Strona 2 z 2

I need a hero

: pn mar 23, 2026 11:20 am
autor: Frostine Paradis
Obawy przed pójściem w ślady rodziców dręczyły również i Frostine, choć ona generalnie już widziała siebie w lepszej pozycji niż jej matka. W przeciwieństwie do jej rozwiązłego trybu życia, jej nie ciągnęło ani do używek, ani do szukania uciech w ramionach obleśnych panów. I może w tym wypadku miała trochę zbyt wielkie mniemanie o sobie, bo różnie życie mogło się potoczyć, tak z tego mogła być dumna. Ale pozostawał jeszcze nieobecny ojciec, który zostawił ją nie tylko z fortuną, ale i z uczuciem pustki, niedającym się zapełnić w żaden sposób. Nie mogła też zapomnieć o istnieniu przyrodniego brata, który był dla niej niczym obcy człowiek. Tu już łapała się na tym, że jako matka przyszłej pociechy (o ile się jej doczeka, co wątpliwe) mogła stać się równie nieobecna. Ale, póki co, to był pikuś. Zwłaszcza, że nie była nawet w poważniejszym związku i na chwilę obecną chyba niezbyt desperacko do niego dążyła.
Styczność z przestępcami może niekoniecznie zniechęcała ją do ludzi, bo jej wiara w potencjał homo sapiens od samego początku był bardzo bliski dna, natomiast dawał jej coś, czego kiedyś nie posiadała. Poczucie, że sama jest nieco lepszą osobą a także fakt, że wcale nie była taka bezbronna. Była jedynie tłumaczem, natomiast ta „neutralna” pozycja dawała jej odrobinę bezpieczeństwa, bez względu na sytuację. Nie była ani osobą oskarżającą, ani obrońcą. Neutralny grunt bardzo mocno jej się podobał. Był ulgą od prawdziwego życia, gdzie ten podział nie zawsze pozwalał jej uczestniczyć w zdarzeniu jako strona neutralna. A miała dość bycia ofiarą, nie chcąc jednocześnie przyłączać się do tej ciemniejszej strony mocy.
Pociąg w kierunku jaśniejszej strony był natomiast dość dobrze widoczny, nawet z jej aurą tajemniczości. Nie wahała się z pomocą, tak jak na przykład tutaj, śpiesząc ze swetrem w celu zatamowania krwawienia. Wiedziała, że istnieją ludzie, którzy lubili wykorzystywać taką dobroć i miała to ciągle z tyłu głowy, natomiast dziadkowie wykonali kawał dobrej roboty, skoro i tak to nie powstrzymywało ją przed działaniem. Oczywiście do czasu – ostrożności nigdy za wiele.
Szczerze to cieszyła się, że nie musiała już oglądać się za ramię przez łysola. Wiedziała już, że jest bezpieczna. Czuła się tylko nieswojo z faktem, że obcy mężczyzna wkroczył do akcji i przy tym oberwał. Trochę tak, jakby to ona była odpowiedzialna za ten cios, choć nawet nie podniosła ręki. Dlatego też chciała mu to choć odrobinę wynagrodzić.
Nie, nie. Na szczęście nie. — zaprzeczyła od razu, czując bardziej, że to on potrzebował bardziej tego pytania. Dalej była wstrząśnięta, natomiast adrenalina buzująca w jej żyłach popychała ją do względnie normalnego kontaktowania. — To tylko sweter. Mam ich mnóstwo. — tu machnęła ręką. Elwood nie wiedział, że z jej pieniędzmi taki sweter był praktycznie szmatką. Może nawet i jakąś markową, a to i tak nie robiło żadnej różnicy. Była natomiast świadoma, że krew mogła wsiąknąć w materiał. — Frostine, ale mów mi Tina. Powiedziałabym, że miło mi cię poznać… Ale w takich okolicznościach niezbyt przystoi. — powiedziała to w dość swobodny sposób, choć po jej twarzy niekoniecznie można było wyłapać coś więcej niż powagę. Klasyka w wykonaniu Paradis.

