Strona 2 z 2

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: pn mar 09, 2026 10:47 pm
autor: Erika Lindberg
Biorąc pod uwagę jakie szczęście potrafiło im sprzyjać to może powinny już od dawna mieć spakowaną jakąś torbę ewakuacyjną. Tylko, że na pewno Erice trudno byłoby się zabrać. Jak miałaby gdzieś się ruszyć bez swojego laptopa, kości do gry czy kolekcji książek? To wydawały jej się być prawdziwe priorytety jeśli chodziło o ratowanie dobytku.
Zdawała sobie sprawę z własnego geniuszu. W końcu nie było lepszego sposobu na to, aby poradzić sobie z całym tym bajzlem niż ten zaprezentowany przez nią. Przynajmniej tak jej się wydawało, a sugestia Abby wydawała jej się być co najmniej nie na miejscu.
- Bo jest najbliżej - odparła tak jakby była to największa oczywistość na świecie. - Poza tym chcesz ryzykować, że w łazience też coś jebnie?
Nie miały pojęcia gdzie coś poszło nie tak, a Lindberg nie miała pojęcia jak właściwie były połączone rury w ich mieszkaniu i co jeszcze mogło się spieprzyć, gdyby tak próbowały rozwiązać problem.
Chociaż może wywalanie wody z mieszkania było teraz ich najmniejszym zmartwieniem. Przynajmniej taka myśl przeszła jej przez głowę, gdy tylko do ich mieszkania postanowił wparować sąsiad, a zaaferowana całym zdarzeniem z zaworem Erika nie była na pewno nastawiona na jakiekolwiek konfrontacje. Zapewne, gdyby nie to, że była napędzana paniką i adrenaliną to usiadłaby pochylona do przodu z twarzą w dłoniach na kanapie i mamrotała do siebie life is not daijoubu. Niestety jednak nie mogła tego zrobić. Na pewno nie w momencie, gdy miała przed sobą tak wściekłego oponenta, przed którym nie mogła się rozkleić i okazać słabości.
Całe szczęście miała przy sobie wierną współlokatorkę, która była gotowa iść dla niej na noże. Zresztą Erika dla niej zrobiłaby dokładnie to samo. W zasadzie może nawet miałaby większą motywację, gdyby to miała się wykazać charakterem w czyimś imieniu.
- Tego się nauczyłyśmy z naszego młodzieńczego uzależnienia od porno, proszę pana. Najlepiej zwalić na kogoś - odpowiedziała, bo sytuacja wydała jej się na tyle absurdalna, że już nawet nie zastanawiała się nad tym, co w tym momencie mówi.
Możliwe też, że poczuła się zdecydowanie pewniej w momencie, gdy miała tuż obok siebie Wallace. Stanowiły zapewne niezwykle groźny duet. I taki, którego nie można było brać poważnie, bo jednak kapiąca woda z rękawa nie robiła szczególnie dobrego wrażenia nieustępliwej twardzielki.
- Proszę pana... Wpierw musimy opanować sytuację u nas, żeby wiedzieć jakie dokładnie szkody mogły powstać... Jak pan chce i pan się zna to może pan pierwszy zerknąć do tego zaworu... Mogę nawet potem nastawić na laptopie Barwy Miłości, bo z tego, co wiem są dostępne w streamingu - była to naprawdę bardzo dobra propozycja i chyba nic nie mogłoby zepsuć interakcji z sąsiadem. - Ewentualnie może pan po prostu wrócić do siebie i zobaczyć czy w zaciekach nie widać przypadkiem twarzy Jezusa.
W końcu niektórzy widywali w toście twarz zbawiciela to na pewno takowa mogła być też widoczna w takich wzorach. Ludzki mózg był zaprojektowany tak, aby wyszukiwać znajome widoki, brzmienia i wszystko, co wydawało się znane. Może więc Jezus był mu tak bliski, że zobaczy go na suficie?

