Strona 2 z 2

last goodbye

: wt mar 03, 2026 10:44 pm
autor: Dominic Reyes
Z uczuciami do Skye Dominic ukrywał się tak dobrze, że sam przez długi czas nie przyswajał do siebie świadomości o ich posiadaniu. Wszystkie mniejsze i większe gesty czy dwuznaczności kamuflował za pomocą przyjaźni, dzięki której, w jego mniemaniu, nikt niczego nie podejrzewał. Tylko wprawni obserwatorzy potrafili w tym wszystkim dostrzec coś więcej, niż twierdził. A że Logan ufał im obojgu, a później przez wzgląd na pewne przytyki w kwestii Skye trochę się od niego oddalił, w Dominicu nie widział zagrożenia w postaci tak bolesnego noża w plecy. I nic dziwnego, bo blondyn zachowywał się całkiem nieszkodliwie. Dopóki nie pokazał, że miał chrapkę na dziewczynę swojego kumpla.
Od tamtej pory mężczyzna nie potrafił więcej oszukiwać siebie, że to zwykła fascynacja, a fasada beztroskiego bawidamka powoli zaczynała się sypać, przez co niektórzy zaczynali widzieć więcej i snuć domysły, co też mogło się wydarzyć. Z pewnością więcej widział Anthony, obserwując go ze Skye w ciągu ostatnich dni. Dominic po czasie zdał sobie sprawę, że Helene również była świadkiem zachodzących w nim zmian. Niestety, nie dane jej było przekonać się, do czego to prowadziło, ale miała rację - jego życie nie musiało składać się wyłącznie z pracy i przelotnych znajomości.
Złośliwy ton Logana nie zdziwił go. Co więcej, był jak najbardziej słuszny.
Kurwa, Logan, naprawdę wolałem zmienić pracę i wyjechać, niż ponownie stanąć między Wami. - Albo patrzeć, jak razem układają sobie życie. - Syd wyciągnęła mnie do Montrealu oglądać moje przyszłe miejsce pracy. Miałem przyjąć tę propozycję, złożyć wypowiedzenie w Forward i się spakować, ale zaraz po powrocie mama wylądowała w szpitalu… - I znowu wszystko się pokomplikowało. Kolejny łyk whisky stłumił powracające do niego bolesne wspomnienia. Nie popełniłby po raz kolejny błędu, jakim było wtrącenie się w związek, który miał być ich spełnieniem marzeń. A skoro ich zaręczyny nastąpiły tak szybko i urwał mu się kontakt z ich obojgiem, logicznym się wydawało, że oboje tego pragnęli. Nie widział w tym wszystkim miejsca dla siebie. Musiał w końcu odpuścić. Cholera, nawet ostatnio nie chciał przekroczyć tej magicznej linii ze Skye w obawie przed konsekwencjami. Aż nie wyznała, że się rozstali.
Z uwagą przysłuchiwał się słowom Haynesa, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. Nagle wszystkie jego przekonania i obawy względem ich zaręczyn legły w gruzach, bo okazywało się, że ich pragnienia wcale się ze sobą nie pokrywały. Że na szczęście nie stanowił głównego powodu, dla którego się rozstali, choć nie wątpił, że częściowo na to wpłynął. Że oboje w końcu zrozumieli, że wzajemnie się unieszczęśliwiali. Osobiście doskonale rozumiał, że z miłości do drugiej osoby czasem jedynym słusznym wyjściem pozostawało odejść. - Dobrze, że doszliście do porozumienia teraz, a nie po ślubie albo po piątej rocznicy - skwitował, starając się zachować neutralność. Bynajmniej żadnemu z nich nie życzył źle, ale bez względu na swoje doświadczenie w relacjach romantycznych, też nie chciałby się pakować w coś, co nie miało przyszłości. Dlatego nigdy wcześniej nie próbował. Mimowolnie pomyślał o Skye. Czy z nią widział przyszłość? Na pewno nie wyobrażał sobie być teraz z nikim innym. Czy chciałby się sprawdzić jako jej chłopak? Przecież do tej pory znał siebie tylko w roli przyjaciela i kochanka. Czy dało się to połączyć i stworzyć coś, co zatrzyma ją przy nim na dłużej? Czy spełni jej oczekiwania choć po części? Nie był święty. Zranił już wiele kobiet. Jej nie chciał tego zrobić. - Wiesz, zawsze zastanawiało mnie, co ludzie widzieli w małżeństwie i czemu z wiekiem zaczynają odczuwać na nie presję. A Ty odkąd skończyliśmy liceum, cały czas jesteś w jakichś związkach. Przecież nie musisz się jeszcze do niczego zobowiązywać. Wiek to tylko liczba. W zamian za to powinieneś użyć trochę życia i przekonać się, czego tak naprawdę od niego chcesz. Stary, choć raz nie kieruj się rozsądkiem, popłyń z prądem i zobacz, do czego Cię to doprowadzi. A nuż odnajdziesz w tym swoją drogę? - Uniósł wyżej brew, starając się mówić do rzeczy, bo krążący w jego żyłach alkohol zaczynał wprowadzać go w coraz luźniejszy stan. Fakt był taki, że Logan zawsze był tym prawilniejszym chłopakiem, od którego bił rozsądek i bezpieczeństwo, któremu ulegały kobiety poszukujące stałości. Chyba nigdy nie zdarzyło mu się zaszaleć tak, jak Dominicowi. Może nadszedł czas to zmienić? Przydałoby mu się wprowadzić do życia nieco szaleństwa. Chciałby go zobaczyć z kimś, kto będzie miał na niego dobry wpływ i jednocześnie będzie dla niego wyzwaniem, dla którego warto się starać.
Następne pytanie wyrwało go z zamyślenia, dlatego kilka sekund mu zajęło, zanim zrozumiał, o co właściwie Logan pytał. A wtedy się zawahał, co Haynes musiał wyczuć, bo poprawił się w fotelu i spojrzał na niego z rosnącym oczekiwaniem. Sam pod wpływem wbijającego się w niego wzroku kumpla wyprostował się, bo nagle zrobiło mu się niewygodnie. - Nie było kiedy. Dopiero się rozstaliście, a Helene odeszła. Nie nadszedł jeszcze właściwy moment - wyjaśnił, obawiając się krytyki Haynesa. Wiedział, że musiało to nastąpić. Na pewno, gdy wszystko się uspokoi. Poza tym, nieznacznie liczył na jego aprobatę, choć było to głupie i niestosowne pod wieloma względami. Przez ten alkohol chyba przestawał już logicznie myśleć.

