whispers over ramen
: ndz kwie 19, 2026 9:34 pm
— Słońce, interpretacja dowolna — zaśmiała się. Do niczego jej nie namawiała aczkolwiek trzymanie wrogów blisko siebie mogło odbywać się również i w taki sposób. Życzyła Cherry jak najlepiej, więc może pan ciasteczko niepozornie polepszy jej życie. — Zamkniesz oczy — rzuciła z rozbawieniem, zaraz z podziwem obserwując, jak jej przyjaciółka zeruje soju. — Już przestań, romanse w pracy to nie grzech. W ilu to firmach tak się zdarza, a może akurat by wam wyszło. Przeciwieństwa się przyciągają — zasugerowała, choć życie to nie serial, to jednak niejednokrotnie zdarzało się słyszeć o parach, które poznały się w pracy. Nawet na wyższych stanowiskach.. — Najważniejsze, żeby nie był zajęty. Jeśli nie to droga wolna. — Najgorsza z możliwości to ewentualne plotki, jednak z temperamentem Marshall, Mayfield była wręcz przekonana, że szybko i skutecznie by je uciszyła. Co prawda, żaden już związek, nawet ten potencjalny, nie obędzie się bez kontroli rodzicielskiej w postaci Blair, bo po ostatnim razie dość wątpliwie spogląda na jej wybory partnerów. Miała nadzieję, że chociaż ona dopatrzy się potencjalnych nieprawidłowości.
— Nie żartuję, sama przyznałaś, że niestety dobrze razem wyglądali! — przypomniała jej słowa sprzed chwili. Niezależność była dobra do czasu, a później nadchodził gorszy moment i dobrze było znaleźć choć chwilę spokoju w czyiś ramionach. Najważniejsze to nie został stłamszoną i nie stracić swojej girl power. — Jezu biedna kruszyna — powiedziała, cicho wzdychając i spoglądając na psinę, która gryzła piłeczkę w salonie. — Dobrze że ma zaradną pańcię. — Cherry naprawdę dbała o Koko, niejeden pies pozazdrościłby takiej miłości od człowieka. — Czyli on ciebie też przeprosił? Przeprosiliście siebie nawzajem i podaliście sobie ręce na zgodę? — nieco zadrwiła, ale miała wrażenie, że całą tę sytuację można było przyrównać do jakiejś walki niedźwiedzia z tygrysem. Ciekawe, czy ktoś wyszedł z niej z jakimikolwiek obrażeniami, nie licząc strat mentalnych. — Bardzo dobrze, Cherry. Podoba mi się twoje podejście, trzeba zachować swoją niezależność, ale też nie skreślaj całej populacji z powodu jednego dupka — zauważyła. Zdarzały się przypadki ciężkie do zdefiniowania, takie przez które odechciewało się wszystkiego i wszystkich. Nie chciała patrzeć, jak jej przyjaciółka po raz drugi przechodzi przez piekło, jednak pragnęła dla niej szczęścia; a żeby mogła je znaleźć, to nie mogła się całkowicie zamykać na nowe znajomości.
Cherry była jak siostra, której nie miała, dlatego cieszyła się, że mogła ją wspierać i także być wspierana. Nawet w tych najbardziej gównianych momentach swojego życia, dobrze było mieć oparcie w jakiejś wspaniałej kobiecie. — Wspólne bieganie brzmi już poważnie. Jak rozpoczęcie związku. — Pokiwała z dezaprobatą głową. — Pogadajcie o tym jak się spotkacie i powiedz mu, co ci w nim nie pasuje. I nie daj się ponieść emocjom — zaproponowała, żeby jakoś dogadała się ze swoim bliźniakiem. Dzielili wody płodowe przez tyle miesięcy, a nie są w stanie pogadać o niezgodnościach w spokoju? Teoretycznie mogło to być pytanie retoryczne; niejednokrotnie była świadkiem ich dyskusji i czasami po prostu nie było po co wcinać się w tę rozmowę. Pokiwała głową na wyślizgnięcie kluski. Wyślizgnęła. Tak po prostu.
— I nie wiedziałabyś o tym? I nie powiedziałby ci o szczegółach? — spojrzała na nią, szukając odpowiedzi. Nie chciała obrony Charliego, chciała rzeczywistej porady. Czasami jednak ciężko jej się rozmawiało o ich związku, bo nie chciała obarczać Cherry stawianiem się po jednej ze stron. Wiedziała, że musi to być ciężkie. On naprawdę cię kocha; obijało się to po jej głowie. Nie wątpiła w to. Wiedziała to. A i tak serce szybciej jej biło na myśl, że ją okłamał. Zostaje dłużej w pracy, a wyszedł wcześniej i nie wiadomo w zasadzie dokąd. Spokój, spokój, spokój. — Masz rację, nie powinnam się nakręcać — rzuciła, wpatrując się przez chwilę w panoramę za dużym oknem w kuchni. — To pewnie jakieś nieporozumienie — dodała, choć jej serce dalej biło jak dzikie. Kłamstwo było dla niej zapalnikiem wielkiej diody ostrzegawczej, ale nie miała siły dyskutować z nim przez smsy. — A to festiwal nie dotyczy firmy? Ciekawe — zagadała dalej, próbując skupić się na czymś innym, ale nadal czuła ciężar supła na żołądku. No to tyle było z tego ramenu. — Jeszcze poza przytłoczeniem przez nasze matki? Wszystko inne w porządku — rzuciła, stukając się z nią kieliszkiem i wypijając go. — Wiem, że mogę ci wszystko powiedzieć, ale nie wiem co by było nowością. Póki co tylko to podejrzenie, że mój narzeczony mnie kłamie — parsknęła gorzko. Czuła lekkie ciepło na policzkach, więc przyłożyła do nich wierzch nieco chłodnych dłoni. Ciepła zupa, alkohol i nadmiar emocji nie były dobrym połączeniem. Nie powinna teraz obmyślać planu działania, bo nie działała impulsywnie; a jednak teraz miała nadmiar przytłaczających myśli.
