Strona 2 z 3

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 7:15 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Słuchał Santiago w milczeniu, bo nie bardzo wiedział co mógłby odpowiedzieć. Było mu żal mężczyzny, bo teraz widział go w trochę szerszej perspektywie i dzięki temu bardziej mógł zrozumieć jego zachowanie i to, jaki był, dlaczego taki był i w ogóle z czego wynikała większość jego zachowań. Prawdę mówiąc nie spodziewał się tego, nie spodziewał się wątku młodszego brata, który prawdopodobnie został zabity z rąk ich ojca, nie spodziewał się, że Tiago obwiniał się za tą śmierć, że słyszał w swoim życiu podobne rzeczy od rodziciela, które wysłuchiwał także Alvaro. Nie wiedział, że mieli aż tyle wspólnego, jeśli chodzi o dom rodzinny, ale też ciężko żeby wiedział, bo Santiago nigdy mu się nie zwierzał - do tej pory, a właściwie do momentu, kiedy Palermo przyszedł do niego kilka miesięcy temu, nie było zbyt wielu sytuacji, kiedy Santiago mówiłby cokolwiek o swoim życiu i swojej przeszłości, a jeśli już, to raczej w kwestii małżeństw czy złodziejskiego życia, nigdy o domu rodzinnym, o ojcu, o wychowaniu. Jeśli można powiedzieć, że z tego wybuchu Palermo i z jego słów o odejściu wynikło coś dobrego, to to, że poznał Tiago nieco bardziej, niż udało mu się to zrobić przez te wszystkie lata, które spędził pod jego dachem.
Zamarł z kieliszkiem w połowie drogi do ust, gdy usłyszał, że Santiago powiedział bratu, że jest z nim szczęśliwy. Tego też się nie spodziewał, nie przypuszczał, że Tiago powie bratu o tym, że ich relacja zmieniła się z przyjaźni w związek i to, w połączeniu z tym, co sam zrobił chwilę wcześniej, z jego bezsensownymi wyrzutami i wybuchem, to wszystko sprawiło, że znów poczuł, jak pęka mu serce. Poczuł się skończonym gnojem, kretynem i idiotą, który nie potrafi docenić tego, co ma, tylko szuka problemów na siłę. Tak nie było, nie szukał ich na siłę; sam nie wiedział dlaczego akurat dzisiaj i akurat w tej konkretnej sytuacji poczuł się tak bardzo... sam nie wiedział jak konkretnie, bo słowo "oszukany" wydawało się niewłaściwe, ale lepszego i tak nie odnajdował.
W każdym razie - gdy Santiago oddalił się do łazienki Alvaro poczuł, jak uginają się pod nim kolana, więc odstawił kieliszek na stolik i usiadł na kanapie, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w dłoniach. Naprawdę teraz czuł się skończonym gnojkiem i miał wrażenie, że nie zasłużył na to, żeby Kocur z nim był. Że może faktycznie lepiej by było, gdyby się wyniósł, bo sprawia mu ból, zamiast po prostu cieszyć się szczęściem, które mieli.
W końcu podniósł się z kanapy i ruszył powoli w stronę drzwi do łazienki, opierając o nie zaciśniętą w pięść dłoń i czoło, z pochyloną głową i przymkniętymi powiekami.
- Lo siento, Santiago. Soy un idiota. - odezwał się na tyle głośno, żeby Santiago go usłyszał, a przynajmniej miał nadzieję, że tak się stanie. Nie był w stanie mówić ani głośno, ani stanowczo, bo głos mu się łamał i drżał, ale chciał go przeprosić za swoje zachowanie i zapewnić, że nie zamierza odejść, a nie chciał czekać aż ten wyjdzie, bo i tak miał wrażenie, że spieprzył już wystarczająco mocno. - Te amo, aunque finjas que todo está bien o me digas con sinceridad cómo te sientes. Quiero que lo sepas. Siempre te he amado, sin importar quién eras o quién eres. Lamento que hoy... que hoy haya actuado como un completo idiota. - uderzył lekko ręką w drzwi, ale nie dobijając się do łazienki, a raczej w geście bezradności i złości na samego siebie. - Por favor, ámame. Incluso cuando actúo como un idiota que no te merece.