Abby Wallace

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: wt mar 10, 2026 2:51 pm
autor: Abby Wallace
Abby wskoczyłaby za swoich przyjaciół w ogień.
Otaczała się może i wąskim gronem znajomych, ale przynajmniej takich, na których mogła liczyć tak samo, jak oni mogli liczyć na nią. Dlatego kiedy tylko facet chociaż minimalnie naskoczył na Lindbreg, Wallace była pierwsza, żeby go wyjaśnić. Gdyby umiała się bić, pewnie byłaby w tym nawet bardziej bezczelna, ale nie umiała. Nie miała przy sobie nawet żadnej igły, żeby się bronić, gdyby typek nagle ją zaatakował, temu trzeba było podejść do tego odpowiednio… kulturalnie.
Chociaż trzeba przyznać, że kiedy z ust Eriki padła uwaga o czerpani inspiracji z porno, Abby naprawdę musiała zacisnąć usta w wąską linię, żeby nie buchnąć śmiechem. Szczególnie, że twarz faceta była wybornie zaskoczona. Nic tylko zrobić mu zdjęcie i oprawić w rameczkę. Szkoda, że nie było teraz na to czasu.
Typek za to miał go od groma, skoro postanowił prawić im morały na temat swojego mieszkania i faktu, że biedny nie będzie mógł sobie obejrzeć Barw Miłości. A one co miały powiedzieć? W tym domu teraz to będzie strach cokolwiek podłączyć do prądu, a trauma związana z zaworem zostanie z nimi na długo. Pewnie gary będą myć w łazience, tak na wszelki wypadek.
Stała spokojnie z boku, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, pozwalając Lindberg przejąć pałeczkę. Tylko jej głowa chodziła od przyjaciółki do mężczyzny, jako czynnego obserwatora. Chociaż w momencie, w którym Erika zaproponowała mu, że mógł sam zajrzeć do tego kranu, Abby wstrzymała powietrze. To nie był dobry pomysł. Czuła to kurwa, że to nie był dobry pomysł i facet z początku chyba też, bo kiwał przecząco głową. Dopiero kiedy Lindberg wspomniała puszczenie Barw Miłości na ekranie laptopa, mężczyzna nagle się ożywił.
Niech wam będzie — wyprostował się, wypinając do przodu klatkę piersiową. — Sprawdzę, co jest nei tak z tym zaworem — oznajmił, jak gdyby od robił im wielką łaskę swoją decyzją. — Macie tu skrzynkę z narzędziami? — zapytał, rozglądając się po mieszkaniu.
Mamy młotek i jakiś śrubokręt — przyznała Wallace. Trochę głupio, że były tak nieprzygotowane, ale z drugiej strony ich dłonie były przeznaczone do innych ważniejszych rzeczy. — Wystarczy?
Nie wystarczy, co ja tym młotkiem zrobię? Rozwale tą rurę jeszcze bardziej? — stuknął się w czoło, patrząc na Abby jak na wariatkę, a zaraz potem odwrócił się do Eriki. — Pójdę po swoje rzeczy. Odcinek osiemset siedemdziesiąt trzy — poinformował, rzucając tą nienormalnie wielką liczbę, jakby to było normalne, że jakiś serial miał tyle odcinków. Chociaż z drugiej strony, te Tureckie telenowele to właśnie takie miewały. Abby zamrugała zaskoczona, wciąż nie mogąc uwierzyć, że łysol zmarnował osiemset siedemdziesiąt dwie godziny swojego życia na jakiś serial, a potem już tylko odprowadziła go wzrokiem. Nawet nie zamknęła drzwi, kiedy odwróciła się do Eriki.
No to teraz tylko się modlić, żeby hydraulik przyjechał szybciej niż on wróci z narzędziami — oznajmiła i razem przeszły do kuchni, żeby sprawdzić, jak sprawdziło się prześcieradło. Było całe przemoczone, trochę wody wsiąkło, ale wciąż niewystarczająco. Kurwa.

