Nowy dom, nowe życie
: sob mar 07, 2026 7:06 pm
Isla zamrugała oczkami, patrząc na mężczyznę z zaskoczeniem.
- Śpisz z zabawkami? - zapytała zaciekawiona - Znaczy: z maskotkami? A nie jesteś jus na to za duży?
Rzeczywiście jednak podpowiedź Salvy jej wyraźnie pomogła, bo popatrzyła na swoje maskotki i po chwili namysłu spakowała do torby fokę, długiego kota, wyglądającego jak wałek i spróbowała upchnąć misia, będącego prawie jej wielkości.
- Sallyyyy... - poskarżyła się z buzią w podkówkę, kiedy jej się to nie udało - Chcem, żeby on pojechał teraz.
Usiadła na podłodze, tuląc misia i wyglądając na zrozpaczoną, że nie może spakować go do torby.
-------------------------------------
Saul pokiwał głową w odpowiedzi na słowa kobiety i przygryzł wargę w zamyśleniu.
- Kumam - powiedział ze smutkiem. Współczuł jej, bo widział, że cierpi, boi się więzienia i martwi o małą - Ale pół roku to nie tak znów dużo. A dlaczego kradłaś? Nie masz na życie czy coś...? W razie czego mogę cię jakoś wesprzeć, pożyczyć...
Oczywiście płacił alimenty, ale był zdania, że to jest po prostu jego obowiązek jako ojca, więc nigdy nie dyskutował na ten temat - nie trzeba było nawet iść z tym do sądu, bo sam zaraz po rozstaniu zaproponował jakąś kwotę, na którą ona się zgodziła. Nie miał też problemu z kupowaniem małej rzeczy, jeśli ich potrzebowała: nowych ubrań, butów, zabawek czy zeszytów do szkoły.
- Wiesz, że nie mam dużo, sam jestem zapożyczony, ale no nie jest tak, że przymieram głodem i nie mogę się podzielić, jeśli potrzebujesz. Chyba, że to, co ukradłaś, to było coś ekstra albo to tak dla sportu...? Co się stało?
Nie oceniał jej w żadnym stopniu - po prostu pytał, bardziej zaciekawiony i zmartwiony, niż potępiający kradzieże. Sam zresztą czasami kradł, tylko on to robił dla pieniędzy na prochy. Jakimś cudem nigdy go nie zgarnęli, choć wielokrotnie bywało blisko. Częściej jednak był po prostu paserem.
Salvador Menendez
- Śpisz z zabawkami? - zapytała zaciekawiona - Znaczy: z maskotkami? A nie jesteś jus na to za duży?
Rzeczywiście jednak podpowiedź Salvy jej wyraźnie pomogła, bo popatrzyła na swoje maskotki i po chwili namysłu spakowała do torby fokę, długiego kota, wyglądającego jak wałek i spróbowała upchnąć misia, będącego prawie jej wielkości.
- Sallyyyy... - poskarżyła się z buzią w podkówkę, kiedy jej się to nie udało - Chcem, żeby on pojechał teraz.
Usiadła na podłodze, tuląc misia i wyglądając na zrozpaczoną, że nie może spakować go do torby.
-------------------------------------
Saul pokiwał głową w odpowiedzi na słowa kobiety i przygryzł wargę w zamyśleniu.
- Kumam - powiedział ze smutkiem. Współczuł jej, bo widział, że cierpi, boi się więzienia i martwi o małą - Ale pół roku to nie tak znów dużo. A dlaczego kradłaś? Nie masz na życie czy coś...? W razie czego mogę cię jakoś wesprzeć, pożyczyć...
Oczywiście płacił alimenty, ale był zdania, że to jest po prostu jego obowiązek jako ojca, więc nigdy nie dyskutował na ten temat - nie trzeba było nawet iść z tym do sądu, bo sam zaraz po rozstaniu zaproponował jakąś kwotę, na którą ona się zgodziła. Nie miał też problemu z kupowaniem małej rzeczy, jeśli ich potrzebowała: nowych ubrań, butów, zabawek czy zeszytów do szkoły.
- Wiesz, że nie mam dużo, sam jestem zapożyczony, ale no nie jest tak, że przymieram głodem i nie mogę się podzielić, jeśli potrzebujesz. Chyba, że to, co ukradłaś, to było coś ekstra albo to tak dla sportu...? Co się stało?
Nie oceniał jej w żadnym stopniu - po prostu pytał, bardziej zaciekawiony i zmartwiony, niż potępiający kradzieże. Sam zresztą czasami kradł, tylko on to robił dla pieniędzy na prochy. Jakimś cudem nigdy go nie zgarnęli, choć wielokrotnie bywało blisko. Częściej jednak był po prostu paserem.
Salvador Menendez