my eyes saw you, but damn, did my soul feel you
: sob mar 21, 2026 5:39 pm
Kiedy była z nim, sama również nieszczególnie zastanawiała się nad tym, jak na wieść o ich relacji zareagowałby jej partner. Początkowo poszła w to, ponieważ chciała się odegrać. Chciała zrobić Devonowi na złość, ponieważ do szału doprowadzała ją myśl o tym, z jaką łatwością zaproponował jej otwarcie związku. To jednak nie popchnęło jej do kontynuacji tej znajomości, ponieważ na to zdecydowała się już wyłącznie za sprawą Sonny’ego.
Polubiła go, a spędzanie z nim czasu zaczęła uważać za niesamowicie relaksujące. Przy nim nie tylko nie myślała o swoim związku i ewentualnym zagrożeniu, które w ciągu minionych miesięcy ściągnął na siebie Devon. Zapominała także o obowiązkach, które na co dzień ciążyły nad nią w pracy.
Kiedy byli razem, liczyli się wyłącznie oni oboje.
Nie zastanawiała się jednak nad tym, czy może w jego towarzystwie nie powinna być nieco ostrożniejsza. Wszystko to, co robiła, przychodziło jej naturalnie. Czymś takim był też pocałunek, którego nie analizowała nadmiernie, nie przypisując mu zbyt dużego znaczenia, bo przecież nawet nie mogła. Cokolwiek ich łączyło, nie było niczym poważnym, a to nie miało zmienić się za sprawą jednej, niezaplanowanej czułości.
Bawiła się więc bez większych przeszkód, całkowicie poddając się temu, co działo się wokół. Znów pozwoliła sobie na to, by za sprawą Radwella nieco sobie odpuścić, dlatego tańczyła, a choć nie znała wcześniej występującej kapeli, momentami nawet zdarzyło jej się zaśpiewać kilka słów, które akurat zdołała zapamiętać. Po prostu bawiła się d o b r z e.
To jednak ostatecznie musiało dobiec końca, jednak nie sposób powiedzieć, że była zawiedziona. Odrobinę zmęczona być może, ale mimo to naprawdę zadowolona. Kiedy dodatkowo poczuła, jak ustami musnął skórę jej szyi, usta Lacey wykrzywiły się w uśmiechu. — Czy…? — pociągnęła go za język i na ułamek sekundy przygryzła dolną wargę, delektując się jego pieszczotami. Jak widać, te drobnostki, na które decydował się on, także miały na nią spory wpływ. — Próbujesz mnie gdzieś zaprosić? — dopytała i obróciła się przez ramię, aby móc na niego spojrzeć, przy czym zaczepnie poruszyła brwiami.
Nie miała nic przeciwko temu, aby nieco przedłużyć imprezę, skoro i tak nic nie ciągnęło jej przecież do domu.
Sonny Radwell
Polubiła go, a spędzanie z nim czasu zaczęła uważać za niesamowicie relaksujące. Przy nim nie tylko nie myślała o swoim związku i ewentualnym zagrożeniu, które w ciągu minionych miesięcy ściągnął na siebie Devon. Zapominała także o obowiązkach, które na co dzień ciążyły nad nią w pracy.
Kiedy byli razem, liczyli się wyłącznie oni oboje.
Nie zastanawiała się jednak nad tym, czy może w jego towarzystwie nie powinna być nieco ostrożniejsza. Wszystko to, co robiła, przychodziło jej naturalnie. Czymś takim był też pocałunek, którego nie analizowała nadmiernie, nie przypisując mu zbyt dużego znaczenia, bo przecież nawet nie mogła. Cokolwiek ich łączyło, nie było niczym poważnym, a to nie miało zmienić się za sprawą jednej, niezaplanowanej czułości.
Bawiła się więc bez większych przeszkód, całkowicie poddając się temu, co działo się wokół. Znów pozwoliła sobie na to, by za sprawą Radwella nieco sobie odpuścić, dlatego tańczyła, a choć nie znała wcześniej występującej kapeli, momentami nawet zdarzyło jej się zaśpiewać kilka słów, które akurat zdołała zapamiętać. Po prostu bawiła się d o b r z e.
To jednak ostatecznie musiało dobiec końca, jednak nie sposób powiedzieć, że była zawiedziona. Odrobinę zmęczona być może, ale mimo to naprawdę zadowolona. Kiedy dodatkowo poczuła, jak ustami musnął skórę jej szyi, usta Lacey wykrzywiły się w uśmiechu. — Czy…? — pociągnęła go za język i na ułamek sekundy przygryzła dolną wargę, delektując się jego pieszczotami. Jak widać, te drobnostki, na które decydował się on, także miały na nią spory wpływ. — Próbujesz mnie gdzieś zaprosić? — dopytała i obróciła się przez ramię, aby móc na niego spojrzeć, przy czym zaczepnie poruszyła brwiami.
Nie miała nic przeciwko temu, aby nieco przedłużyć imprezę, skoro i tak nic nie ciągnęło jej przecież do domu.
Sonny Radwell