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 7:38 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago stał pod tą ścianą przez cały ten czas, próbując uspokoić oddech. Próbował brać głębokie wdechy, przytrzymywać powietrze i wypuszczać, kiedy już absolutnie musiał - to go rzeczywiście trochę uspokajało, a w każdym razie pomagało mu się nie rozpłakać. Kiedy usłyszał głos Alvaro za drzwiami, mięśnie na żebrach znów mu się ścisnęły i na moment wstrzymał oddech, starając się nie rozryczeć, stłumić w sobie te wszystkie emocje, zamknąć je i upchnąć w szafie. Jak zawsze.
- Nunca pensé que fueras idiota - odpowiedział w końcu przez ściśnięte gardło, nadal pochylony i z rękami na ścianie - y te amo.
Odetchnął znowu głęboko, otwierając wreszcie oczy i patrząc teraz w podłogę. Jeszcze trochę drżał, ale powoli wracał do siebie. Absolutnie nie chciał pokazać się Alvaro w takim stanie, w jakim był teraz, w tej łazience - i tak uważał, że za dużo mu powiedział w tym momencie, bo nigdy nie rozmawiał na temat swojej rodziny i tego, jak było w domu (zresztą powiedział dość mało, ale uważał, że wystarczająco, przynajmniej na ten moment); ale z drugiej strony też uważał, że może i dobrze się stało. Może Alvaro powinien to o nim wiedzieć.
Może... A może nie, ale i tak już wiedział.
W końcu zebrał się w sobie, opłukał twarz lodowatą wodą i przyjrzał się sobie w lustrze. Ocenił, że chyba jest w stanie już stąd wyjść, że nie wygląda, jakby przed chwilą przejechał po nim czołg, mimo, że tak się czuł. Te oddechy i woda jednak trochę mu pomogły, pozwoliły się nieco wyciszyć i ogarnąć. Wytarł się ręcznikiem, przeczesał włosy palcami i wreszcie otworzył drzwi, stając wyprostowany przed Alvaro i patrząc na niego już bez złości, raczej z żalem.
- No creo que "no me merezcas"; ¿cómo puede alguien merecerme o no? Pero, por favor, no me pidas que cambie por arte de magia. Hago muchas cosas, lo intento, pero nunca cambiaré del todo, y además, me gustaría que me quisieras por quien soy, no como quieres que sea. Si no puedes amarme con mis defectos, si son demasiado para ti, lo entiendo, pero en ese caso, sería mejor que ambos siguiéramos siendo amigos.
Cholernie trudno mu się to wszystko mówiło i w kilku miejscach głos mu się lekko załamał, ale rzeczywiście wolał już, żeby tak to się skończyło, niż żeby Alvaro cierpiał w tym związku, który nie miałby w takim wypadku żadnej przyszłości - choćby krótkotrwałej.
Znów miał ochotę dodać coś na temat swoje zbliżającej się śmierci, ale się przed tym powstrzymał. Wcale nie chciał go od siebie odtrącać, a to, co teraz powiedział, mówił raczej po to, żeby Palermo przemyślał, co rzeczywiście chciał zrobić i z kim chciał być w związku - czy rzeczywiście z Kocurem.