Skye Murray Łoś Superktoś

last goodbye

: śr mar 04, 2026 12:56 am
autor: Łoś Superktoś
Logan w pełni ufał Skye i Dominicowi, a nawet był zadowolony z ich wspólnej pracy. Jego dziewczyna stresowała się nowym stanowiskiem, więc przynajmniej Haynes miał pewność, że jego przyjaciel o nią zadba i nie pozwoli innym jej zrobić krzywdy. Cholera, nawet sam go o to prosił na samym początku. Do tej pory Reyes nigdy nie zawiódł jego zaufania, można było na niego liczyć w każdej sytuacji. Natomiast Murray z miejsca skradła jego serce i chciał dla niej jak najlepiej. Naprawdę wierzył, że to ta jedyna, aż… Aż związek zaczął stawać się coraz poważniejszy. Wtedy już nie był taki pewny swoich uczuć. Jednak nigdy nie podejrzewałby tą dwójkę o zdradę. Nigdy nie dali mu powodu do tego.
Dlatego słysząc, że przyjaciel był gotowy wyjechać stąd, byleby nie stawać pomiędzy nim, a Skye - wierzył mu. Może ktoś inny nazwałby go głupim i szaleńcem, ale Logan wierzył, że był on do tego zdolny i zrobiło mu się nieco lepiej, że to wszystko nie było takie płytkie jak sądził ostatnio.
- Nie jestem pewien czy w ogóle do ślubu by doszło- przyznał się patrząc Dominicowi prosto w oczy. To był też jeden z tematów, który poruszyli ze Skye w noc zerwania. - Gdy się jej oświadczyłem, poczułem się trochę tak jakbym to zrobił tylko po to, żeby ją zatrzymać. Jakby same zaręczyny miały sprawić, że wszystkie problemy odejdą w niepamięć, więc ani razu nie poruszyliśmy kwestii ślubu. Był pierścionek i nic więcej- co, kiedy, jak. Chyba żadne z nas tego nie czuło- doprecyzował licząc na to, że zostanie dobrze zrozumiany. Nie chciał się mścić na dziewczynie, nie robił jej na złość. Prawda była jednak taka, że mieli oni problemy już przed zaręczynami i po trochu oboje liczyli, że pierścionek coś zmieni. Czuł się trochę tak jak te małżeństwa, które decydują się na dziecko jako plaster na ich związek. Logan posiadając rodzeństwo, wiedział że to było bardzo zgubne założenie.
Słuchał uważnie rad Dominica opierając się w końcu w fotelu i rozsiadając się wygodnie. Uciekł nawet wzrokiem w bliżej nieokreślony punkt, zastanawiając się nad tymi słowami. Może faktycznie coś w tym było? Zawsze był w jakimś związku - mniej lub bardziej niezobowiązującym, ale nie miał takiego dłuższego okresu, gdy mógł po prostu odpalić wrotki i zaszaleć. Jak chciał dłużej posiedzieć z kumplami albo z nimi spędzić weekend, to dziewczyny nigdy nie potrafiły tego zrozumieć i musiał wybierać między jednym, a drugim. A gdzie w tym wszystkim był on sam? - A podobno byłem głupi i ślepy, a nie dojrzały i rozsądny- prychnął i się roześmiał nawiązując do słów Dominica podczas bójki o Skye. Alkohol przyjemnie szumiał już w głowie, a rozmowa z przyjacielem podziałała odprężająco pozwalając przypomnieć sobie dawne czasy, gdy rozmawiali o wszystkim. Nagle się poczuł jakby tematem ich rozmowy nie była Skye - jego była narzeczona, która zdradziła go z tym oto mężczyzną siedzącym obok niego. Może czas, który minął pozwolił mu odetchnąć i spojrzeć na to z dystansu? A może między nimi była prawdziwa braterska miłość, która przetrwa wszystko? Cokolwiek to było, Logan aż zmarszczył czoło słysząc rewelację kumpla. Upił łyk whisky i odstawił szklankę obkręcając się bardziej w fotelu, aby być zwróconym wprost do rozmówcy. - Kurwa Nicky… ona powinna się o tym dowiedzieć. Skoro ja myślałem, że to była dla Ciebie zabawa, to co ona musi mieć w głowie? Kobiety mają naprawdę szalone pomysły- pokręcił głową z lekkim przerażeniem, bo przecież umawiał się z wieloma i scenariusze, które one tworzyły w głowie, gdy nie odbierał telefonu były bardziej niż szalone. W dodatku on znał Dominica znacznie dłużej niż tylko rok. Wiedział o nim więcej niż pewnie Skye, która się napatrzyła i nasłuchała od innych o jego podbojach. W tym momencie nie postrzegał już Reyesa i Murray jako dwójki osób, które kochał i które go zraniły. Widział w nich ludzi, których kochał i którym życzył jak najlepiej.

