Real love will last forever
: ndz mar 08, 2026 7:15 pm
Słuchał Santiago w milczeniu, bo nie bardzo wiedział co mógłby odpowiedzieć. Było mu żal mężczyzny, bo teraz widział go w trochę szerszej perspektywie i dzięki temu bardziej mógł zrozumieć jego zachowanie i to, jaki był, dlaczego taki był i w ogóle z czego wynikała większość jego zachowań. Prawdę mówiąc nie spodziewał się tego, nie spodziewał się wątku młodszego brata, który prawdopodobnie został zabity z rąk ich ojca, nie spodziewał się, że Tiago obwiniał się za tą śmierć, że słyszał w swoim życiu podobne rzeczy od rodziciela, które wysłuchiwał także Alvaro. Nie wiedział, że mieli aż tyle wspólnego, jeśli chodzi o dom rodzinny, ale też ciężko żeby wiedział, bo Santiago nigdy mu się nie zwierzał - do tej pory, a właściwie do momentu, kiedy Palermo przyszedł do niego kilka miesięcy temu, nie było zbyt wielu sytuacji, kiedy Santiago mówiłby cokolwiek o swoim życiu i swojej przeszłości, a jeśli już, to raczej w kwestii małżeństw czy złodziejskiego życia, nigdy o domu rodzinnym, o ojcu, o wychowaniu. Jeśli można powiedzieć, że z tego wybuchu Palermo i z jego słów o odejściu wynikło coś dobrego, to to, że poznał Tiago nieco bardziej, niż udało mu się to zrobić przez te wszystkie lata, które spędził pod jego dachem.
Zamarł z kieliszkiem w połowie drogi do ust, gdy usłyszał, że Santiago powiedział bratu, że jest z nim szczęśliwy. Tego też się nie spodziewał, nie przypuszczał, że Tiago powie bratu o tym, że ich relacja zmieniła się z przyjaźni w związek i to, w połączeniu z tym, co sam zrobił chwilę wcześniej, z jego bezsensownymi wyrzutami i wybuchem, to wszystko sprawiło, że znów poczuł, jak pęka mu serce. Poczuł się skończonym gnojem, kretynem i idiotą, który nie potrafi docenić tego, co ma, tylko szuka problemów na siłę. Tak nie było, nie szukał ich na siłę; sam nie wiedział dlaczego akurat dzisiaj i akurat w tej konkretnej sytuacji poczuł się tak bardzo... sam nie wiedział jak konkretnie, bo słowo "oszukany" wydawało się niewłaściwe, ale lepszego i tak nie odnajdował.
W każdym razie - gdy Santiago oddalił się do łazienki Alvaro poczuł, jak uginają się pod nim kolana, więc odstawił kieliszek na stolik i usiadł na kanapie, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w dłoniach. Naprawdę teraz czuł się skończonym gnojkiem i miał wrażenie, że nie zasłużył na to, żeby Kocur z nim był. Że może faktycznie lepiej by było, gdyby się wyniósł, bo sprawia mu ból, zamiast po prostu cieszyć się szczęściem, które mieli.
W końcu podniósł się z kanapy i ruszył powoli w stronę drzwi do łazienki, opierając o nie zaciśniętą w pięść dłoń i czoło, z pochyloną głową i przymkniętymi powiekami.
- Lo siento, Santiago. Soy un idiota. - odezwał się na tyle głośno, żeby Santiago go usłyszał, a przynajmniej miał nadzieję, że tak się stanie. Nie był w stanie mówić ani głośno, ani stanowczo, bo głos mu się łamał i drżał, ale chciał go przeprosić za swoje zachowanie i zapewnić, że nie zamierza odejść, a nie chciał czekać aż ten wyjdzie, bo i tak miał wrażenie, że spieprzył już wystarczająco mocno. - Te amo, aunque finjas que todo está bien o me digas con sinceridad cómo te sientes. Quiero que lo sepas. Siempre te he amado, sin importar quién eras o quién eres. Lamento que hoy... que hoy haya actuado como un completo idiota. - uderzył lekko ręką w drzwi, ale nie dobijając się do łazienki, a raczej w geście bezradności i złości na samego siebie. - Por favor, ámame. Incluso cuando actúo como un idiota que no te merece.
Santiago de la Serna
Zamarł z kieliszkiem w połowie drogi do ust, gdy usłyszał, że Santiago powiedział bratu, że jest z nim szczęśliwy. Tego też się nie spodziewał, nie przypuszczał, że Tiago powie bratu o tym, że ich relacja zmieniła się z przyjaźni w związek i to, w połączeniu z tym, co sam zrobił chwilę wcześniej, z jego bezsensownymi wyrzutami i wybuchem, to wszystko sprawiło, że znów poczuł, jak pęka mu serce. Poczuł się skończonym gnojem, kretynem i idiotą, który nie potrafi docenić tego, co ma, tylko szuka problemów na siłę. Tak nie było, nie szukał ich na siłę; sam nie wiedział dlaczego akurat dzisiaj i akurat w tej konkretnej sytuacji poczuł się tak bardzo... sam nie wiedział jak konkretnie, bo słowo "oszukany" wydawało się niewłaściwe, ale lepszego i tak nie odnajdował.
W każdym razie - gdy Santiago oddalił się do łazienki Alvaro poczuł, jak uginają się pod nim kolana, więc odstawił kieliszek na stolik i usiadł na kanapie, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w dłoniach. Naprawdę teraz czuł się skończonym gnojkiem i miał wrażenie, że nie zasłużył na to, żeby Kocur z nim był. Że może faktycznie lepiej by było, gdyby się wyniósł, bo sprawia mu ból, zamiast po prostu cieszyć się szczęściem, które mieli.
W końcu podniósł się z kanapy i ruszył powoli w stronę drzwi do łazienki, opierając o nie zaciśniętą w pięść dłoń i czoło, z pochyloną głową i przymkniętymi powiekami.
- Lo siento, Santiago. Soy un idiota. - odezwał się na tyle głośno, żeby Santiago go usłyszał, a przynajmniej miał nadzieję, że tak się stanie. Nie był w stanie mówić ani głośno, ani stanowczo, bo głos mu się łamał i drżał, ale chciał go przeprosić za swoje zachowanie i zapewnić, że nie zamierza odejść, a nie chciał czekać aż ten wyjdzie, bo i tak miał wrażenie, że spieprzył już wystarczająco mocno. - Te amo, aunque finjas que todo está bien o me digas con sinceridad cómo te sientes. Quiero que lo sepas. Siempre te he amado, sin importar quién eras o quién eres. Lamento que hoy... que hoy haya actuado como un completo idiota. - uderzył lekko ręką w drzwi, ale nie dobijając się do łazienki, a raczej w geście bezradności i złości na samego siebie. - Por favor, ámame. Incluso cuando actúo como un idiota que no te merece.
Santiago de la Serna