Elwood Madry

I need a hero

: pn mar 23, 2026 9:38 pm
autor: Elwood Madry
W sumie to Elwood nigdy tak na to nie patrzył z tej perspektywy. Był właścicielem swojego ciała i od zawsze robił z nim co chciał. Nie wyobrażał sobie, by ktokolwiek miał za niego decydować lub go wykorzystać. Dla Frostine to była chyba realna obawa. Kto wie, może to nawet nie był pierwszy raz kiedy ktoś się do niej dobierał na siłę. Brzmiało jak koszmar. Woody aż żałował, że jest przedstawicielem tej samej płci co ci wszyscy kolesie. Toksyczni, żałośni, często bezkarni. Oby ten, który go poturbował odpowiedział co najmniej za napaść i oby nie przyszło mu do głowy o to samo oskarżać Madry'ego. Prawo niestety bywa dziurawe, a sądy skorumpowane. Najczęściej wygrywa osoba, którą stać na łapówki czy lepszego prawnika. Skazany? Wpada w system, z którego ciężko uciec. Dokładnie na taki los zasługiwał łysol.
Co do niewielkiej wiary w dobre intencje ludzkości, Elwood nawet by się Paradis nie dziwił. Pewnie wystarczy jeden niespodziewany atak, by już zawsze mieć się na baczności. Stracone zaufanie odzyskać ciężko, aczkolwiek brzmiało to jakby Frostine utraciła je na bardzo wczesnym etapie. Czy krzywdzący rodzice byli lepsi niż martwi rodzice? Dobre pytanie. Brunet szczerze by się roześmiał, gdyby kiedyś przyszło mu zadać je na głos. Z czarnym humorem zawsze miał po drodze, a do tego co przeszedł w dzieciństwie posiadał dziwnie duży dystans. Był za mały by cokolwiek z tamtego horroru zapamiętać, więc chyba trafił lepiej niż koleżanka. Wydaje się, że to mógł być ich neutralny grunt.
Choć jaśniejsza strona brzmiała równie kusząco. Muzyka, ludzie, rozrywka, dobra zabawa. Dwa światy jakby istniały obok siebie. Frostine z Elwoodem niestety po raz kolejny wylądowali po tej złej stronie - spowitej mrokiem i przytłaczającej jak ciemny, wąski korytarz prowadzący w stronę toalet. Z pozytywów, przynajmniej już nie tkwiła tu sama. Znalazł się niepozorny ktoś gotów stanąć w jej obronie.
- No to w porządku. Gość był mega obleśny. Oby go dorwali - Woody bez najmniejszego zawahania zamiótł swój własny stan zdrowia pod dywan. Jak wspominałam, był to dla niego już prawie element codzienności. Dziewczyna niepotrzebnie robiła sobie wyrzuty. Chociaż, może jednak to jednak jego zachowanie było mniej normalne? Łatwo się pogubić.
- Frostine? - powtórzył lekko zaskoczony brunet. Pierwszy raz słyszał to imię - Dość unikalne. Dlatego wolisz Tina? - gdyby byli z nim kumple z zespołu, pewnie ostrzegliby dziewczynę przed wnikliwymi pytaniami bruneta. Strzelał z nimi jak z procy, jeśli tylko coś go zainteresowało. Na imprezach przeważnie można go było znaleźć pogrążonego w głębokich dyskusjach z obcymi ludźmi gdzieś pomiędzy kuchnią, a palarnią.
- Wydajesz się miła, Tina, więc nie ma tego złego. Powiedz, jak dobrze znosisz widok krwi? Skoczyłbym to ogarnąć do toalety, ale wolałbym Cię nie zostawiać tu samej - gdyby ktoś miałby się podpisać pod wychowaniem Elwooda, byłaby to jego ciotka. Samotnie zajmowała się nim oraz dwójką synów, i jak widać dopilnowała by wyrośli na świadomych mężczyzn. Świadomych zagrożenia oraz potrzeb osób dookoła.
- Idziemy? - nie słysząc sprzeciwu, ostrożnie dźwignął się z ziemi. Nieco bolały go plecy, więc kolejnych kilka nocy zapewne prześpi na brzuchu. Poza tym chłopak robił co mógł by na podłodze pozostawić jak najmniej krwawych śladów. Toaleta? Wszedł do damskiej. Męska to pewnie ostatnie miejsce, jakie chciałaby zwiedzić Frostine. Było pusto, dlatego podszedł prosto do zlewu. Porcelanowa misa szybko zabarwiła się szkarłatem, ale z pomocą zimnej wody i papierowych ręczników udało się to jakoś uporządkować. Woody wreszcie wyprostował się, zerkając w lustro. Kiedy złapał w nim wzrok szatynki, posłał jej rozbrajający uśmiech.
- Widzisz? Jak nówka.


