Fase de transición
: sob mar 07, 2026 2:18 pm
Sal uważał to za przesłodkie u Sergio, że ten mimo tylu lat związku, tylu lat małżeństwa i tylu lat na karku wciąż czasem zachowywał się jak cnotka. To było takie... no, urocze, po prostu.
Słysząc słowa męża pokazał mu środkowy palec i parsknął śmiechem; no istotnie, to miłe, że w tym wieku wszystko działało mu prawidłowo. Może to po prostu kwestia tego, że Sergio niezmiennie go pociągał i przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło w tej kwestii, a może nawet jego pociąg wzrósł jeszcze bardziej, bo wraz z upływem lat Martinez stał się przystojnym, seksownym i dojrzałym facetem, który niejednemu i niejednej mógł zawrócić w głowie.
Salazar bywał o niego czasem zazdrosny, ale - poza tym jednym momentem, kiedy był związany z kobietą, podczas ich dwuletniej przerwy - Sergio nigdy nie dał mu powodu do faktycznej zazdrości. Raczej nie oglądał się za innymi, poświęcał mu dużo uwagi i choć czasem obaj potrzebowali chwili milczenia i po prostu przebywania razem w ciszy w tym samym pomieszczeniu, to Sal uważał, że to też stanowiło o trwałości ich relacji. Jeśli ma się osobę, przy której można sobie po prostu milczeć i nie czuje się przez to skrępowanym, to jest to największe szczęście, jakie człowiek w ogóle może znaleźć.
Nie dziwiła go reakcja Sergio na wspomnienie Santiago, więc nie był zły o ton, którym ten się odezwał. Pamiętał doskonale w jak kiepskim stanie był po "śmierci" brata, która w dodatku miała miejsce na akcji, na której samego Sala nie było; podobał mu się plan napadu, podobał mu się fakt, że poza forsą kradli też ważne państwowe dokumenty i pomagał nawet w ostatnich szlifach, jednak czynnego udziału w samym napadzie nie brał. Nie trudno więc się dziwić, że po tym, jak się dowiedział, że policja prawie ich wszystkich dorwała i że Santiago zginął zawalając tunel, żeby umożliwić innym ucieczkę, Salazar się załamał. Miał wyrzuty sumienia, że nie było go tam z nimi, że powinien przecież pomóc, że powinien po prostu tam być i może gdyby był, to Santiago wciąż by żył... I mimo że wiedział, że niekoniecznie to właśnie tak by się potoczyło, to jednak te wyrzuty sumienia i tak nie chciały odpuścić przez dłuższy czas. Był w naprawdę kiepskim stanie, w pewnym momencie nawet nie miał siły, żeby wstawać z łóżka i gdyby nie wsparcie Sergio, to nie miał pojęcia co by z nim było. Mąż dosłownie podniósł go z kolan i tchnął w niego życie, które śmierć ukochanego braciszka mu odebrała.
- Powiedział... że nie chciał, żeby jego bliscy patrzyli, jak zdycha. Że nie chciał odchodzić powoli, że chciał wtedy umrzeć, ale jakimś cudem przeżył ten... - uciął w porę, tuż przed wypowiedzeniem słowa "wybuch". - wypadek. I że nie umiał znieść myśli, że osoby, które kocha i które kochają jego będą patrzyły, jak powoli niedołężnieje, jak nie potrafi samodzielnie zrobić nic, nawet podetrzeć sobie tyłka. Że nie chciał, żebyśmy się nim opiekowali, a wiedział, że tak by właśnie było. I że... no, ogólnie rzecz biorąc, że zrobił to z troski o nas, tak w skrócie.
Sergio Martinez
Słysząc słowa męża pokazał mu środkowy palec i parsknął śmiechem; no istotnie, to miłe, że w tym wieku wszystko działało mu prawidłowo. Może to po prostu kwestia tego, że Sergio niezmiennie go pociągał i przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło w tej kwestii, a może nawet jego pociąg wzrósł jeszcze bardziej, bo wraz z upływem lat Martinez stał się przystojnym, seksownym i dojrzałym facetem, który niejednemu i niejednej mógł zawrócić w głowie.
Salazar bywał o niego czasem zazdrosny, ale - poza tym jednym momentem, kiedy był związany z kobietą, podczas ich dwuletniej przerwy - Sergio nigdy nie dał mu powodu do faktycznej zazdrości. Raczej nie oglądał się za innymi, poświęcał mu dużo uwagi i choć czasem obaj potrzebowali chwili milczenia i po prostu przebywania razem w ciszy w tym samym pomieszczeniu, to Sal uważał, że to też stanowiło o trwałości ich relacji. Jeśli ma się osobę, przy której można sobie po prostu milczeć i nie czuje się przez to skrępowanym, to jest to największe szczęście, jakie człowiek w ogóle może znaleźć.
Nie dziwiła go reakcja Sergio na wspomnienie Santiago, więc nie był zły o ton, którym ten się odezwał. Pamiętał doskonale w jak kiepskim stanie był po "śmierci" brata, która w dodatku miała miejsce na akcji, na której samego Sala nie było; podobał mu się plan napadu, podobał mu się fakt, że poza forsą kradli też ważne państwowe dokumenty i pomagał nawet w ostatnich szlifach, jednak czynnego udziału w samym napadzie nie brał. Nie trudno więc się dziwić, że po tym, jak się dowiedział, że policja prawie ich wszystkich dorwała i że Santiago zginął zawalając tunel, żeby umożliwić innym ucieczkę, Salazar się załamał. Miał wyrzuty sumienia, że nie było go tam z nimi, że powinien przecież pomóc, że powinien po prostu tam być i może gdyby był, to Santiago wciąż by żył... I mimo że wiedział, że niekoniecznie to właśnie tak by się potoczyło, to jednak te wyrzuty sumienia i tak nie chciały odpuścić przez dłuższy czas. Był w naprawdę kiepskim stanie, w pewnym momencie nawet nie miał siły, żeby wstawać z łóżka i gdyby nie wsparcie Sergio, to nie miał pojęcia co by z nim było. Mąż dosłownie podniósł go z kolan i tchnął w niego życie, które śmierć ukochanego braciszka mu odebrała.
- Powiedział... że nie chciał, żeby jego bliscy patrzyli, jak zdycha. Że nie chciał odchodzić powoli, że chciał wtedy umrzeć, ale jakimś cudem przeżył ten... - uciął w porę, tuż przed wypowiedzeniem słowa "wybuch". - wypadek. I że nie umiał znieść myśli, że osoby, które kocha i które kochają jego będą patrzyły, jak powoli niedołężnieje, jak nie potrafi samodzielnie zrobić nic, nawet podetrzeć sobie tyłka. Że nie chciał, żebyśmy się nim opiekowali, a wiedział, że tak by właśnie było. I że... no, ogólnie rzecz biorąc, że zrobił to z troski o nas, tak w skrócie.
Sergio Martinez