When you smile I melt inside
: śr mar 11, 2026 1:43 pm
Widząc ogrom szoku i niedowierzania po stronie Daniela Lian parsknął bezgłośnym, przydechowym śmiechem i odwrócił wzrok nie wiedząc jak na to zareagować.
一 Co w tym takiego zaskakującego? 一 Uniósł lekko brew, porozumiewawczym spojrzeniem dając mu do zrozumienia, że w temacie pierwszych randek nie był przecież jedyną osobą w towarzystwie. 一 Zdziwiłbyś się jak ciężko w tych czasach o gapowatego nerda w okularach, świat zszedł na psy.
Ciężkie glany rozdeptywały na płasko zaspy, gdy idąc przodem torował mu drogę przez niezadbany parking pełen pułapek w postaci zaimprowizowanych lodowisk po kilku godzinach temperatur na plusie i kopczyków śniegu, reagując i obracając się tylko gdy słyszał pytanie lub pobrzękiwanie puszki z landrynkami.
Kolejną niespodzianką, jaką zaoferował mu ten dzień było z lekka obce, poddrapujące go od środka uczucie, którego rozpoznanie zajęło mu więcej czasu niż powinno, a jakiego nie uświadczył od miesięcy. Lat, być może.
Ekscytacja dodawała mu nowej lekkości, dokładała sprężystości krokom, tuszowała zmęczenie, które pomimo porządnie przespanej nocy zdawało się zamieszkiwać już jego kości.
一 Idziemy oglądać rybki 一 przytaknął, szukając po kieszeniach czegoś, co finalnie okazał się trzymać w tej wewnętrznej w płaszczu. Telefon ginął mu za każdym razem kiedy go potrzebował i zazwyczaj po paru minutach Mei orientował się, że trzymał go w ręce przez cały czas. 一 Spodobały ci się zdjęcia z Okinawy, to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy.
Nie znał Toronto zbyt dobrze. Pomimo że urodził się w tym mieście i przez pierwsze kilka lat nie zabierano go dalej jak do Montrealu, gdzie poznawał The FILMharmonique Orchestra od podszewki zanim jeszcze nauczył się tabliczki mnożenia, Lian nie miał okazji na prawidłowe wgryzienie się w to miejsce i wciąż czuł się w nim jak turysta. Tylko Tripadvisor ratował go przed kiepskimi knajpami, a późnymi wieczorami, kiedy bezsenność wypychała go poza próg, snuł się bez celu przez ulice, których nazw nie pamiętał i przeskakiwał przez ogrodzenia parków, których nie rozpoznawał.
一 Znasz to miejsce? 一 Na chwilę oderwał wzrok od ekranu; udało mu się znaleźć ich wejściówki na mailu, bo magicznie zniknęły mu z elektronicznego portfela. 一 Kurwa, mogłem jednak rozważyć Okinawę.
Brzmiało to jednocześnie jak żart i w tym samym stopniu jak coś, co Lian naprawdę mógłby przemyśleć i prawdopodobnie dojrzeć do decyzji o zakupie dwóch biletów lotniczych po prostu. Z drugiej strony, wiedząc z własnego, wciąż świeżego doświadczenia ile trwał ten lot, musiałby rzeczywiście porwać Moore'a na dłużej niż jedno popołudnie.
一 Winogronowe są najlepsze, ale w Japonii mają wiosenną edycję z białą brzoskwinią, więc powiedziałbym, że to ścisła czołówka.
Dobrnęli do atrium przy wejściu, zostawiając w progu inwazyjnie jasne światło dnia odbijające się od śniegu, Lian z ulgą przywitał ciemność temperowaną sztucznym, niebieskim światłem i kawałek dalej okazał wejściówki przy okienku. Dostali dwa kompletne foldery z mapą i broszurkę informacyjną, rekomendację kafejki z tematycznym, stylizowanym na oceaniczne menu oraz aż nazbyt dokładną instrukcję jak nie ominąć sklepu z pamiątkami, który czekał na nich na końcu trasy. Po zerknięciu na mapę ciężko było zrozumieć jak w ogóle można było go przeoczyć, skoro należało przejść przez jego środek aby w ogóle wyjść z powrotem do głównego lobby.
Otworzył usta chcąc zapytać, czy Daniel wolałby najpierw obejrzeć faunę czy bardziej interesowała go morska flora, ale wówczas wyobrażenie Moore'a próbującego zaciągnąć się papierosem doprowadziło do zmiany priorytetów.
Lian wydał z siebie jakiś zduszony, przypominający ni to śmiech ni szczeknięcie dźwięk.
一 Jak rozumiem to był twój przebłysk młodzieńczego buntu? Wybacz, kompletnie nie widzę cię z papierosem w ręku. Prędzej... zaczekaj, pokażę ci coś.
Na moment przystanął w pół kroku, cofnął się i wystukał w telefonie krótkie wyszukanie, wyglądające niemal identycznie jak nazwa, pod którą zapisał Daniela na liście swoich kontaktów. Spojrzał na niego z ukosa, znów na ekran i raz jeszcze w stronę Moore'a mrużąc oczy, jakby porównywał dwa podobne obrazy usiłując dopatrzeć się jakichkolwiek różnic.
Search: 汤圆
W końcu czując, że i tak pastwił się nad nim zbyt długo, obszedł go jeszcze raz dookoła korzystając z całych dwudziestu centymetrów przewagi by Daniel nie zaznajomił się zbyt szybko z wynikami, ale zlitował się i zmiękł na widok znajomej podkówki.
Obrócił telefon w jego stronę pozwalając, by Moore na własną rękę i w swoim tempie zapoznał się z tym, z czym kojarzył mu się najbardziej.