Frostine Paradis

I need a hero

: wt mar 24, 2026 10:57 am
autor: Frostine Paradis
Każdy był właścicielem swojego ciała, tylko że niektórym przewracało się w głowach na tyle, iż często zapominali o tej informacji. Człowiek nie był rzeczą, a i tak dość często był jako taka traktowany. Frostine znała taką formę traktowania aż za dobrze. Miała normalnych dziadków, całe szczęście, ale jej matce już dawno poprzepalało wszystkie styki w mózgu. Dla niej mała Tina była lalką, nie córką. I gdyby nie dziadkowie, kto wie do czego mogłoby dojść. Może miałaby na koncie już jakieś tragiczne sytuacje z udziałem płci przeciwnej. To ciekawe, że w większości mężczyźni czuli przyzwolenie nawet na takie obleśne obłapianie wzrokiem. Tylko cieszyć się, że w obecnych czasach równouprawnienie było bardzo powszechne, a ich wygórowana pozycja nieco zrównała się z kobietami. Wciąż, niektórym to nie przeszkadzało. Ale na każdego czekały konsekwencje, mniejsze czy większe. Oby i łysola to nie ominęło.
Akurat Paradis miała dobry pogląd na takie porównanie. Nieobecny ojciec, który był już martwy. Nigdy go nawet nie poznała, ale chociaż pozostawił jej pieniądze. To też miało swoje konsekwencje, ale i tak jawiło się to lepiej w jej oczach niż matka ćpunka. Szkoda, że to nie on ją wychował. Chociaż, skoro był bogaty i wiecznie zajęty, mogła równie dobrze wyrosnąć na jakąś wyniosłą paniusię. I tak źle, i tak niedobrze. No cóż, takie jest życie.
Ciemna strona nie była aż tak mroczna z odpowiednim towarzystwem. Tina jeszcze niekoniecznie mogła powiedzieć, że Woody był dla niej kimś, kto nieco rozjaśniał wszystko dookoła, natomiast doceniała jego pomoc. A to już był maleńki kroczek do przodu w kierunku tego ledwie majaczącego się światełka w tunelu na samym końcu korytarza.
Tak... — pokiwała głową w odpowiedzi, choć najchętniej zostawiłaby ten temat już daleko za sobą. Za każdym razem jak widziała twarz łysola to aż wstrzymywała się przez wzdrygnięciem. — Bardzo dziękuję za… pomoc. — wydusiła to w końcu z siebie. O dziwo brzmiało to normalnie, może jedynie trochę nieśmiało. Miała już proponować jakąś rekompensatę, ale w tym momencie ważne było, by mężczyzna przestał krwawić. Tak, nawet jak on ten temat próbował zamieść pod dywan, na nią nie działało to ani trochę.
Owszem. — najpierw nieznacznie uniosły się jej brwi, bo nie spodziewała się, że gość wykaże się zdolnością do tzw. łączenia kropek. Co prawda kryło się za tym coś więcej, ale o dodatkowych szczegółach ciężko było się dowiedzieć.
Dobrze znoszę widok krwi. — stwierdziła krótko, umyślnie pomijając jakikolwiek komentarz na temat bycia miłą w jej wykonaniu. Dużo jej w życiu nie widziała, ale pewnie i tak było to więcej razy niż przeciętnie. Co do pójścia za Elwoodem, trochę się wahała, ale finalnie skinęła głową i podniosła się z kucek. Dobrze zatem, że weszli do damskiej, bo tam zawsze mogła być jakaś inna kobieta. Gorzej, że mogłaby się sama przestraszyć na widok mężczyzny.
Przyglądała się w milczeniu jak zajmuje się krwią i nosem, próbując jednocześnie wybadać, czy nos faktycznie nie wygląda na złamany. Nie znała się na tym aż tak dobrze, więc ciężko było jej powiedzieć.
Możliwe. — mruknęła w odpowiedzi, lecz dalej nie brzmiała na przekonaną. — Może i tak lepiej, żeby obejrzał cię lekarz? Tak dla pewności. — zasugerowała po krótkiej chwili, starając się brzmieć raczej beztrosko.