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 8:04 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Cofnął się nieco, słysząc, że Santiago podchodzi do drzwi, a w każdym razie na tyle, żeby się o nie nie opierać. Objął się ramionami, potrzebując w tym momencie jakiegoś wsparcia i poczucia stabilizacji, czegoś, co sprawi, że nie będzie czuł się jak w jednym z gorszych koszmarów. Słuchał go ze spuszczoną głową, wpatrując się w swoje bose stopy na podłodze i próbował z całych sił utrzymać łzy w sobie, nie pozwolić im wypłynąć; a zwłaszcza wtedy, gdy usłyszał, że jeśli wady Santiago są dla niego za duże, to może lepiej, żeby pozostali przyjaciółmi. Zabolało, znów nieprzyjemnie ścisnęło mu się serce, ale tym razem nie chciał pozwolić ponieść się emocjom, bo nigdy nie wynikało z tego nic dobrego. Chociaż nadal uważał, że cała ta kłótnia miała jeden pozytywny skutek - dowiedział się czegoś o przeszłości Tiago, czegoś traumatycznego i istotnego, więc przynajmniej były jakieś plusy jego zachowania, o ile można to rozpatrywać w takich kategoriach.
- No te pido que cambies. Te amé tal como eres, y no quería... No quería que pareciera que esperaba que cambiaras de repente. No quiero a otra persona, te quiero a ti. - odpowiedział cicho, wciąż z lekkim drżeniem w głosie, ale i z pewnością i swego rodzaju siłą, bo był pewien tego, co mówi, tak jak był pewien swoich uczuć do mężczyzny i tego, że chce z nim być. Nie chciał go zmieniać na siłę, chciał jedynie, żeby Tiago...
- Ojalá intentaras abrirte a mí de vez en cuando. Como lo haces ahora. A veces. - uśmiechnął się lekko, jedynie unosząc kącik ust, po czym zrobił niepewny krok w jego stronę i wykonał ruch ręką, jakby chciał go pogłaskać po policzku. Nie zrobił tego jednak, jego ręka zatrzymała się przed twarzą Santiago. Znał go na tyle, żeby wiedzieć, że ten nie lubi dotyku w sytuacjach nerwowych i stresowych, a ta niewątpliwie do takich należała.
- Puedo...?

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 8:34 pm
autor: Santiago de la Serna
Widział, że Alvaro jest bliski płaczu, zresztą nie było w tym nic dziwnego, ale skoro już zabrnęli do tego punktu, to czuł, że należy tę rozmowę doprowadzić do końca, mimo, że miał ochotę przed wyjściem z łazienki uciec od niej, urwać w tamtym momencie i udawać, ze nic się nie stało. Że skoro już wcześniej Alvaro mówił, że kocha, że chce być z nim, to nie warto tego ciągnąć, nie warto wałkować tematu i trzeba po prostu przejść nad nim do porządku dziennego. Zjeść wreszcie te kolacje, bo już na pewno trochę przestygła, napić się razem wina... albo po prostu zeżreć w milczeniu i położyć się spać. Ale wtedy to by między nimi wisiało jak topór i w końcu wybuchło w najmniej oczekiwanym momencie.
- A veces te digo - odpowiedział i przełknął znów ślinę. Spojrzał kątem oka na wyciągniętą w swoją stronę dłoń i spiął się, ale po chwili zastanowienia kiwnął nieznacznie głową i pochylił ją, przymykając oczy z ciężkim westchnieniem. Dotyk w tym momencie trochę go zapiekł - zawsze tak było, że w sytuacjach stresowych każdy dotyk piekł go, jakby miał mocno podrażnioną skórę, ale zgadzał się na niego, bo z jednej strony zdawał sobie sprawę, że druga osoba tego potrzebuje, że jest to jeden ze sposobów na zażegnanie konfliktu (gdyby nie pozwolił się dotykać, to zostałoby to potraktowane jako afront); a z drugiej jednak to potrafiło go choć trochę uspokoić. Nie zawsze, ale zwykle tak, jeśli ktoś, z kim się sprzeczał, był mu bliski i jeśli w innych sytuacjach kochał dotyk tej osoby. Tak było z Alvaro: jego bliskość zwykle sprawiała, że Santiago się uspokajał i czasem wręcz pragnął wtulić się w niego mocno, kiedy źle się czuł, dlatego teraz mimo, że początkowo zapiekło, a włoski na karku mu się zjeżyły, to po chwili odetchnął głęboko i uspokoił się trochę dzięki jego dłoni.
- No sé... ¿Hay algo más que quieras saber sobre mí, ya que soy tan increíblemente abierto? - zapytał bez sarkazmu w głosie. No, może z delikatnym, wyczuwalnym przy dwóch ostatnich słowach, ale ta ironia nie była skierowana w Alvaro, tylko w niego samego. Nie był pewien, co popchnęło go do tego pytania - chyba to, że skoro już przed chwilą napięcie zmusiło go do poprzedniego wyznania, to może powiedzieć coś jeszcze. Zdaje się, że nastąpił między nimi moment szczerości i jeśli już był w stanie wydusić z siebie kawałek opowieści o ojcu, to może powiedzieć więcej, zanim zmienią temat. Nie chciał, bo nienawidził mówić o sobie i swoich demonach, ale jednocześnie chciał coś dać Palermo od siebie. Naprawdę szczerze chciał się dla niego zmienić, miał tez nadzieję, że kiedyś mężczyzna to dostrzeże (po początku rozmowy miał wrażenie, że póki co pozostało to niezauważone).

