this melody from the beginning
: sob mar 28, 2026 2:22 pm
Erin St. Clair
Joshua czuł, jak dymna atmosfera klubu, szum dobrej whisky i rytmiczny jazz lecący z głośników w tle zaczynają działać na niego w sposób, którego nie przewidział żaden podręcznik fizjologii. Widział reakcje jej ciała - to, jak drgnęła pod jego dotykiem, jak jej skóra reagowała na chłód lodu i ciepło jego dłoni. Ze wszystkich sił starał się zachować resztki lekarskiego profesjonalizmu, tłumacząc sobie, że przecież tylko „diagnozuje” kostkę, ale prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Był zauroczony, a bliskość Rae, zapach jej perfum i widok odsłoniętego uda sprawiały, że czuł narastające podniecenie - to psychiczne, płynące z fascynacji jej intelektem i głosem, i to czysto fizyczne, którego nie dało się już zignorować.
Gdy Rae wspomniała o podwijaniu sukienki przed kimś, kogo zna się z nazwiska, Josh uśmiechnął się półgębkiem, poprawiając okład z lodu na jej stopie. Dotykał ją niby przypadkiem - musiał bowiem co chwilę zmieniać położenie serwetki, by przynieść ulgę zwichniętemu stawowi, a jednocześnie nie odmrozić jej delikatnej skóry. Musiąłby otwarcie przyznać, że każdy taki ruch był dla niego testem silnej woli.
-Czy lubię rządzić? - powtórzył z lekkim rozbawieniem, unosząc wzrok znad jej kostki, jakby to faktycznie było pytanie, a nie stwierdzenie faktu - Powiedzmy, że jako psychiatra mam alergię na chaos. Ale przyznaję, że w twoim przypadku utrzymanie obiektywizmu graniczy z cudem.
Rozmowa była tak swobodna i pełna niewymuszonej fascynacji. O ile rozmową, można było nazwać kilka wymienionych w ich wspólnej bańce zdań.
-Cóż... Nie przyszedłem tu specjalnie dla Ciebie - przyznał szczerze, patrząc jej prosto w oczy, gdy ona już szykowała się do powrotu na scenę. - Byliśmy z chłopakami po prostu skuszeni obietnicą muzyki na żywo i dobrego alkoholu. Ale teraz... cóż, gdybym wiedział, co nas tutaj czeka, zdecydowanie przyszedłbym sam. Bez zbędnych świadków. A co do tego plakatu... gdybym faktycznie go miał to powiesiłbym go nad łóżkiem i wtedy prawdopodobnie nigdy nie zdałbym tych egzaminów. Za bardzo rozpraszałaby mnie myśl, że gdzieś tam w Nowym Orleanie istnieje ktoś, kto śpiewa w ten sposób.
Kiedy zespół zaczął ich poganiać, a Rae położyła dłonie na jego ramionach, Josh poczuł, jakby prąd przeszedł przez całe jego ciało. Ten krótki moment, w którym prosiła go o „przypilnowanie butów”, był przypieczętowaniem bardzo intymnego kontaktu. Uniósł jej buty nieco wyżej, niczym najcenniejszy depozyt w całym French Quarter, i przytaknął jej z aprobatą, gdy ruszyła boso w stronę instrumentu.
-Zajmę się nimi, Rae. Będą tu czekać, razem ze mną - rzucił za nią, odprowadzając ją wzrokiem. Nie był pewien, czy go słyszała poza bańką. W otaczającym ich chaosie i gwarze. Był jednak pewien, że przeszedł go eletryzujący dreszcz, gdy po raz pierwszy wypowiedział jej imię.
Pochłonął go koncert. Muzyka wypełniła całą przestrzeń, a on stał tam, trzymając jej obuwie, całkowicie pod władzą jej głosu. W międzyczasie znajomi przenieśli się do Josha przy barze, by zamienić z nim kilka zdań. Śmiali się, poklepywali go po plecach i żartowali z jego nowej roli "strażnika szpilek", ale Joshua, mimo, że rozbawiony, był w tamtej chwili bardziej z nią niż z nimi. Nie tracił jej z oczu, wpatrzony w scenę jak zapatrzone szczenię, ignorując docinki o tym, że przecież ledwo zostali lekarzami, a on już znalazł sobie prywatną pacjentkę. W głowie zapulsowała mu jedna, irytująca myśl: każdy z młodych ambitnych lekarzy z jego towarzystwa mógł ją złapać tego wieczoru, gdy spadała ze sceny. Czy gdyby mogła wybrać, wybrałaby właśnie jego? Ah, ten przeklęty analityczny umysł... Joshua skarcił się w duchu. "Daj spokój, Rhodes" - pomyślał. Lepiej było po prostu przeżyć tę chwilę najpełniej, jak się dało. Chwilo, trwaj.
