last goodbye
: wt mar 03, 2026 10:44 pm
Z uczuciami do Skye Dominic ukrywał się tak dobrze, że sam przez długi czas nie przyswajał do siebie świadomości o ich posiadaniu. Wszystkie mniejsze i większe gesty czy dwuznaczności kamuflował za pomocą przyjaźni, dzięki której, w jego mniemaniu, nikt niczego nie podejrzewał. Tylko wprawni obserwatorzy potrafili w tym wszystkim dostrzec coś więcej, niż twierdził. A że Logan ufał im obojgu, a później przez wzgląd na pewne przytyki w kwestii Skye trochę się od niego oddalił, w Dominicu nie widział zagrożenia w postaci tak bolesnego noża w plecy. I nic dziwnego, bo blondyn zachowywał się całkiem nieszkodliwie. Dopóki nie pokazał, że miał chrapkę na dziewczynę swojego kumpla.
Od tamtej pory mężczyzna nie potrafił więcej oszukiwać siebie, że to zwykła fascynacja, a fasada beztroskiego bawidamka powoli zaczynała się sypać, przez co niektórzy zaczynali widzieć więcej i snuć domysły, co też mogło się wydarzyć. Z pewnością więcej widział Anthony, obserwując go ze Skye w ciągu ostatnich dni. Dominic po czasie zdał sobie sprawę, że Helene również była świadkiem zachodzących w nim zmian. Niestety, nie dane jej było przekonać się, do czego to prowadziło, ale miała rację - jego życie nie musiało składać się wyłącznie z pracy i przelotnych znajomości.
Złośliwy ton Logana nie zdziwił go. Co więcej, był jak najbardziej słuszny.
— Kurwa, Logan, naprawdę wolałem zmienić pracę i wyjechać, niż ponownie stanąć między Wami. - Albo patrzeć, jak razem układają sobie życie. - Syd wyciągnęła mnie do Montrealu oglądać moje przyszłe miejsce pracy. Miałem przyjąć tę propozycję, złożyć wypowiedzenie w Forward i się spakować, ale zaraz po powrocie mama wylądowała w szpitalu… - I znowu wszystko się pokomplikowało. Kolejny łyk whisky stłumił powracające do niego bolesne wspomnienia. Nie popełniłby po raz kolejny błędu, jakim było wtrącenie się w związek, który miał być ich spełnieniem marzeń. A skoro ich zaręczyny nastąpiły tak szybko i urwał mu się kontakt z ich obojgiem, logicznym się wydawało, że oboje tego pragnęli. Nie widział w tym wszystkim miejsca dla siebie. Musiał w końcu odpuścić. Cholera, nawet ostatnio nie chciał przekroczyć tej magicznej linii ze Skye w obawie przed konsekwencjami. Aż nie wyznała, że się rozstali.
Z uwagą przysłuchiwał się słowom Haynesa, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. Nagle wszystkie jego przekonania i obawy względem ich zaręczyn legły w gruzach, bo okazywało się, że ich pragnienia wcale się ze sobą nie pokrywały. Że na szczęście nie stanowił głównego powodu, dla którego się rozstali, choć nie wątpił, że częściowo na to wpłynął. Że oboje w końcu zrozumieli, że wzajemnie się unieszczęśliwiali. Osobiście doskonale rozumiał, że z miłości do drugiej osoby czasem jedynym słusznym wyjściem pozostawało odejść. - Dobrze, że doszliście do porozumienia teraz, a nie po ślubie albo po piątej rocznicy - skwitował, starając się zachować neutralność. Bynajmniej żadnemu z nich nie życzył źle, ale bez względu na swoje doświadczenie w relacjach romantycznych, też nie chciałby się pakować w coś, co nie miało przyszłości. Dlatego nigdy wcześniej nie próbował. Mimowolnie pomyślał o Skye. Czy z nią widział przyszłość? Na pewno nie wyobrażał sobie być teraz z nikim innym. Czy chciałby się sprawdzić jako jej chłopak? Przecież do tej pory znał siebie tylko w roli przyjaciela i kochanka. Czy dało się to połączyć i stworzyć coś, co zatrzyma ją przy nim na dłużej? Czy spełni