Dominic Reyes

last goodbye

: śr mar 04, 2026 2:46 pm
autor: Dominic Reyes
Szczerość, z jaką rozmawiali z Loganem, była dla Dominica terapeutyczna. Wraz z każdą wymianą informacji, przekonań i obaw, wszystko coraz bardziej układało się w całość, dając mu pełen obraz sytuacji: związek tej dwójki na dłuższą metę nie miał sensu, tak samo jak upieranie się przy tym i lakowanie problemów pierścionkiem. Mimo całej sympatii do nich i tak zupełnie bezstronnie, cieszył się, że w porę to dostrzegli i uniknęli ogromnego błędu. Bez względu na to, czy Dominic i Skye dzięki temu zyskali szansę na coś więcej, choć to na pewno otwierało im furtkę. Zanim to jednak nastąpi, blondyn musiał upewnić się, że jego następne decyzje nie wpłyną na wciąż niepewną relację z Loganem.
Wcale Ci się nie dziwię, jest warta każdego zachodu. Ale jak to mówią, do tańca trzeba dwojga? - nieco się skrzywił, bo ślub był zbyt poważną sprawą, żeby można było bagatelizować ten temat albo zdusić w sobie obawy przed nim. Nawet on to wiedział, pewnie przez wzgląd na to, że do tej pory unikał tych tematów jak ognia. Zwłaszcza, kiedy chłopaki złośliwie się z niego nabijali. Albo kiedy rodzice wspominali coś o ustatkowaniu się. Wtedy w ogóle tego nie czuł, a właściwie wzdrygał się na samą myśl, że poważny związek mógłby wprowadzić w jego życie tyle niepotrzebnych ograniczeń. A teraz? Sam siebie ograniczał do myślenia wyłącznie o Skye. Czy to był krok ku spełnieniu jej marzeń? Czy małżeństwo z nią był również jego marzeniem?
Ej, ale kto powiedział, że jesteś dojrzały? - zaśmiał się głośno w odpowiedzi, zapominając o tym, że może w sumie mu nie wypadało? Bo nie przypominał sobie, żeby tak go kiedykolwiek określił. Musiał przyznać, że Logan rozsądny był, kiedy kierował się przekonaniem, że związki należało traktować poważnie i nie bawić się kobietami tak, jak do niedawna robił to Dominic, za co wielokrotnie zostawał przez niego karcony. Ale w momencie, gdy mijało zakochanie i nadchodziła codzienność, Logan wracał do swoich nawyków, które już mijały się z oczekiwaniami ze strony płci żeńskiej. A gdy jeszcze przy tym zamiatał problemy pod dywan? To musiało się wiązać z rozczarowaniem. Tylko podczas jednej relacji Dominic zaczął osądzać jego zachowanie, ale miał ku temu ważny powód - chodziło o Skye. A on nie miał serca patrzeć wciąż na to, jak siebie nawzajem krzywdzili. Jednak było to nic w porównaniu z tym, co zrobił Reyes.
Trafna uwaga Haynesa sprawiła, że westchnął ciężko, po czym upił kolejny łyk whisky. Miał totalną rację. Zbyt długo ją zwodził gestami, po których się wycofywał. Co prawda, nie potrafił wpłynąć na magnetyzm ich ciał i rosnące pożądanie, kiedy zostawali sami, ale przez pryzmat jego doświadczenia z kobietami mogło to wyglądać u niego na czystą zabawę, fascynację, która w pewnym momencie dobiegnie końca. Poddawała się jej, ale czy przy tym podświadomie nie czuła się wykorzystywana? Musiał to wszystko wyjaśnić. Tak, jak dziś porozmawiać z Loganem. - Mogę się jedynie domyślać - przyznał w końcu, nadal trochę zamyślony. - Nie chcę jej zawieść. - Przygryzł wargę z ewidentnym zmartwieniem. Prędzej czy później zawsze to następowało. Zawsze coś zjebał, świadomie lub mniej. A co, jeśli dopadną go te same obawy, co Logana? W pewnym momencie zacznie się dusić w związku i zacznie szukać większej przestrzeni? Na samą myśl aż robiło mu się niedobrze.
Ciche pukanie przerwało jego rozmyślania. Momentalnie wyprostował się w fotelu i odchrząknął, żeby jako tako przywołać się do porządku i jednym: - Proszę - zaprosić kolejną osobę do środka. Na widok Skye uśmiechnął się subtelnie, a cichy głosik w jego głowie podpowiedział mu jedno: cokolwiek miało się między nimi dziać, na razie potrzebował jej i nie widział nikogo oprócz niej. Co będzie dalej? Nie miało to teraz żadnego znaczenia.