Elwood Madry

I need a hero

: czw mar 26, 2026 9:20 pm
autor: Elwood Madry
Oj tak. Roszczeniowi rodzice. Urodziłam cię, wychowałam i karmiłam, więc jesteś moją własnością i zrobisz dokładnie to co ci każę. Elwood słyszał o takich. Albo ci przesadnie kontrolujący, z rozpisanym planem na resztę twojego życia. Państwo Madry podobno tacy nie byli. Tak twierdzi Ciotka. Co do jej stylu wychowania, Woody określiłby go jako dość swobodny. Bądź dobrym człowiekiem, nie czyń zła, myj ręce przed posiłkiem, opuszczaj klapę, nie zaciąż dziewczyny. Zasady były proste i przejrzyste, chłopak nigdy nie czuł się nimi ani żadnymi oczekiwaniami przytłoczony. Ciotka zawsze traktowała go też na równi ze swoimi rodzonymi dziećmi i nie ma takiego tematu, którego Woody nie mógłby z nią poruszyć. Miał szczęście, że trafił w takie ręce oraz, że nikt nie wychował go w przekonaniu, że ma jakieś roszczenia do ciał innych osób. Skąd mężczyźni brali ten tupet? Zaryzykuję stwierdzenie, iż już się z nim rodzili. Z wiekiem przybierał po prostu różne formy. Ten Madry'ego Ciotka zdołała nieco utemperować.
Ah tak pieniądze. Marne, a jednak pocieszenie. Życia nie zwrócą, ale zapewnią dach nad głową. Brunet też otrzymał swoją działkę po śmierci rodziców oraz rodzeństwa. Pozostawili po sobie dosłownie tylko garść pamiątek, zdjęć i majątek. Do tej kwestii Elwood również miał dość duży dystans. Od dwudziestu lat temat pozostawał dla niego nietykalny. Brunet wiedział, że gdyby go poruszył, cała budowana skrzętnie fasada runęłaby jak domek z kart. Ciekawe czy Frostine miała podobnie.
Jak dotąd trzymała się zaskakująco dobrze. Nawet na sekundę nie wpadła w panikę. Nawet więcej, ruszyła świadomie po pomoc gdy zaszła taka potrzeba. No, tu Woody by się kłócił. Przecież świetnie sobie radził. Kolegom pewnie w ogóle nie wspomni, że koleś rzucił nim o ścianę, a potem rozkwasił nos łokciem. Na pewno by ostatecznie wygrał, jeśliby doszło do poważnego starcia. Na szczęście Pan Świr chciał sobie tylko pomacać zgrabną dziewczynę. Dla Frostine mniej szczęśliwie.
- Nie ma sprawy, dobrze, że zachciało mi się sikać w połowie koncertu - pewnie Woody mógł jej oszczędzić takich szczegółów, ale próbował rozładować jakoś atmosferę. Najgorsze jest to, że ani on ani Paradis nie byli pierwszy raz w takiej sytuacji. Ona podobnych doświadczeń miała sporo, Elwood też nie pierwszy raz wkraczał pomiędzy kobietę oraz zbyt natarczywego typa. U siebie na dzielnicy szybko robili z takimi porządek. Dla łysego też lepiej, żeby nie spotkał Madry'ego z kolegami w jakimś ciemnym zaułku.
- Mi podoba się Frostine, jak bałwanek Frosty, ale niech będzie Tina - dostrzegł, że chyba lekko zaskoczył ją swoim stwierdzeniem. Ciekawe. On po prostu lubił rzeczy unikalne, jedyne w swoim rodzaju. Sam też miał rzadko spotykane imię. I nie, jego rodzice nie byli fanami Blues Brothers, chociaż parę lat temu obejrzał ten film. Na basie obsadzili w nim Ducka Dunna, prawdziwą legendę. Coś pięknego.
Po wejściu do łazienki i on i szatynka zamilkli na dłuższą chwilę. Minęła kolejna zanim Woody zorientował się, że jest obserwowany. Jego lustrzany uśmiech chyba dziewczyny nie przekonał.
- Jeśli uspokoi to Twoje sumienie, mogę zajrzeć do punktu medycznego jak będziemy wychodzić - spora ilość poplamionych krwią papierowych ręczników spoczęła w koszu na śmieci, kiedy brunet wreszcie się obrócił. W sumie to stali naprzeciwko siebie, więc to była pierwsza okazja by się sobie dokładniej przyjrzeć. Elwood, jak to Elwood, zbytnio się nie hamował.
- Ale nie jesteś w żadnym szoku, prawda? - podchodząc bliżej zauważył, że dzieli ich jakieś dwadzieścia centymetrów wzrostu. Dziewczyna była prześliczna. Z rodzaju tych, które ciężko spotkać w Rexdale. Mógłby się założyć, że jej perfumy pachną jak waniliowe ciasteczka. Był w końcu samozwańczym znawcą kobiet, ale wiedział też jedno, ostatnie czego teraz potrzebowała Paradis to końskich zalotów kolejnego idioty - Mam wrażenie, że włączył Ci się autopilot. Może wyjdziemy na zewnątrz? Tam od drugiej strony. Mój organizm dopomina się papierosa. Ty palisz? - w takich sytuacjach ludzie reagowali różnie - A może powinienem po kogoś zadzwonić? Jakby nie patrzeć jestem tylko obcym kolesiem.