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 9:08 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Pogłaskał go więc delikatnie po policzku, skoro Santiago pochylił głowę i zgodził się na to, żeby Alvaro go dotknął. Widział, że ten jest spięty, on sam też czuł jeszcze efekty tej kłótni w spiętych mięśniach, głównie na karku i ramionach, ale on też uważał, że lepiej było tą rozmowę doprowadzić do końca, jakikolwiek by ten koniec nie był. Jeśli porzuciliby temat, to faktycznie wisiałby między nimi, wciąż byłby wyczuwalny w powietrzu, a to raczej nie mogłoby doprowadzić do niczego innego, jak tylko kolejnej kłótni, kolejnych wyrzutów i ostatecznie prawdopodobnie rozstania, a tego Palermo naprawdę nie chciał.
Uśmiechnął się niepewnie, gdy Santiago odetchnął głęboko - widział, że powoli się rozluźniał i że dotyk nie jest dla niego już tak bardzo bolesny i nieprzyjemny, jak na samym początku. Znał go od lat, znał jego mechanizmy i wiedział, że dotykanie go w takich chwilach zawsze było dla Tiago początkowo mocno nieprzyjemne; tym bardziej się cieszył, że ten mu na to pozwolił i że po chwili nieco się rozluźnił. To chyba znaczyło, że mimo wszystko - mimo zachowania Alvaro i tej sprzeczki, która z tego zachowania wynikła - Santiago nadal go kochał. To była budująca myśl.
- Hay algo más que quieras contarme o esto es demasiado para ti? - zapytał po chwili, odpowiadając tym samym na pytanie Santiago. Nie zwrócił przesadnej uwagi na ten nieco ironiczny ton przy dwóch ostatnich słowach, a w każdym razie nie odebrał tego jako ironię w stosunku do niego.
- ¿De verdad le dijiste a Salazar que eras feliz conmigo? O sea... ¿le dijiste que estábamos juntos? - przechylił głowę na bok, przyglądając mu się z niepewnym uśmiechem, a jego oczy - poza łzami, które wciąż tam były - wypełniły się iskierkami szczęścia. Dłoń, którą głaskał go po policzku, przesunęła się na kark Santiago, a palce Palermo zacisnęły się tam lekko i rozluźniły, po czym powtórzyły czynność jeszcze kilka razy, masując go w ten sposób i próbując pomóc mu także się rozluźnić.
- Me gustaría ver su cara - parsknął śmiechem i stanął na palcach, żeby delikatnie pocałować go w czoło.

