Strona 2 z 2

the long way down

: sob lut 28, 2026 12:54 am
autor: margo mercer
Przez krótką chwilę po jego prowokacyjnym łyku whisky patrzyła na niego w milczeniu. Nie jak przeciwnik, nie jak partner w zawodowej przepychance. Patrzyła jak kobieta, która właśnie uświadomiła sobie coś niewygodnego i zamiast się wycofać, postanowiła zrobić kolejny krok, a później następny i jeszcze jeden.
Rhys Madden był wszystkim tym, czego teoretycznie nie powinna chcieć. Gburowaty, szorstki, uparty do granic absurdu. Wredny w odbiorze, nieprzyjemny w pierwszym wrażeniu, był mistrzem w budowaniu dystansu i podcinaniu skrzydeł każdemu, kto próbował podejść za blisko. Nigdy nie podejrzewała siebie o to, że zainteresowanie kimś takim mogłoby wykroczyć poza zawodową rywalizację. Nie pomyślałaby, że coś, co zaczęło się od irytacji zacznie osiadać pod skórą w zupełnie inny sposób.
A jednak.
Im bardziej się przed nią chronił, tym wyraźniej widziała pęknięcia w jego zbroi. Im mocniej kąsał, tym bardziej czuła, że robi to z przyzwyczajenia, nie z przekonania. I nie potrafiła przestać się zastanawiać, co kryje się pod spodem. To była kolejna rzecz, która zaczęła ją niepokoić, bo oznaczała, że przestała patrzeć na niego wyłącznie jak na partnera z wydziału.
- Skąd pomysł, że chciałabym cię zmieniać? - odezwała się w końcu spokojnie, bez uniesionych brwi, bez teatralnej urazy. Nie przyszło jej do głowy, by kogokolwiek naprawiać. Wychowała się w domu, w którym ludzie przychodzili z problemami i wychodzili z diagnozami. Ona wybrała inną drogę. Każdy był jaki był, z takiego wychodziła założenia - albo jej to odpowiadało, albo się z tego wycofywała. Od samego początku nie ukrywała niczego i jeśli coś ją w nim drażniło, mówiła o tym wprost. Jeśli coś ją fascynowało - również.
A fascynował ją. Wbrew wszystkiemu, a przede wszystkim rozsądkowi.
Zatrzymała na nim wzrok dłużej, niż powinna. Widziała sprzeczności, które w nim współistniały. Widziałaby je nawet, gdyby nie chciała - w tym jak potrafił być bezwzględny podczas kłótni w samochodzie, a chwilę później trzymać ją pod stołem w kawiarni tak, jakby była jedyną rzeczą, która się liczy. W tym jak ranił słowami, a potem sprawdzał jej policzek, jakby bał się, że to ona krwawi.
Nie, nie chciała go zmieniać. - Nie jesteś eksperymentem - powiedziała ciszej. - A ja nie jestem od ulepszania ludzi - zrobiła krótką pauzę, pozwalając, by jej słowa wybrzmiały wyraźnie.
Zanim znowu się odezwała, spojrzała na niego inaczej - jej wzrok przesunął się po jego twarzy wolno i uważnie - od zmarszczonych brwi, przez linię nosa, aż po usta, które jeszcze przed chwilą dotykały butelki. W przytłumionym świetle lampki jego rysy były ostrzejsze, bardziej wyraźne, a jednocześnie pozbawione tej codziennej twardości. W tej samej chwili jej usta ozdobił uśmiech. Nie chowający się w kącikach, nie tłumiony przez grymas ironii - uśmiechała się szeroko, wstrzymując na moment oddech. W jej oczach również coś się pojawiło - figlarny błysk, który wyraźnie mówił, że wie w co gra i że tym razem nie zamierza się cofnąć.
- Tak - powiedziała w końcu bez wahania, miękko. - Chciałabym tego. Chciałabym żebyś ze mną flirtował - to była czysta, nieskrępowana szczerość. Pozwoliła by te słowa zawisły między nimi, a spojrzenie czekoladowych oczu jeszcze intensywniej się w niego wpatrywało. - A jeszcze bardziej chciałabym, żebyś przestał udawać, że tego nie robisz - znowu się pochyliła, tym razem nie powstrzymując dręczącego ją od południa impulsu, który błagał, aby pozwoliła mu wreszcie wyciągnąć dłoń do przodu i delikatnym ruchem palców zbadać ranę na skroni mężczyzny.
Wiedziała już, że Rhys Madden będzie jej k o ń c e m.

Rhys Madden