Erika Lindberg

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: wt mar 10, 2026 6:32 pm
autor: Erika Lindberg
Dobrały się jak w korcu maku. Dwie niezależne lwice czy tam niedźwiedzice będące w stanie zaciekle bronić siebie i swojego terytorium wydawały się być wprost idealnymi partnerkami dla siebie, które były w stanie zadbać o swoją przestrzeń. Chociaż nie do końca jak mógł o tym świadczyć widok zalanego do granic możliwości mieszkania.
Trzeba było przyznać, że Erika naprawdę miała dar przekonywania. Wyrzuciła najwyższy możliwy wynik na perswazji i nawet pomimo swoich, wydawałoby się oburzających słów, przekonała sąsiada do tego, aby im pomógł. Może jednak to jej granie w stołowe erpegi się do czegoś nadawało i dostarczało jej prawdziwych skilli społecznych?
Szkoda, że Abby wydawała się niezbyt zadowolona z tego pomysłu, ale co innego mogły zrobić, biorąc pod uwagę ich aktualne położenie? To ona narzekała na to, że hydraulikowi zejdzie jeszcze godzina, a dodatkowo naskakujący na nie sąsiad nakładał dodatkową presję, aby wszystko załatwić w miarę szybko to może zamknie się, gdy samodzielnie weźmie się do roboty. Czy to nie było tak, że każdy facet w wieku ojcowskim potrafił wszystko naprawić i był bohaterem we własnym (czy też cudzym) domu? W najlepszym scenariuszu to naprawi im wszystko zanim w ogóle hydraulik zdąży przyjechać na miejsce.
- Powinnyśmy zainwestować w jakąś skrzynkę z narzędziami - zawyrokowała, gdy tylko mężczyzna wyszedł z mieszkania, odnotowując w głowie numer odcinka jaki miała znaleźć (zapewne i tak będzie to po prostu ten najnowszy) i spojrzała na współlokatorkę. - Może nie będzie tak źle.
Obie się oszukiwały w tym momencie i to w sposób dosyć oczywisty. Niemniej jednak musiały w jakiś sposób zadziałać. Zwłaszcza, że pościel dla gości raczej poniosła sromotną klęskę jeśli chodziło o wchłanianie wilgoci.
- Mamy jeszcze dwa wyjścia - powiedziała i wyciągnęła dłoń z pomalowanymi na czarno paznokciami, które wskutek walki z żywiołem były już całkiem poważnie odrapane. - Jeden: szufelka i wiadro. Dwa: bierzemy ten cholerny dziergany koc, który zalega w kanapie i zobaczymy ile on wchłonie.
To był z pewnością odpowiedni moment na to, aby przypomniała sobie o istnieniu czegoś takiego jak wspomniany koc, który kiedyś im się spodobał w internecie, ale gdy tylko przyszedł okazało się, że jedynie rozłazi się nieprzyjemnie i wygląda dobrze wyłącznie na zdjęciach lub jako ozdoba, ale nie nadaje się do tego, aby pod nim leżeć. Może jednak nadszedł w końcu jego czas, aby stać się użytecznym?

