Strona 2 z 2

Make friends not enemies

: czw mar 26, 2026 10:43 pm
autor: Ethan Hartley
Tak, Ethan był dość bezpośredni, starając się nazywać rzeczy po imieniu. To wraz z towarzyszącą temu pewnością siebie i naturalną swobodą zwykle pozwalało mu zyskiwać respekt wśród rozmówców bez szczególnego wysiłku. Widział to Charlie, najwyraźniej zachowując się podobnie, przez co nawet podczas tak krótkiej rozmowy momentalnie zaczął zyskiwać zaufanie Hartley’a. Jedynie Cherry jakimś cudem uprzedziła się do niego tak, że nie widziała niczego poza swoimi własnymi wyobrażeniami.
To aż nieprawdopodobne, jak jedna taka filigranowa osóbka może siać postrach wśród tylu dorosłych osób - ściągnął brwi w udawanym zastanowieniu, by za chwilę zawtórować mu śmiechem. W tym momencie wiedział już, że razem z Marshallem stali się cichymi sojusznikami. Potrzebował w firmie kogoś, kto go zrozumie i nie będzie miał kija w dupie, a przy okazji będzie mógł pożartować z Charity bez większych konsekwencji. Inni bali się jej za bardzo i w sumie to się im nie dziwił - była ich szefową, zbyt wiele zależało od ich dobrego zachowania w firmie. A Ethan? Miał do niej całkiem inny stosunek, bo stanowisko czy firma nie były dla niego tak istotne. Dla niego ważniejsze było dotarcie bezpośrednio do niej. Czego inni też starali się unikać. No cóż, na tym tle mężczyzna również się wyróżniał.
Dlatego uśmiechnął się serdecznie, gdy usłyszał oficjalne powitanie na pokładzie. Wierzył, że ta współpraca potrwa dłużej i mimo wszystko pokaże wszystkim, w tym swoim rodzicom, że potrafi godnie reprezentować swoje nazwisko. Ale czy rzeczywiście Cherry traktowała go poważnie tak, jak mówił Charlie? To stwierdzenie skłaniało go do głębszej analizy, na którą obecnie nie było teraz czasu, więc zanotował to sobie w myślach, zanim przeszli do następnego tematu.
Cholernie wymagające stanowisko dla kobiety. Ale widać, że dobrze się na nim odnajduje - stwierdził z uznaniem. Trochę poczytał na temat historii firmy i o niej, na tyle, na ile pozwalały mu artykuły w internecie, i musiał przyznać przed samym sobą, że imponowała mu. Musiała być twardzielką wśród innych rekinów, a to wymagało wielu cech, które zdążyła mu już pokazać. Dostrzegał w tym jednak nie tylko zalety, ale i wady.
Zmiana tonu rozmowy na coś lżejszego wydawała się w tym momencie właściwym posunięciem. Parsknął śmiechem, nawet wyobrażając sobie Cherry w takiej kabinie. Poważnie, musieli coś takiego wprowadzić. - Dla niej należałoby wstawić całkiem oddzielny zestaw, bo mógłby być przez nią zbyt często okupowany - dorzucił żartobliwie. O ile jego niewiele było w stanie wyprowadzić z równowagi, tak jej zapewne wystarczyło bardzo niewiele. Choćby jego obecność w jednym pomieszczeniu.
O tak, czas w końcu zabrać się do roboty - przytaknął na słowa Charliego odnośnie treningu, cofając się na ścieżkę, żeby ruszyć truchtem z Marshallem w drogę. A usłyszawszy o lunchu pokręcił głową z uśmiechem. - Dobrego steka nie odmówię - przyznał, zgadzając się na propozycję. Miał przeczucie, że dzisiejsze spotkanie da im podwaliny do całkiem przyzwoitej relacji. Dobrze mieć w firmie sprzymierzeńca, zwłaszcza, że był nim sam brat Cherry.

Charlie Marshall

KONIEC