when the devil needed an angel
: pn mar 23, 2026 11:44 am
- Nie wiesz co to Pumba? Ile ty masz lat? - powiedział Madox z taką miną, jakby miał osiem i był znawcą bajek Disneya, ale tak naprawdę nie był, a Król Lew to po prostu jego bajka dzieciństwa. Teraz to on otworzył usta, kiedy pokazywała mu posturę tych dzików, a właściwie goryli i naprawdę spodziewał się, że wyda z siebie te małpie dźwięki, ale tego nie zrobiła. Szkoda.
Kiedy powiedziała, żeby jej nie denerwował, to złapał mocno powietrze w płuca, aż go znowu zabolały żebra, dwa? Albo wszystkie? Starał się być grzeczny, ale to był Madox on z natury nie był nigdy spokojny. A to, że ona mu dogryzała, to przecież wcale nie pomagało, bo jak on miał milczeć na tą jej sralgię? Najpierw ugryzł się w policzek od środka, ale zaraz wypalił.
- A co to sralgia? Nowy rodzaj alergii na szpital? Będziesz prowadzić na ten temat sralistyczne badania? - zacznij z Madoxem rozmowy o gównie to możesz być pewny, że on podłapie temat. Podłapał.
Chociaż zaraz już prowadziła ten wózek, ale kiedy dorzuciła mu do niego te torby, to zerknął do jednej. Odruchowo, były tak pięknie popakowane, w te kolorowe reklamówki, on by tego lepiej nie zrobił.
- A co tam nakupowałaś? Wygląda jakbyś okradła jakiś sklep... - dużo miała tych prezentów. Madox widział ich tyle chyba tylko wtedy, kiedy jeździł do sierocińca, żeby dawać je dzieciakom. Bo przecież rodziny to wcale tutaj nie miał. Czasami sobie robili drobne prezenty w klubie, ale w tym roku on jeszcze nawet nie pomyślał o choince, którą tam zawsze stawiali. A może powinien? Ale on przecież tak nie cierpiał świąt. Grinch.
- A to niesforni zamiast naklejki dostają podpaskę na czoło? - jeszcze się musiał jej dopytać, jeszcze się musiał z nią poprzekomarzać, ale to ona zaczynała. Prowokowała go. A Madox to przecież w ogóle nie był odporny na prowokacje. Wcale.
Tego bezdomnego z larwami pod gipsem nie skomentował chociaż go momentalnie zemdliło, a Madox nie był jakiś delikatny, ale chyba przy czymś takim to by rzygał dalej niż widzi. To może jednak Ivy też była twardzielką? Aż znowu zadarł do góry głowę, żeby na nią popatrzeć.
Patrzył też na nią kiedy podziwiała jego klub, jego najukochańsze dziecko, które budował od podrzędnej spelunki, do jednego z najlepszych klubów w mieście. Był fajny. Musiał się z nią zgodzić.
A potem ona zgodziła się z nim i zaraz już niosła apteczkę, Madox szarpnął jakiś stoliczek, żeby go jej podsunąć do kanapy, żeby mogła się na nim rozłożyć. Zerknął na nią trochę spod byka, kiedy powiedziała, żeby jej pokazał tą ranę, a właściwie... to spod tej podpaski. Więc nic groźnego w tym raczej nie było. Sięgnął wytatuowanymi palcami do gazy, żeby ją sobie przytrzymać pod raną.
- Wiesz co... mam taki pomysł - zaczął poważnie starając się złapać jej niebieskie spojrzenie - tam pod barem jest taka szara taśma i jakbyś to zakleiła, to może nie trzeba byłoby szyć? - zapytał poważnie, bo przecież Madox bał się igieł. To znaczy... nienawidził ich. Aż go ciarki przeszły jak o tym pomyślał, albo może przeszły go od tego, że popsikała na ranę płynem dezynfekującym i zaszczypało, odrobinę.
Kiedy powiedziała o tych tabletkach to wyciągnął po nie rękę, ale gdy wywaliła mu na nią cztery to uniósł brew.
- Co to kurwa jakaś końska dawka? A można je popić rumem? Też dobrze działa... - stwierdził, ale sobie je popił wodą, która stała na tym stoliczku, który jej podsunął. Łyknął cztery, skoro pani prawie lekarz mu tak poleciła. Jednak kiedy zapytała czy może zacząć, to znowu się skrzywił.
- A jakby przez tydzień naklejać podpaskę to może też by się zagoiło bez szycia? Albo... Mamy też taki duży zszywacz... - tak bardzo bał się igieł, że wolał, żeby mu wbiła w głowę zszywki? Może...