Abby Wallace

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: czw mar 12, 2026 4:51 pm
autor: Abby Wallace
Nie była przekonana do tego pomysłu.
Rozumiała, że faceci po czterdziestce uważali się za ekspertów w każdej możliwej dziedzinie, a w szczególności szeroko pojętym houseworkingu, który akurat nie był sprzątaniem i gotowaniem. To jednak nie znaczyło, że łysy faktycznie wiedział, na co się pisał, a przede wszystkim że ich mieszkanie było na to gotowe.
Bo jak narazie to było gotowe tylko i wyłącznie Noe z jego barką. Woda wciąż rozlewała się po podłodze i wsiąkała w meble. Chociaż może było jej mniej? To też niedobrze, bo znaczyło, że nadmiar zszedł do sąsiada niżej, a im więcej szkód, tym większe prawdopodobieństwo, że będą musiały jakąś część zabulić z własnej kieszeni.
I co my będziemy robić z tą skrzynką? — spojrzała z rozbawieniem na Erikę. — Walić się po głowie czy bawić w dom? — nawet jej zaprezentowała, jak pięknie możnaby walić się młotkiem we wcześniej wspominaną głowę. Szkoda, że prawdziwego nie miała pod ręką, to może by zaryzykowała. Z drugiej strony fakt, że była lekarzem powstrzymywał ją przed robieniem niektórych głupot, bo na przykład doskonale wiedziała, że jakie skutki uboczne niósł za sobą wstrząs mózgu.
Spojrzała ze zrezygnowaniem na nadmiar wody, kiedy razem z Eriką stanęły przed wejściem do kuchni. Kiwała głową niezbyt przekonana, gdy współlokatorka znowu chciała jej opchnąć rozwiązanie z szufelką, ale za to kiedy wspomniała o obrzydliwym kocu, którego obie nienawidziły, Wallace aż podniosła energicznie głowę i wbiła spojrzenie w Lindberg.
Koc — westchnęła, robiąc wielkie oczy, a potem… — Jesteś kurwa genialna — złapała twarz Eriki i bezczelnie sprzedała jej całusa prosto w sam środek czoła. Abby nie-na-wi-dzi-ła tego koca. Kurwa jak ona go nienawidziła. Wiecznie tylko się kudłacił i zostawiał kłaki na spodniach, do tego do niczego nie pasował i wcale nie grzał (jak na porządny koc przystało). Nawet nie czekała na reakcje Lindberg — po prostu ruszyła do salonu i szarpnęła za gruby, ciężki materiał.
Weź mi pomóż — mruknęła gdzieś pod nosem, ale całe szczęście wystarczająco głośno, żeby Erika usłyszała. — Jezu, przecież to waży z tonę — zamachnęła się tak mocno, że Lindberg czy chciała czy nie, musiała złapać za materiał, bo leciał prosto na jej twarz. — Na trzy — oznajmiła. — Raz… dwa… t — nie dokończyła, bo znowu ktoś przywalił w drzwi i ryknął głośne kurwa. Tak ją to zaskoczyło, że nie wiedzieć nawet kiedy puściła materiał akurat jak Erika się nim zamachnęła. Poleciał sam? Czy Erika poleciała razem z nim? Nie miała pojęcia, bo już biegła do przedsionka, zobaczyć, co się stało. Facet stał tuż przy framudze i trzymał się za kapcia.
Wszystko okej? — spytała zaskoczona, nie za bardzo wiedząc, co właściwie się stało.
Prosto w mały paluszek… — zawył facet, a Abby mimowolnie się skrzywiła na twarzy. No tak. nie było nic gorszego niż przywalenie w palec drzwiami. Chociaż Wallace nie do końca wiedziała, jak on to właściwie zrobił, skoro miał na sobie kapcie. Nawet chciała go o to zapytać, ale typ znowu się odezwał. — Pokażcie ten kran — postękał jeszcze trochę, ale zaraz odbił się od drzwi i ruszył do kuchni.
Ewidentnie zaskoczyła go sytuacja, jaką tam zastał, a dokładnie tone ręczników, pościel i ten nieszczęsny koc, który… całkiem nieźle ściągał wodę. Facet uniósł pytające spojrzenie na Abby.
Próbujemy jakoś pozbyć się wody — oznajmiła, wzruszając ramionami.
Jasne… — mruknął. — Co z moim serialem? — spytał Eriki, jakby to było teraz jedynym, co tak naprawdę go interesowało. Odstawił skrzynkę na ziemię i mrucząc z niezadowolenia pod nosem uklęknął na mokrych kafelkach i wsadził łeb pod zlew, ukazując tym samym piękny, włochaty, męski rowek, który wyskoczył spod spodni.