Frostine Paradis

I need a hero

: wt mar 31, 2026 11:30 am
autor: Frostine Paradis
Wypisz wymaluj matka Frostine. Ją co prawda zniszczyły używki, ale nawet jeśli jakimś cudem by do tego nie doszło, pewnie i tak próbowałaby ustawić córeczkę według własnych widzimisię. Tina od dawna nie wierzyła w to, by kobieta miała w sobie jakąkolwiek dobroć. Miała dobrych rodziców, bo dziadkowie byli wspaniali, ale coś w niej zdawało się być zepsute od samego początku. Może zatem było jakieś ziarnko prawdy w tym, że niektórzy rodzili się źli, nawet jeśli rodzice wkładali całe serce w jak najlepsze wychowanie pociechy. Szkoda tylko, że Paradis zdawała się przyciągać taki sort ludzi niczym magnes.
Kwestia delikatnych tematów była dla niej bardzo jasna. Nie poruszała ich nigdzie poza gabinetem swojego terapeuty. Nie czuła potrzeby, by się tym dzielić, bo nie szukała współczucia. Może lekkie zrozumienia, ale była jeszcze na zbyt wczesnym etapie, by się do tego przyznać. Do szczęścia i tak nie było jej to potrzebne, bo nauczyła się funkcjonować bez tego typu atencji, mając innej pod dostatkiem. Co nie znaczy, że akurat ten typ uwagi sprawiał, iż była szczęśliwa. Cała dzisiejsza sytuacja temu przeczyła.
Była jednak typem osoby, które wszystko dusiły w sobie, bo tak się nauczyły. Może były obecne jakieś przebłyski, świadczące o tym że jednak była w chociażby lekkim szoku, ale generalnie wydawała się być oazą spokoju. Wewnętrznie nią nie była, choć też nie zdawała sobie sprawy, że to i tak nie jej poziom paniki, który mogłaby nazwać normalnym w takich okolicznościach. Miało to swoje zalety, ale również i wady. Tyle, że to nie nimi się obecnie przejmowała. Najważniejsze, że kryzys został zażegnany.
Haha, tak. — skwitowała, decydując się na ciche parsknięcie, które mogło sugerować lekkie rozbawienie. Ale nawet jeśli odczuwała autentycznie taką lub jakąkolwiek emocję, to i tak ciężko było to z niej wykrzesać. Tu nie było inaczej. Takie tematy jej nie obrzydzały, ale ciężko było to stwierdzić na pierwszy rzut oka. Ale nie było to nic dziwnego, nawet jeśli się jej nie znało. Można było to bez problemu podpiąć pod szok spowodowany całą sytuacją. I tak „doświadczenie” pozwoliło jej podejść do całości nieco bardziej trzeźwo, bez trzęsienia się jak osika czy panikowania. Frostine nie była kobietą, która dawała się ponieść strachowi aż tak. Ale może to dlatego, że wszystko dusiła w sobie.
Bałwanek Frosty? — uniosła brwi, a nawet prychnęła na to przyrównanie. Ona chciałaby wiedzieć, że jej matka miała jakiś głębszy powód dla którego nadała jej tak rzadkie imię. Natomiast, po pierwsze, nigdy go nie poznała, a po drugie, spodziewała się raczej iż było to spowodowane zaskarbieniem atencji już od pierwszych momentów życia. To było bardzo w stylu jej matki.
W milczeniu przyglądała się Elwoodowi, ale nawet jego uśmiech czy słowa niekoniecznie przekonywały ją o jego dobrostanie. To też nie była nowość. Może nie jej matka, bo ona też twierdziła że „wszystko okej” nawet jak prezentowała doskonale widoczne skutki odstawienia narkotyków czy alkoholu. Jej dziadek też często twierdził, że wszystko było dobrze, by z dnia na dzień odejść z tego świata we śnie. Okazało się, że miał poważne problemy zdrowotne, o których jego wnuczka nie miała zielonego pojęcia. Wiedziała zatem, że nie powinno się lekceważyć nawet potencjalnej drobnostki.
Dobrze. Będę wdzięczna. — skinęła krótko głową, wciąż zachowując beztroski wyraz twarzy, ale w duchu trochę odetchnęła. Przynajmniej do momentu, w którym jej rozmówca postanowił się bardziej jej przyjrzeć. Specjalnie stanęła zatem bokiem, udając że spogląda na swoje odbicie w lustrze, we wnętrzu czując lekkie spięcie. Nie lubiła, gdy ktoś się tak gapił, nawet jeśli chciał być dyskretny. Chcąc czy nie, miała trochę doświadczenia w wyłapywaniu takich rzeczy.
Nie. Powoli mi przechodzi, więc bez obaw. — i to faktycznie była prawda, chyba że jej „wybawiciel” jeszcze bardziej upodobni się zachowaniem do łysego natręta. — Nie palę. Ale możemy wyjść. — może i był to autopilot, działający w reakcji obronnej. Ale i tak czuła, że powinna mieć się na baczności, zwłaszcza niekoniecznie znając Madry’ego.