Łoś Superktoś Skye Murray

last goodbye

: śr mar 04, 2026 3:39 pm
autor: Skye Murray
Nie sądziła, że tak potoczy się tamta noc, gdy przyjechała pocieszyć Dominica. Chciała go wesprzeć, okazać mu swoje wsparcie i pozwolić na przeżycie wszystkiego, co się w nim kłębiło bez konieczności udawania przed światem, że wszystko jest w porządku. W końcu przecież Helen ją ostrzegała, że może zbytnio zamknąć się w sobie. To zawsze on wspierał Skye w momentach kryzysu będąc jej oparciem i użyczając swojego ramienia do wypłakania nie jednej łzy po kłótni z Loganem. Przyszła pora, aby się odwdzięczyć. Nie planowała iść z nim do łóżka, ale nie mogła się oprzeć pokusie. Jego ciało działało na nią zbyt intensywnie, ale nie żałowała niczego, a budząc się rano w jego ramionach czuła wewnętrzny spokój. Czuła się bezpiecznie, błogo, jakby wszystkie elementy układanki były na swoim miejscu.
Jednak między nią, a Dominicem wciąż pozostawało wiele pytań. Mężczyzna był jednym z powodów, dlaczego Skye zerwała z Loganem, ponieważ wiedziała, że gdyby naprawdę była szczęśliwa i zakochana, to nie spojrzałaby na nikogo innego poza Haynesem. Jednak nie rozstała się z narzeczonym dla Dominica. Zrobiła to dla siebie, aby móc przemyśleć swoje życie, wartości którymi się w nim kieruje i czego tak naprawdę chce w życiu. Oprócz tego wszystkiego, pozostawała też część związana z Reyesem, która stała pod znakiem zapytania, ponieważ nie miała pojęcia, co się dzieje w jego głowie. Tak, wyznał jej miłość, ale… czy aby na pewno? W tamtym momencie słysząc te dwa słowa nie wiedziała jak zareagować, bo Dominic raczej nie wyglądał, jakby był ich świadom. W nocy go nie ciągnęła już za język, skoro od razu zaczął chrapać, a przez kolejne dni oboje mieli ważniejsze sprawy do załatwienia związane z pogrzebem. Dlatego Skye nie poruszała tego tematu, a najchętniej chciałaby zapomnieć o tamtym wyznaniu, ponieważ bała się narobić sobie niepotrzebnych nadziei. Już raz z Loganem sobie ich narobiła, a potem przeżyli wiele kłótni nie mogąc złapać wspólnego języka. Z Dominicem się przyjaźniła i ceniła tą relację. Teraz mogli wciąż ją kontynuować, skoro rozstała się z partnerem.
Miała zbyt dużo pytań w swojej głowie, żeby teraz się nimi zajmować. Wiedziała jednak jedno - zależało jej na Dominicu i to bardzo. Na tyle, że wzięła w pracy wolne, aby być przy nim i jego ojcu nie zostawiając ich samych z organizacją wszystkiego. Wydawało się jej to wręcz naturalne, bo jak mogłaby siedzieć i nic nie robić, zostawiając go samego ze wszystkim? Najchętniej zostawałaby też u niego na noc, aby upewnić się, że sypia i jada, ale dawała mu przestrzeń nie narzucając się. Stała więc w kolejce z pozostałymi żałobnikami, lecz gdy tylko go zobaczyła, jej serce momentalnie przyspieszyło. Wtuliła się w niego mocno zapominając , gdzie są i kto się na nich patrzy. Przez tą zbyt krótką chwilę byli tylko oni. Odetchnęła głęboko, gdy mogła poczuć jego gorące ciało tuż przy jej własnym i najchętniej w ogóle by od niego nie odchodziła, a stała cały czas tuż obok trzymając go za rękę. Wiedziała jednak, że nie taka jest jej rola. Mimo wszystko