Erika Lindberg

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: pt mar 13, 2026 12:18 am
autor: Erika Lindberg
Problem polegał na tym, że Erika była nawet bardziej niż pewna swojego ogromnego geniuszu. Na pewno bowiem facet, który mieszkał pod nimi musiał znać się na takich prostych naprawach domowych. Jeśli zaś było to coś większego, co wymagało bardziej specjalistycznego sprzętu czy też wymiany części to już będą musiały polegać na prawdziwym fachowcu... Co też pociągnie je mocno po kieszeni.
Patrząc na stan mieszkania Lindberg powoli dochodziła do wniosku, że chyba jednak nic nie było w stanie mu zaszkodzić. Już i tak były w głębokiej dupie, więc równie dobrze mogą zagłębić się w niej jeszcze bardziej.
- Chyba zawsze można mieć? - wzruszyła ramionami. - No i już bawimy się w dom.
Jak inaczej mogła nazwać fakt tego, że ze sobą mieszkały i starały się, żeby wszystko miało sens? Czasami miała wrażenie, że tak naprawdę urządziły sobie jakieś kolonie z roleplayem dorosłości. No nie mogły zawsze brać siebie poważnie. W końcu kto dorosły potrafiłby pić kakao o drugiej w nocy i oglądać Teletubisie po holendersku pod kocem w salonie? Na pewno nie poważny i dorosły człowiek, który prowadził dom. A Lindberg nawet nie znała holenderskiego, więc to tym bardziej nie miało sensu.
Koc wydawał się być szczytem jej geniuszu. Uśmiechnęła się z niezwykłą dumą, gdy tylko zobaczyła to jak współlokatorka również doznaje olśnienia na wspomnienie o tym niezwykle obrzydliwym kocu.
Mogła jedynie uśmiechnąć się szeroko, gdy tylko Abby wynagrodziła jej ten nagły przebłysk intelektu niezwykle szczodrym całusem i spojrzała w kierunku salonu, gdzie dostrzegła te grube sploty dzierganiny w niezwykle mało pociągającym kolorze różowych spranych majtek... Nawet jej bielizna okresowa prezentowała się dużo lepiej niż ten cholerny koc, który z czasem zaczynał wzbudzać w nich coraz gorsze uczucia i negatywne skojarzenia.
- Już, już... - mruknęła, idąc w kierunku Wallace, aby pomóc jej podnieść materiał koca z kanapy i cisnąć nim na podłogę w kuchni, gdzie byłby najbardziej przydatny.
Oczywiście, że coś musiało pójść nie tak w całej tej operacji zrzucania materiału chłonącego, który już przed nabraniem wody ważył więcej niż powinien. Zaklęła, gdy tylko Abby rzuciła się w kierunku drzwi. Nagłe szarpnięcie i puszczenie koca z jej strony wystarczyło do tego, aby Erika straciła równowagę na tafli wody i poślizgnąwszy się na kuchennych kafelkach wylądowała prosto na plecach do połowy zaplątana w cholerną dzianinę.
Czuła jak coś chrupnęło i przestawiło się w kręgosłupie. Oby na lepsze. Czasami strzelenie stawem było iście euforycznym uczuciem. Nie było tak jednak, gdy towarzyszył mu tępy ból od upadku, a do grzbietu zaczynała przylegać całkowicie mokra koszulka.
Mogła podać sobie rękę z sąsiadem. Oboje byli tutaj poszkodowani. Ona nieco bardziej, ale w sumie właśnie zalewały mu mieszkanie, więc może gdzieś tam to się wszystko wyrównało. Nie wnikała. Zamiast tego jedynie pokiwała głową na jego pytanie i już miała się podnieść, gdy zauważyła ten naprawdę mało chwalebny widok, który zaatakował jej oczy.
Gust Eriki był naprawdę przestronny i mieścili się w nim także panowie, którzy mogli szczycić się owłosieniem świadczącym o tym, że byli jakimś zaginionym ogniwem łączącym człowieka z małpą, ale akurat na ciele mało atrakcyjnego sąsiada i to jeszcze między spoconymi półdupkami, wyglądało to niezwykle nieapetycznie. Na tyle, że odbierało jej chęć do życia.
- Już szukam... - jęknęła zbolała i podczołgała się do stołu w salonie, aby odpalić laptopa i poszukać wspomniany odcinek Barw Miłości.
Byłoby zdecydowanie prościej, gdyby tylko laptop nie odmawiał jej posłuszeństwa i nie wydawał z siebie dzikich dźwięków, które ewidentnie świadczyły o tym, że coś jest nie tak, a nie że komputer myśli. Świst chłodzącego nawiewu był tak wyraźny, że gdyby w tym momencie w ich salonie stanął Geralt z Rivii rzuciłby swoje słynne Ależ wieje.
Czuła wewnętrznie, że to nie skończy się dobrze.