jej oczekiwania choć po części? Nie był święty. Zranił już wiele kobiet. Jej nie chciał tego zrobić. - Wiesz, zawsze zastanawiało mnie, co ludzie widzieli w małżeństwie i czemu z wiekiem zaczynają odczuwać na nie presję. A Ty odkąd skończyliśmy liceum, cały czas jesteś w jakichś związkach. Przecież nie musisz się jeszcze do niczego zobowiązywać. Wiek to tylko liczba. W zamian za to powinieneś użyć trochę życia i przekonać się, czego tak naprawdę od niego chcesz. Stary, choć raz nie kieruj się rozsądkiem, popłyń z prądem i zobacz, do czego Cię to doprowadzi. A nuż odnajdziesz w tym swoją drogę? - Uniósł wyżej brew, starając się mówić do rzeczy, bo krążący w jego żyłach alkohol zaczynał wprowadzać go w coraz luźniejszy stan. Fakt był taki, że Logan zawsze był tym prawilniejszym chłopakiem, od którego bił rozsądek i bezpieczeństwo, któremu ulegały kobiety poszukujące stałości. Chyba nigdy nie zdarzyło mu się zaszaleć tak, jak Dominicowi. Może nadszedł czas to zmienić? Przydałoby mu się wprowadzić do życia nieco szaleństwa. Chciałby go zobaczyć z kimś, kto będzie miał na niego dobry wpływ i jednocześnie będzie dla niego wyzwaniem, dla którego warto się starać.
Następne pytanie wyrwało go z zamyślenia, dlatego kilka sekund mu zajęło, zanim zrozumiał, o co właściwie Logan pytał. A wtedy się zawahał, co Haynes musiał wyczuć, bo poprawił się w fotelu i spojrzał na niego z rosnącym oczekiwaniem. Sam pod wpływem wbijającego się w niego wzroku kumpla wyprostował się, bo nagle zrobiło mu się niewygodnie. - Nie było kiedy. Dopiero się rozstaliście, a Helene odeszła. Nie nadszedł jeszcze właściwy moment - wyjaśnił, obawiając się krytyki Haynesa. Wiedział, że musiało to nastąpić. Na pewno, gdy wszystko się uspokoi. Poza tym, nieznacznie liczył na jego aprobatę, choć było to głupie i niestosowne pod wieloma względami. Przez ten alkohol chyba przestawał już logicznie myśleć.
Skye Murray Łoś Superktoś
Od tamtej pory mężczyzna nie potrafił więcej oszukiwać siebie, że to zwykła fascynacja, a fasada beztroskiego bawidamka powoli zaczynała się sypać, przez co niektórzy zaczynali widzieć więcej i snuć domysły, co też mogło się wydarzyć. Z pewnością więcej widział Anthony, obserwując go ze Skye w ciągu ostatnich dni. Dominic po czasie zdał sobie sprawę, że Helene również była świadkiem zachodzących w nim zmian. Niestety, nie dane jej było przekonać się, do czego to prowadziło, ale miała rację - jego życie nie musiało składać się wyłącznie z pracy i przelotnych znajomości.
Złośliwy ton Logana nie zdziwił go. Co więcej, był jak najbardziej słuszny.
— Kurwa, Logan, naprawdę wolałem zmienić pracę i wyjechać, niż ponownie stanąć między Wami. - Albo patrzeć, jak razem układają sobie życie. - Syd wyciągnęła mnie do Montrealu oglądać moje przyszłe miejsce pracy. Miałem przyjąć tę propozycję, złożyć wypowiedzenie w Forward i się spakować, ale zaraz po powrocie mama wylądowała w szpitalu… - I znowu wszystko się pokomplikowało. Kolejny łyk whisky stłumił powracające do niego bolesne wspomnienia. Nie popełniłby po raz kolejny błędu, jakim było wtrącenie się w związek, który miał być ich spełnieniem marzeń. A skoro ich zaręczyny nastąpiły tak szybko i urwał mu się kontakt z ich obojgiem, logicznym się wydawało, że oboje tego pragnęli. Nie widział w tym wszystkim miejsca dla siebie. Musiał w końcu odpuścić. Cholera, nawet ostatnio nie chciał przekroczyć tej magicznej linii ze Skye w obawie przed konsekwencjami. Aż nie wyznała, że się rozstali.