Elwood Madry

I need a hero

: śr kwie 08, 2026 7:07 pm
autor: Elwood Madry
Terapia, tak. O tym też słyszał. Człowiek siada na wygodnej sofie, zaczyna opowiadać o dzieciństwie, a potem kończy na lekach mających fabrykować szczęście. Elwood był zdeterminowany by przeżyć swoje życie w pełni i nie pozwalał się ograniczać, w szczególności własnym słabościom. Był sobą, żył na własnych zasadach i robił to tak głośno jak tylko chciał. Frostine powinna kiedyś spróbować. Dwadzieścia sześć lat ma się przecież tylko raz.

Zaliczył jej to parsknięcie. Było ciche, ale stanowiło oznakę pozostania w kontakcie ze światem. Brunetka procesowała to co do niej mówił. Naprawdę zaczynał podejrzewać, że to nie jej pierwszy raz. Choć sam był młody, spotkał na swojej drodze naprawdę wiele osób. Sporo z nich nosiło na plecach ciężar przeszłości. Nawet najszczerszy z ich uśmiechów nigdy nie był w stanie do końca rozświetlić ich oczu. Jakby w źrenicach na stałe zamieszkał się mrok. Prywatne demony, tak czule nazywał je Woody. Nawet zaproponował to jako nazwę swojej kapeli. Stanęło na Broken Society.

- Nie gniewaj się, to tylko skojarzenie - nie chciał tak szybko dziewczynie podpaść, więc od razu się z tego wycofał. Po ponownej analizie doszedł do wniosku, że okrągły, pyzaty bałwan może nie być tym, z czym potencjalnie jakaś kobieta chciałaby być kojarzona. Niby oczywiste, ale Madry sporo się jeszcze musiał o płci pięknej nauczyć. Nie był ani męskim bokserem ani gwałcicielem, więc początek nie wyglądał tak najgorzej.

- A z Tobą będzie wszystko okej? - rzucił otwarcie brunet. Jego ewentualnie złamany nos mogli poskładać medycy. Zapomnieć o tym co przeszła dziewczyna z pewnością będzie trudniej. Elwood cały czas oczekiwał, że na jakimś etapie brunetka wreszcie sięgnie po telefon i po kogoś zadzwoni. Chłopaka, ojca, matkę, przyjaciółkę. Kogokolwiek. Jeśli zamierzała zgłosić sprawę na policję, czekała ich jeszcze długa droga. Obdukcja, wycieczka na komisariat, zeznania, raport. Dużo wypełniania niepotrzebnych papierków. Za dużo. Jeśli łysy uciekł, może da się odzyskać jego wizerunek z kamer bezpieczeństwa. Jak niebiescy oleją sprawę, zawsze Madry może zgłosić pobicie. Bo przecież naruszenie jego nietykalności jest większym wykroczeniem niż atak na randomową kobietę.