siedziała tuż za nim i nie spuszczała z niego wzroku podczas jego przemowy, która ruszyła ją za serce . Miała wrażenie, że mówi to tylko do niej, aż nie poczuła nawet łzy spływającej po policzku. Był taki dzielny stojąc przed tłumem w kościele i żegnając swoją ukochaną mamę, więc nie mogła się powstrzymać, by nie uścisnąć jego ramienia, gdy wrócił na miejsce w ławce. Tak samo podczas pochówku - stała tuż za nim, co rusz gładząc go po plecach bądź ściskając jego ramię. Nie miała pewności czy sobie tego życzył, ale odnosiła wrażenie, że jego ciało się rozluźnia pod jej dotykiem, a ona sama czuła instynktownie, by go zapewniać, że jest tuż obok, gdyby jej potrzebował.
Natomiast podczas konsolacji weszła w rolę niczym gospodynia dopilnowując czy nie brakuje jedzenia i zagadując gości, poznając przy tym dużą część rodziny Dominica. Oczywiście pytali ją o to, kim jest, na co grzecznie odpowiadała, że przyjaciółką.
- Oh tak, bo faceci to chcą tylko przyjaciółek i przyjaciółek. Mówię Ci Skarbie, Dominic to dobry chłopak, ale jednak wciąż chłopak. Musisz go wziąć pod pantofel raz dwa- jedynie ciotka Angela niezbyt uwierzyła w wersję Skye, co ją w sumie trochę rozbawiło. - Wezmę pod uwagę te rady, dziękuję - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, zanim się ulotniła dalej. Co jakiś czas zerkała na Dominica i chciała podejść , by sprawdzić jak się czuje , bo w ogóle jeszcze dzisiaj nie rozmawiali. Natomiast on cały czas był zajęty rozmową z innymi, aż zauważyła, że odchodzi i idzie sam. Ruszyła więc w jego kierunku, gdy nagle pewna blondynka ją ubiegła. Oh tak. Jej nowa szefowa. Sydney. Skye zacisnęła dłonie w pięść i starała się zachowywać całkowicie naturalnie podczas obserwowania jak ta dwójka znika w gabinecie. Zamierzała kręcić się w pobliżu czekając aż wyjdą, ale zaraz zauważyła, że zaczęło brakować mini kanapeczek, a potem zagadała ją Hailey, Dean oraz reszta żałobników. Lecz w myślach cały czas był Dominic, którego nie widziała od czasu wejścia do gabinetu. Z Sydney oczywiście. Nie powinna być zazdrosna, prawda? W końcu nic ich nie łączyło poza seksem i przyjaźnią i rozumieniem się bez słów. Nie mogła jednak powstrzymać tego nieprzyjemnego ścisku w żołądku, z którym walczyła kręcąc się po domu przez dłuższy czas. W końcu nie wytrzymała i nałożyła na talerz kilka przekąsek, aby potem udać się z jedzeniem do gabinetu.
Słysząc głos Dominica, weszła do środka.-Przepraszam, nie chciałam prze…- zaczęła zamykając od razu za sobą drzwi i dopiero teraz zauważyła, kto był w środku. Była szczerze zaskoczona, gdy w pokoju był tylko Dominic i… Logan. - Nie chciałam Wam przeszkadzać, ale pomyślałam, że może któryś z Was zgłodniał? - przecież nie przyzna się do prawdziwych intencji.- W dodatku picie na pusty żołądek nie służy nikomu- zauważyła z lekkim uśmiechem kładąc talerzyk z przekąskami na stoliku między nimi. Nie spodziewała się tutaj swojego byłego, ale widząc ich razem, odprężonych na fotelu miała dobre przeczucia, ale to widok Dominica przyspieszył bicie jej serce i złagodził jej wzrok, a uśmiech stał się o wiele szerszy. Tylko jego tutaj widziała.


