Running is like a free therapy, right?
: wt mar 10, 2026 8:11 am
Jak tak na niego patrzył, stwierdził szybko, że może sama kawa mu nie wystarczy. Właściwie myślał tak jeszcze nawet zanim przekroczyli próg tamtego przybytku, po prostu pozwolił Charliemu zamówić, co chciał... Gdzieś na świecie był już wieczór, prawda? Złapał spojrzenie jednego z kelnerów, podniósł lekko dłoń, żeby podszedł do stolika. "Hey, jest możliwość, żebyś dał mu shota whiskey do kawy? Facet ma ciężki tydzień." Dzień, miesiąc, rok, nie miało tak naprawdę znaczenia. Kelner przetuptał kawałek do baru, wrócił z kieliszkiem ciemnego płynu, odstawił go na stół. Theo przesunął naczynko w stronę Marshalla, bo o ile był ostatnią osobą na świecie, która chciałaby wciskać alkohol w kogokolwiek, to wyglądał, jakby potrzebował, by ktoś dał mu taką możliwość. Kierowcę miał, wszystko było git, a jeden kieliszek nie sprawi, że będzie ledwo chodził, nie?
Nawet nie mrugnął, słysząc w głosie kumpla irytację; zrozumiałe, oczywiste, ludzka reakcja w danej sytuacji. Wysłuchiwał go cierpliwie, marszcząc lekko brwi w cichym skupieniu, obracając swoją filiżankę w palcach. Cierpiał też na muzykalne nogi, trzęsąc nimi szybko, miarowo, podrzucając kolana w górę i dół. Beznadziejny nawyk, okropny dla piszczeli i mięśni przy nich, ale nawet sobie nie zdawał sprawy z tego, że to robił w tamtym momencie.
Wyłapał kilka rzeczy w jego słowach, które mu się ze sobą gryzły. Wydawał się uważać, że cały ten bałagan podział się przez jego brak lojalności, z czym się zupełnie nie zgadzał. A potem sam sobie zaprzeczył swoim słowom sprzed momentu, przyznając, że chciał powtórzyć wyskok. To właściwie tym bardziej utwierdziło Theo w przekonaniu, że lojalność wcale nie była tu niczemu winna.
- Nie, nie miałem. Ale z drugiej strony znałem wiele kobiet, które byłyby super, tyle że nic poza sympatią do nich nie czułem. - wzruszył lekko ramionami, przez moment przyglądając się swojej kawie, którą z resztą ledwo tknął. Powody powodów, które na tamten moment ani trochę nie miały znaczenia. Parsknął krótko pod nosem, nawet nie próbując się powstrzymać, bo jego koleżanka brzmiała, jakby mógł ją polubić. Brzmiało jakby chciała pomóc mu zachować twarz? Gadką o chłopaku, który był albo którego nie było, a potem propozycją przyjaźni.. Tak, brzmiała w porządku, mógł to szanować.
- Yep, brzmi jak nie-ktoś, kto ma się ożenić w tym roku. - wbił spojrzenie w Marshalla, stukając palcami w filiżankę, dokładnie w tym samym raptownym rytmie, w którym potrząsał nogami. Anxiety is a bitch. Opaska wokół jego klatki wydawała się zacisnąć trochę bardziej, zmuszając do nabrania głębszego oddechu. - Dla mnie to wszystko brzmi jakbyś był z Blair z przyzwyczajenia. Bo ją lubisz. I bo wypada. I to nie kwestia lojalności, bo gdybyś nie był z nią z przyzwyczajenia i rzeczywiście tamto stare uczucie gdzieś tam dalej w tobie było, to byś w życiu nie pomyślał o innej. - nie wierzył w to ani przez moment. Nie byli by przyjaciółmi, gdyby było inaczej. Potarł dłonią swoją klatkę, po raz kolejny biorąc głębszy oddech, na twarz wkradł się bolesny grymas, nawet jeśli nie był go świadomy. Fantastycznie, chyba jednak będzie musiał iść do jakiegoś lekarza.. Wcale nie chciał. Wolałby znacznie bardziej spędzić więcej czasu z kobietą która żyła bez czynszu w jego głowie.
Charlie Marshall
Nawet nie mrugnął, słysząc w głosie kumpla irytację; zrozumiałe, oczywiste, ludzka reakcja w danej sytuacji. Wysłuchiwał go cierpliwie, marszcząc lekko brwi w cichym skupieniu, obracając swoją filiżankę w palcach. Cierpiał też na muzykalne nogi, trzęsąc nimi szybko, miarowo, podrzucając kolana w górę i dół. Beznadziejny nawyk, okropny dla piszczeli i mięśni przy nich, ale nawet sobie nie zdawał sprawy z tego, że to robił w tamtym momencie.
Wyłapał kilka rzeczy w jego słowach, które mu się ze sobą gryzły. Wydawał się uważać, że cały ten bałagan podział się przez jego brak lojalności, z czym się zupełnie nie zgadzał. A potem sam sobie zaprzeczył swoim słowom sprzed momentu, przyznając, że chciał powtórzyć wyskok. To właściwie tym bardziej utwierdziło Theo w przekonaniu, że lojalność wcale nie była tu niczemu winna.
- Nie, nie miałem. Ale z drugiej strony znałem wiele kobiet, które byłyby super, tyle że nic poza sympatią do nich nie czułem. - wzruszył lekko ramionami, przez moment przyglądając się swojej kawie, którą z resztą ledwo tknął. Powody powodów, które na tamten moment ani trochę nie miały znaczenia. Parsknął krótko pod nosem, nawet nie próbując się powstrzymać, bo jego koleżanka brzmiała, jakby mógł ją polubić. Brzmiało jakby chciała pomóc mu zachować twarz? Gadką o chłopaku, który był albo którego nie było, a potem propozycją przyjaźni.. Tak, brzmiała w porządku, mógł to szanować.
- Yep, brzmi jak nie-ktoś, kto ma się ożenić w tym roku. - wbił spojrzenie w Marshalla, stukając palcami w filiżankę, dokładnie w tym samym raptownym rytmie, w którym potrząsał nogami. Anxiety is a bitch. Opaska wokół jego klatki wydawała się zacisnąć trochę bardziej, zmuszając do nabrania głębszego oddechu. - Dla mnie to wszystko brzmi jakbyś był z Blair z przyzwyczajenia. Bo ją lubisz. I bo wypada. I to nie kwestia lojalności, bo gdybyś nie był z nią z przyzwyczajenia i rzeczywiście tamto stare uczucie gdzieś tam dalej w tobie było, to byś w życiu nie pomyślał o innej. - nie wierzył w to ani przez moment. Nie byli by przyjaciółmi, gdyby było inaczej. Potarł dłonią swoją klatkę, po raz kolejny biorąc głębszy oddech, na twarz wkradł się bolesny grymas, nawet jeśli nie był go świadomy. Fantastycznie, chyba jednak będzie musiał iść do jakiegoś lekarza.. Wcale nie chciał. Wolałby znacznie bardziej spędzić więcej czasu z kobietą która żyła bez czynszu w jego głowie.
Charlie Marshall