Im więcej o tym myślał, tylko bardziej chciał zapalić, dlatego jak tylko Tina dała im zielone światło, ruszył lekko przodem. Znał drogę. Fatalny korytarz szybko zostawili za sobą. Kiedy doszli do metalowych drzwi, Elwood pchnął je z lekkim trudem. Nareszcie, świeże powietrze. Humor mu się momentalnie poprawił. Na zewnątrz było niewiele poza metalowymi barierkami oraz ogrodzeniem. Mimo wszystko chłopak wybrał najbliższą ścianę, opierając się o nią z paczką fajek już w ręce. Po raz ostatni zaoferował jedną Frostine, kolejną trzymając między zębami. Trzask zapalniczki, głęboki wdech i .. nie dość, że się zakrztusił, to dopiero teraz poczuł jak bardzo obite ma żebra.

- Słodki Jezu, ekh ekh, widziałaś? Prawie tu zszedłem. Wheew - wszystko obrócił w żart, a po chwili Madry nawet wrócił do palenia papierosa. Nie zaciągał się nim jednak zbyt mocno. Tylko do momentu aż poczuł ból. Zamiast tego wolał skupić się na słodkim, uzależniającym smaku tytoniu. Do Frostine zwrócił się ponownie dopiero po zaspokojeniu nałogu.

- Powiedz, chcesz bardziej czekać na policję czy raczej zawinąć się stąd niepostrzeżenie? Nie musisz mi nic wyjaśniać ani tłumaczyć. Oceniać też Cię nie będę. Po prostu chciałbym Cię bezpiecznie odstawić do domu albo gdziekolwiek zdecydujesz - ochroniarze zaczną ich szukać raczej prędzej niż później. Możliwe też, że sami już zadzwonili po niebieskich - Za dużo czasem gadam, co?


Frostine Paradis

I need a hero

: pt kwie 10, 2026 4:20 pm
autor: Frostine Paradis
Dla Frostine terapia też była tylko etapem, nie efektem końcowym. Żeby natomiast zaznać w życiu prawdziwego szczęścia, musiała najpierw popracować nad samą sobą. Zwłaszcza w kwestii okazywania uczuć czy emocji, co dalej sprawiało jej nieco problemu. Była niczym oaza spokoju, natomiast nie miało to tylko zalet. A wady też nieźle potrafiły dać w kość. Niby teraz dobrze, że nie trzęsła się jak osika i nie panikowała zbytnio, ale za to dawała bardzo dziwne odczucie spokoju. Jakby mało ją to w ogóle ruszyło, a ruszyło ją… I to bardzo.
Pewnie bardzo utożsamiałaby się z zespołem o nazwie czegoś, z czym zmagała się po dziś dzień. Kto wie, może nawet chodziłaby na koncerty, gdzie może nie spotkałaby takich amantów jak pan łysy… Póki co, była chyba zdania, że nie powinna sama pojawiać się w takich miejscach. Nawet, jeśli byłby to koncert w stylu Hello Kitty, gdzie nawet dzieci miałyby prawo wstępu. Wszędzie zdaje się czaić mrok, a dość często umyka on naszym oczom. Ewentualnie to tylko perspektywa, która niestety została mocno skrzywiona przed laty. Niestety, ale Paradis mogła się poszczycić właśnie tym wyjątkowym spojrzeniem, w którym jednak było widać coś niepokojącego.
Nie gniewam się. Po prostu… Nie spotkałam się z takim porównaniem. — była to akurat prawda. Bardziej ją to zaskoczyło niż zdenerwowało, ale ksywki raczej nie pragnęła sobie zmieniać na coś takiego. Tina było najbezpieczniejszą opcją, a także najbliższą „normalności”.
Myślę, że tak. — skoro nie był to pierwszy raz… Może Madry o tym nie wiedział, ale była już trochę przyzwyczajona. A czemu nigdzie nie dzwoniła? Bo wiedziała, że to najpewniej i tak nie przyniesie efektu. Miała tylko przyjaciółki, a często miała wrażenie, że brzmi jakby użalała się nad sobą z tą całą atencją. Policja? Lepiej to uzgodnić najpierw z ochroną, bo też nie wiadomo czy go złapali, czy też nie.
Podreptała za Elwoodem, choć czasami nie mogła się powstrzymać przed oglądnięciem za ramię. Łysola już tu jednak nie było i nic jej nie groziło. Miała tylko nadzieję, że od strony „wybawiciela” będzie tak samo. Widać było, że była trochę nieufna, ale nie chciała też całkowicie wypiąć się na jego dobroć. Dlatego też starała się mu towarzyszyć, bo mimo wszystko widziała, że coś jest nie tak. Pokręciła głową na papierosa, ale zaraz potem zmarszczyła brwi, widząc i słysząc kaszlącego Madry’ego.
Wiesz, ja dalej uważam, że przydałyby ci się jakieś oględziny. — mruknęła tylko, chcąc uczynić coś więcej, natomiast granice grzeczności i rozwagi trochę też jej to utrudniały. Popatrzyła się na niego przez krótką chwilę, po czym oparła się stopą i plecami o ścianę nieopodal.
Myślę, że powinnam poczekać chociaż na samą ochronę, żeby nie zrobić większego zamieszania. — odrzekła spokojnie. Skoro już poprosiła o oficjalną pomoc ochroniarza, nie powinna była teraz tego tak olać. — Także jeśli masz chęć, możesz poczekać ze mną. I spokojnie, nie mam z tym problemu. — nawet preferowała jak ktoś mówił więcej niż ona. Lepsze to niż żeby ona miała gadać. Bo ona każde słowo musiała dokładnie przemyśleć, przez co też nie mówiła jakoś specjalnie dużo.