Joshua czuł, jak dymna atmosfera klubu, szum dobrej whisky i rytmiczny jazz lecący z głośników w tle zaczynają działać na niego w sposób, którego nie przewidział żaden podręcznik fizjologii. Widział reakcje jej ciała - to, jak drgnęła pod jego dotykiem, jak jej skóra reagowała na chłód lodu i ciepło jego dłoni. Ze wszystkich sił starał się zachować resztki lekarskiego profesjonalizmu, tłumacząc sobie, że przecież tylko „diagnozuje” kostkę, ale prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Był zauroczony, a bliskość Rae, zapach jej perfum i widok odsłoniętego uda sprawiały, że czuł narastające podniecenie - to psychiczne, płynące z fascynacji jej intelektem i głosem, i to czysto fizyczne, którego nie dało się już zignorować.
Gdy Rae wspomniała o podwijaniu sukienki przed kimś, kogo zna się z nazwiska, Josh uśmiechnął się półgębkiem, poprawiając okład z lodu na jej stopie. Dotykał ją niby przypadkiem - musiał bowiem co chwilę zmieniać położenie serwetki, by przynieść ulgę zwichniętemu stawowi, a jednocześnie nie odmrozić jej delikatnej skóry. Musiąłby otwarcie przyznać, że każdy taki ruch był dla niego testem silnej woli.
-Czy lubię rządzić? - powtórzył z lekkim rozbawieniem, unosząc wzrok znad jej kostki, jakby to faktycznie było pytanie, a nie stwierdzenie faktu - Powiedzmy, że jako psychiatra mam alergię na chaos. Ale przyznaję, że w twoim przypadku utrzymanie obiektywizmu graniczy z cudem.
Rozmowa była tak swobodna i pełna niewymuszonej fascynacji. O ile rozmową, można było nazwać kilka wymienionych w ich wspólnej bańce zdań.
-Cóż... Nie przyszedłem tu specjalnie dla Ciebie - przyznał szczerze, patrząc jej prosto w oczy, gdy ona już szykowała się do powrotu na scenę. - Byliśmy z chłopakami po prostu skuszeni obietnicą muzyki na żywo i dobrego alkoholu. Ale teraz... cóż, gdybym wiedział, co nas tutaj czeka, zdecydowanie przyszedłbym sam. Bez zbędnych świadków. A co do tego plakatu... gdybym faktycznie go miał to powiesiłbym go nad łóżkiem i wtedy prawdopodobnie nigdy nie zdałbym tych egzaminów. Za bardzo rozpraszałaby mnie myśl, że gdzieś tam w Nowym Orleanie istnieje ktoś, kto śpiewa w ten sposób.
Kiedy zespół zaczął ich poganiać, a Rae położyła dłonie na jego ramionach, Josh poczuł, jakby prąd przeszedł przez całe jego ciało. Ten krótki moment, w którym prosiła go o „przypilnowanie butów”, był przypieczętowaniem bardzo intymnego kontaktu. Uniósł jej buty nieco wyżej, niczym najcenniejszy depozyt w całym French Quarter, i przytaknął jej z aprobatą, gdy ruszyła boso w stronę instrumentu.
-Zajmę się nimi, Rae. Będą tu czekać, razem ze mną - rzucił za nią, odprowadzając ją wzrokiem. Nie był pewien, czy go słyszała poza bańką. W otaczającym ich chaosie i gwarze. Był jednak pewien, że przeszedł go eletryzujący dreszcz, gdy po raz pierwszy wypowiedział jej imię.
Pochłonął go koncert. Muzyka wypełniła całą przestrzeń, a on stał tam, trzymając jej obuwie, całkowicie pod władzą jej głosu. W międzyczasie znajomi przenieśli się do Josha przy barze, by zamienić z nim kilka zdań. Śmiali się, poklepywali go po plecach i żartowali z jego nowej roli "strażnika szpilek", ale Joshua, mimo, że rozbawiony, był w tamtej chwili bardziej z nią niż z nimi. Nie tracił jej z oczu, wpatrzony w scenę jak zapatrzone szczenię, ignorując docinki o tym, że przecież ledwo zostali lekarzami, a on już znalazł sobie prywatną pacjentkę. W głowie zapulsowała mu jedna, irytująca myśl: każdy z młodych ambitnych lekarzy z jego towarzystwa mógł ją złapać tego wieczoru, gdy spadała ze sceny. Czy gdyby mogła wybrać, wybrałaby właśnie jego? Ah, ten przeklęty analityczny umysł... Joshua skarcił się w duchu. "Daj spokój, Rhodes" - pomyślał. Lepiej było po prostu przeżyć tę chwilę najpełniej, jak się dało. Chwilo, trwaj.