Dominic Reyes

last goodbye

: śr mar 04, 2026 5:22 pm
autor: Łoś Superktoś
Dla Logana również szczera rozmowa z Dominicem była potrzebna. Nie tylko w celu wyjaśnienia całej sytuacji między nimi trojgiem, ale brakowało mu kontaktu z przyjacielem. Oboje zawsze mogli na siebie liczyć i porozmawiać o wszystkim. To jemu Logan się zwierzał i narzekał na swoje rozpadające związki. To z nim uciekał do baru na whisky, żeby nie musieć iść na kolację do przyszłych, ewentualnych teściów. W kwestii ostatniego związku - ze Skye- tym bardziej mógł się wygadać blondynowi i otrzymywał od niego wsparcie, a także bardzo cenne rady, które były nawet zaskakujące zakładając brak doświadczenia Reyesa w długotrwałych relacjach. Zrzucał to jednak na kwestię tego, że z Murray akurat razem pracowali, a z czasem i się zaprzyjaźnili, więc znał ją dosyć dobrze.
Dlatego po zerwaniu zaręczyn, a także w całym tamtym okresie, brakowało mu szczerej rozmowy z kumplem. Chłopaki nie wiedzieli wiele o jego związku, a Dominic był na bieżąco.
- Oj tak. Początkowo serio myślałem, że to ta jedyna, ale z czasem to wygasło. A na samą myśl o ślubie byłem przerażony- przyznał się pierwszy raz do tego. Nawet przy Skye nie użył takich słów.- Ślub byłby ogromną pomyłką. Oboje to teraz wiemy- i nie było nic bardziej odprężającego niż możliwość zrzucenia z siebie trosk i zostania wysłuchanym, a przede wszystkim zrozumianym. Czuł się coraz lepiej, gdy nie ciągnęli ze Skye związku, który miał większe predyspozycje do samej przyjaźni, aniżeli czegoś więcej. - Akurat zawsze byłem dojrzalszy niż Ty- spojrzał na niego wymownie i się roześmiał. Wesoło, swobodnie, jak gdyby nigdy nic. Może pomógł mu w tym alkohol, a może relacja z Dominicem była niezwykle ważna w jego życiu i powrót do niej dodał mu energii?
Niemniej słuchając Reyesa, czuł względem niego współczucie. Tak, współczuł facetowi, który przespał się z jego dziewczyną. Widział, że był nieco zagubiony i zmartwiony - to było dla niego coś nowego. Zazwyczaj blondyn czarował zawiadackim uśmiechem i pewnością siebie. Nie wiedział co mu więcej doradzić, bo jak widać - sam postępował dotychczas nie lepiej. Nie mógł mu też dać żadnego gwarancji, więc sam się czuł teraz nieco zakłopotany. - Myślę, że zawiedziesz ją bardziej nie rozmawiając z nią o tym- a już wiedział, że ze Skye warto szczerze porozmawiać. Aż sam był teraz ciekaw, czy ona sama coś czuła do Dominica? Czy dlatego poszła z nim do łóżka? Nigdy nie poruszali tej kwestii, bo z góry założył, że to był dla nich obojga jednorazowy wyskok. Może jednak było w tym coś więcej?
Odwrócił się w kierunku drzwi, gdy akurat pojawiła się w nich Skye. Uśmiechnął się na jej widok, a raczej na widok tego co trzymała w rękach. - Oo mini kanapeczki, uwielbiam je- powiedział z entuzjazmem sięgając po nie, zanim dziewczyna je jeszcze postawiła na stoliku. Włożył od razu trzy na raz do buzi czując coraz większy głód. - Ukrywamy się przed ciotką Angelą. Ty też przed nią zwiałaś?-- spytał z pełnymi ustami i zerknął na Dominica. W tym właśnie momencie to dostrzegł - spojrzenie jakim przyjaciel obdarzał jego już byłą dziewczynę. Jego oczy błyszczały tak jak nigdy wcześniej. Spojrzał ponownie na Skye i nagle czuł jak między tą dwójką pojawia się napięcie, które można by wręcz przecinać nożem. Wziął jeszcze jedną kanapkę i obserwował rozwój sytuacji. Nie czuł się teraz jak były Murray, a jak postronny obserwator rosnącego uczucia między tą dwójką.