Abby Wallace

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: sob mar 14, 2026 9:54 am
autor: Abby Wallace
Faktycznie lubiły Teletubisie po holendersku, a najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że oglądanie ich w środku nocy, autentycznie je odstresowywało. Szkoda że nie znały polskiego. Wtedy mogłyby sobie pooglądać Shreka po czesku — to dopiero był zajebisty entertaiment (polecam serdecznie). Chociaż na ten moment oglądać nie mogły i tak absolutnie nic, biorąc pod uwagę, że cała podłoga była zalana wodą i chyba minie sporo czasu, nim którakolwiek z nich odważy się użyć elektroniki, nawet jeśli jakoś w końcu uda im się opanować panujący dookoła chaos.
Na razie szło im… kiepsko, biorąc pod uwagę, że nie tylko sir sąsiad zrobiła sobie krzywdę na twardych drzwiach, tak zaraz okazało się, że Erika również miała bliskie spotkanie z mokrą podłogą i to jeszcze takie, w którym Abby mogła mieć swoje przyczyny. Spojrzała na nią przepraszająco, kiedy tylko znaleźli się z mężczyzną w zasięgu wzroku, chociaż jej usta momentalnie zacisnęły się w wąską linię, by przypadkiem nie ryknąć śmiechem, bo trzeba przyznać, że wyglądało to co najmniej komicznie.
Facet zajął się rurami, a Abby spojrzała na Erikę. Jak wcześniej była ubabrana wodą po kolana, tak teraz jej ciuchy były praktycznie przemoczone, nie wspominając o włosach, na której też chlapnęła woda.
Chyba jeszcze nigdy nie byłaś tak mokra na mój widok — musiała. Musiała to powiedzieć i jeszcze bezczelnie się uśmiechnąć. Nawet podeszla do niej bliżej, naruszając przestrzeń osobistą, która w ich przypadku w wcale nie istniała i złapała w palce materiał przemoczonej koszulki, lekko odsłaniając brzuch współlokatorki. Wykręciła go w przeciwne strony, a niewielka strużka wody skapała pomiędzy ich stopy. Abby otworzyła usta, żeby rzucić kolejnym taktownym komentarzem, ale wtedy facet ponownie odchrząknął. Tym razem zrobiła to tak głośno, że nie dało się go nie zauważyć, dlatego Wallace puściła materiał i pozwoliła Lindberg pójść po ten przeklęty laptop. Nawet się człowiek nie może odstresować klasycznym żarcikiem o byciu mokrym.
To wy jesteście ten… — odezwał się mężczyzna z głową wciśniętą przy zaworze, świecąc sobie przy okazji czołówką, której wcale nie miał na czole, a trzymał ją w ręce. Abby oparła się o'framugę drzwi i spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
Co? — dopytała, nie mająć zamiaru mu odpuszczać, chociaż mogła się domyślić o co chciał zapytać.
No czy jesteście te no… — zaczął się miotać. — Hom… W sensie kolorowe, takie, że po tej no tęczowej stronie, no czy jesteście…
Lesbijkami? — przerwała mu, nie mogąc już patrzeć, jak bardzo się męczył. Ale to chyba mało pomogło, bo tym na sam dźwięk tego słowa podskoczył w górę, waląc głową o wewnętrzną stronę blatu.
Ano to jest to słowo — rzucił nerwowo, pocierajać miejsce na swojej łysej głowie, w które przywalił. Nim jednak Abby zdążyła mu sprostować jak się sprawy miały, on znowu zaczął nawijać. — Moja kuzynka też jest less… no ten. To znaczy miała kiedyś męża ale okazał się pedałem. Znaczy gejem — nawijał jak najęty, podczas gdy twarz Abby coraz bardziej okazywała jej skrajne emocje. Odwróciłą głową, chcąc znaleźć oparcie w Erice, ale okazało się, że u niej sprawy też nie miały się za dobrze. Laptop szumiał pieprzonym halnym.
Co jest? — spytała w końcu, odpychając się od framugi i kompletnie ignorując faceta. — To wybuchnie? — bo trochę tak brzmiało.