Z uwagą przysłuchiwał się słowom Haynesa, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. Nagle wszystkie jego przekonania i obawy względem ich zaręczyn legły w gruzach, bo okazywało się, że ich pragnienia wcale się ze sobą nie pokrywały. Że na szczęście nie stanowił głównego powodu, dla którego się rozstali, choć nie wątpił, że częściowo na to wpłynął. Że oboje w końcu zrozumieli, że wzajemnie się unieszczęśliwiali. Osobiście doskonale rozumiał, że z miłości do drugiej osoby czasem jedynym słusznym wyjściem pozostawało odejść. - Dobrze, że doszliście do porozumienia teraz, a nie po ślubie albo po piątej rocznicy - skwitował, starając się zachować neutralność. Bynajmniej żadnemu z nich nie życzył źle, ale bez względu na swoje doświadczenie w relacjach romantycznych, też nie chciałby się pakować w coś, co nie miało przyszłości. Dlatego nigdy wcześniej nie próbował. Mimowolnie pomyślał o Skye. Czy z nią widział przyszłość? Na pewno nie wyobrażał sobie być teraz z nikim innym. Czy chciałby się sprawdzić jako jej chłopak? Przecież do tej pory znał siebie tylko w roli przyjaciela i kochanka. Czy dało się to połączyć i stworzyć coś, co zatrzyma ją przy nim na dłużej? Czy spełni jej oczekiwania choć po części? Nie był święty. Zranił już wiele kobiet. Jej nie chciał tego zrobić. - Wiesz, zawsze zastanawiało mnie, co ludzie widzieli w małżeństwie i czemu z wiekiem zaczynają odczuwać na nie presję. A Ty odkąd skończyliśmy liceum, cały czas jesteś w jakichś związkach. Przecież nie musisz się jeszcze do niczego zobowiązywać. Wiek to tylko liczba. W zamian za to powinieneś użyć trochę życia i przekonać się, czego tak naprawdę od niego chcesz. Stary, choć raz nie kieruj się rozsądkiem, popłyń z prądem i zobacz, do czego Cię to doprowadzi. A nuż odnajdziesz w tym swoją drogę? - Uniósł wyżej brew, starając się mówić do rzeczy, bo krążący w jego żyłach alkohol zaczynał wprowadzać go w coraz luźniejszy stan. Fakt był taki, że Logan zawsze był tym prawilniejszym chłopakiem, od którego bił rozsądek i bezpieczeństwo, któremu ulegały kobiety poszukujące stałości. Chyba nigdy nie zdarzyło mu się zaszaleć tak, jak Dominicowi. Może nadszedł czas to zmienić? Przydałoby mu się wprowadzić do życia nieco szaleństwa. Chciałby go zobaczyć z kimś, kto będzie miał na niego dobry wpływ i jednocześnie będzie dla niego wyzwaniem, dla którego warto się starać.
Następne pytanie wyrwało go z zamyślenia, dlatego kilka sekund mu zajęło, zanim zrozumiał, o co właściwie Logan pytał. A wtedy się zawahał, co Haynes musiał wyczuć, bo poprawił się w fotelu i spojrzał na niego z rosnącym oczekiwaniem. Sam pod wpływem wbijającego się w niego wzroku kumpla wyprostował się, bo nagle zrobiło mu się niewygodnie. - Nie było kiedy. Dopiero się rozstaliście, a Helene odeszła. Nie nadszedł jeszcze właściwy moment - wyjaśnił, obawiając się krytyki Haynesa. Wiedział, że musiało to nastąpić. Na pewno, gdy wszystko się uspokoi. Poza tym, nieznacznie liczył na jego aprobatę, choć było to głupie i niestosowne pod wieloma względami. Przez ten alkohol chyba przestawał już logicznie myśleć.
Skye Murray Łoś Superktoś