Santiago de la Serna

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 9:27 pm
autor: Santiago de la Serna
Owszem, kochał go i dlatego cholernie się wystraszył, że zaraz ten ich krótkotrwały związek się rozpadnie, bo Alvaro nie byłby w stanie z nim wytrzymać na dłuższą metę - mimo, że znał go całe wieki. Widocznie jednak wytrzymywanie z nim jako przyjacielem było zupełnie czym innym, niż wytrzymywanie z nim jako partnerem.
Santiago otworzył w końcu oczy, słysząc parsknięcie i stwierdzenie, że Alvaro chciałby zobaczyć minę Salazara; i uśmiechnął się połową ust, choć wciąż jeszcze spięty.
- Se sorprendió, pero nos felicitó y nos deseó suerte - odpowiedział nieco ochrypłym od niedawnych emocji głosem - Sí, le dije que éramos pareja. Empezó a decir algo sobre que, como vivíamos juntos, esperaba que no te imaginaras nada, porque me habías estado persiguiendo toda la vida... O quizá lo expresó así. Le dije que sí, que te imaginabas cosas, y con razón. Cyba entonces se dio cuenta de que esas velas, platos y cacerola eran para ti, no para otra mujer en mi vida.
Pociągnął krótko nosem i odetchnął znowu, ponownie przymykając na chwilę oczy. Ramiona mu nieco opadły, co oznaczało, że w końcu się nieco rozluźnił. Przeczesał włosy palcami i przetarł twarz dłońmi.
- No, Álvaro, la verdad es que no quiero compartir mis emociones, sentimientos y traumas porque no puedo, porque me cuesta demasiado, pero ya que hemos hablado de esto y me pides que me abra contigo, ahora es el momento. Puedes preguntarme lo que quieras, te prometo que te responderé todo lo que pueda, porque por ahora, todavía tengo fuerzas. Pregunta. No quiero que sigas pensando que soy alguien que te miente y alguien de quien no sabes nada porque lo oculto todo. No puedo prometer que no me esconderé en futura porque... así soy. Pero tengamos una noche de sinceridad, ya que hemos llegado a ese punto. Cuando haya tenido suficiente, te lo diré, ¿vale?
Uśmiechnął się niepewnie, wciąż z dłońmi przy twarzy, opierając opuszki palców na swoim podbródku i patrząc na Palermo z mieszaniną miłości, czułości, obawy, zmęczenia i strachu. Miał postanowienie, że faktycznie odpowie na wszelkie pytania mężczyzny, jeśli ten zechce mu jakieś zadać; że postara się nie maskować emocji i uczuć, postara się nie uciekać od odpowiedzi. Taka chwila może się już nie powtórzyć, a szczerze chciał mu dać coś od siebie. Tym bardziej, że Salvatierra przed kilkunastoma minutami dosłownie przeraził Kocura, że odejdzie, jeśli ten się nie otworzy.
W końcu rozłożył ręce, jakby chciał go objąć i ruszył w stronę salonu, "poganiając" go w ten sposób do tamtego pomieszczenia.
- Vamos, la comida se está enfriando. Puedes preguntarnos algo mientras tanto, y podemos comer primero, si lo prefieres. Podemos comer en la mesa o en el sofá...