Dominic Reyes

last goodbye

: śr mar 04, 2026 9:47 pm
autor: Dominic Reyes
Właściwie skąd Dominic zawsze wiedział, co zrobić, powiedzieć czy doradzić, żeby Logan dobrze wyszedł w oczach Skye? Nie można się było spodziewać doświadczenia po kimś, kto ewidentnie unikał poważnych związków. A jednak blondyn nie był głupi, bo potrafił słuchać, a w dodatku miał wspaniałe wzorce. Na pewno duży wpływ na to miała również przyjaźń ze Skye, której różnych reakcji i upodobań zwyczajnie wyuczył się przez ostatni rok. Ale dużo zawdzięczał też odpowiedniemu wychowaniu, bo to jego rodzice samą historią ich znajomości wpajali mu zasady i dobre maniery, które tak szczodrze okazywał wobec płci pięknej. Nic dziwnego, że mimo własnych poglądów względem związków, których nigdy nie ukrywał, z czasem kobiety zaczynały dostrzegać w nim więcej, niż tego chciał. Swoim zachowaniem dawał im złudną nadzieję, że mogło przerodzić się to w coś poważnego, tymczasem on zdając sobie sprawę z problemu, zaczynał usuwać się w cień.
Tym razem wiedział, że relacja ze Skye była zbyt ważna, żeby mógł tak po prostu odpuścić i rzucić to w niepamięć. Co więcej, nie chciał ani odpuścić ani o niej zapomnieć. A teraz, kiedy coraz bardziej stawało się jasnym, że nic już nie stanowiło dla nich przeszkody, uświadamiał sobie, że naprawdę chciał spróbować.
Wraz z każdą upływającą chwilą w towarzystwie Logana wszystko zaczęło mu się klarować w głowie. Kiedy mierzył się z tym sam, odczuwał mętlik, bo nie potrafił zapanować nad tysiącem myśli i obaw, które teraz ulatywały gdzieś w dal. Rozmowa z człowiekiem, który znał go od dawna, lepiej niż ktokolwiek inny, przyniosła mu potrzebny spokój i kontrolę nad tym, co czuł. Bo po wypowiedzeniu tych magicznych słów na głos, wysłuchaniu przez Logana, a nawet spotkaniu się z czymś w rodzaju aprobaty z jego strony, utwierdziło go w przekonaniu, jak cholernie poważna była to sprawa. I jak cholernie chciał się tego podjąć ze Skye.
Pamiętasz, jak Ci wysłałem tego mema z klęczącą parą w kościele i napisem HELP ME na jego butach? Teraz widzę, że rzeczywiście mógłbyś coś takiego odjebać. Z tym, że byłoby to prawdziwe wołanie o pomoc? O, a może tamtego typa też było? - starał się zabrzmieć poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem, widząc w głowie obraz zrozpaczonego Logana. Do tej pory nigdy nie potrafił sobie siebie wyobrazić na miejscu pana młodego, więc rozumiał jego przerażenie. A teraz nie pozostało im nic innego, jak zacząć się z tego śmiać. - O kurwa, teraz to pozamiatałeś - stwierdził w rozbawieniu i przytknął szkło do ust, by opróżnić szklankę, bo przecież otwarcie nie przyzna mu racji. Gdy odstawił ją na blat i rozsiadł się wygodniej w fotelu, naszła go myśl, że cholernie brakowało mu kumpla. Pozostali byli niczego sobie, ale to z Loganem zawsze trzymał sztamę i się rozumieli bez zbędnego pierdolenia.
Nie oczekiwał po nim ani współczucia, ani zrozumienia. Wciąż nie lubił obarczać swoimi problemami innych, a zwłaszcza poruszać tak delikatnych spraw, i to z kumplem, z którego dziewczyną się przespał. Z drugiej strony miał wrażenie, że tylko z nim mógł pogadać od serca. Potrzebował się z nim napić i powiedzieć, co mu ciążyło. Na jego radę pokiwał głową, przyjmując ją do nieco mętnej świadomości i postanowił, że powie jej o wszystkim po powrocie do pracy.
Niezwykle dobrze było ją zobaczyć. Dopiero jej postać pozwoliła mu zorientować się, że musiało upłynąć już trochę czasu, odkąd zniknął innym z oczu i poczuł pewne wyrzuty sumienia, że zostawił ją samą ich samych. - Przyłapani - mruknął z rozbawieniem, zerkając na Logana, a gdy ten sięgnął po wspomniane kanapeczki, pokręcił głową. - To jedna z niewielu potraw, które Skye mogłaby zrobić samodzielnie. Pod warunkiem, że miałaby dość tępy nóż, żeby nie zrobić sobie krzywdy. - Jego łobuzerski uśmiech rozbłysnął na jego twarzy, kiedy spojrzał na dziewczynę spod zmrużonych powiek. Wprost nie potrafił oprzeć się przed rzuceniem jej nieco złośliwej uwagi. Uwielbiał się z nią droczyć i każde z nich w tym pomieszczeniu o tym wiedziało. Na pytanie o Angelę, przekrzywił nieco głowę. - Bardzo Ci się naprzykrzała? - dopytał z pewnym niepokojem, bo teraz w głowie wyrzucał sobie, że zostawił ją na pożarcie lwa. Na szczęście, odnalazła ich. - Siadaj, Piękna - wstał z własnego fotela, by ustąpić jej miejsca, po czym podszedł do barku po nową szklankę i napełnił wszystkie szkła bursztynową cieczą, by następnie wziąć własną i upić łyk. Jedną z dłoni schował do kieszeni spodni, ewidentnie migając się od jedzenia. Nie był pewien, czy to dobry pomysł. Niemniej, kiedy patrzył na całą ich trójkę, wydawało mu się, że było jak dawniej. Z tym, że teraz Skye przyciągała go jak magnes. Gdyby nie Logan, już dawno znalazłby się przy niej, a tak postanowił nieco trzymać się na dystans. - Jak radzi sobie Anthony? - przygryzł nieco wargę. Może powinien wrócić?

