ducky song
: ndz mar 29, 2026 9:41 am
Nelly Rowley
Nie chodziło mu o brudne plamy, które mogłyby pojawić się na sukience Rowley. Chodziło o najedzenie zmieszane z alkoholem, mogliby zasnąć, waląc tak mocnego komara. Za to Williams liczył na coś zdecydowanie bardziej elektryzującego. Pierwszy raz nikt nie miał im przerywać, więc dobrze, by jedzenie tego nie zrobiło. Prince miał zamiar skorzystać z wieczoru z Nelly.
— Seria niefortunnych przypadków — zaśmiał się pod nosem — albo przypadki chodzą po ludziach — przechylił przez moment głowę, wpatrując się w jej brązowe tęczówki i parsknął po paru sekundach śmiechem — a może nazywam się tak naprawdę Prince Przypadek Williams? — poruszył zaraz zabawnie brwiami. Mógł przyjeżdżać tam po towar, ale też by móc popatrzeć na kaczki razem z Nelly. Te dwie kwestie się nie wykluczały pod żadnym pozorem, dla niego wręcz wydawały się być oczywiste. Tylko wypowiadanie ich głośno nie wchodziło w rachubę, zwłaszcza że nigdy nie wiedział, czy ona była nim zainteresowana.
— Mogłaś spytać? — rzucił całkiem rozbawiony, ale pokręcił jedynie na nią głową. Nie powinien dziwić się Rowley. Wiedział, z jakiej rodziny pochodziła i jaki był... Marcus. Dlatego podniósł znów rękę, by zmierzwić jej włosy na głowie — ważne, że nic Ci się nie stało i nie rozsadziło Ci od tego dupy — stwierdził finalnie, chcąc zakończyć jej tortury. Lubił zachowywać się krnąbrnie wobec niej, ale znał pewne granicę smaku. Przynajmniej wobec osób, które naprawdę lubił i darzył swego rodzaju szacunkiem.
— No tak — kiwnął głową bez żadnego zastanowienia. Palenie, jaranie, picie nic nie było mu straszne — to był zakład, one działają na mnie skutecznie — potrafiły być dla niego prawdziwą motywacją. Teraz też walczył o swoje dobre imię, chociaż bardziej zależało mu chyba na randce z Nelly. Nigdy wcześniej nie miał odwagi, by oto spytać, ale... przypadki wydają się być po jego stronie — mało wiesz o mojej wydolności, kaczuszko — uniósł kilka razy sugestywnie obie swoje brwi. Jego możliwości fizycznych jak dotąd nie miała szans poznać. Warto jednak przypomnieć był artystą, skaczącym, krzyczącym na scenie dobre kilka godzin. Musiał być wytrzymały...
— Ahh, ten Marcus — westchnął ciężko. O ile nie widział w Nelly świruski, zjadającej wszystko, co popadnie, tak wypowiadanie tego jednego imienia... no nie chciał o nim słuchać. Mieli być tu i teraz bez jego wtrąceń, a jednak — nawet teraz musi nam przeszkadzać — parsknął śmiechem, bo w głowie pojawił mu się wielki napis KODEKS BRACHOLI. Nie trzymał się obecnie z bratem Nelly, a jednak samo przypominanie o jej bracie powodowało u niego dreszcze — jaka była reakcja twojej mamy? Dowiedziała się o żarciu trawy? — zagadnął szczerze w końcu to dla niej zjadła trawę — w sumie już nie kaczuszka, a trochę krówka — nie mógł powstrzymać się przed głośnym parsknięciem. Jedzenie trawy zdecydowanie jej zapamięta i długo będzie wypominał.
— Nie zbieram — chociaż głównie dlatego, że nie wiedział, jakie paszczury mogły w niego rzucać — to mamy remis — stwierdził poważnym tonem. Dla niego brak wygranej nie wchodził absolutnie w grę, ale chwilowo zostali ocaleni dźwiękiem do drzwi — Burgery — kiwnął głową i zaśmiał się cicho pod nosem na to jedzonko, prawdziwa z niej była słodziara. Musiał jej to przyznać. Odebrał jedzenie, a papierową torbę położył pod nosem Nelly — talerze... jeść sztućcami?! — wrócił na moment do kuchni i przyniósł talerze, sztućce też, chociaż nie spodziewał się, że Nelly była Księżniczką — dobra, bierzcie i jedźcie z tego wszyscy — sam chwycił za swojego burgera i mocno wbił się w niego zębami. Aż chciało się krzyknąć zajebisty.
— Ostatnia runda moja droga — zaczął Prince, odkładając na moment burgera. Chciał wygrać, może dlatego rozpoczął najbardziej abstrakcyjną rundę — raz moi kumple najebali mnie tak bardzo, że wróciłem do domu na taczce, którą wręczyli moim starym. Na jednej imprezie były dwie bliźniaczki, a ja cały czas zagadywałem do nich, dlaczego tak szybko się przebierają. A na innej imprezie przespałem się z dwoma laskami, okazało się, że są to siostry...