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 10:28 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Parsknął ponownie i wywrócił oczami, słysząc o tym, co powiedział Salazar; może i powinien się oburzyć na to "uganianie się", ale nie miało to sensu, bo taka była prawda: całe życie (a na pewno całe dorosłe życie) go kochał i biegał za nim niczym szczeniak, zabiegał o jego uwagę (nawet jeśli nie do końca świadomie, bo nie zawsze robił coś - jak choćby sięgał po narkotyki - z myślą o tym, żeby zwrócić jego uwagę) i był w stanie zrealizować każdy jego szalony pomysł, nawet jeśli miałby nagiąć przy tym prawa fizyki. Skończył inżynierię z jednej strony dlatego, że zawsze to kochał, zawsze miał analityczny umysł i zapędy do tworzenia, a z drugiej - by móc te szalone plany swojego przyjaciela realizować i kraść razem z Santiago do końca życia.
- Qué amable de tu parte contarle sobre nosotros. O sea, no me lo esperaba, pero es muy bonito. Significa mucho para mí. Gracias. - uśmiechnął się szczerze, rozczulony i oparł na chwilę czoło o jego ramię. Zaraz jednak się odsunął, nie chcąc aż tak naruszać jego przestrzeni osobistej; cieszył się, że Santiago pozwolił mu się dotknąć i pogłaskać, ale powiedzmy, że nie chciał przeginać, więc wiedział, że w pewnym momencie musi się ograniczyć i nie łasić aż tak.
- Bueno, pero dime cuándo ya es suficiente. O cuándo simplemente no quieres responder la pregunta. - ruszył razem z nim do salonu, podwijając rękawy koszuli. Odpiął też dwa jej górne guziki, uznając, że nie musi być już tak formalny, skoro był w domu, a poza tym czuł się teraz nieco lżejszy (po tej rozmowie ogólnie) i spokojniejszy, więc to też przełożyło się na to, jak chciał wyglądać. - Comamos en el sofá. Pero si ya preparaste velas, puedes ponerlas en la mesa. Si va a ser una cena romántica, que así sea. - odezwał się po chwili, z uśmiechem na ustach, zerkając na mężczyznę wciąż z tymi samymi iskierkami w oczach. Prawdopodobnie od lat patrzył na niego w ten sam sposób: z miłością, oddaniem i tak, jak patrzy się na osobę, dla której zrobiłoby się wszystko.
- Puedes recalentar la comida un poco más, a menos que no se haya enfriado mucho desde que estuvo en el horno. Vuelvo enseguida, dame quince minutos. - dotknął delikatnie jego ramienia, gdy go mijał, po czym w podskokach pokonał po kilka schodków na raz, udając się do sypialni. Po tych wrażeniach potrzebował się nieco odświeżyć, tym bardziej, że przyjechał prosto z pracy, a tam też spędził sporo czasu. Wskoczył więc pod prysznic, odświeżył się nieco i faktycznie jakiś kwadrans później wrócił na dół, pachnący orzeźwiającym żelem pod prysznic, z wilgotnymi włosami i w swojej ulubionej koszuli w kwiaty, której nie miał na sobie już od dłuższego czasu, chyba od jakichś dwóch lat właściwie, ale jakoś nie mógł jej wyrzucić, bo miał poczucie, że kiedyś nadejdzie odpowiedni moment, w którym znów będzie chciał mieć ją na sobie.
- Bueno, tengo una pregunta. - oświadczył po powrocie, opierając dłonie o biodra. - ¿Hasta qué punto robaste porque tu padre te lo dijo y hasta qué punto lo hiciste porque quisiste hacerlo?