Skye Murray Łoś Superktoś

last goodbye

: śr mar 04, 2026 11:45 pm
autor: Skye Murray
Widok Dominica i Logan razem siedzących, odprężonych i roześmianych był zaskakujący. Kiedy w ogóle wyszła Sydney i pojawił się Haynes? Musiała przegapić ten moment. Nie do końca wiedziała jak się odnaleźć teraz w tej sytuacji, która z jednej strony była jak powrót do przeszłości, gdy między nimi było wszystko w porządku, a jednocześnie przecież czasu nie cofną. Oni ze sobą najwyraźniej wszystko wyjaśnili, a ona? Z Loganem nie rozmawiała o Dominicu, a z kolei z Dominicem nie rozmawiali o nich samych.
Jednak to najwyraźniej żadnemu z nich nie przeszkadzało, aby być w dobrym humorze. Alkohol pewnie okazał się w tym niezwykle pomocny sądząc po Loganie - po nim zawsze było widać z daleka czego i dokładnie ile wypił. Był jak Marshall w HIMYM - inaczej się zachowywał po piwie, jeszcze inaczej po whisky, a już na pewno całkowicie inaczej po tequili czy słodkich drinkach.
- Jajecznicę też mi zdarzy usmażyć bez spalenia i skorupek- odgryzła się uśmiechając złośliwie, bo wtedy jakoś jadł i nie narzekał, że coś mu nie pasuje. Oczywiście nie przeszkadzało jej to dogryzanie, był w tym swego rodzaju urok i swoboda w dystansie z jakim do siebie podchodzili. - Nie, była bardzo miła i dawała mnóstwo rad- spojrzała na niego tym razem z tajemniczym uśmiechem przypominając sobie rozmowę z jego ciocią. Tak naprawdę to nawet ją polubiła, ale cały czas myślała o Dominicu. Nawet teraz, gdy byli w pomieszczeniu we trójkę, ona myślała tylko o tym jednym mężczyźnie, chociaż drugi jeszcze tydzień temu był jej narzeczonym. Lecz na nią działało intensywnie to jak mówił do niej Słońce czy Piękna. W jego ustach nie brzmiał to jak typowy epitet, którym określa każdą kobietę. Przy nim czuła się piękna i była jego słońcem. Dlatego momentalnie jej wzrok jeszcze bardziej złagodniał, a ramiona opadły na te miłe określenie. Poczuła w tym momencie ogromną chęć podejścia do niego i wtulenia się w jego ramiona, tak bardzo jej go brakowało. Pamiętała jednak o obecności Logana i wątpliwości w jej głowie, więc kiwnęła głową w podziękowaniu i usiadła na fotelu.
- Masz Logan, zjedz jeszcze trochę. Przyda Ci się- tym razem zwróciła się do Haynesa z nieukrywanym zmartwieniem. Pomimo rozstania, był przecież wciąż istotną osobą w jej życiu, a w dodatku wiedziała jak bardzo miał słabą głowę.- A Ty nie jesteś głodny? Jadłeś coś w ogóle dzisiaj?-- ponownie zwróciła się do blondyna biorąc od niego kieliszek z whisky i od razu upijając łyk. Pierwszy raz od rana poczuła , że może na chwilę odsapnąć. Nie, to uczucie towarzyszyło jej od czasu śmierci Helene, kiedy zaczęła razem z nimi organizować pogrzeb. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji i starała się , żeby wszystko wypadło jak najlepiej, a jednocześnie martwiła się o samopoczucie Dominica. Teraz jednak mogła z czystym sumieniem usiąść, napić się i odetchnąć. Do tego należało jeszcze dodać grono w jakim się właśnie znalazła i nie sądziła, że byłoby to ponownie kiedyś możliwe. Ale teraz siedząc z Loganem i Dominicem czuła się naprawdę dobrze i komfortowo, a pijackie spojrzenie Haynesa było rozczulające. Aż mu podała kolejną kanapeczkę.
- Dobrze, widziałam że wujek Jerry i Marcus go uratowali od ciotek i wzięli pod swoje barki- zaśmiała się na wspomnienie widoku trzech mężczyzn chowających się za wielką palmą w ogrodzie zimowym i z butelką jakieś nalewki w ręce.- Widzę, że i Wam się udało nieźle skryć- spojrzała na nich badawczo, licząc że jej coś zdradzą. Czy było to jej do szczęścia potrzebne? Nie, najważniejsze, ze oni znowu się przyjaźnili. A ona? Ona mogła właśnie wpatrywać się w pewnego blondyna w tej sali swoimi niebieskimi oczętami.


Dominic Reyes