dog missing, beer present
: czw mar 05, 2026 3:20 pm
Prince! On ma twoją samarkę! Ha! Żeee cooo? Alex szybko odwrócił się w stronę tylnej kanapy, zaalarmowany przez wrzaski chłopaków i powarkiwania Monstera, który stał dumnie na siedzeniu, a z jego pyska zwisał charakterystyczny, foliowy woreczek. - Nie wierzę - wydusił i zaczął się śmiać, widząc minę Prince’a. Zaraz jednak spoważniał, bo gdyby psiakowi udało się przegryźć woreczek, mieliby tutaj psa na haju, a tego wolałby uniknąć. Słyszał, że psy widziały w czerni i bieli, więc ciekawe, czy od… tego, co cokolwiek Prince miał w tej samarce, Pies zacząłby widzieć na kolorowo? Może zamiast gonić wiewiórki, nagle zacząłby z nimi debatować o sensie istnienia albo próbowałby zaprzyjaźnić się z drzewem? Chociaż bardziej brzmiało jak naćpany Alex niż Pies. - Dobra, zabierz mu to, zanim się ućpie - wydał polecenie Joelowi i wyciągnął rękę w stronę tylnego siedzenia, aby przytrzymać Psa i ułatwić kumplowi zadanie. Pies nie zamierzał jednak współpracować, bo przecisnął się przez Delaneya, niemal taranując go w drzwiach, i z radosnym szczeknięciem wyskoczył z auta prosto w śnieg. Kiedy Prince wydarł się tym swoim "Delaney, wybieram cię!", Alex puknął się palcem w czoło. - Kurwa, gdyby to był pojedynek pokemonów, to właśnie straciłbyś swojego startera - rzucił, kątem oka obserwując, jak Joel desperacko próbuje złapać uciekającego psa za obrożę. Miał nadzieję, że kumpel jest na tyle ogarnięty, że złapie Monstera i zaprowadzi go z powrotem do auta, ale bardzo szybko okazało się, że nadzieja matką głupich, bo oczywiście, że Joel wziął i się wyjebał, bo włożył jakieś niedojebane buty dla normików, mimo że mieszkali w Kanadzie i powinien wiedzieć, jakie buty się tutaj nosiło, do chuja! Monster tymczasem, z dumnie uniesionym ogonem i samarką w pysku, galopował już w stronę lasu, ewidentnie świętując swoje zwycięstwo. - No i co? Monster: jeden, Delaney: zero - warknął pod nosem. A mówił! Uprzedzał! UWAŻAJCIE NA PSA (czy coś takiego). Pierwszy raz w życiu to on ostrzegał przed konsekwencjami i koledzy akurat wtedy mieli wypierdolone! Wyjął kluczyki ze stacyjki, wysiadł i zamknął auto, po czym gwizdnął przeciągle dwoma palcami. - Monster! Pies! Cipek! CIPSON! Do mnie, do jasnej cholery! - zawołał, ale psisko już zniknęło między drzewami. Miał go w dupie, ha-ha. - Kurwa, mówiłem, że macie uważać na psa! - zwrócił się do swoich kumpli debili. Bez słowa zaczął iść w stronę lasu, kątem oka widząc, że Prince też zaliczył glebę. - No i pięknie. Dwóch inwalidów i pies na haju. Wyjazd marzeń, kurwa - rzucił pod nosem i zarzucił kaptur na łeb, bo na dodatek zaczął sypać śnieg, ja jebie. Przystanął na moment na skraju lasu, patrząc z politowaniem na kumpli, którzy wciąż walczyli z grawitacją. - Bez niego nie jadę. Albo ruszacie te poobijane dupy i idziecie szukać ze mną tego ćpuna, albo zostajecie tu i czekacie - powiedział, wkładając ręce do kieszeni. Wkurwił się, no.
Joel Delaney Prince Williams
Joel Delaney Prince Williams