I need a hero
: pn mar 23, 2026 11:20 am
Obawy przed pójściem w ślady rodziców dręczyły również i Frostine, choć ona generalnie już widziała siebie w lepszej pozycji niż jej matka. W przeciwieństwie do jej rozwiązłego trybu życia, jej nie ciągnęło ani do używek, ani do szukania uciech w ramionach obleśnych panów. I może w tym wypadku miała trochę zbyt wielkie mniemanie o sobie, bo różnie życie mogło się potoczyć, tak z tego mogła być dumna. Ale pozostawał jeszcze nieobecny ojciec, który zostawił ją nie tylko z fortuną, ale i z uczuciem pustki, niedającym się zapełnić w żaden sposób. Nie mogła też zapomnieć o istnieniu przyrodniego brata, który był dla niej niczym obcy człowiek. Tu już łapała się na tym, że jako matka przyszłej pociechy (o ile się jej doczeka, co wątpliwe) mogła stać się równie nieobecna. Ale, póki co, to był pikuś. Zwłaszcza, że nie była nawet w poważniejszym związku i na chwilę obecną chyba niezbyt desperacko do niego dążyła.
Styczność z przestępcami może niekoniecznie zniechęcała ją do ludzi, bo jej wiara w potencjał homo sapiens od samego początku był bardzo bliski dna, natomiast dawał jej coś, czego kiedyś nie posiadała. Poczucie, że sama jest nieco lepszą osobą a także fakt, że wcale nie była taka bezbronna. Była jedynie tłumaczem, natomiast ta „neutralna” pozycja dawała jej odrobinę bezpieczeństwa, bez względu na sytuację. Nie była ani osobą oskarżającą, ani obrońcą. Neutralny grunt bardzo mocno jej się podobał. Był ulgą od prawdziwego życia, gdzie ten podział nie zawsze pozwalał jej uczestniczyć w zdarzeniu jako strona neutralna. A miała dość bycia ofiarą, nie chcąc jednocześnie przyłączać się do tej ciemniejszej strony mocy.
Pociąg w kierunku jaśniejszej strony był natomiast dość dobrze widoczny, nawet z jej aurą tajemniczości. Nie wahała się z pomocą, tak jak na przykład tutaj, śpiesząc ze swetrem w celu zatamowania krwawienia. Wiedziała, że istnieją ludzie, którzy lubili wykorzystywać taką dobroć i miała to ciągle z tyłu głowy, natomiast dziadkowie wykonali kawał dobrej roboty, skoro i tak to nie powstrzymywało ją przed działaniem. Oczywiście do czasu – ostrożności nigdy za wiele.
Szczerze to cieszyła się, że nie musiała już oglądać się za ramię przez łysola. Wiedziała już, że jest bezpieczna. Czuła się tylko nieswojo z faktem, że obcy mężczyzna wkroczył do akcji i przy tym oberwał. Trochę tak, jakby to ona była odpowiedzialna za ten cios, choć nawet nie podniosła ręki. Dlatego też chciała mu to choć odrobinę wynagrodzić.
— Nie, nie. Na szczęście nie. — zaprzeczyła od razu, czując bardziej, że to on potrzebował bardziej tego pytania. Dalej była wstrząśnięta, natomiast adrenalina buzująca w jej żyłach popychała ją do względnie normalnego kontaktowania. — To tylko sweter. Mam ich mnóstwo. — tu machnęła ręką. Elwood nie wiedział, że z jej pieniędzmi taki sweter był praktycznie szmatką. Może nawet i jakąś markową, a to i tak nie robiło żadnej różnicy. Była natomiast świadoma, że krew mogła wsiąknąć w materiał. — Frostine, ale mów mi Tina. Powiedziałabym, że miło mi cię poznać… Ale w takich okolicznościach niezbyt przystoi. — powiedziała to w dość swobodny sposób, choć po jej twarzy niekoniecznie można było wyłapać coś więcej niż powagę. Klasyka w wykonaniu Paradis.
Elwood Madry
Styczność z przestępcami może niekoniecznie zniechęcała ją do ludzi, bo jej wiara w potencjał homo sapiens od samego początku był bardzo bliski dna, natomiast dawał jej coś, czego kiedyś nie posiadała. Poczucie, że sama jest nieco lepszą osobą a także fakt, że wcale nie była taka bezbronna. Była jedynie tłumaczem, natomiast ta „neutralna” pozycja dawała jej odrobinę bezpieczeństwa, bez względu na sytuację. Nie była ani osobą oskarżającą, ani obrońcą. Neutralny grunt bardzo mocno jej się podobał. Był ulgą od prawdziwego życia, gdzie ten podział nie zawsze pozwalał jej uczestniczyć w zdarzeniu jako strona neutralna. A miała dość bycia ofiarą, nie chcąc jednocześnie przyłączać się do tej ciemniejszej strony mocy.
Pociąg w kierunku jaśniejszej strony był natomiast dość dobrze widoczny, nawet z jej aurą tajemniczości. Nie wahała się z pomocą, tak jak na przykład tutaj, śpiesząc ze swetrem w celu zatamowania krwawienia. Wiedziała, że istnieją ludzie, którzy lubili wykorzystywać taką dobroć i miała to ciągle z tyłu głowy, natomiast dziadkowie wykonali kawał dobrej roboty, skoro i tak to nie powstrzymywało ją przed działaniem. Oczywiście do czasu – ostrożności nigdy za wiele.
Szczerze to cieszyła się, że nie musiała już oglądać się za ramię przez łysola. Wiedziała już, że jest bezpieczna. Czuła się tylko nieswojo z faktem, że obcy mężczyzna wkroczył do akcji i przy tym oberwał. Trochę tak, jakby to ona była odpowiedzialna za ten cios, choć nawet nie podniosła ręki. Dlatego też chciała mu to choć odrobinę wynagrodzić.
— Nie, nie. Na szczęście nie. — zaprzeczyła od razu, czując bardziej, że to on potrzebował bardziej tego pytania. Dalej była wstrząśnięta, natomiast adrenalina buzująca w jej żyłach popychała ją do względnie normalnego kontaktowania. — To tylko sweter. Mam ich mnóstwo. — tu machnęła ręką. Elwood nie wiedział, że z jej pieniędzmi taki sweter był praktycznie szmatką. Może nawet i jakąś markową, a to i tak nie robiło żadnej różnicy. Była natomiast świadoma, że krew mogła wsiąknąć w materiał. — Frostine, ale mów mi Tina. Powiedziałabym, że miło mi cię poznać… Ale w takich okolicznościach niezbyt przystoi. — powiedziała to w dość swobodny sposób, choć po jej twarzy niekoniecznie można było wyłapać coś więcej niż powagę. Klasyka w wykonaniu Paradis.
Elwood Madry