Santi

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 10:46 pm
autor: Santiago de la Serna
Ucieszyło go, że Alvaro rozluźnił się do tego stopnia, że zaczął podskakiwać, a iskierki wróciły do jego oczu. Jego ton głosu również świadczył o tym, że mężczyzna już czuł się w miarę normalnie. Santiago potrzebował trochę więcej czasu, ale nie chciał mu tego pokazywać (tak, znów to samo ukrywanie emocji), więc uśmiechał się i starał zachowywać normalnie. Kiedy Palermo pobiegł na górę, Tiago rzeczywiście wstawił zapiekankę z powrotem do piekarnika, żeby ją podgrzać i oparł się dłońmi o blat, pochylając głowę z zamkniętymi oczami, podobnie, jak wcześniej opierał się o ścianę w łazience. Potrzebował tak postać jakiś czas bez ruchu, z zamkniętymi oczami, żeby się wyciszyć i rozluźnić. Wciąż jeszcze nie był całkowicie uspokojony, kiedy jego partner wrócił, ale już było z nim lepiej, a uśmiech tym razem nawet trochę dotarł do jego oczu, zwłaszcza kiedy zobaczył go w tej koszuli w róże. Taki strój świadczył o tym, że Salvatierra już czuł się dobrze, a to ucieszyło Kocura.
- Estás precioso - oświadczył, wyjął zapiekankę i postawił na stoliku kawowym, na który zaraz przeniósł też świece i wino. Podał talerz mężczyźnie i gestem zaprosił go, by sobie nałożył, ile chce.
Zastanowił się chwilę nad jego pytaniem, analizując swoje uczucia i emocje związane z kradzieżami, zwłaszcza z dzieciństwa.
- No sé - odpowiedział w końcu zgodnie z prawdą - Ahora me encanta y no puedo imaginar la vida sin planificación... - urwał na chwilę zdając sobie sprawę, że właśnie je prowadzi od niespełna dwóch lat, co wywołało ukłucie w jego sercu. Jego oczy na chwilę pociemniały, ale zaraz uśmiechnął się połową ust, chcąc zbyć to uczucie, przygryzł wargę i wzruszył ramionami - No recuerdo cómo me sentía de niño. Mi padre quería que robara y me entrenó para hacerlo prácticamente desde el principio, y creo que al principio lo di por sentado, y luego... luego lo quise yo mismo.
Usiadł na kanapie, nałożył sobie i odchylił się na oparcie, zakładając nogę na nogę. Zachciało mu się płakać, kiedy uświadomił sobie, że od tak dawna nie żył napadami i że to już raczej nie wróci. A już na pewno nie weźmie udziału w żadnym pięknym i zuchwałym napadzie.
- Espero que lo disfrutes - powiedział z uśmiechem, siląc się na normalny i beztroski ton.

Alvaro Salvatierra

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 11:19 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Rozpromienił się, słysząc komplement - zwłaszcza, że widział, że Santiago mówił szczerze. Powiedzmy, że po tylu latach spędzonych u jego boku wyczuwał fałsz nawet w najczulszym i najmilszym tonie, którym Tiago dysponował, na szczęście jednak nieczęsto słyszał ten fałsz wobec siebie samego. Jakimś sposobem, mimo że może okazywanie uczuć i emocji nie szło de la Sernie jeszcze najlepiej, to Alvaro raczej nie odnosił wrażenia, że ten go kiedykolwiek okłamywał.
- Gracias. Lo intenté. - odpowiedział tylko, wciąż uśmiechnięty i wziął talerz, po czym nałożył sobie solidny kawałek zapiekanki, zaraz potem niemalże wsadzając w nią nos, żeby zaciągnąć się zapachem jedzenia. Chyba nie było na świecie rzeczy, które smakowałyby mu bardziej, niż zapiekanki, zwłaszcza jeśli zawierały makaron i sporą ilość sera. Usiadł ze swoim talerzem na kanapie, opierając kostkę jednej nogi o kolano drugiej i zabrał się za jedzenie, bo mimo że zadał dość poważne pytanie i wciąż rozmawiali o poważnych rzeczach, to jednak był też niesamowicie głodny, a pysznie pachnącym i wyglądającym zapiekankom się po prostu nie odmawiało.
- ¿Por qué no quisiste que me involucrara? - zapytał po chwili, gdy zjadł już część ze swojego kawałka, na moment opierając talerz o swoje udo i sięgając po kieliszek wina. Upił łyk, przez moment trzymając wino w buzi i rozkoszując się jego smakiem, po czym przełknął i odstawił go ostrożnie na stolik. - Recuerdo que ni siquiera querías que te ayudara a planificar el atraco, y mucho menos que tomara parte activa en él. - dodał jeszcze, unosząc kącik ust w półuśmiechu. Widział, że Tiago znów nieco przygasł, więc odstawił na blat także swój talerz, po czym podniósł się z kanapy.
- Esperar - mruknął tylko, celując w niego palcem wskazującym, po czym poszedł do przedpokoju, przez chwilę pogrzebał w kieszeni swojego płaszcza, po czym wrócił na kanapę z portfelem. Na kanapę niemal wskoczył, bo jakoś teraz roznosiła go energia i nie mógł na to nic poradzić. - ¿Te acuerdas? - zapytał, wyjmując wreszcie ze swojego portfela złożoną na kilka części serwetkę z restauracji, na której Tiago zapisał kilka punktów. - Todavía me aferro a eso y espero que tú también. - położył mu serwetkę na kolanie i wskazał palcem na ostatni punkt, brzmiący "zaplanować razem kolejny piękny napad". Przybliżył się do niego i oparł czoło o jego czoło, patrząc mu w oczy. - Los momentos que pasamos planeando nuestros atracos fueron los más hermosos de mi vida. Quiero tener algunos más.