Erika Lindberg

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: sob mar 14, 2026 11:10 am
autor: Erika Lindberg
Miały swój wiek i swoje odpały. Przynajmniej tyle dobrego, że nie rozbijały się na mieście i nie robiły głupot zagrażających życiu, a raczej stawiały na rozrywkę, która mogła jedynie im namieszać w głowie swoją absurdalnością. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że kino kategorii B, C czy nawet Z bywało bardziej fascynujące momentami niż nagradzane dzieła filmowe (chyba, że mowa była o Złotej Malinie), a oglądane ich z kimś kto mógł je komentować czy robić zastępczy dubbing pod bohaterów było cudowną zabawą.
Nie bez powodu mawiało się złe dobrego początki czy jakoś tak. Może musieli się wszyscy rozkręcić, aby zaradzić coś na ten osobliwy problem i sprawić, że szczęśliwie zniknie. Każda ciężka batalia wymagała dodatkowo ofiar, ale jeśli miało to pomóc im w uporaniu się z problemem to była to ofiara, na którą Lindberg była gotowa.
Nie miała Abby za złe tej całej wywrotki. Zdarzało się. To nie tak, że zrobiła to specjalnie. Zresztą pewnie nawet gdyby tak było to Erika wybaczyłaby jej w tempie ekspresowym. Takie rzeczy mogły być dobrym elementem żartu, którym i tak było już całe życie podcasterki.
Nie sposób było nie uśmiechnąć się w momencie, gdy Wallace podeszła do niej i postanowiła ją zaszczycić jednym ze swoich złotych tekstów. Zdecydowanie nie miały żadnych granic zarówno jeśli chodziło o bliskość (a mało to razy spały razem na kanapie albo pokładały się na sobie dla wygodniejszej pozycji?) i nie posiadały też swoistego filtra, który sprawiłby, że powstrzymałyby się od kontrowersyjnych tekstów.
- W końcu witałam cię w domu na kolanach, prawda? - odparła, również zapominając kompletnie o obecności sąsiada i pozwalając na to, aby Abby wykręciła jej t-shirt z nadmiaru wody.
Dopiero taktyczne chrząknięcie mężczyzny sprawiło, że sobie o nim przypomniały i spojrzały od razu w jego kierunku. Najwyraźniej zapewniły mu totalny szok kulturowy swoim jakże obscenicznym zachowaniem.
Wycofała się na chwilę, pozwalając lekarce na kontynuowanie rozmowy, która przychodziła im niezwykle ciężko przez nieumiejętność Clive'a spod trzynastki do tego, aby nazwać pewne rzeczy po imieniu w czym pomogła mu nieco Abby.
- Jesteśmy po tęczowej stronie mocy - odpowiedziała, zerkając w kierunku ich amatorskiego hydraulika. - Zostałyśmy zaciągnięte do sił Homokomando.
Może i nie były parą, ale czy kłamała? Najważniejsze, że mogły faktycznie wykorzystać okazję do tego, aby nieco się podrażnić z sąsiadem, który na przejaw homoerotycznych zachowań między współlokatorkami nie zareagował zbytnim oburzeniem.
Możliwe, że za bardzo mu zależało na Barwach Miłości, a tych mógł nie otrzymać ze względu na to, co działo się obecnie z laptopem.
Może doszło do jakiegoś zwarcia? Było to całkiem możliwe. Jeszcze niedawno był podłączony do ładowarki, którą Lindberg taktycznie odłączyła. Czy woda już poczyniła takie spustoszenia.
- Nie powinien - odparła, ale wyglądało to zbyt kolorowo.
Przez jakiś czas Erika przyglądała się ze strachem i nadzieją w ekran komputera, ale sytuacja nie polegała poprawie. Zamiast tego ekran zamigotał kilka razy, a podcasterka na widok stanu swojego laptopa mogła przypomnieć sobie ostatnią zwrotkę pewnego wiersza Emily Dickinson, który omawiali pewnego dnia na wykładach z literatury amerykańskiej:

With Blue - uncertain — stumbling Buzz —
Between the light — and me —
And then the Windows failed — and then
I could not see to see —


Oficjalnie sprzęt zdechł.