Cherry Marshall
— Nie żartuję, sama przyznałaś, że niestety dobrze razem wyglądali! — przypomniała jej słowa sprzed chwili. Niezależność była dobra do czasu, a później nadchodził gorszy moment i dobrze było znaleźć choć chwilę spokoju w czyiś ramionach. Najważniejsze to nie został stłamszoną i nie stracić swojej girl power. — Jezu biedna kruszyna — powiedziała, cicho wzdychając i spoglądając na psinę, która gryzła piłeczkę w salonie. — Dobrze że ma zaradną pańcię. — Cherry naprawdę dbała o Koko, niejeden pies pozazdrościłby takiej miłości od człowieka. — Czyli on ciebie też przeprosił? Przeprosiliście siebie nawzajem i podaliście sobie ręce na zgodę? — nieco zadrwiła, ale miała wrażenie, że całą tę sytuację można było przyrównać do jakiejś walki niedźwiedzia z tygrysem. Ciekawe, czy ktoś wyszedł z niej z jakimikolwiek obrażeniami, nie licząc strat mentalnych. — Bardzo dobrze, Cherry. Podoba mi się twoje podejście, trzeba zachować swoją niezależność, ale też nie skreślaj całej populacji z powodu jednego dupka — zauważyła. Zdarzały się przypadki ciężkie do zdefiniowania, takie przez które odechciewało się wszystkiego i wszystkich. Nie chciała patrzeć, jak jej przyjaciółka po raz drugi przechodzi przez piekło, jednak pragnęła dla niej szczęścia; a żeby mogła je znaleźć, to nie mogła się całkowicie zamykać na nowe znajomości.
Cherry była jak siostra, której nie miała, dlatego cieszyła się, że mogła ją wspierać i także być wspierana. Nawet w tych najbardziej gównianych momentach swojego życia, dobrze było mieć oparcie w jakiejś wspaniałej kobiecie. — Wspólne bieganie brzmi już poważnie. Jak rozpoczęcie związku. — Pokiwała z dezaprobatą głową. — Pogadajcie o tym jak się spotkacie i powiedz mu, co ci w nim nie pasuje. I nie daj się ponieść emocjom — zaproponowała, żeby jakoś dogadała się ze swoim bliźniakiem. Dzielili wody płodowe przez tyle miesięcy, a nie są w stanie pogadać o niezgodnościach w spokoju? Teoretycznie mogło to być pytanie retoryczne; niejednokrotnie była świadkiem ich dyskusji i czasami po prostu nie było po co wcinać się w tę rozmowę. Pokiwała głową na wyślizgnięcie kluski. Wyślizgnęła. Tak po prostu.
— I nie wiedziałabyś o tym? I nie powiedziałby ci o szczegółach? — spojrzała na nią, szukając odpowiedzi. Nie chciała obrony Charliego, chciała rzeczywistej porady. Czasami jednak ciężko jej się rozmawiało o ich związku, bo nie chciała obarczać Cherry stawianiem się po jednej ze stron. Wiedziała, że musi to być ciężkie. On naprawdę cię kocha; obijało się to po jej głowie. Nie wątpiła w to. Wiedziała to. A i tak serce szybciej jej biło na myśl, że ją okłamał. Zostaje dłużej w pracy, a wyszedł wcześniej i nie wiadomo w zasadzie dokąd. Spokój, spokój, spokój. — Masz rację, nie powinnam się nakręcać — rzuciła, wpatrując się przez chwilę w panoramę za dużym oknem w kuchni. — To pewnie jakieś nieporozumienie — dodała, choć jej serce dalej biło jak dzikie. Kłamstwo było dla niej zapalnikiem wielkiej diody ostrzegawczej, ale nie miała siły dyskutować z nim przez smsy. — A to festiwal nie dotyczy firmy? Ciekawe — zagadała dalej, próbując skupić się na czymś innym, ale nadal czuła ciężar supła na żołądku. No to tyle było z tego ramenu. — Jeszcze poza przytłoczeniem przez nasze matki? Wszystko inne w porządku — rzuciła, stukając się z nią kieliszkiem i wypijając go. — Wiem, że mogę ci wszystko powiedzieć, ale nie wiem co by było nowością. Póki co tylko to podejrzenie, że mój narzeczony mnie kłamie — parsknęła gorzko. Czuła lekkie ciepło na policzkach, więc przyłożyła do nich wierzch nieco chłodnych dłoni. Ciepła zupa, alkohol i nadmiar emocji nie były dobrym połączeniem. Nie powinna teraz obmyślać planu działania, bo nie działała impulsywnie; a jednak teraz miała nadmiar przytłaczających myśli.
Cherry Marshall