Santi

Real love will last forever

: ndz mar 08, 2026 11:40 pm
autor: Santiago de la Serna
- Porque quería protegerte - odpowiedział, patrząc w swój talerz i, swoim zwyczajem - wyjadając poszczególne części zapiekanki oddzielnie: czasem trochę makaronu, czasem trochę samego sera, a czasem wydłubując którąś z jarzyn czy kawałek mięsa - No pretendía alejarte de algo que amaba, si eso pensabas, pero no quería ponerte en peligro, y seamos sinceros: los robos a bancos no son precisamente seguros. No quería que fueras a la cárcel ni, peor aún, que murieras. No quería que fueras un delincuente; quería una vida buena y honesta para ti.
Kiedy Alvaro kazał mu zaczekać, Santiago popatrzył na niego zaskoczony, nie wiedząc, co ten teraz planuje; a gdy pobiegł do swojego płaszcza, brwi Tiago zmarszczyły się w oczekiwaniu. Przymrużył lekko oczy - z jednej strony dlatego, że z tej odległości już słabo widział (obraz drugiego końca mieszkania był dla niego rozmazaną plamą), a z drugiej dlatego, że zastanawiał się, co jego przyjaciel kombinuje, zwłaszcza gdy wrócił z portfelem i wesoło wskoczył na kanapę. Kocur opuścił talerz i rękę z widelcem na swoje udo, patrząc na poczynania mężczyzny. Kiedy jednak zobaczył te serwetkę, zrozumiał, do czego Salvatierra dąży i aż wstrzymał na chwilę oddech, starając się nie rozpłakać, bo nagle ścisnęło go w dołku i zapiekły go oczy. Gdy w dodatku serwetka wylądowała na jego kolanie, a Alvaro wskazał ostatni punkt, Tiago nie wytrzymał - obraz przed oczami zaczął mu się rozmywać. Widząc teraz twarz Alvaro tuż przy swojej i słysząc, że wspólne planowanie to były najpiękniejsze momenty życia Palermo, de la Serna zamknął oczy, zaciskając mocno szczęki i wstrzymując oddech, co jednak nie uchroniło go przed tym, żeby łzy popłynęły mu po policzkach. Kotłowały się w nim teraz - ponownie - różne emocje: z jednej strony wzruszenie, bo Alvaro pamiętał (Tiago też, jak najbardziej), bo Alvaro powiedział, że to były najpiękniejsze chwile jego życia (Tiago też); a z drugiej: rozpacz, bo nawet jeśli będą planować, to nigdy razem tego planu nie zrealizują. Bo pewnie nawet nie zdążą go dokończyć.
Odstawił talerz na stół i przetarł twarz dłońmi, unosząc głowę i biorąc głęboki oddech, żeby powstrzymać łzy, ale te nie chciały, cholera, przestać płynąć.
- Lo siento. No le hagas caso, debí tener algo en el ojo - powiedział łamiącym się głosem; jednak bez przekonania. Nie było to typowe dla niego ukrywanie emocji, bo wiedział przecież, że Alvaro widzi, co się z nim dzieje i że udawanie, że nie płacze, nie miało sensu. Santiago był zresztą bliski pozwolenia sobie na ten płacz. Jeszcze się na niego nie godził, ale był coraz bliższy odblokowania hamulców, tym bardziej po wcześniejszej rozmowie o tym, że ma się otworzyć.

Alvaro Salvatierra