Abby Wallace

howdy roommie, we had a little bit of an inchident

: ndz mar 15, 2026 6:19 pm
autor: Abby Wallace
Zostałyśmy zaciągnięte do sił Homokomando.
Powiedzieć, że przyjęła ten komentarz Eriki w stronę sąsiada z rozbawieniem, to jak nic powiedzieć. Prawda była taka, że Abby prychnęła o wiele głośniej, niż powinna. Erika zawsze wiedziała co powiedzieć, żeby z powodzeniem poskładać ją na łopatki, jednak czasami jej komentera wywalała poza skalę. Cóż może dlatego była tak dobrą podcasterką? Przyjemnie się jej słuchało, nie była sztywna, a do tego miała wyjątkowo przyjemny głos, którego akurat Wallace mogła słuchać na okrągło.
W przeciwieństwie do włochatego Cliva, który burknął coś pod nosem, że mówił swojej siostrze, żeby uważała na swoją córkę, bo ci ludzie homo to naprawdę budują jakieś armię. Buczał jednak tak niewyraźnie, że chyba obie postanowiły pozostawić temat bez komentarza. Szczególnie, że zajęły się laptopem, który wydawał się umrzeć śmiercią tragiczną i nagłą w wyniku zwarcia.
Spojrzały po sobie wymownie, jakby jedna oczekiwała od drugiej jakiegoś słowa co dalej lub chociaż odpowiedniej diagnozy, na co Abby spojrzała na zegarek na ścianie i wróciła wzrokiem do przyjaciółki.
Czas zgonu piętnasta trzydzieści cztery — oznajmiła chłodnym głosem, którego niestety chcąc nie chcąc używała dość często w pracy, po czym spojrzała na laptop. Nie wyglądał, jakby w najbliższym czasie miał dokonać zmartwychwstania, a to zaś trzeba było oznajmić grzebiącemu pod zlewem Clivlowi.
Mamy problem z laptopem — odezwała się po chwili, wracając do kuchni. Oczywiście nie obeszło się bez potknięcia o podwinięty dywan, który o b r z y d l i w i e nasiąknął wodą. — Wiec niestety nie jesteśmy w stanie odpalić tych Barw Szczęścia.
Miłości — poprawił ją.
Co?
Barw miłości — wystawił głowę spod zlewu i spojrzał na nią wymownie, lekko obrażony jej postawą i bezczelną niewiedzą na temat tureckiego serialu, na co Abby jedynie skinęła głową. — Zlew jest nie do naprawy. W sensie rura jest ten no do wymiany chyba — skwitował nagle i zaczął wstawać z kolan. — Musicie sobie zadzwonić po pomoc — wzruszył ramionami, a Wallace tylko zamrugała nieco zbita z tropu. Jeszcze przed chwilą Clive grzebał przy zaworach z pełnym zaangażowaniem, a nagle oznajmił, że coś jest do wymiany? Śmiała twierdzić, że miało to coś wspólnego z Barwami Miłości, których dziewczyny spod szesnastki nie były w stanie mu zagwarantować. — To ten, narazie. Odezwę się w sprawie kosztów za przemoknięty sufit — dodał, przenosząc spojrzenie z Abby na Erikę, po czym zabrał skrzynkę i… wyszedł. Po prostu kurwa wyszedł, zostawiając je z rozgrzebanym zaworem. Żadna z nich nawet nie zdążyła jakkolwiek zareagować.
Może to i lepiej? — spojrzała na Lindberg, kiedy facet zniknął z mieszkania. — Przynajmniej nie trzeba będzie oglądać tego gówna.

Erika Lindberg