Nie chodziło mu o brudne plamy, które mogłyby pojawić się na sukience Rowley. Chodziło o najedzenie zmieszane z alkoholem, mogliby zasnąć, waląc tak mocnego komara. Za to Williams liczył na coś zdecydowanie bardziej elektryzującego. Pierwszy raz nikt nie miał im przerywać, więc dobrze, by jedzenie tego nie zrobiło. Prince miał zamiar skorzystać z wieczoru z Nelly.
— Seria niefortunnych przypadków — zaśmiał się pod nosem — albo przypadki chodzą po ludziach — przechylił przez moment głowę, wpatrując się w jej brązowe tęczówki i parsknął po paru sekundach śmiechem — a może nazywam się tak naprawdę Prince Przypadek Williams? — poruszył zaraz zabawnie brwiami. Mógł przyjeżdżać tam po towar, ale też by móc popatrzeć na kaczki razem z Nelly. Te dwie kwestie się nie wykluczały pod żadnym pozorem, dla niego wręcz wydawały się być oczywiste. Tylko wypowiadanie ich głośno nie wchodziło w rachubę, zwłaszcza że nigdy nie wiedział, czy ona była nim zainteresowana.
— Mogłaś spytać? — rzucił całkiem rozbawiony, ale pokręcił jedynie na nią głową. Nie powinien dziwić się Rowley. Wiedział, z jakiej rodziny pochodziła i jaki był... Marcus. Dlatego podniósł znów rękę, by zmierzwić jej włosy na głowie — ważne, że nic Ci się nie stało i nie rozsadziło Ci od tego dupy — stwierdził finalnie, chcąc zakończyć jej tortury. Lubił zachowywać się krnąbrnie wobec niej, ale znał pewne granicę smaku. Przynajmniej wobec osób, które naprawdę lubił i darzył swego rodzaju szacunkiem.
— No tak — kiwnął głową bez żadnego zastanowienia. Palenie, jaranie, picie nic nie było mu straszne — to był zakład, one działają na mnie skutecznie — potrafiły być dla niego prawdziwą motywacją. Teraz też walczył o swoje dobre imię, chociaż bardziej zależało mu chyba na randce z Nelly. Nigdy wcześniej nie miał odwagi, by oto spytać, ale... przypadki wydają się być po jego stronie — mało wiesz o mojej wydolności, kaczuszko — uniósł kilka razy sugestywnie obie swoje brwi. Jego możliwości fizycznych jak dotąd nie miała szans poznać. Warto jednak przypomnieć był artystą, skaczącym, krzyczącym na scenie dobre kilka godzin. Musiał być wytrzymały...
— Ahh, ten Marcus — westchnął ciężko. O ile nie widział w Nelly świruski, zjadającej wszystko, co popadnie, tak wypowiadanie tego jednego imienia... no nie chciał o nim słuchać. Mieli być tu i teraz bez jego wtrąceń, a jednak — nawet teraz musi nam przeszkadzać — parsknął śmiechem, bo w głowie pojawił mu się wielki napis KODEKS BRACHOLI. Nie trzymał się obecnie z bratem Nelly, a jednak samo przypominanie o jej bracie powodowało u niego dreszcze — jaka była reakcja twojej mamy? Dowiedziała się o żarciu trawy? — zagadnął szczerze w końcu to dla niej zjadła trawę — w sumie już nie kaczuszka, a trochę krówka — nie mógł powstrzymać się przed głośnym parsknięciem. Jedzenie trawy zdecydowanie jej zapamięta i długo będzie wypominał.
— Nie zbieram — chociaż głównie dlatego, że nie wiedział, jakie paszczury mogły w niego rzucać — to mamy remis — stwierdził poważnym tonem. Dla niego brak wygranej nie wchodził absolutnie w grę, ale chwilowo zostali ocaleni dźwiękiem do drzwi — Burgery — kiwnął głową i zaśmiał się cicho pod nosem na to jedzonko, prawdziwa z niej była słodziara. Musiał jej to przyznać. Odebrał jedzenie, a papierową torbę położył pod nosem Nelly — talerze... jeść sztućcami?! — wrócił na moment do kuchni i przyniósł talerze, sztućce też, chociaż nie spodziewał się, że Nelly była Księżniczką — dobra, bierzcie i jedźcie z tego wszyscy — sam chwycił za swojego burgera i mocno wbił się w niego zębami. Aż chciało się krzyknąć zajebisty.
— Ostatnia runda moja droga — zaczął Prince, odkładając na moment burgera. Chciał wygrać, może dlatego rozpoczął najbardziej abstrakcyjną rundę — raz moi kumple najebali mnie tak bardzo, że wróciłem do domu na taczce, którą wręczyli moim starym. Na jednej imprezie były dwie bliźniaczki, a ja cały czas zagadywałem do nich, dlaczego tak szybko się przebierają. A na innej imprezie przespałem się z dwoma laskami, okazało się, że są to siostry...