrząsnęła w myślach potrząsając karcąco też samą sobą.
— Jesteśmy tutaj razem, jest pięknie, był zachód słońca i nikt nie spadł z dachu… chyba to mamy, co nie? Chodź, pójdziemy zjeść jakąś kolację— królowa wyparcia, która dopiero teraz tak naprawdę zaczęła w głowie analizować, że może to on nie był szczęśliwy i chciał to przegadać, a ona tak zgasiła temat, bo głupio myślała, że może chodzi o nich, a to na pewno tylko się w jej głowie dzieje, bo on ma dziewczynę!!! O matko! Odwróciła się szybko, nie dając mu szansy na dopytywanie, musiała iść przodem po schodach, by nie zauważył przypadkiem, że z tego wszystkiego, aż cała drżała i raz jeszcze analizowała. Znając ją, też zapyta go czy jest szczęśliwy, w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład wtedy, kiedy dzielić ich będzie tylko cisza we wspólnym pokoju.
Peter Blythe