一 Tak cię zapisałem. Widzisz to, co nie?
Daniel Moore
一 Co w tym takiego zaskakującego? 一 Uniósł lekko brew, porozumiewawczym spojrzeniem dając mu do zrozumienia, że w temacie pierwszych randek nie był przecież jedyną osobą w towarzystwie. 一 Zdziwiłbyś się jak ciężko w tych czasach o gapowatego nerda w okularach, świat zszedł na psy.
Ciężkie glany rozdeptywały na płasko zaspy, gdy idąc przodem torował mu drogę przez niezadbany parking pełen pułapek w postaci zaimprowizowanych lodowisk po kilku godzinach temperatur na plusie i kopczyków śniegu, reagując i obracając się tylko gdy słyszał pytanie lub pobrzękiwanie puszki z landrynkami.
Kolejną niespodzianką, jaką zaoferował mu ten dzień było z lekka obce, poddrapujące go od środka uczucie, którego rozpoznanie zajęło mu więcej czasu niż powinno, a jakiego nie uświadczył od miesięcy. Lat, być może.
Ekscytacja dodawała mu nowej lekkości, dokładała sprężystości krokom, tuszowała zmęczenie, które pomimo porządnie przespanej nocy zdawało się zamieszkiwać już jego kości.
一 Idziemy oglądać rybki 一 przytaknął, szukając po kieszeniach czegoś, co finalnie okazał się trzymać w tej wewnętrznej w płaszczu. Telefon ginął mu za każdym razem kiedy go potrzebował i zazwyczaj po paru minutach Mei orientował się, że trzymał go w ręce przez cały czas. 一 Spodobały ci się zdjęcia z Okinawy, to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy.
Nie znał Toronto zbyt dobrze. Pomimo że urodził się w tym mieście i przez pierwsze kilka lat nie zabierano go dalej jak do Montrealu, gdzie poznawał The FILMharmonique Orchestra od podszewki zanim jeszcze nauczył się tabliczki mnożenia, Lian nie miał okazji na prawidłowe wgryzienie się w to miejsce i wciąż czuł się w nim jak turysta. Tylko Tripadvisor ratował go przed kiepskimi knajpami, a późnymi wieczorami, kiedy bezsenność wypychała go poza próg, snuł się bez celu przez ulice, których nazw nie pamiętał i przeskakiwał przez ogrodzenia parków, których nie rozpoznawał.
一 Znasz to miejsce? 一 Na chwilę oderwał wzrok od ekranu; udało mu się znaleźć ich wejściówki na mailu, bo magicznie zniknęły mu z elektronicznego portfela. 一 Kurwa, mogłem jednak rozważyć Okinawę.
Brzmiało to jednocześnie jak żart i w tym samym stopniu jak coś, co Lian naprawdę mógłby przemyśleć i prawdopodobnie dojrzeć do decyzji o zakupie dwóch biletów lotniczych po prostu. Z drugiej strony, wiedząc z własnego, wciąż świeżego doświadczenia ile trwał ten lot, musiałby rzeczywiście porwać Moore'a na dłużej niż jedno popołudnie.
一 Winogronowe są najlepsze, ale w Japonii mają wiosenną edycję z białą brzoskwinią, więc powiedziałbym, że to ścisła czołówka.
Dobrnęli do atrium przy wejściu, zostawiając w progu inwazyjnie jasne światło dnia odbijające się od śniegu, Lian z ulgą przywitał ciemność temperowaną sztucznym, niebieskim światłem i kawałek dalej okazał wejściówki przy okienku. Dostali dwa kompletne foldery z mapą i broszurkę informacyjną, rekomendację kafejki z tematycznym, stylizowanym na oceaniczne menu oraz aż nazbyt dokładną instrukcję jak nie ominąć sklepu z pamiątkami, który czekał na nich na końcu trasy. Po zerknięciu na mapę ciężko było zrozumieć jak w ogóle można było go przeoczyć, skoro należało przejść przez jego środek aby w ogóle wyjść z powrotem do głównego lobby.
Otworzył usta chcąc zapytać, czy Daniel wolałby najpierw obejrzeć faunę czy bardziej interesowała go morska flora, ale wówczas wyobrażenie Moore'a próbującego zaciągnąć się papierosem doprowadziło do zmiany priorytetów.
Lian wydał z siebie jakiś zduszony, przypominający ni to śmiech ni szczeknięcie dźwięk.
一 Jak rozumiem to był twój przebłysk młodzieńczego buntu? Wybacz, kompletnie nie widzę cię z papierosem w ręku. Prędzej... zaczekaj, pokażę ci coś.
Na moment przystanął w pół kroku, cofnął się i wystukał w telefonie krótkie wyszukanie, wyglądające niemal identycznie jak nazwa, pod którą zapisał Daniela na liście swoich kontaktów. Spojrzał na niego z ukosa, znów na ekran i raz jeszcze w stronę Moore'a mrużąc oczy, jakby porównywał dwa podobne obrazy usiłując dopatrzeć się jakichkolwiek różnic.
Search: 汤圆
W końcu czując, że i tak pastwił się nad nim zbyt długo, obszedł go jeszcze raz dookoła korzystając z całych dwudziestu centymetrów przewagi by Daniel nie zaznajomił się zbyt szybko z wynikami, ale zlitował się i zmiękł na widok znajomej podkówki.
Obrócił telefon w jego stronę pozwalając, by Moore na własną rękę i w swoim tempie zapoznał się z tym, z czym kojarzył mu się najbardziej.
一 Tak cię zapisałem. Widzisz to, co nie?
Daniel Moore