And she, just like I got her head in the clouds
: pt lut 27, 2026 7:39 pm
Nieco dramatyzowała. Jak zwykle. Ach, ta Teddy! Przecież nikt nie wymagał od niej skakania w ogień. No dobra, tego akurat wymagali. Ale nie musiała popadać w skrajności. A przynajmniej nie przy April. Wystarczyło, że ona to robiła. Czasami na tyle mocno, że nadrabiała za nie obie. Jakby jedna i druga tak się zachowywała, to byłaby przesada. Kto to widział, taki pokręcony związek pełen przegiętych emocji. Pewnie ciągle by się rozstawały i do siebie wracały. Mega dziwna dynamika relacji.
— Nie mówię, że chorobliwie. Tak troszkę mi w zupełności wystarczy. — Była szczerze, wcale niczego nie kombinowała. Na dobrą sprawę to jeszcze tego nie zasmakowała i mogło jej się tylko tak wydawać. Przykład szminki był absurdalny i niemiarodajny, to już ustaliliśmy. Brunetka z Sylwestra nawet nie była zainteresowana April, więc to nawet punkt minusowy. A o Vancie nie wiedziała, więc też lipa. Być może, jak kiedyś wreszcie dojdzie do jakiejś sceny okraszonej zazdrością, to dojdzie do wniosku, że woli Darling w tej kompletnie niewzruszonej wersji.
— Ależ cieszę się gargantuicznie. — Powiedziała to tak miłym tonem, doprawionym tak miłym uśmiechem, że nie było opcji, żeby jej uwierzyć. Jeszcze czego! Mogła powiedzieć Teddy, że jak ją tak kusiło, to trzeba było jednak się nie wahać. Finch szybko by się pewnie domyśliła, że jej partnerka tę kartkę zgubiła albo wyprała, bo przecież było w jej stylu. Mogłaby nawet zaoferować, że zaprowadzi ją za rączkę do tego baru i nawet pomoże ustalić, kiedy kelnerka ma zmianę, żeby mogła sobie ten numer wziąć, potem z niego korzystać i żyć sobie z tąkurwą kelnerką długo i szczęśliwie. Mogła to powiedzieć, ale wybrała milczenie i piękny uśmiech, jak prawdziwa kobieta nieprzejmująca się tym, że jest uciskana przez świat.
— Oczywiście, że chcę różową. — Bardzo ją ta decyzja ucieszyła. Od razu twarz jej się rozświetliła, a durne problemy osunęły się w cień. Teddy bardzo szybko potrafiła zmiękczyć jej bojowe serce. Stanęła na palcach i dała jej wyjątkowo duże i mokre buzi w policzek za to, że tak o nią dba i zajmuje się tak nieistotnymi szczegółami jak kolor deski.
Szkoda tylko, że musiały zainwestować w te koszmarne pianki. April na śmierć zapomniała o istnieniu tych rzeczy. Wyobrażała sobie surferów mknących po falach w samych kąpielówkach. Najlepiej w takich w palmy albo właśnie deski. Niestety życie to nie kreskówka. Nie można było być ciągle seksi. No trudno. Musiała założyć to paskudztwo, ale nie kryła zażenowania i niezadowolenia. No i te kolory, matko kochana. Nawet deska straciła swój blask. Ale tylko na moment. April miała zamiar pocieszać się tym, że nie będzie na siebie patrzeć. A jej dziewczyna wyglądała w tym nie tylko idiotycznie, ale jakimś cudem też bardzo dobrze.
Odłożyły wszystkie rzeczy na perfekcyjnie wybranym przez Finch miejscu na piasku. Od razu położyła też obok deskę i stanęła na niej, udając, że już mknie przez najwyższe fale świata.
— No dobra, to o co w tym wszystkim chodzi? Trzeba po prostu wyczilować, zawierzyć ciało duchom wyspy i samo się pojedzie? — Dopytała, wchodząc dość gwałtownie w jakiś niesamowity zakręt. Strasznie dziwną strukturę miał ten ocean w jej głowie, jakąś taką nielogiczną.
Ten jej słodki uśmieszek, tak jak dulce de leche
— Nie mówię, że chorobliwie. Tak troszkę mi w zupełności wystarczy. — Była szczerze, wcale niczego nie kombinowała. Na dobrą sprawę to jeszcze tego nie zasmakowała i mogło jej się tylko tak wydawać. Przykład szminki był absurdalny i niemiarodajny, to już ustaliliśmy. Brunetka z Sylwestra nawet nie była zainteresowana April, więc to nawet punkt minusowy. A o Vancie nie wiedziała, więc też lipa. Być może, jak kiedyś wreszcie dojdzie do jakiejś sceny okraszonej zazdrością, to dojdzie do wniosku, że woli Darling w tej kompletnie niewzruszonej wersji.
— Ależ cieszę się gargantuicznie. — Powiedziała to tak miłym tonem, doprawionym tak miłym uśmiechem, że nie było opcji, żeby jej uwierzyć. Jeszcze czego! Mogła powiedzieć Teddy, że jak ją tak kusiło, to trzeba było jednak się nie wahać. Finch szybko by się pewnie domyśliła, że jej partnerka tę kartkę zgubiła albo wyprała, bo przecież było w jej stylu. Mogłaby nawet zaoferować, że zaprowadzi ją za rączkę do tego baru i nawet pomoże ustalić, kiedy kelnerka ma zmianę, żeby mogła sobie ten numer wziąć, potem z niego korzystać i żyć sobie z tą
— Oczywiście, że chcę różową. — Bardzo ją ta decyzja ucieszyła. Od razu twarz jej się rozświetliła, a durne problemy osunęły się w cień. Teddy bardzo szybko potrafiła zmiękczyć jej bojowe serce. Stanęła na palcach i dała jej wyjątkowo duże i mokre buzi w policzek za to, że tak o nią dba i zajmuje się tak nieistotnymi szczegółami jak kolor deski.
Szkoda tylko, że musiały zainwestować w te koszmarne pianki. April na śmierć zapomniała o istnieniu tych rzeczy. Wyobrażała sobie surferów mknących po falach w samych kąpielówkach. Najlepiej w takich w palmy albo właśnie deski. Niestety życie to nie kreskówka. Nie można było być ciągle seksi. No trudno. Musiała założyć to paskudztwo, ale nie kryła zażenowania i niezadowolenia. No i te kolory, matko kochana. Nawet deska straciła swój blask. Ale tylko na moment. April miała zamiar pocieszać się tym, że nie będzie na siebie patrzeć. A jej dziewczyna wyglądała w tym nie tylko idiotycznie, ale jakimś cudem też bardzo dobrze.
Odłożyły wszystkie rzeczy na perfekcyjnie wybranym przez Finch miejscu na piasku. Od razu położyła też obok deskę i stanęła na niej, udając, że już mknie przez najwyższe fale świata.
— No dobra, to o co w tym wszystkim chodzi? Trzeba po prostu wyczilować, zawierzyć ciało duchom wyspy i samo się pojedzie? — Dopytała, wchodząc dość gwałtownie w jakiś niesamowity zakręt. Strasznie dziwną strukturę miał ten ocean w jej głowie, jakąś taką nielogiczną.
Ten jej słodki uśmieszek, tak jak dulce de leche