Elwood Madry

I need a hero

: ndz kwie 12, 2026 5:03 pm
autor: Elwood Madry
Praca nad sobą brzmiała okej, ale by móc okazywać emocje, Frostine nadal potrzebowała kogoś, kto będzie ich odbiornikiem. No chyba, że planowała najpierw wszystko z siebie wyrzucić. Emocjonalny bagaż, pewnie tak to nazywali profesjonaliści. Elwood nie do końca to kumał. Każdy człowiek posiada przecież uczucia. Te wzniosłe i te mniej. Każdy ma swoją historię oraz szereg przebytych doświadczeń. Najróżniejszych. Madry kłóciłby się, że to właśnie kształtowało charakter człowieka, jego osobowość. Zdaniem bruneta najważniejsze było znać swoją wartość i być jej pewnym. Wiedzieć dokładnie na co się zasługuje i o to walczyć. Jak Frostine, kiedy zaczął przystawiać się do niej tamten typ. Chyba była na dobrej drodze do wyzdrowienia.

Co do emocji, zdaniem Woody'ego, wyrażać je można było na o wiele więcej sposobów niż tylko radosny śmiech albo szczera rozpacz. Z właściwą osobą, czasem wystarczyło jedno spojrzenie, gest lub słowo. Dziewczyna wcale nie musiała się zmieniać, jeśli tak było jej wygodniej. O to mu właśnie chodziło wcześniej, wystarczy, że zawiesi poprzeczkę odpowiednio wysoko. W ten sposób w końcu trafi na kogoś, kto będzie pragnął ją zrozumieć i zaakceptować. Kogoś, kto ją obroni, szczególnie przed destrukcyjnymi myślami. Elwood znał to spojrzenie i wiedział do czego może prowadzić. Widział jak kończą Ci, których w całości pochłonął mrok.

- Jeszcze trochę i mnie namówisz. Za pobicie powinni dorzucić łysemu coś gratis - zupełnie jakby grali z Paradis w ping ponga. Madry odbijał każdą jej obawę pokrzepiającym uśmiechem mającym stanowić dowód, że z nim wszystko w porządku. Gdyby okoliczności były inne, może nawet wykorzystałby kartę ofiary żeby wyżebrać od dziewczyny nieco współczucia, ale w tej konkretnej sytuacji chciał dla niej bardziej stanowić wsparcie niż cień kolejnego zagrożenia.

- To ma sporo sensu, tak zróbmy - znów się uśmiechnął, bo swoją paplaniną wreszcie udało mu się wykrzesać z szatynki więcej niż pojedyncze zdanie. Po tym jak dopalił papierosa, wspólnie ruszyli na poszukiwania ochroniarzy, aby dowiedzieć się jaki był finał ich akcji pościgowej za zboczeńcem. Niestety szybko okazało się, że koleś zdołał zbiec. Po minach ochroniarzy Madry odczytał, że jedyne co ich martwi to ewentualny pozew Frostine. Kwestię zgłoszeni sprawy policji ostatecznie złożyli w ręce pary młodocianych. Elwood zostawił dziewczynie swój numer w razie gdyby potrzebowała wykorzystać go w roli świadka, a potem bezpiecznie odstawił ją w okolice domu.

the end

Frostine Paradis