Hijo de puta
: sob lut 28, 2026 8:56 pm
Słysząc słowa brata o tym, że Alvaro "zawsze się za nim uganiał" Tiago uśmiechnął się i przyłożył dłoń do ust w nieświadomym geście, którzy specjaliści od mowy ciała natychmiast zinterpretowaliby w odpowiedni sposób. Jego oczy rozbłysły miłością i szczęściem na myśl o Palermo, a także żalem z powodu tego, że nie dostrzegł własnych uczuć względem niego wcześniej. Naprawdę szczerze tego żałował i miał przez to poczucie straconego życia.
- Robi - odpowiedział krótko - i słusznie.
Wydawało mu się, że wcześniej dostatecznie jasno się wyraził mówiąc o tym, że miał nadzieję, że Alvaro nie mieszka z nim po to, żeby mu pomagać, ale faktycznie wyraził się o sobie jako o jego przyjacielu - którym w istocie był. Wciąż jednak ciężko mu przechodziło przez gardło mówienie o sobie jako o partnerze mężczyzny, jako o jego chłopaku - tym bardziej, że do tej pory jeszcze nie mówił tego na głos do kogoś innego, poza Salvatierrą i matką jego dziecka. Powoli jednak się trochę rozluźniał i czuł z tym tematem coraz bardziej swobodnie.
- Toronto? - uniósł wysoko brwi, zaskoczony tą informacją. Zaraz jednak te brwi się zmarszczyły, a oczy Kocura zwęziły - Powiedz mi szczerze - opuścił znowu rękę i wyprostował się bardziej w swoim fotelu - po jaką cholerę chcesz się tu przeprowadzać? Bo twój braciszek umiera?
Nie zauważył, że pociera kciukiem o palec wskazujący, próbując się w ten sposób jakoś uspokoić. Zdenerwowała go myśl, że Salazar zamierzał się tu sprowadzić, rezygnując z pięknego Nowego Orleanu na rzecz zimnej i nieprzystępnej Kanady tylko po to, żeby siedzieć przy nim. Mierziła go myśl, że ktokolwiek miałby się nim opiekować, poza wynajętą specjalnie w tym celu opiekunką (a i jej pomoc nieraz trudno mu było przyjąć - ale ona była dla niego obcą osobą, więc jej pomoc było mu łatwiej przyjąć, niż kogoś bliskiego).
Wysłuchał odpowiedzi na pytanie, skąd Salazar wie o tym, że Tiago żyje, pokiwał głową i napił się. W pierwszej chwili miał ochotę rzucić coś o tym, że zmyje Alvaro głowę, ale po kolejnej chwili doszedł do wniosku, że to by było głupie - mężczyzna miał prawo się bronić przed bezpodstawnymi oskarżeniami o powrót do nałogu. Mógł mieć najwyżej pretensje o to, że Alvaro nie powiedział mu o tym, że Salazar wie, ale z drugiej strony - nie miał prawa do tego typu pretensji, więc i o to nie zamierzał mu robić wymówek.
- Powiedziałeś komuś jeszcze? - zapytał po dłuższym milczeniu - Albo wiesz może, czy on komuś jeszcze powiedział?
Znów nie patrzył na brata, tylko wbijał wzrok w swoją szklankę, jakby czaiła się w niej tajemnica wszechświata.
Salazar Martinez
- Robi - odpowiedział krótko - i słusznie.
Wydawało mu się, że wcześniej dostatecznie jasno się wyraził mówiąc o tym, że miał nadzieję, że Alvaro nie mieszka z nim po to, żeby mu pomagać, ale faktycznie wyraził się o sobie jako o jego przyjacielu - którym w istocie był. Wciąż jednak ciężko mu przechodziło przez gardło mówienie o sobie jako o partnerze mężczyzny, jako o jego chłopaku - tym bardziej, że do tej pory jeszcze nie mówił tego na głos do kogoś innego, poza Salvatierrą i matką jego dziecka. Powoli jednak się trochę rozluźniał i czuł z tym tematem coraz bardziej swobodnie.
- Toronto? - uniósł wysoko brwi, zaskoczony tą informacją. Zaraz jednak te brwi się zmarszczyły, a oczy Kocura zwęziły - Powiedz mi szczerze - opuścił znowu rękę i wyprostował się bardziej w swoim fotelu - po jaką cholerę chcesz się tu przeprowadzać? Bo twój braciszek umiera?
Nie zauważył, że pociera kciukiem o palec wskazujący, próbując się w ten sposób jakoś uspokoić. Zdenerwowała go myśl, że Salazar zamierzał się tu sprowadzić, rezygnując z pięknego Nowego Orleanu na rzecz zimnej i nieprzystępnej Kanady tylko po to, żeby siedzieć przy nim. Mierziła go myśl, że ktokolwiek miałby się nim opiekować, poza wynajętą specjalnie w tym celu opiekunką (a i jej pomoc nieraz trudno mu było przyjąć - ale ona była dla niego obcą osobą, więc jej pomoc było mu łatwiej przyjąć, niż kogoś bliskiego).
Wysłuchał odpowiedzi na pytanie, skąd Salazar wie o tym, że Tiago żyje, pokiwał głową i napił się. W pierwszej chwili miał ochotę rzucić coś o tym, że zmyje Alvaro głowę, ale po kolejnej chwili doszedł do wniosku, że to by było głupie - mężczyzna miał prawo się bronić przed bezpodstawnymi oskarżeniami o powrót do nałogu. Mógł mieć najwyżej pretensje o to, że Alvaro nie powiedział mu o tym, że Salazar wie, ale z drugiej strony - nie miał prawa do tego typu pretensji, więc i o to nie zamierzał mu robić wymówek.
- Powiedziałeś komuś jeszcze? - zapytał po dłuższym milczeniu - Albo wiesz może, czy on komuś jeszcze powiedział?
Znów nie patrzył na brata, tylko wbijał wzrok w swoją szklankę, jakby czaiła się w niej tajemnica wszechświata.
Salazar Martinez