- Albo owiń mi głowę bandażem? Co myślisz? - mógł jeszcze jej pewnie dać kilka innych pomysłów, ale to ona była lekarzem.
srecjalistka od pacjentów specjalnej troski


Kiedy powiedziała, żeby jej nie denerwował, to złapał mocno powietrze w płuca, aż go znowu zabolały żebra, dwa? Albo wszystkie? Starał się być grzeczny, ale to był Madox on z natury nie był nigdy spokojny. A to, że ona mu dogryzała, to przecież wcale nie pomagało, bo jak on miał milczeć na tą jej sralgię? Najpierw ugryzł się w policzek od środka, ale zaraz wypalił.
- A co to sralgia? Nowy rodzaj alergii na szpital? Będziesz prowadzić na ten temat sralistyczne badania? - zacznij z Madoxem rozmowy o gównie to możesz być pewny, że on podłapie temat. Podłapał.
Chociaż zaraz już prowadziła ten wózek, ale kiedy dorzuciła mu do niego te torby, to zerknął do jednej. Odruchowo, były tak pięknie popakowane, w te kolorowe reklamówki, on by tego lepiej nie zrobił.
- A co tam nakupowałaś? Wygląda jakbyś okradła jakiś sklep... - dużo miała tych prezentów. Madox widział ich tyle chyba tylko wtedy, kiedy jeździł do sierocińca, żeby dawać je dzieciakom. Bo przecież rodziny to wcale tutaj nie miał. Czasami sobie robili drobne prezenty w klubie, ale w tym roku on jeszcze nawet nie pomyślał o choince, którą tam zawsze stawiali. A może powinien? Ale on przecież tak nie cierpiał świąt. Grinch.
- A to niesforni zamiast naklejki dostają podpaskę na czoło? - jeszcze się musiał jej dopytać, jeszcze się musiał z nią poprzekomarzać, ale to ona zaczynała. Prowokowała go. A Madox to przecież w ogóle nie był odporny na prowokacje. Wcale.
Tego bezdomnego z larwami pod gipsem nie skomentował chociaż go momentalnie zemdliło, a Madox nie był jakiś delikatny, ale chyba przy czymś takim to by rzygał dalej niż widzi. To może jednak Ivy też była twardzielką? Aż znowu zadarł do góry głowę, żeby na nią popatrzeć.
Patrzył też na nią kiedy podziwiała jego klub, jego najukochańsze dziecko, które budował od podrzędnej spelunki, do jednego z najlepszych klubów w mieście. Był fajny. Musiał się z nią zgodzić.
A potem ona zgodziła się z nim i zaraz już niosła apteczkę, Madox szarpnął jakiś stoliczek, żeby go jej podsunąć do kanapy, żeby mogła się na nim rozłożyć. Zerknął na nią trochę spod byka, kiedy powiedziała, żeby jej pokazał tą ranę, a właściwie... to spod tej podpaski. Więc nic groźnego w tym raczej nie było. Sięgnął wytatuowanymi palcami do gazy, żeby ją sobie przytrzymać pod raną.
- Wiesz co... mam taki pomysł - zaczął poważnie starając się złapać jej niebieskie spojrzenie - tam pod barem jest taka szara taśma i jakbyś to zakleiła, to może nie trzeba byłoby szyć? - zapytał poważnie, bo przecież Madox bał się igieł. To znaczy... nienawidził ich. Aż go ciarki przeszły jak o tym pomyślał, albo może przeszły go od tego, że popsikała na ranę płynem dezynfekującym i zaszczypało, odrobinę.
Kiedy powiedziała o tych tabletkach to wyciągnął po nie rękę, ale gdy wywaliła mu na nią cztery to uniósł brew.
- Co to kurwa jakaś końska dawka? A można je popić rumem? Też dobrze działa... - stwierdził, ale sobie je popił wodą, która stała na tym stoliczku, który jej podsunął. Łyknął cztery, skoro pani prawie lekarz mu tak poleciła. Jednak kiedy zapytała czy może zacząć, to znowu się skrzywił.
- A jakby przez tydzień naklejać podpaskę to może też by się zagoiło bez szycia? Albo... Mamy też taki duży zszywacz... - tak bardzo bał się igieł, że wolał, żeby mu wbiła w głowę zszywki? Może...
- Albo owiń mi głowę bandażem? Co myślisz? - mógł jeszcze jej pewnie dać kilka innych pomysłów, ale to ona była lekarzem.
srecjalistka od pacjentów specjalnej troski